Stuknął roczek

March 14th, 2002

Nawet się nie obejrzeliśmy, a tarnogórski Park Wodny już świętuje swoje pierwsze urodziny. Z jego licznych atrakcji skorzystały już setki tysięcy osób. Niedługo będzie gościć milionowego klienta. – Pomimo trudności z finansowaniem, ten obiekt sam się broni i osiąga coraz lepsze wyniki ekonomiczne. Dobrze rokuje to na przyszłość.

- Dla mnie ważne też jest i to, że dużo dzieci z Tarnowskich Gór i innych miast, nauczy się tu pływać. Wdrażamy specjalne programy edukacyjne, nawet dla niemowląt – chwali się Piotr Hanysek, burmistrz Tarnowskich Gór.

- Sto niemowlaków i ich mamy już są po nauce pływania. Sto kolejnych już czeka w kolejce, by skorzystać z tej propozycji. Chętnych jest bardzo dużo i ogranicza nas tylko czas, który trzeba wygospodarować, bo ludzi w parku jest coraz więcej – zapewnia Ilona Krzempek, szefowa działu fitness w Parku Wodnym.

Budowla wrosła już architektonicznie w miasto. Ściągają tu ludzie z całego Śląska, a nawet obcokrajowcy.
- Są Amerykanie, Anglicy, Francuzi, bardzo dużą grupę klientów stanowią obywatele Niemiec. Żeby park funkcjonował normalnie i zarabiał, w ciągu miesiąca powinno się przez niego przewinąć 60, 70 tysięcy osób. Takie miesiące już były, choć nie każdy jest dobry. Jednak nie ma co narzekać. Za parę miesięcy będziemy witać milionowego klienta – zapowiada Zbigniew Skrzypiciel, prezes Agencji Inicjatyw Gospodarczych, właściciela Parku.

Oblicza się, że w ciągu 12 miesięcy z tutejszych atrakcji skorzystało około 700 tysięcy ludzi. “Przepłynęli” ponad 800 tysięcy godzin.

- Z okazji roczku przygotowujemy na sobotę wiele ciekawych propozycji. Jedną z największych atrakcji będzie otwarcie Galerii Sztuki, która na stałe zagości w Parku. Chcemy, żeby nasi klienci mogli skorzystać nie tylko z czegoś dla ciała, ale też dla ducha. Zgodnie z grecką ideą – podkreśla Wojciech Giergiel, odpowiedzialny za marketing.

- Obchody roczku zaczniemy w sobotę już o godzinie 10.00 konkursami dla dzieci. Największą atrakcją powinny być “Wodne potyczki rodzinne”. Ostatnim punktem programu będzie pokaz wodnego aerobiku. Warto przyjść. Uczestnicy potyczek rodzinnych mają wolny wstęp – zapewnia Krzempek. Pozostali uczestnicy zabawy płacą zwykłe “wejściówki”, czyli 6 zł za godzinę. Wszyscy dostaną po kawałku urodzinowego tortu.

Autor artykułu: ANDRZEJ MADEJCZYK

Medalowe piruety

March 14th, 2002

Pierwsze miejsce w kategorii “debs” (rocznik ’89) zajęła podczas warszawskiego Kryterium Europejskiego w łyżwiarstwie figurowym solistka MOSiR-u Sosnowiec Małgorzata Osypińska. Trzech sędziów najwyżej oceniło jej program dowolny (noty 8,5-8,8 pkt.), a dwóch widziało ją na drugiej pozycji (oceny 8,0-8,4 pkt.).

W klasyfikacji generalnej sosnowiczanka wyprzedziła Joannę Dusik (Unia Oświęcim) i Emilię Denis (Start Wisła Toruń). Druga reprezentantka MOSiR-u Sosnowiec w tej kategorii – Agata Musiał zajęła siódmą lokatę.

Piąte miejsce wśród juniorek zajęła młodsza od większości rywalek Sabina Paśnik. Po programie krótkim dwóch arbitrów widziało sosnowiczankę na najniższym stopniu podium (noty 8,6 pkt.), ale program dowolny jednomyślnie oceniono jako piąty. Zwyciężyła Anna Jurkiewicz (Dwory Unia Oświęcim) przed Julią Szeremetą z Witebska.

Jedno “oczko” niżej zakończyła rywalizację w gronie “novices” (rocznik ’87) Paulina Łykus. Uzyskane przez nią oceny (6,6-7,8 pkt.) trudno uznać za rewelacyjne. Wygrała mająca na koncie trzy “dziewiątki” oświęcimianka Anna Zawada.

