Archive for September, 2000

Wybory psich piękności

Friday, September 29th, 2000

RYBNIK. Oddział rybnicki Związku Kynologicznego w Polsce na najbliższy weekend przygotował aż dwie wystawy psów rasowych. Pierwsza (klubowa) odbędzie się w sobotę, druga (krajowa) w niedzielę. Obie zaczynają się o godzinie 10, a gościny udzieli im ośrodek MOSiR-u w Kamieniu.

- Największą atrakcją w sobotę będzie pokaz psich zaprzęgów, który rozpocznie się o godz. 13 – informują organizatorzy. ? Godzinę później zaczną się wybory psich piękności, których w sumie zaprezentuje się 220. Będą to szpice. Zarząd Główny ZKwP powierzył nam bowiem organizację tej wystawy w nagrodę za osiągnięcia w dziedzinie propagowania szpiców.

Druga wystawa, która ma rangę krajowej, odbędzie się już po raz 15. i na dobre wpisała się do regionalnego kalendarza. Co roku ściąga na nią kilkanaście tysięcy ludzi. W tym roku będą oni mogli podziwiać prawie 900 psów 140 ras. Imprezie, która potrwa do godz. 18, będą towarzyszyły pokazy tresury, zaplanowane na 13, oraz wybory psich piękności.

Autor artykułu: (eg-p)

Królowe śniegu

Friday, September 29th, 2000

OPOLE. Ogród zoologiczny w Opolu ma wreszcie parę śnieżnych panter. 4-letni samiec Jumbo przyjechał z Łodzi kilka miesięcy temu, teraz dołączyła 2-letnia Surya, która przyleciała z Marwell w Wielkiej Brytanii.

- Dostaliśmy te zwierzęta w ramach europejskiego programu hodowli gatunków zagrożonych wyginięciem, figurujących w Czerwonej Księdze. To koordynator programu decyduje o tym, które zwierzęta można ze sobą skojarzyć, by uniknąć pojawienia się u potomstwa genów niepożądanych – tłumaczy Krzysztof Kazanowski, kierownik działu hodowlanego opolskiego ZOO.

O potomstwie na razie nie ma jednak co marzyć. Dopóki Surya nie wejdzie w okres rui (na razie jest za młoda), zwierzęta trzeba trzymać w oddzielnych klatkach. Mogą co najwyżej na siebie patrzeć.

- Surya jest całkowicie zdominowana. Gdy tylko przyjechała, Jumbo przeraził ją rykiem tak, że prawie cały czas chowa się w drewnianym domku. U drapieżników to normalny układ rodzinny. Ruja to jedyny moment, kiedy będzie można w miarę bezpiecznie połączyć te zwierzęta. Wcześniej Jumbo mógłby przyszłą partnerkę poranić, a nawet zabić – tłumaczy Kazanowski.

Śnieżne pantery to samotniki żyjące w Himalajach nawet na wysokości 6 tysięcy metrów. Łączą się w pary tylko na chwilę, potem samica sama wychowuje małe. Nie da się ich oswoić, są śmiertelnie groźne. Z tego też powodu na razie nie są wypuszczane na wybiegi – trzeba je odgrodzić palisadą, która nie pozwoli widzom podchodzić zbyt blisko.

Autor artykułu: (mech)

Przebojowe "Lato"

Friday, September 29th, 2000

Rozmowa z ANITĄ, NORBERTEM, PIOTREM, MICHAŁEM i MARKIEM z katowickiego zespołu "Sami",którego piosenka "Lato 2000" królowała na listach przebojów – Pierwszy przebój i od razu wielki sukces. Czy woda sodowa uderzyła wam już do głów?
- Na pewno nie!

- Ale dotarło do was, że lato 2000 należało do waszego "Lata 2000"?
- Tak, ludzie wszędzie kojarzą ten numer, gdziekolwiek się pojawimy. Na koncertach, gdy gramy "Lato 2000", jest absolutny szał, czad, jest naprawdę fajnie i to nas dodatkowo mobilizuje. No i cały czas byliśmy świadkami tego, że puszczają ten utwór w rozgłośniach radiowych w całej Polsce. Bardzo długo byliśmy na pierwszym miejscu listy przebojów I Programu TVP.

