Zastępy ratownicze przerwały pracę

July 24th, 2002

Wczoraj przed godz. 10.00 ratownikom górniczym udało się zamknąć cztery tamy przeciwwybuchowe w kopalni Budryk, gdzie od ubiegłej środy trwa akcja gaszenia pożaru.

- Ma to na celu ograniczenie przepływu powietrza przez ognisko pożarowe. Pozbawiając je tlenu można doprowadzić do samougaszenia pożaru – poinformował “DZ” Mirosław Kwiatkowski, główny inżynier ds. BHP w KWK Budryk.

Na 24 godziny zastępy ratownicze przerwały pracę. Obecnie prowadzona jest analiza wskazań czujników zabudowanych w rejonie otamowanej ściany. Dodatkowo z czterech miejsc pobierane są próby do analizy chromatograficznej.
- Na jej podstawie zostanie opracowany dalszy plan działania – dodał Mirosław Kwiatkowski.

Pożar wybuchł 17 lipca wieczorem na poziomie 1.050 metrów. 27 górników, którzy pracowali w tym rejonie, udało się na szczęście bezpiecznie wyprowadzić na powierzchnię.
Najbardziej prawdopodobną przyczyną pożaru było iskrzenie skał opadających ze stropu w części zawałowej, która powstaje wskutek eksploatacji węgla. Bez zakłóceń trwa wydobycie na poziomie 700 metrów.

Autor artykułu: (mam)

Zastępy ratownicze przerwały pracę

July 24th, 2002

Wczoraj przed godz. 10.00 ratownikom górniczym udało się zamknąć cztery tamy przeciwwybuchowe w kopalni Budryk, gdzie od ubiegłej środy trwa akcja gaszenia pożaru.

- Ma to na celu ograniczenie przepływu powietrza przez ognisko pożarowe. Pozbawiając je tlenu można doprowadzić do samougaszenia pożaru – poinformował “DZ” Mirosław Kwiatkowski, główny inżynier ds. BHP w KWK Budryk.

Na 24 godziny zastępy ratownicze przerwały pracę. Obecnie prowadzona jest analiza wskazań czujników zabudowanych w rejonie otamowanej ściany. Dodatkowo z czterech miejsc pobierane są próby do analizy chromatograficznej.
- Na jej podstawie zostanie opracowany dalszy plan działania – dodał Mirosław Kwiatkowski.

Pożar wybuchł 17 lipca wieczorem na poziomie 1.050 metrów. 27 górników, którzy pracowali w tym rejonie, udało się na szczęście bezpiecznie wyprowadzić na powierzchnię.
Najbardziej prawdopodobną przyczyną pożaru było iskrzenie skał opadających ze stropu w części zawałowej, która powstaje wskutek eksploatacji węgla. Bez zakłóceń trwa wydobycie na poziomie 700 metrów.

Autor artykułu: (mam)

Zastępy ratownicze przerwały pracę

July 24th, 2002

Wczoraj przed godz. 10.00 ratownikom górniczym udało się zamknąć cztery tamy przeciwwybuchowe w kopalni Budryk, gdzie od ubiegłej środy trwa akcja gaszenia pożaru.

- Ma to na celu ograniczenie przepływu powietrza przez ognisko pożarowe. Pozbawiając je tlenu można doprowadzić do samougaszenia pożaru – poinformował “DZ” Mirosław Kwiatkowski, główny inżynier ds. BHP w KWK Budryk.

Na 24 godziny zastępy ratownicze przerwały pracę. Obecnie prowadzona jest analiza wskazań czujników zabudowanych w rejonie otamowanej ściany. Dodatkowo z czterech miejsc pobierane są próby do analizy chromatograficznej.
- Na jej podstawie zostanie opracowany dalszy plan działania – dodał Mirosław Kwiatkowski.

Pożar wybuchł 17 lipca wieczorem na poziomie 1.050 metrów. 27 górników, którzy pracowali w tym rejonie, udało się na szczęście bezpiecznie wyprowadzić na powierzchnię.
Najbardziej prawdopodobną przyczyną pożaru było iskrzenie skał opadających ze stropu w części zawałowej, która powstaje wskutek eksploatacji węgla. Bez zakłóceń trwa wydobycie na poziomie 700 metrów.

