Archive for November, 2000

Zjazd w Gnieźnie Cesarski diadem

Monday, November 20th, 2000

Niemiecki kronikarz Thietmar w swej relacji o gnieźnieńskim spotkaniu Ottona III z Bolesławem Chrobrym nie wspomniał o włóczni św. Maurycego. Za to Gall Anonim opisał wspaniałe powitanie cesarza: Za czasów Bolesława każdy rycerz i każda niewiasta zamiast sukien lnianych lub wełnianych, używali płaszczy z kosztownych tkanin, a skór, nawet bardzo cennych, choćby były nowe, nie ruszano na jego dworze bez podszycia kosztowną tkaniną i bez złotych frędzli. Złoto bowiem za jego czasów było tak pospolite u wszystkich jak dziś srebro, srebro zaś było tanie jak słoma.

Zważywszy jego chwałę, potęgę i bogactwo, cesarz rzymski zawołał w podziwie: “Na koronę mego cesarstwa to, co widzę większe jest niż wieść głosiła!” I za radą swych magnatów dodał wobec wszystkich: “Nie godzi się takiego i tak wielkiego męża, jakby jednego spośród dostojników, księciem nazywać lub hrabią lecz wypada chlubnie wynieść go na tron królewski i uwieńczyć koroną”. A zdjąwszy z głowy swej diadem cesarski włożył go na głowę Bolesława na zadatek przymierza i przyjaźni, i za chorągiew triumfalną dał mu w darze gwóźdź z Krzyża Pańskiego wraz z włócznią św. Maurycego, w zamian za co Bolesław ofiarował mu ramię św. Wojciecha.

I tak owego dnia złączyli się miłością, że cesarz mianował go bratem i współpracownikiem cesarstwa i nazwał go przyjacielem, sprzymierzeńcem narodu rzymskiego.

Na zdjęciu:
Pochodząca z VIII wieku włócznia była jednym z insygniów władzy cesarskiej. Uchodziła za broń świętego Maurycego, dowódcy legionu tebańskiego, który wraz z towarzyszami poniósł męczeńską śmierć za odmowę złożenia ofiary pogańskim bogom. Wręczając Bolesławowi Chrobremu kopię włóczni św. Maurycego – symbolizującą ideał chrześcijańskiego wojownika – Otto III przekazał swemu przyjacielowi i współpracownikowi misję nawracania ościennych, pogańskich jeszcze ludów

Autor artykułu: XI

EUROPA, EUROPA! – Wizyta cesarza

Monday, November 20th, 2000

Rok tysięczny, którego zapowiedzi budziły grozę w całym zachodnim chrześcijaństwie, rozpoczął się od głośnego wydarzenia – pielgrzymki cesarza Ottona III do grobu św. Wojciecha w Gnieźnie. To wielki zaszczyt dla Bolesława Chrobrego, władcy niedawno ochrzczonego ludu, zostać nazwanym bratem i współpracownikiem cesarskim. Młody i egzaltowany Otto III marzył o odbudowie uniwersalnego cesarstwa, które objęłoby nowe obszary na wschodzie. Tam właśnie liczył na współdziałanie księcia gnieźnieńskiego, a w przyszłości króla całej zachodniej Słowiańszczyzny. Plany nowego ładu w Europie były zbyt śmiałe, zresztą śmierć cesarza w 1002 roku ostatecznie je pogrzebała. Niemniej Europa odnajduje równowagę, przechodzi niebawem do ataku – w Hiszpanii i południowej Italii zmusza islam do odwrotu; z okresu wojen i zamętu wyłania się mapa polityczna, w ogólnych zarysach przypominająca już tę dzisiejszą. Na gruzach cesarstwa nowe dynastie umacniają swą władzę: w zachodniej części, czyli Francji – Kapetyngowie; we wschodniej, czyli Rzeszy – Ludolfingowie. Zręby państwowych budowli stawiają rodzime dynastie w Czechach, w Polsce, na Węgrzech, na Rusi, w Danii, Szwecji, Norwegii. Zdumiewa zbieżność w czasie podejmowanych wysiłków. Czy można się dziwić marzycielowi Ottonowi III, wychowanemu przez mnicha Gerberta z Aurillac – największy umysł epoki, który jako papież przyjął imię Sylwestra II – że pragnął zapewnić chrześcijańskiej Europie trwały pokój?