Autor artykułu: (wow)

Złota drużyna

March 14th, 2002

Pod dyktando siatkarek dąbrowskiego MMKS toczyły się tegoroczne zmagania o mistrzostwo Śląska młodziczek. Podopieczne Waldemara Kawki, które w ciągu całych rozgrywek nie straciły seta, nie zawiodły również w drugim turnieju finałowym. Rozgrywane we własnej hali zawody dąbrowianki rozpoczęły od pojedynku ze Stalą Bielsko-Biała.

Na początku meczu drużyna przyjezdna wprawdzie objęła prowadzenie (2:1), ale wystarczyła seria dobrych serwisów Judyty Czajkowskiej oraz skutecznych ataków Katarzyny Urban i Krystyny Tkaczewskiej, by gospodynie uzyskały przewagę (7:3), którą następnie systematycznie powiększały. Podopieczne Waldemara Kawki doskonale broniły i bielszczanki nie zdołały zdobyć punktów po sześciu kolejnych swoich serwisach. W dąbrowskim zespole dobrze na linii zagrywki spisywały się Krystyna Tkaczewska (15:7) i Patrycja Gajdzik (20:9). Ostatecznie, po ataku Katarzyny Urban, siatkarki MMKS wygrały partię do 12.

Bliźniaczy przebieg miał drugi set. Na początku rozgrywki bielszczanki doprowadziły do remisu (2:2), ale po serwisach Judyty Czajkowskiej ponownie było 7:3 dla MMKS. Gdy przewaga gospodyń szybko wzrosła do 10 “oczek” (18:8) dąbrowski szkoleniowiec wysłał na parkiet zawodniczki rezerwowe: Martynę Niemczyk i Igę Piaskowską. Po zagrywkach tej ostatniej dąbrowianki miały pierwszą piłkę meczową (24:11). Wykorzystały następną.

Dwusetowe zwycięstwo w derbowym pojedynku z MKS Zawiercie zapewniało podopiecznym Waldemara Kawki tytuł mistrzowski przed ostatnią kolejką spotkań. Zawiercianki musiały wygrać (najlepiej 2:0), by sprolongować swoje szanse na awans do ćwierćfinału mistrzostw Polski młodziczek.

Pierwszy set był wyrównany tylko przez kilka minut (4:4). Gdy na zagrywkę pomaszerowały Krystyna Tkaczewska (11:6) i Joanna Wiatr (16:7), losy partii zostały praktycznie przesądzone. Na środku siatki królowała Katarzyna Urban, którą wspierały na skrzydłach Paulina Kawka i Krystyna Tkaczewska. Doskonale spisywała się libero Jadwiga Tkaczewska. Aż 8 razy zawiercianki nie zdobyły punktu po swoim serwisie. Gospodynie wygrały do 12.

Druga partia nie trwała nawet kwadransa. Przewaga dąbrowianek rosła wprawdzie początkowo bardzo powoli (4:2, 10:5), ale po pokazie dobrej zagrywki w wykonaniu Krystyny Tkaczewskiej podopieczne Waldemara Kawki prowadziły już 21:6. Wprawdzie wprowadzona na boisko Iga Piaskowska zepsuła swój serwis (22:8), ale Martyna Niemczyk na zagrywce spisała się znacznie lepiej (25:9) i dąbrowianki mogły świętować zdobycie złotych medali.

W ostatnim finałowym meczu podopieczne Waldemara Kawki zmierzyły się z mającymi zagwarantowany już srebrny medal siatkarkami MCKiS Jaworzno. Pierwszy set był popisem Katarzyny Urban, która na zagrywkę poszła przy stanie 6:7, a gdy z niej schodziła dąbrowianki prowadziły 18:8! Chwilę później jej wyczyn zaczęła kopiować Krystyna Tkaczewska, serwując aż do końca seta (25:9).

Znacznie mniej efektowny był drugi set, najdłuższy (20 minut) z rozegranych przez dąbrowianki. Oba zespoły nieźle bronił i kiepsko atakowały. Ostatecznie podopieczne Waldemara Kawki wygrały do 21.

Trzy porażki 0:2 siatkarek MKS Zawiercie przekreśliło nadzieje podopiecznych Zbigniewa Grzegorczyka na awans do ćwierćfinału. Zawierciankom na “otarcie łez” pozostało miejsce na najniższym stopniu podium. Dzięki setowi “urwanemu” MCKiS Jaworzno w pierwszym turnieju wyprzedziły one w tabeli bielską Stal.

