Archive for December, 2000

Dobre warunki śniegowe na Skrzycznem i Stożku

Thursday, December 28th, 2000

Pogoda nie rozpieszcza sympatyków narciarstwa. Po wtorkowych obfitych opadach śniegu, następne dni przyniosły pogorszenie warunków narciarskich.

Wczoraj w Szczyrku czynny był jeden wyciąg i przygotowana przez maszynę trasa z Polany Suche do Soliska. Grubość pokrywy śniegowej wynosiła 20 cm, ale padający deszcz i utrzymująca się zerowa temperatura powodowały jej topnienie.

Podobnie było na Stożku, gdzie warunki średnio sprzyjały narciarzom. Czynna była tam trasa koło wyciągu, na której można zjeżdżać od połowy. Z powodu miękkiej pokrywy śnieżnej dosypywany jest sztuczny śnieg. Zainteresowanie jest spore, choć nie aż tak wielkie, jak dwa dni temu.

Dobre warunki panują na Skrzycznem skąd można zjechać na nartach do Jaworzyny. Na trasach funkcjonują dodatkowo armatki śnieżne. Podobnie jest na Rysiance, gdzie miejscami warstwa śniegu sięga 30-40 cm. Ponieważ jednak schronisko leży wysoko, dostęp dla narciarzy jest utrudniony.
Padający deszcz według goprowców stanowi duże zagrożenie dla turystów.

- Opady powodują zanik pokrywy śnieżnej i odsłaniają znajdujący się pod nią lód. To stwarza niebezpieczeństwo dla wędrujących po górskich szlakach – mówi Tomasz Jano, zastępca naczelnika Grupy Beskidzkiej.

Do tej pory goprowcy interweniowali 6-krotnie. – Ludziom się wydaje, że jeśli już wyjadą na górę, to można zjeżdżać gdzie się chce. To nieprawda. Przestrzegam przed jazdą po cienkiej, naturalnej pokrywie śnieżnej. Tam najłatwiej zahaczyć o jakiś kamień czy kretowinę – wyjaśnia Jano. Zdaniem ratownika, najpewniej jest udać się na trasę sztucznie naśnieżaną.

W dalszym ciągu dobrych warunków narciarskich brakuje w Korbielowie, gdzie na stokach leży zaledwie 2 cm śniegu.

Autor artykułu: (klm)

Nowe tysiąclecie świętowaliśmy z rocznym wyprzedzeniem

Thursday, December 28th, 2000

Za dwa dni świat żegnać będzie stary rok, wiek i tysiąclecie. Wydawałoby się, że powinno nas ogarnąć milenijne szaleństwo. Tymczasem nadchodzący sylwester wcale nie zapowiada się wyjątkowo. Dlaczego? Otóż ludzkość popełniła falstart i przywitała XXI wiek z rocznym wyprzedzeniem.

Dwanaście miesięcy temu kilka wysp położonych na Pacyfiku toczyło zażarty spór o to, gdzie wcześniej wybije północ. Ekskluzywne biura podróży oferowały możliwość witania nowego 2000 roku w różnych strefach czasowych – w powietrzu podczas jedynej w swym rodzaju podróży samolotem Concorde. Restauratorzy zapowiadali, niezależnie od długości i szerokości geograficznej, sylwester tysiąclecia. Ceny wejściówek na bale były niebotycznie wywindowane. (more…)

Zegary Hałaczów

Thursday, December 28th, 2000

Adam “urzęduje” w rodzinnym domu, na żorskim rynku, Karol naprawia czasomierze nieopodal, “na zapleczu” ojcowizny. Bracia Hałaczowie są potomkami jednego z najstarszych zegarmistrzowskich śląskich rodów. W trzecie milenium wchodzą z nadzieją, że wrócą czasy, gdy zegarmistrz nie musiał zajmować się handlem.

- Nasze zakłady znajdują się raptem kilkadziesiąt metrów od siebie, ale nie ma mowy o konkurencji – zgodnie twierdzą bracia Hałaczowie. – Pomagamy sobie, wymieniamy się częściami, nieraz jeden drugiemu dorabia jakiś element. Bez współpracy niewiele się zdziała, a nam zależy na reputacji. Zegarmistrz to w naszej rodzinie fach z tradycją, więc nie możemy nikogo zawieść. Każdy z nas ma zresztą swych klientów, zatem nie brakuje nam zajęcia. Jeden człowiek nie jest w stanie zrobić wszystkiego.