Autor artykułu: XI

Budżet przetrwania

Wednesday, November 15th, 2000

W przyszłorocznym budżecie samorządu województwa śląskiego nie będzie pieniędzy ani na utrzymanie ZOO ani na remont Opery Śląskiej w Bytomiu. Zabraknie także środków na oświatę. Marszałek Jan Olbrycht twierdzi, że przygotowany projekt budżetu “jest taki, jakie są możliwości”.

Przyszłoroczny budżet samorządowy województwa śląskiego składa się z trzech części: dotacji celowych (482 miliony złotych) i subwencji ogólnych (124,5 miliona zł.), czyli tzw. pieniędzy oznaczonych, które przysyłane są z Warszawy na ściśle określone cele oraz z dochodów własnych, które w 2001 roku szacowane są na 103,5 miliona złotych. W praktyce samorząd regionalny może dysponować tylko ostatnią z wymienionych kwot.

Wczoraj, zgodnie z ustawowym terminem, zarząd województwa śląskiego przesłał prowizorium budżetowe do Sejmiku i Regionalnej Izby Obrachunkowej. – Teraz czekamy na ocenę budżetu przez komisje i radnych wojewódzkich – mówi marszałek.

Zarząd województwa planowane 103 miliony złotych zamierza uzyskać nie tylko z ustawowych dochodów od podatków osób fizycznych (1,5 procenta) i prawnych (0,5 proc.), ale także ze sprzedaży części majątku i odsetek z pieniędzy znajdujących się na kontach bankowych.

- Zamierzamy pozbyć się majątku, który w tej chwili jest zupełnie bezużyteczny – twierdzi Jan Olbrycht. – Chcemy na przykład sprzedać część obiektów szpitalnych, które nie są wykorzystywane, niektóre pomieszczenia wynająć.

Pod młotek mają iść m.in. przyszpitalne mieszkania zakładowe i niewykorzytywane obiekty służby zdrowia w Brennej, Wiśle i Jastrzębiu. We wszystkich tych gminach chęć kupna obiektów zgłosiły miejscowe samorządy, które jednak… nie mają na to pieniędzy. W zamian za przejęcie nieruchomości oddadzą one jednak zarządowie województwa działki, które zostaną następnie sprzedane.

- Sporo zyskamy też dzięki lokatom bankowym – mówi Elżbieta Stolorz-Krzisz, skarbnik województwa śląskiego. – Może to być kwota przekraczająca 2 miliony złotych.

W przyszłym roku nie będzie nawet mowy o finansowaniu przez samorząd wojewódzki Śląskiego Ogrodu Zoologicznego.
Zabraknie też pieniędzy na remont zniszczonej pożarem Opery Śląskiej. Najbardziej ucierpi jednak oświata. Subwencja na 44 placówki szkolne, dla których samorząd wojewódzki jest organem założycielskim jest o 3 miliona niższa niż w roku bieżącym.

- Oznacza to, że październiku przyszłego roku może nam zabraknąć pieniędzy na utrzymanie szkół – mówi marszałek Olbrycht.

Jak wszyscy dobrze pamiętamy, celem reformy samorządowej w kraju miało być upodmiotowienie każdego z szesnastu nowo utworzonych regionów i oddanie władzy w ręce radnych wojewódzkich. Po dwóch latach reformy niewiele się jednak zmieniło. Ponad 80 procent środków samorządy w dalszym ciągu otrzymują z warszawskiej centrali, a dochody własne regularnie spadają.

Czy taki był cel szumnie wprowadzanej reformy samorządowej?