* MMKS Dąbrowa Górn. – Stal Bielsko-Biała 2:0 (25:12, 25:12), MCKiS Jaworzno – MKS Zawiercie 2:0 (25:17, 25:14), MCKiS Jaworzno – Stal Bielsko-Biała 2:0 (25:9, 25:15), MMKS Dąbrowa Górn. – MKS Zawiercie 2:0 (25:12, 25:9), MKS Zawiercie – Stal Bielsko-Biała 0:2 (22:25, 20:25), MMKS Dąbrowa Górn. – MCKiS Jaworzno 2:0 (25:9, 25:21).

Autor artykułu: (wow)

Chuligańska demolka

March 13th, 2002

Pracownicy Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Gliwicach podczas kontroli swoich obiektów natrafili na kolejne zniszczenia spowodowane przez chuliganów. Najwięcej takich przypadków odnotowywano w Sośnicy. Obecnie coraz częściej demolowane są obiekty w pozostałych częściach miasta.

Samotne budynki, przy których znajdują się także zbiorniki wodne, często padają ofiarą bezmyślnych wyczynów młodocianych chuliganów. Do niedawna notorycznie ginęły z nich wszystkie metalowe elementy tj. płoty, przęsła ogrodzeń, czy klapy studzienek, które zagospodarowywali zbieracze złomu. Pracownicy PWiK znaleźli na to sposób i zastąpili ,chodliwe” części betonowymi atrapami. Chuligani nadal niszczą jednak szyby i gzymsy budynków, w których znajdują się urządzenia kierujące przepływem wody na osiedlu.

W jednym z ujęć złodzieje złomu urządzili sobie punkt przerzutowy, w którym magazynowali skradziony z bocznicy kolejowej węgiel. Proceder udało się zakończyć dzięki współpracy wodociągów z sośnickim komisariatem policji.

Minionej niedzieli nieznani sprawcy zniszczyli kilkadziesiąt metrów betonowego płotu przy ul. Błękitnej, otaczającego zbiorniki wodne na osiedlu Obrońców Pokoju. Budynki należące do PWiK stoją wprost naprzeciwko domków jednorodzinnych. Nikt z mieszkających w nich lokatorów nie poinformował policji o chuligańskich wybrykach.

- Przecież, ktoś musiał widzieć sprawców. Zniszczenia kilkudziesięciu metrów betonowego płotu nie można przecież dokonać samotnie w kilka minut. Zabezpieczyliśmy wszystkie urządzenia i instalacje przed ingerencją z zewnątrz. Nie jesteśmy jednak w stanie zabezpieczyć się przed wandalizmem – mówi kierownik przepompowni wody i hydroforowni gliwickiego PWiK, Jerzy Ballas.

Wszystkie ujęcia i zbiorniki wodne, czego często nie wiedzą włamywacze, są ujęte w sieci monitoringu komputerowego. Niepożądane wtargnięcie do któregoś z pomieszczeń, podobnie jak awarie, jest odnotowywane w centrali PWiK w ciągu kilku sekund. Pracownicy przedsiębiorstwa są w stanie przyjechać na miejsce po kilku minutach. Koszty wizyty nieproszonych gości, są jednak niewspółmierne do wyrządzanych przez nich strat.

- Niedawno włamywacze weszli na teren jednego z osiedlowych zbiorników. Po otwarciu włazów, aparatura komputerowa wyłączyła zbiornik. To zabezpieczenie na wypadek gdyby ktoś chciał zanieczyścić wodę. Sprawcy nie zdawali sobie sprawy że wiemy o ich wizycie. Do zniszczeń nie doszło. Musieliśmy jednak wypuścić wodę ze zbiornika i skontrolować jego wnętrze. Do kanalizacji wypuściliśmy wtedy 4 tysiące m. sześć.,czystej wody – dodaje kierownik.

Autor artykułu: MIKOŁAJ SUCHAN

Fiat zwalnia?