- Muzyka "Samych" jest rzecz jasna, lekka, łatwa i przyjemna, świetna do zabawy.
- Graliśmy wcześniej w różnych zespołach, muzykę w różnych stylach i ten bagaż doświadczeń zaowocował teraz w "Samych". Zastanawialiśmy się, jaką muzykę teraz robić. A potem zdecydowaliśmy, że nasze piosenki będą właśnie takie, jak "Lato 2000", czyli fajne, wesołe, ku ludzkiej radości, ale nie zapominamy o tym, aby niosły ze sobą jakieś przesłania i treści.

- Ile koncertów zagraliście w lecie 2000?
- Od początku roku wystąpiliśmy przed publicznością 45 razy. Jeden z nas prowadzi taki kalendarz, w którym zaznacza wszystkie koncerty, a spoglądanie w ten kalendarz wszystkich nas bardzo cieszy.

- Ilu ludzi najwięcej było na waszym występie?
- 6000! Ale rzecz jasna "Sami" jeszcze sami nie przyciągną takiej publiki. To była duża impreza z udziałem wielu kapel. Zagraliśmy wtedy kilka naszych piosenek, a 6 tysięcy ludzi kapitalnie się bawiło. W takich momentach siłą trzeba nas ściągać z estrady. Mieliśmy też występ przed podobnie liczną publiką, jako support Kayah.

- Jesteście z Katowic, czy czujecie się związani z naszym regionem, czy aby nie kusi was stolica? Taki sukces może wam pomóc w przeprowadzce.
- Wszyscy jesteśmy stąd i z Katowicami się utożsamiamy. Niestety już tak jest, że jeśli kapela wywodzi się spoza Warszawy, już na starcie spotykają ją tylko przeszkody. Rynek rozrywki jest hermetyczny. To, że "Sami" są z Katowic tylko dodatkowo nas mobilizuje, to zmusza nas do ciągłych starań, aby być coraz lepszym.

- To kiedy zagracie w Spodku dla 10 tysięcy spragnionych waszej muzyki fanów?
- Kto wie, może już wkrótce, raz już graliśmy na sylwestra…

Autor artykułu: Rozmowiał: PIOTR ŚMIGIELSKI

Dzień z samochodem

Saturday, September 23rd, 2000

Chłód i… uliczne korki zniechęciły rowerzystów Śląskim obchodom Dnia bez Samochodu towarzyszyły uliczne korki. Do centrów miast zamiast dużych grup rowerzystów zmierzały sznury pojazdów. KATOWICE. Tylko nieliczne VIP-y zdecydowały się na jazdę na jednośladach. Sporo osób skorzystało natomiast z darmowych przejazdów komunikacją miejską.

Na wniosek organizacji ekologicznych i wielbicieli jednośladów Komisja Europejska ogłosiła w 1998 roku, że 22 września mieszkańcy Starego Kontynentu będą dobrowolnie rezygnować z podróży samochodami. Pomysł przyjął się głównie w Holandii, Belgii i Francji, gdzie od lat tysiące osób korzysta z jednośladów.

W tych państwach co roku 22 września z jazdy samochodami rezygnują premierzy, ministrowie, znani aktorzy oraz zamożni biznesmeni. W Polsce Dzień bez Samochodu dopiero zdobywa zwolenników. Wczoraj do pracy na Wiejską przyjechał na rowerze minister transportu Jerzy Widzyk. Całą warszawską trasę pokonał w dobrej kondycji, bo jak przyznał od lat jeździ na rowerze w rodzinnym Żywcu.

Śląskie VIP-y z różnych przyczyn zrezygnowały z czynnego uczestnictwa w obchodach Dnia bez Samochodu. Wojewoda Marek Kempski mieszka w Gliwicach. Do Katowic jechałby więc zbyt długo. Poza tym, jak poinformowało nas biuro prasowe, wojewoda miał bardzo pracowity dzień i nie mógł zrezygnować z czterech kółek.