Autor artykułu: WITOLD PUSTUŁKA

Kto trenerem GKS Tychy?

Wednesday, November 15th, 2000

Po wczorajszym treningu trener hokeistów GKS Tychy Frantiszek Vorlicek oddał sprzęt, spakował torby i pożegnał się z drużyną.

- Podziękowałem zawodnikom za dotychczasową pracę – powiedział. – Myślę, że jej efekty były zadowalające, o czym świadczy trzecie miejsce w tabeli i dobra forma, jaką ostatnio sygnalizowała drużyna. W moim odczuciu przestałem być jednak szkoleniowcem zespołu.

- Ale nie zwolniono pana?

- Sam zrezygnowałem. Trudno pracować, kiedy działacze Zarządu wtrącają się do treningów, decydują o tym, kto i ile ma trenować. Postępują w sposób nie znający sprzeciwu, po dyktatorsku. Z prasy dowiedziałem się, że planuje się zakup kolejnych zawodników. Dlaczego nikt mnie nie poinformował? Dlaczego nikt nie zapytał, czy taki lub inny zawodnik pasuje do składu, do mojej koncepcji i kto w końcu najbardziej byłby przydatny drużynie? Uważam, że w tej sytuacji nie mogę ponosić odpowiedzialności za drużynę, za jej przygotowanie i wyniki.

- Rozmawiał pan z działaczami?

- Dzisiaj nikt nie miał dla mnie czasu…

- Rzeczywiście, trener Vorlicek przyszedł do mnie i chciał porozmawiać – stwierdził prezes GKS Tychy, Jacek Białożyt. – Byliśmy jednak w trakcie wypłacania pieniędzy zawodnikom i trudno, żeby na korytarzu stali wszyscy w kolejce. Dlatego powiedziałem mu, że porozmawiamy później.

Na piątek rano działacze GKS Tychy zapowiedzieli zwołanie konferencji prasowej.

Autor artykułu: LESZEK SOBIERAJ

Ogrzewanie pod kontrolą

Wednesday, November 15th, 2000

Zgodnie z nowymi przepisami lokatorzy mają głównie płacić za zużyte, a nie dostarczone ciepło. Jeśli będzie inaczej mogą wnieść skargę do Urzędu Regulacji Energetyki.

Szefowie spółdzielni, ale także lokatorzy winni zmusić się do bardzo wnikliwego sprawdzania rachunków za ciepło. W drastycznych przypadkach proporcje między opłatami na rzecz ciepłowni a faktycznymi kosztami grzania wynosiły jak 70 do 30. 25 listopada tego roku wchodzi w życie nowe rozporządzenie do ustawy o prawie energetycznym, które ma zmienić tę ,księżycową zasadę”.

- Proporcje między opłatą stałą a faktycznie zużytym ciepłem ulegają zmianie – mówi Eugeniusz Witkowski, dyrektor południowego oddziału terenowego Urzędu Regulacji Energetyki w Katowicach.

Zgodnie z nowymi przepisami maksymalna wysokość stałych opłat za przesyłanie ciepła, w ogólnych kosztach ogrzewania powinna wynosić 30 proc.

Ta część to tyle, ile odbiorca, czyli np. spółdzielnia płaci za zamówioną moc na cały sezon grzewczy niezależnie od tego, czy ją zużyje czy nie. Przynajmniej 70 proc. kosztów ogrzewania powinno stanowić własne zużycie odbiorców – ta część wynika z tego, ile ciepła faktycznie pobiera indywidualny lokator.

Szefowie przedsiębiorstw energetycznych do 25 grudnia tego roku mają czas na wprowadzenie nowych rozliczeń za przesłane ciepło. Około 70 proc. firm ciepłowniczych regionu już się dostosowało do nowych wymogów. Po tym czasie np. spółdzielnie będą mogły słać skargi do URE jeśli okaże się, że jak dawniej za energię płaci się w proporcji niezgodnej z nowymi przepisami.