March 13th, 2002

W przyszłym tygodniu dyrekcja Fiata Auto Poland poinformuje, czy odwiesi zamrożone w lutym zwolnienia pracowników z zakładów w Bielsku-Białej i Tychach. Wiesław Brzóska, szef Międzyzakładowej Organizacji Związkowej NSZZ Solidarność poinformował wczoraj, iż związkowcy nie mają na ten temat żadnych informacji. – Nie wiemy, ile osób miałoby zostać zwolnionych i kiedy. Dlatego nie chcemy na razie komentować tej sprawy – powiedział Brzóska. W lutym Fiat zawiesił zwolnienie 230 pracowników. Na razie Włosi nie wypowiadają się na ten temat. Poinformowali jedynie, iż z powodu złej sytuacji na rynku motoryzacyjnym zaplanowano w marcu 5-dniowy postój w produkcji. Cztery dni na początku miesiąca i 15 marca.

Autor artykułu: (ach)

Trawa w ogniu

March 13th, 2002

Na nic zdają się apele strażaków o to, by nie wypalać traw. Sucha i wietrzna pogoda, która utrzymywała się wczoraj sprawiła, że ogień roznosił się bardzo szybko. Pełne ręce roboty mieli strażacy we wszystkich powiatach. Teresa Formas, dyżurna w bielskiej straży poinformowała o 10 wyjazdach. Trawy płonęły w Bielsku, Czechowicach, Buczkowicach, Bystrej, Zabrzegu, Międzyrzeczu i Kaniowie. O dwa wyjazdy więcej zanotowali strażacy na Żywiecczyźnie. Największy pożar wydarzył się w Żywcu Moszczanicy. Ogień rozprzestrzenił się na powierzchni dziesięciu hektarów. W powiecie cieszyńskim osiem razy do płonących traw wyjeżdżali strażacy.

Autor artykułu: (wot)

Konkretna i rzeczywista

March 12th, 2002

Oświadczenie każdej ze stron o wypowiedzeniu umowy o pracę powinno nastąpić na piśmie. Brak w aktach osobowych pracownika odpisu dokumentu o rozwiązaniu z nim umowy o pracę nie świadczy o tym, że rozwiązanie kontraktu nastąpiło bez zachowania formy pisemnej.

W oświadczeniu pracodawcy o wypowiedzeniu umowy o pracę zawartej na czas nieokreślony lub zwolnieniu bez wypowiedzenia powinna być wskazana przyczyna uzasadniająca tę decyzję lub rozwiązanie umowy. Niewykonanie tego obowiązku jest naruszeniem przepisów. Dodajmy, że przyczyna wskazana w wypowiedzeniu musi być konkretna i rzeczywista. Dlatego podanie w piśmie wypowiadającym np. zarzutu ,niewłaściwego wywiązywania się z obowiązków” nie jest wystarczające.

Może się zdarzyć tak, że pracodawca w odrębnym piśmie poda przyczynę wypowiedzenia. Taki dokument może być doręczony pracownikowi wcześniej lub równocześnie z pismem zawierającym rozwiązanie umowy. Pracodawca natomiast nie jest obowiązany podawać podstawy prawnej wypowiedzenia.

W oświadczeniu pracodawcy o wypowiedzeniu umowy o pracę lub jej rozwiązaniu bez wypowiedzenia powinno być zawarte pouczenie o przysługującym pracownikowi prawie odwołania do sądu pracy. W zasadzie powinno dotyczyć możliwości i terminu złożenia odwołania do sądu pracy. Celowa jest jednak także informacja o możliwości złożenia wniosku do komisji pojednawczej, przy czym aktualnie może to być wyłącznie zespół działający u danego pracodawcy, gdyż komisje pojednawcze przy sądach pracy zostały zlikwidowane. Brak takiego pouczenia nie skutkuje jednak z konieczności uznania wypowiedzenia za sprzeczne z prawem. Zasadniczym skutkiem braku takiej informacji jest możliwość skutecznego złożenia przez pracownika wniosku o przywrócenie terminu do odwołania od wypowiedzenia.

Autor artykułu: KATARZYNA KULIŃSKA-PLUTA

Ordynatorzy bez konkursu

March 12th, 2002

Zarząd Województwa Śląskiego chce zwolnić dyscyplinarnie Janusza Adamkiewicza, dyrektora Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Częstochowie. Zwrócił się o opinię do Rady Społecznej WSZ. Zarzuca dyrektorowi, że jedenastu ordynatorów spośrod piętnastu zatrudnionych w placówce, zajmowało to stanowisko bez konkursu.

- To złamanie prawa – mówi Adam Warzecha, rzecznik Urzędu Marszałkowskiego w Katowicach. – Dyrektor szpitala ma obowiązek rozpisania konkursu na ordynatora nie później niż w dwa miesiące po ustąpieniu poprzednika. Można dopuścić sytuację przejściową, gdy ordynator odchodzi na emeryturę albo zmienia pracę. Może ona potrwać kilka tygodni, ale nie kilkanaście miesięcy, jak to się działo w tym szpitalu.