- Marszałek Jan Olbrycht gorąco popiera ideę Dnia bez Samochodu. Niestety, wczoraj gościł na konwencie marszałków w Łodzi i nie mógł czynnie uczestniczyć w śląskich obchodach święta – wyjaśnia Adam Warzecha, rzecznik prasowy marszałka .

Do pracy na rowerze wybrał się natomiast prezydent Gliwic Zygmunt Frankiewicz, który mieszka w dzielnicy Żerniki. Musiał więc pokonać około 5 km. Pozostali członkowie Zarządu Miasta przyszli do pracy pieszo lub skorzystali z komunikacji miejskiej. Tylko nieliczni samorządowcy przyjechali samochodami.

Śląscy policjanci nie zauważyli wczoraj na ulicach zbyt wielu zmian. W newralgicznych punktach Katowic, Bielska czy Częstochowy jak zwykle tworzyły się korki.

- Natężenie ruchu samochodów nie było mniejsze niż zwykle. Musi jeszcze upłynąć sporo czasu zanim Polacy zaczną masowo korzystać z rowerów. Na razie na drogach królują pojazdy z silnikami benzynowymi – mówi podinspektor Mariola Noszczyk-Będkowska, naczelnik Wydziału Ruchu Drogowego Śląskiej Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach.

Wielu kierowców twierdziło jednak, że nie wystarczą same zachęty do obchodzenia Dnia bez Samochodu. W miastach nie ma bowiem miejsc do zostawiania rowerów. Jedynie największe hipermarkety (np. Auchan czy Real) dbają o rowerzystów. Projektanci dużych sklepów nie zapomnieli bowiem o stanowiskach dla jednośladów. W wyznaczonych miejscach klienci mogą przypiąć rowery i bez obaw robić zakupy.
Takich stanowisk brakuje natomiast przed ratuszami, urzędami pocztowymi, bibliotekami i innymi budynkami użyteczności publicznej. Wiele osób obawia się także jazdy po zatłoczonych ulicach. Tymczasem tylko nieliczne śląskie miasta (np. Tychy, Koszęcin, Lubliniec) mają ścieżki rowerowe. Dlatego mieszkańców Katowic ucieszyła wczorajsza informacja o planowanym otwarciu w ich mieście pierwszego traktu rowerowego.

- W przyszłą sobotę oficjalnie oddamy do użytku ścieżkę rowerową liczącą 26 km. Będzie ona biegła od Pomnika Powstańców Śląskich przez Dolinę Trzech Stawów, Lasy Ochojeckie, Kostuchnę aż do Podlesia. Cały trakt został już oznakowany zgodnie z międzynarodowymi standardami – mówi Krzysztof Kaczorowski z biura prasowego Urzędu Miejskiego w Katowicach.

- Zgodnie z naszymi przypuszczeniami pierwszy w aglomeracji katowickiej Dzień bez Samochodu nie zakończył się wielkim sukcesem. Nawet darmowe przejazdy komnikacją publiczną na podstawie dowodu rejestracyjnego nie zachęciły zmotoryzowanych do przesiadki – powiedział nam Marek Klimek, gł. specjalista ds. informacji i promocji Komunikacyjnego Związku Komunalnego GOP w Katowicach.

Po aglomeracji przez cały dzień od Gliwic po Będzin jeździły trzy składy tramwajowe, w których nie trzeby było kasować biletów, a członkowie Klubu Miłośników Transportu Miejskiego rozdawali podróżnym pamiątkowe bilety i zbierali datki na renowację najstarszego wagonu tramwajowego, jakim dysponuje PKT.

- Ten tramwaj, popularnie zwany “betlejką” stoi teraz w chorzowskiej zajezdni i czeka na fundusze, aby po wykonaniu niezbędnych napraw mógł wyjechać na tory i jak przed 50 laty wozić pasażerów – powiedział nam Andrzej Soczówka z Klubu.