- Jeszcze takie skargi nie wpłynęły – mówi dyrektor Witkowski. – Jeśli będą uzasadnione to urząd może nałożyć kary: na przedsiębiorstwo w wysokości 15 proc. jego dochodów i 300 proc. miesięcznego wynagrodzenia szefa firmy.

Katowickie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej ogrzewające mieszkania w Katowicach, Siemianowicach Śląskich, Świętochłowicach, Chorzowie i Mysłowicach już dostosowuje się do nowych reguł opłat za ciepło.

- Co prawda lepiej jest dla firmy, gdy ma stałe źródło dochodów niż gdy jest ono zależne od opłat zmiennych, ale w skali roku dla nas niewiele się zmieni – mówi Tadeusz Turek, zastępca dyrektora do spraw marketingu katowickiego PEC-u. – Z kolei lokatorzy na zmianie mogą tylko zyskać.

PEC w Katowicach jest w zarządzie komisarycznym ze względu na złe wyniki finansowe w zeszłym roku. Na razie ta sytuacja nie ma wpływu na opłaty za ciepło, ale w przyszłości nie wiadomo, czy tak będzie ze względu np. na wstrzymanie remontów. PEC jednak się modernizuje od kilku lat. Potwierdzają to w spółdzielniach.

- Zainstalowane mamy już automatyczne urządzenia w wymiennikowniach ciepła – mówi Lidia Grodowska, zastępczyni prezesa do spraw technicznych Spółdzielni Mieszkaniowej im. I. Paderewskiego w Katowicach. – Dzięki nim w czasie gdy jest wyższa temperatura, ilość dostarczanego ciepła jest mniejsza. Z moich wyliczeń wynika, że katowicki PEC jest już bliski przepisowym proporcjom w ogólnych kosztach. Opłata stała sięga około 32 proc., a zmienna około 68 proc.

W URE zwracają jednak uwagę na fakt, że w łańcuszku wyciągających rękę po pieniądze za ciepło pomija się firmy zajmujące się obsługą podzielników ciepła. Okazuje się, że nie tylko elektrociepłownie i dystrybutorzy ciepła naliczają opłaty, ale także przedstawiciele firm zatrudnionych przez spółdzielnie. Notowane były przypadki, że ten “narzut” sięgał nawet do około 50 proc. ceny za ciepło.

- Często ich usługa jest wliczana w cenę ciepła i obciąża przedsiębiorstwo energetyki cieplnej – mówi dyrektor Witkowski. – Ten problem nie jest jednak w jurysdykcji URE. Lokatorzy muszą bardzo bacznie przyglądać się temu za co i ile płacą. Gdyby wszyscy mieszkańcy jednego bloku się umówili i sami by ustalili – w przeliczeniu na metr kwadratowy – ilość zużytego ciepła, mogliby porównać swoje dane z tymi, które pokazuje im spółdzielnia. Wtedy wiedzieliby, ile wynosi “narzut”.

W spółdzielni im. Paderewskiego roczna opłata za obsługę podzielników ciepła w mieszkaniu o powierzchni 60 m kw. wynosi 57 złotych.

- Nie wliczamy jednak tej sumy do opłat za ciepło, ale jest to opłata, która osobno figuruje na wydruku – zapewnia Lidia Grodowska.

Autor artykułu: JACEK DEREK

Ciasno na pryczy

Monday, November 13th, 2000

Jeżeli rząd nie dośle pieniędzy do Katowic, w zadłużonych zakładach karnych i aresztach woj. śląskiego nie będzie za co karmić więźniów. Już teraz żywność kupowana jest “na krechę”, nie ma pieniędzy na opał, wyczerpany został limit leków. Tymczasem z miesiąca na miesiąc osadzonych jest coraz więcej. Nowe łóżka udało się kupić po 10 zł od Agencji Mienia Wojskowego, ale nie ma ich gdzie wstawić.