Autor artykułu: (mam)

Zbigniew Bryjak trenerem bytomskich hokeistów

July 23rd, 2002

Na 1 sierpnia działacze Towarzystwa Miłośników Hokeja Polonia zaplanowali rozpoczęcie przygotowań do nowego sezonu. Najpierw hokeiści będą trenowali “na sucho”, bo lód na obiekcie przy ulicy Pułaskiego ma być w terminie późniejszym, oby jednak jak najszybciej. Zajęcia poprowadzi Zbigniew Bryjak, były zawodnik Polonii, wielokrotny reprezentant Polski.

Bryjak był już w Polonii trenerem, ale drugim, ostatnio przy Czechu Rudolfie Rohaczku. Na marginesie, trener Rohaczek, po przygodzie z GKS Tychy zakończonej brązowym medalem, wyjechał do swej ojczyzny i jest szkoleniowcem w Orlovej, a gra tam Roman Sedlak – pierwszy obcokrajowiec w historii Polonii.

Zbigniew Bryjak ostateczną odpowiedź co do przyjęcia oferty miał dać dzisiaj, ale działacze TMH wierzą, że będzie ona pozytywna. Asystentem, czy inaczej drugim trenerem, ma być Dariusz Jędrzejczyk.

Faktem jest, że bytomianie nie zgłosili się jeszcze oficjalnie do rozgrywek (termin upływa 15 sierpnia).

- Zgłosimy się,x jak będziemy mieli na koncie połowę pewnej założonej przez nas kwoty, której nie chciałbym teraz ujawniać – mówi prezes TMH, Ryszard Kłaczyński. Działacze nie ustają w poszukiwaniach środków na start w I lidze. Niektóre rozmowy są już dalece zaawansowane, inne dopiero rokują nadzieję. Zawodnicy, w dość licznej grupie, spotykają się co niedzielę i grają w piłkę nożną. Są wśród nich i tacy, którzy kiedyś z różnych względów przerwali treningi, a teraz chcą wrócić do sportu.

- Przed nikim nie zamykamy drzwi i z nikogo nie rezygnujemy. Większa liczba graczy zwiększy tylko konkurencję w zespole – dodaje prezes Kłaczyński.

A na razie hokeiści bytomscy odnieśli sukces. Adam Fras, Adam Goliński, Dariusz Jędrzejczyk, Robert Mandla i Marek Żurek zostali, w barwach drużyny z Opola, wicemistrzami Polski w hokeju na rolkach.

Wkrótce ruszy strona internetowa klubu i prowadzone są rozmowy z lokalną telewizją kablową Elsat na temat transmisji z meczów Polonii.
Bytomski hokej odradza się w bólach, ale wszystko wskazuje na to, że “miłośnicy” są naprawdę blisko powodzenia.

Autor artykułu: (jab)

Marek Plawgo niezadowolony ze swego startu

July 23rd, 2002

W weekend w Szczecinie, na stadionie im. Wiesława Maniaka, srebrnego medalisty igrzysk olimpijskich w Tokio’64 i najszybszego wówczas białego człowieka na świecie, odbyły się lekkoatletyczne mistrzostwa kraju. Naszym, bytomskim reprezentantem, choć w barwach Warszawianki, był niedawny mistrz świata juniorów, potem odnoszący już sukcesy jako senior, Marek Plawgo.

Pan Marek w swojej koronnej konkurencji, 400 metrów przez płotki, w finale uzyskał czas 49,60 sek. i zdobył srebrny medal. Złoto (medale były z prawdziwego złota, a nie jak dotychczas jedynie pozłacane) zgarnął Paweł Januszewski, właściwie jedyny krajowy rywal mogący dorównać bytomianinowi, który tym razem go przewyższył.

- Od dłuższego czasu wygrywałem, choć minimalnie, z Januszewskim, więc teraz drugie miejsce właśnie za nim jest dla mnie porażką – przyznaje Plawgo. – Była to dla mnie taka swoista lekcja pokory i mobilizacja do dalszego treningu, bo choć mistrzostwa Polski traktuję poważnie, to nastawiam się na większe imprezy. Jak do tej pory jest to mój pierwszy przegrany bieg z Januszewskim na najważniejszej imprezie krajowej.