Z rodu Hałaczów wywodzili się m.in. dawni burmistrzowie, księża, rajcy i szefowie policji. Pierwszy zegarmistrz o tym nazwisku (nazywał się z niemiecka Hallatsch, bo było to za czasów pruskich) pojawił się w żorskich kronikach w 1750 roku. Na imię miał Karol. Jeden z jego potomków, również Karol, pradziadek współczesnych Hałaczów, już w drugiej połowie XIX wieku miał swój warsztat na rynku. Wyuczył tam fachu m.in. Franciszka i Pawła, synów swego brata, Aleksandra. Zmarł bezdzietnie, a świetnie wyposażony zakład zapisał bratankowi Pawłowi. Ten z kolei wyszkolił na zegarmistrzów obu swych potomków: Jana i Józefa, którzy pracowali z ojcem przez długie lata.

Gdy wybuchła II wojna światowa, bracia poszli na front. Po powrocie do Żor nie zastali ani domu, ani warsztatu. Wszystko legło w gruzach podczas artyleryjskiego ostrzału w marcu 1945 roku. Wtedy też zginął Paweł Hałacz. Jego synowie jednak nie mogli żyć bez zegarów i założyli zakład przy ul. Szeptyckiego. Józef przystąpił też do odbudowy zrujnowanej ojcowizny. Trwało to do roku 1958, ale warsztat na parterze otwarł podwoje wcześniej. Józef, który po wojnie ożenił się z Heleną Jabłonką, miał już wtedy 3 synów: Antoniego, Karola i Adama.

- Tata wciąż ślęczał z lupą przy oku, naprawiając różne skomplikowane mechanizmy, które nie miały przed nim tajemnic – wspominają bracia Hałaczowie. – Wychowaliśmy się przy tykaniu zegarów. Co dnia przechodziliśmy zresztą przez warsztat idąc do szkoły czy wracając do domu, bo wtedy nie trzeba było nosić ze sobą kluczy. Jest więc normalne, że wybraliśmy ten zawód. W ślady ojca nie poszedł tylko nasz najstarszy brat, Antoni, który ukończył geografię na Uniwersytecie Wrocławskim.

Zakład przy ul. Szeptyckiego dziś już nie istnieje. Żona Jana zlikwidowała go kilka lat po utracie męża, który zmarł bodaj w 1966 roku. Rodzinny interes na rynku przejął Adam (rocznik 1953). Ojciec pracował z nim aż do śmierci, czyli do 1990 roku. Młodszy z braci dziś prowadzi zakład z żoną Gabrielą, pomaga im też córka Helena. Druga córka, Ewa, kończy studium turystyczne. Karol (rocznik 1952) w latach 70. wybudował dom i warsztat przy pobliskiej ul. Bagnistej. Starsza z jego córek, Joanna, studiuje w Akademii Medycznej, młodsza, Barbara, w Akademii Ekonomicznej. Żona Halina zajmuje się najmłodszą pociechą, 2-letnim Piotrusiem, w którym ojciec ma nadzieję dochować się następcy.

Hałaczowie lubią “grzebać” w zegarach. Fascynują ich urządzenia, z jakimi nie mieli do czynienia. Radość sprawia im naprawianie zegarów mechanicznych, także ściennych i stojących, które zresztą zdobią i warsztaty, i mieszkania. W każdym pokoju pana Karola godziny wybijają przynajmniej dwa takie wiekowe czasomierze. Jednak bracia częściej zajmują się “kwarcami”, które ludzie kupują głównie dla wygody. Nie trzeba ich nakręcać, a baterię wymienia się rzadko. W dodatku spóźniają się lub przyspieszają najwyżej 15 sekund na miesiąc. Zegary mechaniczne są bardziej kłopotliwe w obsłudze i mniej dokładne, gdyż ich niepunktualność sięga minuty miesięcznie. Praca zegarmistrza polega więc dziś głównie na wymianie baterii i teleskopów oraz czyszczeniu mechanizmów.