– Właśnie zlikwidowaliśmy ostatnią świetlicę, by urządzić w niej celę – mówi dyrektor Aresztu Śledczego w Sosnowcu Tadeusz Brzoska. – Podobnie zagospodarowaliśmy niedawno bibliotekę, zagęściliśmy niemal wszystkie cele wstawiając do nich kolejne łóżka. Ustawowa norma – minimum 3 m kwadratowe powierzchni na jednego osadzonego – nie jest przestrzegana. Pozostały nam do zamiany na cele jeszcze tylko trzy pokoje wychowawców, nie wiem, jak sobie będziemy radzić potem.

Liczba aresztantów w Sosnowcu przekroczyła limit miejsc o 55 proc. Podobna sytuacja jest w Mysłowicach i Bytomiu. Wzrost nastąpił w czerwcu, od września aresztanci napływają lawinowo.

Tegoroczny budżet jest porównywalny z ubiegłorocznym, ale potrzeby wyraźnie wzrosły. Major Ryszard Szczepanik z Okręgowego Inspektoratu Służby Więziennej w Katowicach nie chce nawet myśleć, co będzie, jeśli do końca roku nie nadejdą pieniądze z Warszawy. Zadłużenie 17 zakładów karnych i aresztów śledczych woj. śląskiego wynosi na razie 1 mln 356 tys. zł, ale z końcem roku może wzrosnąć nawet do 3 mln zł.

- Nie zapłacone mamy rachunki za energię (120 tys. zł), za dostawę żywności, a przed nami konieczność zakupu opału na zimę – mówi mjr Szczepanik. – Zazwyczaj gromadziliśmy na zimowe miesiące tańszą żywność, teraz nie mamy za co robić zapasów.

Nie ma na podwyżki dla pielęgniarek, nauczycieli, policji. Komu państwo odbierze pieniądze, by dopłacić teraz do zupki i mydła złodzieja, gwałciciela, mordercy? Przed takimi wyborami stanie rząd. Nie będziemy rozczulać się nad więźniami, to oczywiste. Niemniej przyjęte normy socjalno-bytowe w polskim ustawodawstwie i w krajach europejskich przestrzegane jakoś być muszą.

Dyrektor mysłowickiego Aresztu Śledczego, Janusz Kot mówi, że po zagęszczeniu niektóre cele wyglądają jak przedziały kolejowe. Wszyscy aresztanci naraz nie mogą się poruszać. Trudno, jakoś przeżyją. Żadnemu jednak nie brakuje przydziałowego mydła (100 gramów na miesiąc), pasty do zębów czy leków.

W skali kraju zadłużenie więziennictwa wynosi aż 30 mln zł. Zakłady karne pochłaniają 29 procent budżetu resortu sprawiedliwości. Szacuje się, że do końca roku w więzieniach będzie 70 tysięcy osób, teraz jest 67,5 tys. Liczba osadzonych wzrastała wcześniej nim minister sprawiedliwości, Lech Kaczyński ogłosił konieczność zaostrzenia kar i zwrócił się do prokuratorów o przykładne wnioskowanie stosowania tymczasowego aresztu. Minister uważa, że w ramach potrzebnego Polsce narodowego programu poprawy bezpieczeństwa powinno się też opracować program budowy więzień.

- Trzeba mieć odwagę to powiedzieć społeczeństwu – stwierdził publicznie trzy miesiące temu.

Z czego więziennictwo spłaci swoje zobowiązania? Prawie 70 procent ogólnych kosztów to płace służby więziennej. Na czym zaoszczędzi?

Dyrektor Brzoska z sosnowieckiego aresztu uważa, że przeludnienia w więzieniach nie należy łączyć tylko z zaostrzeniem polityki karania, ale także ze wzrostem wykrywalności przestępstw. Byłaby to w tej sytuacji najbardziej optymistyczna wiadomość.