Srebrny medal na pewno jest nie do pogardzenia, ale w lekkiej atletyce wyróżnikiem wartości biegacza jest jeszcze uzyskany czas.

- To był mój najgorszy czas w tym sezonie – dodaje pan Marek. – I jeden z najgorszych w karierze. Jako junior biegałem szybciej. Istnieje taki przelicznik, który pozwala porównać czasy na czterysta metrów płaskie i przez płotki. Ja na płotkach tracę około czterech sekund do dystansu płaskiego, a to jest za dużo. Biegam przez płotki gorzej technicznie i stąd ta strata. Mam problemy z zachowaniem rytmu między płotkami. Rytm i technikę biegu miałem zawsze nierówne, nawet na treningach. Gdy wszystko się udawało, to uzyskiwałem dobre wyniki, ale raz się udaje, raz nie. Ponieważ sporo startowałem na dystansie płaskim, przygotowania do płotków okazały się zbyt krótkie i teraz to się odbija. Jest za mało czasu, by to poprawić, wobec tego na zbliżających się mistrzostwach Europy w Monachium, w pierwszej dekadzie sierpnia, najprawdopodobniej wystąpię tylko na płaskie czterysta metrów.

Czy to oznaczać może definitywny rozbrat z płotkami? Trener Marka Plawgi, Jan Widera, z przekonaniem zawsze twierdził, że jego podopieczny jest do płotków stworzony.

- Wybór płaskiego dystansu dotyczy tylko tego sezonu, a właściwie tylko najbliższych mistrzostw Europy – twierdzi Plawgo. – Płotki będą zawsze dla mnie najważniejsze. Gdzieś popełniliśmy mały błąd chcąc pogodzić oba rodzaje biegu. Dziś uważam, że jestem za słaby, by coś zwojować na płaskim dystansie na przyszłorocznych mistrzostwach świata. Na płotkach będę miał na pewno więcej szans. Teraz brakuje mi tak zwanego obiegania i doświadczenia, ale to przyjdzie z czasem.

Teraz celem są mistrzostwa Europy.

- Przez najbliższe dwa i pół tygodnia będę miał spokój i poświęcę się tylko treningom. Na szczęście na zdrowie nie narzekam. Intensyfikacja przygotowań i treningów spowodowała, że we wrześniu będę miał na studiach sesję egzaminacyjną. Na wszystko poza sportem mam mało czasu, nawet na moją drugą pasję, komputery – zakończył Marek Plawgo.

Autor artykułu: JACEK BŁASIAK

Udany sezon

July 23rd, 2002

Po rocznym pobycie w Klasie B Zaborzanka Zaborze ponownie będzie walczyć na boiskach Klasy A. Henryk Snadny, po raz kolejny pokazał, że jest nie lada trenerem. Poprzednio do Klasy A wprowadził LKS Rajsko. Teraz, po roku pracy, powtórzył swój sukces z Zaborzanką. Read the rest of this entry »

Znów zginął górnik

July 22nd, 2002

Ostatnio kopalni “Rydułtowy” nie omijają niestety dramaty. Sobotniego ranka pod ziemią wydarzył się wypadek, w wyniku którego zginął człowiek. Do tragedii doszło na poziomie 600 metrów, gdzie zderzyły się ze sobą dwa elektrowozy. Jeden z nich przewrócił się przygniatając maszynistę do obudowy chodnika. 35-letni mężczyzna poniósł śmierć na miejscu. Zmarły górnik miał żonę i dwoje dzieci. W kilka godzin po wypadku nikt nie był jeszcze w stanie odpowiedzieć reporterowi “DZ”, kto ponosi odpowiedzialność za tę tragedię. Jej przyczyny wyjaśni Okręgowy Urząd Górniczy w Rybniku.

Maszynista elektrowozu jest już dwudziestą osobą, która zginęła w tym roku w polskich kopalniach węgla kamiennego. Aż szesnaście śmiertelnych wypadków miało miejsce w naszym regionie. W kopalni “Rydułtowy” w ciągu sześciu miesięcy tego roku zginęło już czterech ludzi. Przypomnijmy, iż w marcu tego roku doszło w tym zakładzie do zapalenia się metanu. W wyniku wypadku poparzonych zostało dziesięciu pracowników. Trzech z nich zmarło w siemianowickim Centrum Leczenia Oparzeń.

