Chłód i… uliczne korki zniechęciły rowerzystów Śląskim obchodom Dnia bez Samochodu towarzyszyły uliczne korki. Do centrów miast zamiast dużych grup rowerzystów zmierzały sznury pojazdów. KATOWICE. Tylko nieliczne VIP-y zdecydowały się na jazdę na jednośladach. Sporo osób skorzystało natomiast z darmowych przejazdów komunikacją miejską.
Na wniosek organizacji ekologicznych i wielbicieli jednośladów Komisja Europejska ogłosiła w 1998 roku, że 22 września mieszkańcy Starego Kontynentu będą dobrowolnie rezygnować z podróży samochodami. Pomysł przyjął się głównie w Holandii, Belgii i Francji, gdzie od lat tysiące osób korzysta z jednośladów.
W tych państwach co roku 22 września z jazdy samochodami rezygnują premierzy, ministrowie, znani aktorzy oraz zamożni biznesmeni. W Polsce Dzień bez Samochodu dopiero zdobywa zwolenników. Wczoraj do pracy na Wiejską przyjechał na rowerze minister transportu Jerzy Widzyk. Całą warszawską trasę pokonał w dobrej kondycji, bo jak przyznał od lat jeździ na rowerze w rodzinnym Żywcu.
Śląskie VIP-y z różnych przyczyn zrezygnowały z czynnego uczestnictwa w obchodach Dnia bez Samochodu. Wojewoda Marek Kempski mieszka w Gliwicach. Do Katowic jechałby więc zbyt długo. Poza tym, jak poinformowało nas biuro prasowe, wojewoda miał bardzo pracowity dzień i nie mógł zrezygnować z czterech kółek.
- Marszałek Jan Olbrycht gorąco popiera ideę Dnia bez Samochodu. Niestety, wczoraj gościł na konwencie marszałków w Łodzi i nie mógł czynnie uczestniczyć w śląskich obchodach święta – wyjaśnia Adam Warzecha, rzecznik prasowy marszałka .
Do pracy na rowerze wybrał się natomiast prezydent Gliwic Zygmunt Frankiewicz, który mieszka w dzielnicy Żerniki. Musiał więc pokonać około 5 km. Pozostali członkowie Zarządu Miasta przyszli do pracy pieszo lub skorzystali z komunikacji miejskiej. Tylko nieliczni samorządowcy przyjechali samochodami.
Śląscy policjanci nie zauważyli wczoraj na ulicach zbyt wielu zmian. W newralgicznych punktach Katowic, Bielska czy Częstochowy jak zwykle tworzyły się korki.
- Natężenie ruchu samochodów nie było mniejsze niż zwykle. Musi jeszcze upłynąć sporo czasu zanim Polacy zaczną masowo korzystać z rowerów. Na razie na drogach królują pojazdy z silnikami benzynowymi – mówi podinspektor Mariola Noszczyk-Będkowska, naczelnik Wydziału Ruchu Drogowego Śląskiej Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach.
Wielu kierowców twierdziło jednak, że nie wystarczą same zachęty do obchodzenia Dnia bez Samochodu. W miastach nie ma bowiem miejsc do zostawiania rowerów. Jedynie największe hipermarkety (np. Auchan czy Real) dbają o rowerzystów. Projektanci dużych sklepów nie zapomnieli bowiem o stanowiskach dla jednośladów. W wyznaczonych miejscach klienci mogą przypiąć rowery i bez obaw robić zakupy.
Takich stanowisk brakuje natomiast przed ratuszami, urzędami pocztowymi, bibliotekami i innymi budynkami użyteczności publicznej. Wiele osób obawia się także jazdy po zatłoczonych ulicach. Tymczasem tylko nieliczne śląskie miasta (np. Tychy, Koszęcin, Lubliniec) mają ścieżki rowerowe. Dlatego mieszkańców Katowic ucieszyła wczorajsza informacja o planowanym otwarciu w ich mieście pierwszego traktu rowerowego.
- W przyszłą sobotę oficjalnie oddamy do użytku ścieżkę rowerową liczącą 26 km. Będzie ona biegła od Pomnika Powstańców Śląskich przez Dolinę Trzech Stawów, Lasy Ochojeckie, Kostuchnę aż do Podlesia. Cały trakt został już oznakowany zgodnie z międzynarodowymi standardami – mówi Krzysztof Kaczorowski z biura prasowego Urzędu Miejskiego w Katowicach.
- Zgodnie z naszymi przypuszczeniami pierwszy w aglomeracji katowickiej Dzień bez Samochodu nie zakończył się wielkim sukcesem. Nawet darmowe przejazdy komnikacją publiczną na podstawie dowodu rejestracyjnego nie zachęciły zmotoryzowanych do przesiadki – powiedział nam Marek Klimek, gł. specjalista ds. informacji i promocji Komunikacyjnego Związku Komunalnego GOP w Katowicach.
Po aglomeracji przez cały dzień od Gliwic po Będzin jeździły trzy składy tramwajowe, w których nie trzeby było kasować biletów, a członkowie Klubu Miłośników Transportu Miejskiego rozdawali podróżnym pamiątkowe bilety i zbierali datki na renowację najstarszego wagonu tramwajowego, jakim dysponuje PKT.
- Ten tramwaj, popularnie zwany “betlejką” stoi teraz w chorzowskiej zajezdni i czeka na fundusze, aby po wykonaniu niezbędnych napraw mógł wyjechać na tory i jak przed 50 laty wozić pasażerów – powiedział nam Andrzej Soczówka z Klubu.
Podróżując autobusami i tramwajami po Śląsku udało się nam spotkać kilku kierowców, którzy skorzystali z akcji KZK GOP.
- Jadę z Chorzowa do Siemianowic do pracy. Szkoda, że autobusy nie mają wydzielonych pasów ruchu, bo wtedy byłoby szybciej. Moi koledzy, którzy jeżdżą na trasie Siemanowice – Katowice przesiedli się na tramwaj, bowiem on nie stoi w korkach i przez to są o 10 minut wcześniej w pracy – powiedział nam Mirosław Skrzypiec.
Specjalnymi składami tramwajowymi w większości wypadków jeździła młodzież, której akcja bardzo się podobała. Chętnie też wrzucała do puszek po kilka złotych na odnowienie tramwaju i zgodnie twierdziła, że po śródmieściu Katowic nie powinny jeździć samochody.
- Obserwując tworzące się korki i mknące w Dniu bez Samochodu potoki pojazdów mogę powiedzieć, że jeżeli w najbliższym czasie nie zmieni się podejście kierowców do samochodów i transportu nasze ulice całkowicie się zakorkują. O szybkim i sprawnym poruszaniu się po śląskich miastach nie będzie mowy, Wtedy pozostanie tylko tramwaj, bo autobusy też staną w korkach – dodaje Paweł Barteczko, rzecznik prasowy KZK GOP w Katowicach.
Autor artykułu: GRZEGORZ CIUS BEATA LEŚNIEWSKA