- Przeludnienie więzień o 50 procent, wzrost wydatków na ich utrzymanie, wszystko to zahamowało remonty. Baza się dekapitalizuje w zastraszającym tempie, co nie pozostanie bez wpływu na dalszy wzrost naszych kosztów – mówi Stanisław Podsiadło z Okręgowego Inspektoratu Służby Więziennej w Katowicach.

Autor artykułu: TERESA SEMIK

Węgierki za burtą

Monday, November 13th, 2000

W pierwszej rundzie Pucharu Nancy Evans AZS WSP Częstochowa pokonał węgierski Hungarotel Oroshaza 3:1, co dało im awans do następnego etapu rozgrywek.

Pierwszy pojedynek zakończył się zwycięstwem Georgety Cojotaru, która wygrała 2:1 z Patrycją Molik. Stan meczu wyrównała Xu Jie, bez straty seta rozprawiając się z Petrą Lovas. Także dwóch setów potrzebowała Anna Smykowska na pokonanie Sonji Szigeti. Zwycięstwo przypieczętowała Xu Jie wygrywając 2:1 z Cojotaru. Podopieczne trenera Jerzego Ślęzaka awansowały do kolejnej rundy pucharu.

Autor artykułu: (su)

Handlowa dyskryminacja

Monday, November 13th, 2000

Drobni producenci rolni, którzy nie są zameldowani w Częstochowie nie mogą sprzedawać towarów na Promenadzie. Z targowiska są przepędzani przez miejskich strażników. – Jakim prawem? Co się dzieje z wolnością handlu? – pytają zbulwersowani.

- Miejscy strażnicy sprawdzają adres w dowodzie. Kiedy producent nie ma zameldowania w Częstochowie musi natychmiast opuścić targowisko na Promenadzie. Przy okazji dowiaduje się, że ma prawo handlować tylko tam gdzie mieszka. Dlaczego? – pyta radny powiatowy Ignacy Palutek.

Za powstanie tej idiotycznej sytuacji są odpowiedzialne zapisy we wstępnym porozumieniu, jakie zostało zawarte latem br. pomiędzy Zarządem Miasta a producentami, głównie z Kiedrzyna. Wynika z nich jasno, że na Promenadzie mogą handlować tylko ci, którzy mają miejski adres. Pozostali muszą szukać zarobku gdzie indziej.

- Strażnicy proponują im miejsce np. na targowisku przy ul. Pułaskiego lub na Zawodziu – twierdzi Jacek Mróz, rzecznik prasowy Urzędu Miasta w Częstochowie. – Sytuacja, że na Promenadzie handlują tylko producenci z Kiedrzyna jest tymczasowa. Nie ma tam bowiem odpowiednich warunków sanitarnych. Wszystko się zmieni, kiedy powstanie w Częstochowie giełda rolna z prawdziwego zdarzenia.

Na jej powstanie trzeba będzie jednak jeszcze poczekać. Najpierw bowiem musi zawiązać się stowarzyszenie drobnych producentów, które przedstawi miastu konkretną ofertę. Dopiero po tym będzie można zacząć szukać odpowiedniej lokalizacji. Już teraz mówi się o stworzeniu rolnego targowiska przy ul. Srebrnej.

Tymczasem producenci rolni bez miejskiego adresu w dowodzie muszą unikać handlu na Promenadzie. Ich zdaniem wstępne porozumienie jest dyskryminujące nie tylko ich.

- Przede wszystkim tracą na tym klienci, którzy zawsze u mnie kupowali i przychodzili po pewny i świeży towar. Jakim prawem tworzy się przywileje dla jednej grupy producentów z Kiedrzyna zapominając przy tym o szerokiej rzeszy kupujących. To idiotyzm! – twierdzi zbulwersowany mieszkaniec Przyrowa, który próbuje mimo zakazu sprzedawać na Promenadzie.