Najwięcej, bo aż dziesięć, osób straciło życie w wyniku zapalenia się pyłu węglowego w kopalni “Jas-Mos” w Jastrzębiu Zdroju. Do zdarzenia doszło na początku lutego. Dwie osoby zginęły tego roku w radlińskiej kopalni “Marcel”.

Autor artykułu: MARCIN KASPRZYK

Wakacyjny turniej trampkarskich piątek

July 22nd, 2002

Dziesięć bramek padało średnio w każdym meczu piłkarskiego turnieju “Młodych Talentów”, zorganizowanego na bocznym boisku Zagłębia przez sosnowiecki MOSiR. Zawody, w których startować mogą zawodnicy mający do 14 lat, rozgrywano po raz drugi. Triumfowała drużyna Demona, która podczas pierwszej edycji zajęła miejsce na najniższym stopniu podium.

W piątek Demony nie oddały rywalom punktu. Turniej zespół ten rozpoczął zwycięstwem 6:4 z Legią Sosnowiec. Po dwie bramki dla Demonów zdobyli Przemysław Wierzbiński i Łukasz Długaj, a po jednej bracia Maciej i Karol Peroń. Legioniści odpowiedzieli trzema trafieniami Karola Bielewskiego, a raz Mateusza Ciechowskiego zmusił do kapitulacji Marcin Strojek.

Pierwsze miejsce w turniejowej tabeli Demony zapewniły sobie zwycięstwem 8:4 z KS Wierzbowa. Dla pokonanych wszystkie gole strzelił Krystian Rajski. Jego strzelecki wyczyn (4 trafienia) w zespole przeciwnym skopiował Maciej Peroń. Kolejne dwie bramki zdobył dla Demonów Łukasz Długaj, a po jednym trafieniu zapisali na swoje konto Przemysław Wierzbiński i Jakub Stefański.

Remisem 4:4 zakończył się pojedynek walczących o drugie miejsce w tabeli, drużyn Legii i KS Wierzbowej. Tym samym o wyższej lokacie decydowała mniejsza liczba goli straconych w meczu z “demonicznym” zespołem.

Kończące turniej spotkanie było również pojedynkiem o koronę króla strzelców między Karolem Bielewskim (Legia) i Krystianem Rajskim (KS Wierzbowa). Obaj zdobyli po trzy bramki i tytuł najskuteczniejszego przypadł snajperowi KS Wierzbowa, który wcześniej częściej zmuszał do kapitulacji Mateusza Ciechowskiego, golkipera Demonów. Ten ostatni został wybrany najlepszym bramkarzem turnieju, a tytuł najlepszego zawodnika przypadł Łukaszowi Długajowi.


* Demony – Legia Sosnowiec 6:4, KS Wyszyński – Demony 4:8, Legia – KS Wyszyński 4:4.

Autor artykułu: (wow)

Z karabinkiem w ręku

July 22nd, 2002

- Chłopcy nie chcieli uwierzyć, że strzelam. Dopiero gdy podczas Dni Dąbrowy wygrałam puchar, dotarło do nich, że dziewczęta też mogą być dobrymi strzelcami. W tym sporcie najważniejsze jest wprawne oko. Nim się wyceluje, nie należy patrzeć w słońce lub jasne punkty, by nie chybić – wyjaśnia 12-letnia Agnieszka Urbaniec z Dąbrowy Górniczej.

Agnieszka wczoraj na strzelnicę, gdzie odbywała się czwarta edycja Grand Prix Dąbrowy Górniczej w strzelaniu sportowym, przyprowadziła koleżankę.

- Myślałam, że strzelanie jest trudniejsze. Okazuje się, że ten sport jest tak samo męski, jak i damski – twierdzi 11-letnia Klaudia Stanirowska z Mstowa, która po raz pierwszy miała w ręce karabinek.
Organizatorem wczorajszych zawodów był Klub Sportowy TOS “Muszkiet”. Do zmagań strzeleckich stanęli młodzi i seniorzy.

- Są różne kategorie, w których można startować, dzielą wiek i płeć, choć czasami kobiety celniej strzelają – mówi Damian Matysiak, prezes Klubu “Muszkiet”.