Informacje o obsadzaniu stanowisk ordynatorów bez konkursu dotarły do Urzędu Marszałkowskiego, który jest organem założycielskim szpitala, od jego pracowników.

- Kontrola przeprowadzona w styczniu potwierdziła te nieprawidłowości – mówi Warzecha. – Dotyczyły one także obsadzania pielęgniarek: naczelnej oraz oddziałowych.

- Powołując szefów oddziałów z pominięciem konkursu, dyrektor mógł wybierać osoby zależne od siebie – mówi lekarz ze szpitala na Tysiącleciu pragnący zachować anonimowość. – Tymczasem konkurs jest po to, by wygrywali w nim najlepsi, doświadczeni lekarze, których opiniują wojewódzcy konsultanci medyczni, Okręgowa Izba Lekarska oraz organ założycielski.

Dyrektor Adamkiewicz nie chce na razie komentować sprawy.

Autor artykułu: VIOLETTA GRADEK

Pomyśl przed wakacjami!

March 12th, 2002

Boję się czerwca i lipca. Latem ubiegłego roku przeszliśmy w punkcie paszportowym horror. Każdego dnia wypływa do nas po 150 wniosków o paszport. Wtedy codziennie zgłaszało się po 400 petentów z prośbą o wydanie nowego dokumentu – mówi Zdzisław Ludwin, kierownik wydziału spraw obywatelskich i migracji oddziału zamiejscowego Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego w Częstochowie.

Urzędnicy obawiają się, że i w tym roku w okresie letnim nastąpi paszportowy boom, a petenci w ostatnim momencie uzmysłowią sobie, że trzeba wymienić dokument. Strach przed wakacjami jest tu tym większy, że w tym roku kończy się ważność paszportów wydanych w 1992 roku. Na szczęście od początku lutego częstochowscy urzędnicy nie muszą już jeździć do Urzędu Wojewódzkiego do Katowic, aby wprowadzić do komputera dane osób zainteresowanych wymianą dokumentów i wysyłać je do Warszawy, gdzie zgodnie z procedurą od maja ubiegłego roku odbywa się druk paszportów.

- Teraz i częstochowski punkt paszportowy ma możliwość bezpośredniego przesyłania danych drogą elektroniczną do ministerstwa administracji – mówi Marek Sztolcman, wicewojewoda śląski. – W naszym województwie ze stolicą są tak połączone jeszcze Katowice i Bielsko-Biała, ale do 2004 roku tych punktów przybędzie.

Elektroniczny przesył danych stał się możliwy dzięki trzem komputerom i nowoczesnym skanerom, które znalazły się na wyposażeniu częstochowskiego punktu paszportowego. Na sprzęt wydano 120 tys. zł. W sumie w województwie śląskim będzie 6 punktów połączonych z ministerstwem spraw wewnętrznych i administracji. Żaden nowy nie powstanie jednak w regionie częstochowskim.

- W ubiegłym roku pomagaliśmy we wprowadzaniu danych urzędnikom z Bytomia. W tym będziemy dodatkowo obsługiwać petentów z Będzina i Zawiercia. Przybędzie nam pracy – dodaje Jacek Łuczkiewicz, zastępca kierownika wydziału spraw obywatelskich i migracji oddziału zamiejscowego Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego w Częstochowie.

- Zachęcam mieszkańców Częstochowy i okolic, aby już teraz pomyśleli o paszporcie i nie czekali na ostatni moment – apeluje kier. Ludwin.

W tym roku do punktu paszportowego może przyjść nawet dwa razy tyle zainteresowanych, co w 2001. Wtedy wydano 28.145 paszportów. W tym roku według przewidywań liczba ta wzrośnie do 32 tysięcy. Wydział obsługuje mieszkańców powiatów: częstochowskiego ziemskiego i grodzkiego, myszkowskiego, kłobuckiego. Dla ułatwienia wnioski paszportowe mieszkańcy gminy Krzepice i Koniecpola oraz powiatu myszkowskiego mogą składać w siedzibach miejscowych urzędów. Do końca bieżącego roku istnieje możliwość wydania paszportu w trybie przyspieszonym – do 3 dni na tzw. starym druku. Dokument wyrabia się na miejscu w Częstochowie, ale książeczek starego wzoru jest niewiele. Otrzymują je tylko osoby w szczególnych przypadkach np. gdy zachodzi konieczność wyjazdu związana z chorobą lub pogrzebem kogoś z najbliższej rodziny.