Podróżując autobusami i tramwajami po Śląsku udało się nam spotkać kilku kierowców, którzy skorzystali z akcji KZK GOP.
- Jadę z Chorzowa do Siemianowic do pracy. Szkoda, że autobusy nie mają wydzielonych pasów ruchu, bo wtedy byłoby szybciej. Moi koledzy, którzy jeżdżą na trasie Siemanowice – Katowice przesiedli się na tramwaj, bowiem on nie stoi w korkach i przez to są o 10 minut wcześniej w pracy – powiedział nam Mirosław Skrzypiec.

Specjalnymi składami tramwajowymi w większości wypadków jeździła młodzież, której akcja bardzo się podobała. Chętnie też wrzucała do puszek po kilka złotych na odnowienie tramwaju i zgodnie twierdziła, że po śródmieściu Katowic nie powinny jeździć samochody.

- Obserwując tworzące się korki i mknące w Dniu bez Samochodu potoki pojazdów mogę powiedzieć, że jeżeli w najbliższym czasie nie zmieni się podejście kierowców do samochodów i transportu nasze ulice całkowicie się zakorkują. O szybkim i sprawnym poruszaniu się po śląskich miastach nie będzie mowy, Wtedy pozostanie tylko tramwaj, bo autobusy też staną w korkach – dodaje Paweł Barteczko, rzecznik prasowy KZK GOP w Katowicach.

Autor artykułu: GRZEGORZ CIUS BEATA LEŚNIEWSKA

Głodówka w cechowni

Friday, September 22nd, 2000

WODZISŁAW. Szef Komisji Zakładowej NSZZ “Solidarność” wodzisławskiej kopalni Marcel – Ruch 1 Maja kontynuuje protest głodowy. Damian Majcherek od dwóch dni siedzi w cechowni, nie przyjmuje żadnych pokarmów, za to wyjaśnia górnikom swoje postulaty. W kopalni na wszystkich zmianach przeprowadzono informacyjne masówki.

Postulatów jest dziesięć i są zawarte w liście otwartym do Mariana Krzaklewskiego. “Solidarność” z 1 Maja domaga się m.in. przywrócenia prawa do wcześniejszych emerytur, wprowadzenia kwartalnego systemu wzrostu płac, gwarancji zatrudnienia i ukarania szefa Rybnickiej Spółki Węglowej za łamanie porozumień ze związkami. W ostatnim punkcie protestujący żąda uwolnienia Mariana Zagórnego.

- Głodówka to decyzja trudna, wynika jednak z braku efektów toczących się już od lat negocjacji – tłumaczy swój krok Damian Majcherek.

- Te postulaty wysunięte zostały podczas protestów, które związek prowadził dwa lata temu – mówi Andrzej Wawrzyńczyk, wiceprzewodniczący “S” w kopalni 1 Maja. – Rozmawialiśmy na ten temat z ministrami Komołowskim, Szlązakiem, Lewicką, ale ciągle nic konkretnego w tych sprawach nie postanowiono. Wszystkie terminy, w jakich mieliśmy dostać odpowiedzi dawno już minęły. Nasz przewodniczący postanowił więc zaprotestować. Ogłoszenie głodówki było jego osobistą decyzją.

Autor artykułu: (jal, TM)

Kiosk zamiast salonu

Friday, September 22nd, 2000

Empik wchodzi do małych miast Opole jest pierwszym miastem, w którym Empik otworzył swój sklep internetowy. Taki sklep to oferta dla miast liczących około 100 tysięcy mieszkańców, w których nie opłaca się otwierać salonu.
- We wszystkich dużych miastach mamy już swoje salony, w tej chwili jest ich w Polsce 48. Teraz zamierzamy objąć swoją działalnością mniejsze ośrodki, zaczynamy właśnie od Opola – powiedziała “DZ” rzecznik prasowy Empiku Beata Woszczyńska.

Według prezesa firmy Andrzeja Mrugały, wyeksponowanie całej oferty Empiku wymagałoby salonu o powierzchni co najmniej 1.000 metrów (największy sklep w Warszawie liczy sobie 4.000 metrów kw.). Tymczasem sklep w Opolu, utworzony kilka lat temu na bazie laboratorium fotograficznego, ma raptem 80 metrów kw.