- Skargi dotarły również do mnie – przyznaje wójt Mykanowa Krzysztof Smela. – Producenci z terenów wiejskich powinni mieć prawo sprzedaży w Częstochowie. Stanowią przecież konkurencję dla pośredników, którzy podbijają ceny. Promenada jest ponadto tym miejscem, gdzie łatwo dojechać. Wybrano najgorsze z możliwych wyjść.

- Taki sposób myślenia to jawna dyskryminacja. Zgodnie z nim producenci mieszkający w Częstochowie powinni być przepędzani z targu myszkowskiego lub kłobuckiego. Czy Częstochowa chce do tego doprowadzić? Zgodnie z taką logiką powinniśmy zakręcić ujęcie wody w Wierzchowisku na terenie gminy Mykanów, z którego korzystają również częstochowianie – zastanawia się głośno I. Palutek.

Ustalono już, że wyjaśnieniem tej sprawy z ramienia Urzędu Powiatowego w Częstochowie, gdzie drobni producenci zwracają się o pomoc, zajmie się Andrzej Kwapisz, członek Zarządu Powiatu.

- To jest wspólny interes miasta i powiatu, aby doprowadzić do porozumienia. Częstochowa jest skazana na nas, a my na nią – twierdzi K. Smela.

Autor artykułu: KATARZYNA KULIŃSKA

Parking dla niepełnosprawnych – Zlikwidować?

Wednesday, November 8th, 2000

Na parkingu przed Urzędem Miasta są wydzielone cztery miejsca dla samochodów inwalidów. I tylko auta z właściwym oznaczeniem powinny się tam zatrzymywać. W praktyce jest inaczej. W wydzielonych miejscach parkują także kierowcy, którzy tego robić nie powinni. Nikt nie przestrzega przepisów. Może więc lepiej usunąć oznaczenia i skończyć z fikcją.

Radny Jerzy Krawczyk, podczas ostatniej sesji Rady Miasta zaproponował takie radykalne rozwiązanie albo egzekwowanie przepisów.

Autor artykułu: (JS)

Zapłacą za rehabilitację

Wednesday, November 8th, 2000

Specjalistyczne usługi rehabilitacyjne świadczone w Centrum Pomocy Dziecku Niepełnosprawnemu i Jego Rodzinie będą odpłatne – zadecydowali radni na poniedziałkowej sesji.

Centrum przy Miejskm Ośrodku Pomocy Społecznej funkcjonuje od 3 lat. Mieści się w nim dom dziennego pobytu dla dzieci niepełnosprawnych ruchowo. Są tu trzy grupy skupiające dzieci w zależności od ich wieku i stopnia rozwoju. W tym specyficznym przedszkolu podopieczni mają terapię usprawniającą, zajęcia logopedyczne, plastyczne, muzykoterapię i psychoterapię. Podczas terapii zajęciowej uczą się samoobsługi, samodzielności i zaradności życiowej, funkcjonowania w grupie. W Centrum działa także ośrodek rehabilitacji usprawniającej. Opiekuje się dziećmi ze schorzeniami przewlekłymi np. porażeniem mózgowym czy przepukliną opon mózgowych oraz tymi, które są czasowo unieruchomione np. po wypadkach.

Do tej pory korzystanie z rehabilitacji w Centrum jako nowo powstałej placówki było bezpłatne, choć ustawa o pomocy społecznej zakłada jego odpłatność. Na poniedziałkowej sesji zdecydowano, że świadczenia te będą płatne, choć jak sugerowali niektórzy radni koszty te powinna refundować kasa chorych lub PFRON. Wysokość odpłatności za korzystanie z usług rehabilitacyjnych będzie uzależniona od dochodów w rodzinie. Będzie się wahała od 55 groszy do 18,50 złotych za godzinę rehabilitacji.

W domu dziennego pobytu przebywa obecnie 30 podopiecznych. Rehabilitację mają 5 razy w tygodniu po godzinie. Z zajęć w ośrodku rehabilitacji usprawniającej korzysta 82 dzieci 2-3 razy w tygodniu.

Autor artykułu: (vig)