Zgodnie z nowymi przepisami lokatorzy mają głównie płacić za zużyte, a nie dostarczone ciepło. Jeśli będzie inaczej mogą wnieść skargę do Urzędu Regulacji Energetyki.
Szefowie spółdzielni, ale także lokatorzy winni zmusić się do bardzo wnikliwego sprawdzania rachunków za ciepło. W drastycznych przypadkach proporcje między opłatami na rzecz ciepłowni a faktycznymi kosztami grzania wynosiły jak 70 do 30. 25 listopada tego roku wchodzi w życie nowe rozporządzenie do ustawy o prawie energetycznym, które ma zmienić tę ,księżycową zasadę”.
- Proporcje między opłatą stałą a faktycznie zużytym ciepłem ulegają zmianie – mówi Eugeniusz Witkowski, dyrektor południowego oddziału terenowego Urzędu Regulacji Energetyki w Katowicach.
Zgodnie z nowymi przepisami maksymalna wysokość stałych opłat za przesyłanie ciepła, w ogólnych kosztach ogrzewania powinna wynosić 30 proc.
Ta część to tyle, ile odbiorca, czyli np. spółdzielnia płaci za zamówioną moc na cały sezon grzewczy niezależnie od tego, czy ją zużyje czy nie. Przynajmniej 70 proc. kosztów ogrzewania powinno stanowić własne zużycie odbiorców – ta część wynika z tego, ile ciepła faktycznie pobiera indywidualny lokator.
Szefowie przedsiębiorstw energetycznych do 25 grudnia tego roku mają czas na wprowadzenie nowych rozliczeń za przesłane ciepło. Około 70 proc. firm ciepłowniczych regionu już się dostosowało do nowych wymogów. Po tym czasie np. spółdzielnie będą mogły słać skargi do URE jeśli okaże się, że jak dawniej za energię płaci się w proporcji niezgodnej z nowymi przepisami.
- Jeszcze takie skargi nie wpłynęły – mówi dyrektor Witkowski. – Jeśli będą uzasadnione to urząd może nałożyć kary: na przedsiębiorstwo w wysokości 15 proc. jego dochodów i 300 proc. miesięcznego wynagrodzenia szefa firmy.
Katowickie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej ogrzewające mieszkania w Katowicach, Siemianowicach Śląskich, Świętochłowicach, Chorzowie i Mysłowicach już dostosowuje się do nowych reguł opłat za ciepło.
- Co prawda lepiej jest dla firmy, gdy ma stałe źródło dochodów niż gdy jest ono zależne od opłat zmiennych, ale w skali roku dla nas niewiele się zmieni – mówi Tadeusz Turek, zastępca dyrektora do spraw marketingu katowickiego PEC-u. – Z kolei lokatorzy na zmianie mogą tylko zyskać.
PEC w Katowicach jest w zarządzie komisarycznym ze względu na złe wyniki finansowe w zeszłym roku. Na razie ta sytuacja nie ma wpływu na opłaty za ciepło, ale w przyszłości nie wiadomo, czy tak będzie ze względu np. na wstrzymanie remontów. PEC jednak się modernizuje od kilku lat. Potwierdzają to w spółdzielniach.
- Zainstalowane mamy już automatyczne urządzenia w wymiennikowniach ciepła – mówi Lidia Grodowska, zastępczyni prezesa do spraw technicznych Spółdzielni Mieszkaniowej im. I. Paderewskiego w Katowicach. – Dzięki nim w czasie gdy jest wyższa temperatura, ilość dostarczanego ciepła jest mniejsza. Z moich wyliczeń wynika, że katowicki PEC jest już bliski przepisowym proporcjom w ogólnych kosztach. Opłata stała sięga około 32 proc., a zmienna około 68 proc.
W URE zwracają jednak uwagę na fakt, że w łańcuszku wyciągających rękę po pieniądze za ciepło pomija się firmy zajmujące się obsługą podzielników ciepła. Okazuje się, że nie tylko elektrociepłownie i dystrybutorzy ciepła naliczają opłaty, ale także przedstawiciele firm zatrudnionych przez spółdzielnie. Notowane były przypadki, że ten “narzut” sięgał nawet do około 50 proc. ceny za ciepło.
- Często ich usługa jest wliczana w cenę ciepła i obciąża przedsiębiorstwo energetyki cieplnej – mówi dyrektor Witkowski. – Ten problem nie jest jednak w jurysdykcji URE. Lokatorzy muszą bardzo bacznie przyglądać się temu za co i ile płacą. Gdyby wszyscy mieszkańcy jednego bloku się umówili i sami by ustalili – w przeliczeniu na metr kwadratowy – ilość zużytego ciepła, mogliby porównać swoje dane z tymi, które pokazuje im spółdzielnia. Wtedy wiedzieliby, ile wynosi “narzut”.
W spółdzielni im. Paderewskiego roczna opłata za obsługę podzielników ciepła w mieszkaniu o powierzchni 60 m kw. wynosi 57 złotych.
- Nie wliczamy jednak tej sumy do opłat za ciepło, ale jest to opłata, która osobno figuruje na wydruku – zapewnia Lidia Grodowska.
Autor artykułu: JACEK DEREK