Wczorajsze strzelanie było jednym z siedmiu spotkań na strzelnicy, które odbywają się ramach Grand Prix Dąbrowy Górniczej. Następne zaplanowano na 18 sierpnia.

- We wrześniu chcielibyśmy zorganizować zawody o Puchar Prezydenta Miasta. W zasadzie dzięki dotacji z gminy nasz klub może działać i szkolić młodych sportowców. Strzelanie sportowe to wcale nie taki tani sport – dodaje Jerzy Kostka, sekretarz Klubu.

Autor artykułu: (pat)

Co najmniej kilkadziesiąt osób dało się już oszukać

July 19th, 2002

Na początku wszystko wygląda idealnie. Do mieszkania puka akwizytor, który przedstawia się, że jest z Aquy. Następnie informuje lokatora, że wygrał właśnie 50-procentowy rabat na filtr do wody. Każdy ma ulotkę, w której można m. in. przeczytać, że firma działa w oparciu o “zasadę maksymalnej wygody klienta”, a do jego dyspozycji “oddaje wyspecjalizowaną kadrę, która pomoże rozwiązać problemy z wodą”.

- Moja matka, która ma 70 lat, myślała, że to przedstawiciel spółki wodnej Aqua S. A. w Bielsku-Białej. Była nawet zadowolona, że wodociągi są takie hojne. Akwizytor nie wyprowadzał jej z błędu, chociaż firma, którą reprezentował, nazywa się “Aqua Serwis Poland” i z bielską spółką nie ma nic wspólnego. Raty nie były duże, ale moja matka ma ponad 400 złotych miesięcznie renty i każda kwota jest dla niej wysoka. Zdecydowała się jednak kupić filtr na raty, chociaż kosztował 550 złotych. Ostatnią ratę powinna zapłacić w połowie 2003 roku – mówił 40-letni mężczyzna, który przyniósł do naszej redakcji dokumenty świadczące o nieuczciwości firmy. Prosił o zachowanie anonimowości.

- Akwizytor omamił jeszcze moją matkę stwierdzeniem, że została wylosowana przez komputer. Dla starszej kobiety, która w ogóle się na tym nie zna, zabrzmiało to jak wielkie wyróżnienie. Podpisała umowę i ogromne było jej zdziwienie, gdy po kilku miesiącach spłacania rat, nagle koleżanka ją wyśmiała i powiedziała, że dokładnie taki sam filtr może sobie kupić w sklepie obok za 115 złotych. Poszedłem sprawdzić, czy kobieta ma rację. Okazało się, że tak – dodaje mieszkaniec Bielska-Białej.

Matka naszego czytelnika postanowiła zwrócić filtr. Wtedy jednak okazało się, że nie ma komu, ponieważ podpisała umowę kredytową nie z firmą, która sprzedaje filtry, ale z bankiem.

- Bank chce pieniędzy, a nie jakiegoś dziwnego przedmiotu, który niewiele jest wart. Moja matka nie została jednak poinformowana przez akwizytora, że umowa kredytowa realizowana nie jest przez jego firmę. Spłaci raty, ale czuje się bardzo pokrzywdzona – dodał mężczyzna. Powiedział także, że przez półtora roku żaden przedstawiciel firmy nie pojawił się u jego matki, żeby dokonać przeglądu filtra lub jego wymiany.

- W ulotce napisano, że klient nie musi pamiętać o okresowych wymianach wkładów filtrujących, gdyż czuwa nad tym ich serwis. Mieli powiadomić o terminie założenia nowych wkładów. Na potwierdzenie swojej rzetelności napisali, że zainstalowali ponad 60 tys. urządzeń – przyznał nasz Czytelnik.

Nie wiadomo, gdzie mieści się bielska siedziba Aqua Serwise Poland. Ostatni adres przy ul. Krakowskiej 103 jest już nieaktualny. Pracownica innego biura, które tam funkcjonuje, informuje, że poprzedni lokator wyprowadził się kilka miesięcy temu. Firma nie jest także zarejestrowana w książce telefonicznej. Również pracownice informacji telefonicznej nie mają takiej nazwy w komputerowej bazie danych. W Krakowie, gdzie rzekomo mieści się jej centrala, pod podanymi numerami telefonów są wodociągi oraz prywatne mieszkanie.

Autor artykułu: ANNA CHAŁUPSKA