- Co gorsza, rynek zalewa tajwańska tandeta, której nie warto naprawiać – ubolewa Karol Hałacz. – Bardziej opłaca się kupić nowy zegarek, bo minęły czasy, gdy trzeba było zapłacić zań nawet dwie dobre pensje. W efekcie zegarmistrz musi też handlować. Na szczęście moda na antyki co parę lat wraca, więc ludzie przynoszą do reperacji dawne, piękne zegary z ,duszą”. Ich naprawa w szczególny sposób uświadamia, że czas mija i nie da się go cofnąć. Mamy nadzieję, że zegary mechaniczne znów staną się popularne, a wtedy zawód zegarmistrza odzyska swoją dawną, rzemieślniczą rangę.

Autor artykułu: ELŻBIETA PIERSIAKOWA

Sukces na koniec roku

Wednesday, December 27th, 2000

Udanie zakończyły tegoroczną rywalizację siatkarki Częstochowianki. W meczu o mistrzostwo drugiej ligi pokonały u siebie AZS Koszalin 3:2 (22, ?22, ?13, 20, 15).

W pierwszych minutach meczu przewaga gospodyń nie podlegała dyskusji. Koszalinianki nie były w stanie poprawnie przyjąć serwisu. Podopieczne Krzysztofa Dominikowskiego bez problemu wygrały tego seta. W drugiej odsłonie również prowadziły, ale do czasu. Od pewnego momentu Ewa Biedroń i Marta Prusaczyk nie miały problemów z przełamaniem bloku rywalek. Gdy w końcu udawało im się wyminąć blok, to piłka wędrowała poza parkiet. Przegrały drugiego seta. W trzecim nie wyciągnęły jednak żadnych wniosków i ponownie piłki po uderzeniach Biedroń i Prusaczyk albo trafiały w blok, albo poza plac gry. W czwartym secie poprawiły przede wszystkim atak i dzięki wygranej przedłużyły nadzieje na zwycięstwo w meczu. Na początku piątego seta uzyskały przewagę 10:4.
Później popełniały więcej błędów. Dzięki ustawieniu szczelnego bloku zapewniły sobie jednak sukces.

Częstochowianka: Szczepanik, Myga, Woźnica, Biedroń, Małolepsza, Prusaczyk – Sobota (libero) Solska.

Pozostałe wyniki: Polonia Świdnica – ŁKS Łódź 1:3, SMS II Sosnowiec – Dalin Myślenice 0:3, OPP Kołobrzeg – Olimpia Jawor 2:3, Gaudia Trzebnica – Orzeł Kozy 3:0. Pauzował Nowy Dom Chodzież.

1. Dalin 16 28 42?14
2. ŁKS 16 28 39?11
3. Polonia 16 23 31?1
4. Chodzież 16 23 32?21
5. Olimpia 16 22 28?29
6. Gaudia 16 21 27?32
7. Orzeł 16 21 20?32
8. AZS Koszalin 16 20 20?23
9. OPP Kołobrzeg 16 20 22?40
10. SMS II 16 20 22?40
11. Częstochowianka 16 18 24?34

Autor artykułu: (KP)

Pasterka jasnogórska

Tuesday, December 26th, 2000

Msza święta odprawiona w noc Bożego Narodzenia w roku jubileuszowym miała w bazylice jasnogórskiej szczególnie uroczysty charakter. Liturgii przewodził i Słowo Boże wygłosił generał zakonu paulinów, ojciec Stanisław Turek. W koncelebrze wystąpiło aż 100 kapłanów. We mszy świętej uczestniczyli bracia zakonni oraz kilka tysięcy wiernych.

- Przeżywane obecnie Boże Narodzenie ma wyjątkowy charakter, bo obchodzone jest w roku wielkiego jubileuszu. Chrystus przynosi nam radość, miłość, braterstwo i zbawienie. Bóg Wszechmocny puka do naszych drzwi i prosi o miłość – mówił ojciec Stanisław Turek w homilii o tajemnicy wcielenia.

Wyraził także zaniepokojenie sytuacją panującą na świecie.

- Dwa tysiące lat temu Chrystus przyniósł orędzie pokoju. Mimo to nadal szerzą się nienawiść i nieposzanowanie dla człowieka. Nawet w Ziemi Świętej, gdzie ogłoszone było Słowo Boże, teraz panują niepokój i zamęt. Mamy jednak nadzieję na nadejście upragnionego pokoju – mówił kapłan.