Fotograf Piotr Połoczański – fotografia mody

- Z myślą o takich właśnie lokalach stworzyliśmy formułę Empik max, przy czym w nazwie zamiast “a” mamy komputerową Małpkę, która od razu sugeruje, że w grę wchodzić będą zakupy przez Internet. Klienci będą mogli skorzystać z naszego kiosku komputerowego i za jego pośrednictwem zamówić każdy artykuł, który mamy w swoich magazynach.
Jeśli opolski eksperyment się powiedzie, firma zamierza uruchomić podobne internetowe sklepy w innych miastach.

Autor artykułu: (mech)

“Słoneczni” z duchem czasu. Piosenki jak mosty

Thursday, September 7th, 2000

“Piosenki są jak mosty” to najnowszy projekt Harcerskiego Zespołu Artystycznego “Słoneczni”, który ten popularny zespół realizować chce od najbliższej soboty aż do chwili przyjęcia Polski do Unii Europejskiej i jeszcze trochę dłużej.
To pomysł nie tylko na włączenie się młodych w proces europejskiej integracji poprzez muzykę, piosenki, ale i na pewne odświeżenie repertuaru zespołu, który działa już od… 37 lat. (more…)

“DZ” na tropie zabójców “Pershinga”, szefa mafii pruszkowskiej. Zlecenie za milion dolarów

Thursday, September 7th, 2000

Mordercą Andrzeja Kolikowskiego – “Pershinga”, szefa mafii pruszkowskiej, był znany śląski biznesmen. 5 grudnia 1999 roku, na zlecenie warszawskich mocodawców, razem ze wspólnikiem strzelił mu w plecy, a następnie dobił go dwoma strzałami w głowę. Wykrycie sprawców tego zabójstwa to największy sukces organów ścigania naszego regionu w tym roku.

KATOWICE, WARSZAWA. 26 listopada ubiegłego roku w Bielsku-Białej doszło do napadu na konwój Prosper-Banku. Zamaskowani sprawcy z bronią w ręku skradli 616 tysięcy złotych.

- Po wielu miesiącach śledztwa już wiemy, że ta sama grupa przestępcza zajmowała się także uprowadzeniami tamtejszych biznesmenów i wykonała egzekucję na Andrzeju Kolikowskim – “Pershingu” – domniemanym szefie mafii pruszkowskiej – mówi wysoki rangą oficer policji.

Przypomnijmy: “Pershing” został zamordowany 5 grudnia 1999 roku pod hotelem “Kasprowy” w Zakopanem. W chwili, gdy w towarzystwie młodej kobiety pakował narty do samochodu, padły strzały. Każda z czterech kul była śmiertelna.
Teraz już wiadomo, że zleceniobiorcami i egzekutorami byli przestępcy pochodzący z naszego regionu.

- Było ich trzech – mówi nasz informator. – Dwóch przebywa w areszcie, trzeci pozostaje na wolności, ale depczemy mu po piętach.

“Killerzy” obserwowali “Pershinga” już kilka dni przed zabójstwem. Mieli dokładne informacje, gdzie znajduje się w danym momencie. Prawdopodobnie “sypał” ktoś z jego najbliższego otoczenia. Najpierw wyrok chcieli wykonać na stoku, ale w tłumie narciarzy było to niemożliwe.
W ostatniej chwili, gdy miał już wyjeżdżać spod “Kasprowego”, ktoś zadzwonił, że na Polanie Miłoszkowej będzie bez ochrony i to najlepsza okazja do egzekucji. Bandyci najpierw strzelili mu w plecy. Kiedy upadł, dobili go dwoma strzałami w głowę. Błyskawicznie odjechali z miejsca morderstwa. Pod Krokwią, w lasku, spalili samochód. Policja błyskawicznie zablokowała wszystkie drogi wyjazdowe z miasta.

Niepotrzebnie, bo egzekutorzy mieli już wcześniej przygotowaną “metę” w Zakopanem. Zamelinowani, przez tydzień nie ruszali się z miejsca.