- Nowy system w uzasadnionych przypadkach również przewiduje możliwość przyspieszonego wydania paszportu, lecz okres realizacji nie będzie krótszy niż siedem dni – podkreślają urzędnicy. Obecnie paszport jest wydawany w terminie 30-dniowym. Trzeba za niego zapłacić 100 zł.

Autor artykułu: KATARZYNA KULIŃSKA-PLUTA

Wszystkie lawety wjechały do kraju

March 11th, 2002

Jest noc z soboty na niedzielę. Kocobędz – czeska strona przejścia granicznego w Cieszynie. O północy zmienią się przepisy dotyczące importu używanych samochodów. Jeżeli handlarz spóźni się z odprawą auta chociaż o minutę, zapłaci o kilka procent podatku akcyzowego więcej. Punkt odpraw celnych jest zawalony citroenami, volkswagenami, renówkami, mercedesami.

Jedne na lawetach, inne porysowane, ale na kołach. Im bliżej północy, tym na parkingu robi się gęściej. – Jeszcze jedna zbłąkana owca – uśmiecha się zmęczony celnik i kieruje lawetę na parking. – A teraz pędem do spedycji – woła do kierowcy, który jak w amoku zbiera rozrzucone po tylnym siedzeniu papiery i biegnie do najbliższego wolnego okienka spedycji.

O 23.00 importerzy, którzy stoją w ogonku z tirami, nie wytrzymują i przeciskają się na przejście poza kolejką. Każdy walczy z czasem. Ludzie gonią po przejściu gubiąc po drodze papiery i przeklinając. Samochody ustawiają się w kolejnym rządku. – Jeden rząd załatwił nas w ubiegłym roku, drugi teraz. Wprowadzanie przepisów w ostatniej chwili staje się w naszym kraju standardem – krzyczy pan Władek, importer opla tigry. Po 10 minutach ma już podbite papiery i może stanąć do drugiej kolejki. Ta jest dla niego najważniejsza, bo tutaj dane o samochodzie “wklepywane” są do komputera. Jeżeli data na zegarze przestawi się na niedzielną, importer może zapomnieć, że przywiezie auto na starych zasadach i coś zarobi.

- Żeby tylko nie siadł celnikom prąd – denerwuje się Tomek z Mikołowa, który wiezie na lawecie trzy samochody. Gdy w końcu dostaje papierek z sobotnią datą odprawy, oddycha z ulgą: – Jest szansa, że zarobię w tym miesiącu 8-10 tys. zł.

Nerwówkę obserwują kierowcy, którzy wjechali na przejście kilka godzin wcześniej i już załatwili część formalności. Im samochody uda się wwieźć według starych zasad. Ale rano, gdy ustawiali się do kolejki, nie byli tacy spokojni. – Każdy z nas liczył się z ewentualnością powrotu do Niemiec i zostawieniem tam samochodów – tłumaczy właściciel lawety.

Gdy wybija północ, emocje opadają i przejście robi się senne. Kierowcom, którym udało się wpisać samochód do komputera, kamień spada z serca. Wszyscy, którzy przyjechali na przejście, zostali odprawieni. – Nie wierzyłem, że się uda. To cud – cieszy się pan Władek, który jako ostatni wpisał samochód do komputera celników. – Dajcie ludzie fajkę. Muszę zapalić – woła spocony i czerwony z nerwów. Gdy już ochłonął, spokojnie opowiada: – Z Polski wyjechałem w poniedziałek. Wiadomość, że zmieniają się przepisy zastała mnie we wtorek 1700 kilometrów stąd, w Marsylii. Na wariata zacząłem załatwiać papiery i w piątek wyjechałem z Francji. Na granicy w Znojmie byłem jeszcze trzy i pół godziny temu. Nie wierzyłem, że załapię się na starą akcyzę.

Celnicy mieli ciężką noc, ale cieszą się, że nikt nie został na lodzie i obeszło się bez kłótni z importerami. – Od 6.00 do północy odprawiliśmy 200 samochodów – mówi Elżbieta Gowin, rzeczniczka Urzędu Celnego w Cieszynie. – Sytuacja była napięta, ale wszystko poszło sprawnie.

Autor artykułu: WOJCIECH TRZCIONKA