Autor artykułu: (wp)

Świąteczna ucieczka

Tuesday, December 26th, 2000

Osiem strzałów w kierunku uciekających więźniów oddał poniedziałkowego popołudnia strażnik wojkowickiego Zakładu Karnego. Żaden pocisk nie dosięgnął celu. Dwaj skazani wymknęli się na wolność. Teraz są poszukiwani przez śląską policję.

- Nasza placówka penitencjarna ma charakter półotwarty. Oznacza to, że osadzeni swobodnie poruszają się po pawilonach. Pomieszczenia mieszkalne zamykamy dopiero o godzinie 16.30. Właśnie wtedy dwóch skazanych postanowiło uciec. Sforsowali cztery różnego rodzaju ogrodzenia. Jednym z nich był mur otoczony drutem kolczastym w kształcie sprasowanych żyletek. Według relacji strażnika, bez problemu pokonali to zabezpieczenie – powiedział nam wczoraj Krzysztof Machowicz, dyrektor Zakładu Karnego w Wojkowicach.

Młodszy ze zbiegów liczy sobie 22 lata. Drugi jest o rok starszy. Jeden odsiadywał wyrok dwóch lat i trzech miesięcy za kradzieże. Od listopada mógł ubiegać się o przepustki okolicznościowe, lecz swoim krnąbrnym zachowaniem spowodował, iż nie wypuszczono go na święta. Kompan złodzieja został natomiast skazany na rok więzienia za pobicie. W lutym mógłby już dostać pierwszą przepustkę.

Policjanci zapewniają, że schwytanie uciekinierów mieszkających w Świerklańcu i Tarnowskich Górach jest tylko kwestią czasu. Gdy ponownie znajdą się pod kluczem dostaną za swój wybryk dodatkowo nawet po dwa lata. Trafią ponadto do więzienia o zaostrzonym rygorze, gdzie nie będzie im przysługiwać prawo wychodzenia na przepustki.

- Zachowanie pełniących dyżur funkcjonariuszy w żaden sposób nie przyczyniło się do ucieczki. Obaj skazani są osobami bardzo wysportowanymi. Błyskawicznie przeskoczyli wszystkie ogrodzenia. Strażnik strzelał do nich ze strzelby typu Winchester, lecz było już ciemno i nie trafił. Sprowadzony na miejsce pies szybko zgubił trop – dodaje dyrektor Krzysztof Machowicz.

Ostatnio sześciu więźniów uciekło z Wojkowic w zeszłym roku w sylwestra. Kwadrans przed północą wyszli z cel. Pokonali płot, gdy nagle zauważyli ich strażnicy. Jeden z przestępców zrezygnował wówczas ze swych planów. Pozostali jednak zniknęli w gęstej mgle. Wolnością cieszyli się zaledwie przez kilkanaście godzin. Natychmiast bowiem rozpoczęto obławę. Najpierw zatrzymano 21-letniego więźnia, który dotarł do mieszkania żony. Wiedząc, że jest ścigany… spokojnie wziął kąpiel. Z wanny wyciągnęli go policjanci. Dwóch zbiegów wpadło później w Wodzisławiu Śląskim, a dwóch pozostałych złapano pod Mikołowem.

Autor artykułu: DARIUSZ KRAWCZYK

Spełnianie marzeń

Thursday, December 21st, 2000

80 paczek z upominkami otrzymali w tych dniach uczniowie katowickiej Szkoły Podstawej nr 7. Następne upominki Towarzystwo Przyjaciół Dzieci zamierza rozdać po Nowym Roku. W zapełnianiu worków ,10 tysięcy spełnionych marzeń” może uczestniczyć każdy, kto tylko chce się przyłączyć do akcji prowadzonej w całym województwie śląskim. (more…)

Biblijne Betlejem w polskich kościołach: Jubileuszowe stajenki

Thursday, December 21st, 2000

Dobiegają końca prace przy bożonarodzeniowych szopkach. Paulini przywieźli na Jasną Górę owce i osła, a franciszkanie z klasztoru w Panewnikach sprowadzili z Ziemi Świętej nową figurę Dzieciątka. Ostatnie szopki w tym tysiącleciu zostaną odsłonięte przed pasterkami.