W wyszukaniu “dziupli” pomogło im środowisko przestępcze z Zakopanego. Jak się okazuje jednak, górale nie mieli pojęcia, że pomagają mordercom samego “Pershinga”.
Krótko po egzekucji telewizja publiczna pokazała krótki film ze stacji benzynowej w Zakopanem, gdzie mieli być uwiecznieni przestępcy, którzy po morderstwie tankowali paliwo. Jak się okazało hipoteza była kompletnie nietrafiona, bo to byli zupełnie przypadkowi ludzie.

Zlecenie na “Pershinga” nadeszło z Warszawy. Nie jest wykluczone, że wiedzieli o tym niektórzy politycy. Mówi się, że za zamordowanie mózgu i twórcy mafii pruszkowskiej wynagrodzenie mogło sięgać nawet miliona dolarów.
Tymczasem w rękach organów ścigania jest dwóch, z trzech “killerów”. Lada chwila zostaną postawione im zarzuty. Za trzecim zostaną rozesłane listy gończe.

Na razie w areszcie przebywa 12 członków podbeskidzkiego gangu, którzy oprócz zabójstwa “Pershinga”, mają na sumieniu napad na konwój Prosper-Banku i uprowadzenie trzech znanych biznesmenów. Większość z nich mieszka w Bielsku-Białej, Żywcu i Cieszynie. Większość z nich to osoby w przeszłości karane, wszytkie po 30. roku życia. Dwóch ma wyższe wykształcenie. Policja i prokuratura z dawnego województwa bielskiego, które mają największy udział w wykryciu całej sprawy, badają w tej chwili powiązania gangu z najbardziej wpływowymi osobami.

Kto z najbliższego otoczenia “Pershinga” dzwonił do jego morderców, kto i dlaczego wydał na niego wyrok śmierci, kto bał się Andrzeja Kolikowskiego?
Odpowiedzi na te pytania powinniśmy poznać w najbliższym czasie.

Autor artykułu: WITOLD PUSTUŁKA

Jak dbać o powstańcze tradycje? Sposób na muzeum

Thursday, September 7th, 2000

OPOLE. Potrzeba co najmniej półtora miliona złotych, by Muzeum Czynu Powstańczego w Leśnicy odżyło i mogło dobrze pełnić swoją rolę. Do takiego wniosku doszli muzealnicy z Opola, Krakowa, Chorzowa, Tarnowskich Gór, Rybnika i Bytomia, którzy dyskutowali na temat przyszłości placówki.

- Uważamy, że kwotę tę powinny wyłożyć wspólnie władze samorządowe i władze państwowe – twierdzi prof. Michał Lis, przewodniczący Rady Muzeum.

Temat jest gorący. Półtora roku temu władze samorządowe województwa opolskiego zaproponowały zmianę formuły muzeum – chciały, by ekspozycja została uzupełniona o szopki bożonarodzeniowe i inne atrakcyjne obiekty, które miałyby przyciągnąć do muzeum liczniejszą rzeszę zwiedzających. Opolski Urząd Marszałkowski tłumaczył, że placówka ma ogromny deficyt i dlatego zmiany są konieczne. Projekt ten wywołał burzę, w całym kraju odebrano go jako zamach na pamięć powstań śląskich. Pojawiły się głosy, że współrządząca Opolszczyzną mniejszość niemiecka świadomie dąży do zatarcia polskich tradycji. Nic dziwnego, że kontrowersyjny pomysł został zarzucony.

Zdaniem prof. Lisa, problemem muzeum w Leśnicy jest dziś zarówno nerwowa atmosfera, jak i fatalny stan techniczny obiektu. Wyjściem z kryzysu ma być znalezienie środków na remont oraz jasne określenie statusu placówki. Muzealnicy uznali, że warto zaprosić niemieckich historyków do współpracy przy przygotowaniu nowej ekspozycji, ale równocześnie zwrócili się do opolskiego kuratora, by ten w większym stopniu wykorzystywał Muzeum Czynu Powstańczego do patriotycznej edukacji młodych mieszkańców Śląska Opolskiego.

Autor artykułu: (mech)