- Szopkę budujemy od listopada. Pracy jest bardzo dużo, bo cała konstrukcja zajmie około 500 m kw. Po raz kolejny zdecydowaliśmy się na urządzenie szopki na zewnątrz w wieczerniku. Chcemy uszanować biblijną tradycję. Zgodnie z nią bowiem Jezus przyszedł na świat wśród zwierząt w chłodnej stajence – mówi ojciec Jerzy Tomziński z Jasnogórskiego Sanktuarium Najświętszej Marii Panny w Częstochowie.

Na Jasną Górę przywieziono już zwierzęta, które będą ozdobą bożonarodzeniowej szopki.

- Obok stajenki będą się pasły owce. Nie zabraknie także królików. Udało się nam również wypożyczyć osła. Nowością będą kolorowe bażanty. Liczymy także, że rozsypane pożywienie przyciągnie dzikie ptaki. W ubiegłym roku żartowaliśmy, że przy stajence zagnieździły się wróble z całego województwa – wyjaśnia ojciec Jerzy Tomziński.

Zwierzętami będzie się opiekował specjalnie wyznaczony zakonnik, który ma duże doświadczenie gospodarskie. Paulini zgromadzili także odpowiednią ilość siana, słomy i ziarna.
- W tym roku po raz pierwszy szopka będzie się składała z dwóch części. Chcemy, żeby przypominała ona tradycyjną zagrodę pasterską. Dlatego oddzieliliśmy pomieszczenia gospodarcze od mieszkalnych – mówi ojciec Jerzy Tomziński.
Okazała szopka powstaje także w parafii Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa w Dąbrowie Górniczej.

- Święta przełomu tysiącleci to wyjątkowy czas. Z tej okazji do szopki bożonarodzeniowej zamówiliśmy 32 figury. Każda ma sporo ponad metr. Wszystkie zostały zaprojektowane w znanej częstochowskiej firmie, która od wielu lat produkuje elementy szopek świątecznych. Figury zostały wykonane zgodnie z włoskimi kanonami, które zostały wypracowane przez mistrzów cechowych z Asyżu – mówi ksiądz Stefan Wyporski, proboszcz parafii Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa w Dąbrowie Górniczej.

Szopka stanie w pobliżu koszy, do których parafianie składają dary dla ubogich.

- Tradycja świąteczna nie może być oderwana od rzeczywistości. Adwent i Boże Narodzenie są także po to, aby przypomnieć sobie o biednych i opuszczonych. Dlatego zachęcam wiernych do przynoszenia żywności dla potrzebujących – twierdzi ksiądz Stefan Wyporski.

Największa w Europie szopka bożonarodzeniowa powstaje w klasztorze w Katowicach-Panewnikach. Z okazji kończącego się tysiąclecia franciszkanie sprowadzili z Ziemi Świętej nową figurę Dzieciątka.

- Zostanie ona złożona w żłóbku dopiero podczas pasterki. Nowym elementem będzie także góralska chata, która odpowiada biblijnym opisom betlejemskiej stajenki – wyjaśnia brat Klaudiusz, który nadzoruje budowę panewnickiej szopki.

Franciszkanie przestrzegają ewangelicznej tradycji. W stajence nie ustawiają więc figur współczesnych świętych. Nie żałują natomiast czasu na wznoszenie ruchomych wiatraków i podświetlanych wodospadów. Nawet układ gwiazd na niebie z płótna jest zgodny z naturą.

Nieco mniej okazałą ,szopkę tysiąclecia" wznoszą franciszkanie z Górek Wielkich na Śląsku Cieszyńskim. W stajence zostanie ustawionych kilkanaście figur. Wystrój szopki będzie nawiązywał do biblijnej tradycji. Zakonnicy spodziewają się, że w okresie świątecznym klasztor odwiedzi wielu pielgrzymów z całego kraju.

Oczywiście także w katowickiej archikatedrze budowana jest szopka. Żłóbek zostanie ustawiony w drewnianej stajence z dachem ze słomy. Na ścianie powieszono już dużą gwiazdę, która wskazuje miejsce narodzin Zbawiciela. Zadbano także o logo kończącego się Roku Świętego. Odświętny wystrój ma również cała archikatedra. Na głównych filarach znalazły się choinki. W kościele rozwieszono także niewielkie lampki. Projektanci szopki chcą, aby zachęcała ona wiernych do refleksji i modlitwy z okazji zbliżającego się trzeciego tysiąclecia.

Autor artykułu: GRZEGORZ CIUS

<font color="green"><b>W ŚWIĄTECZNYM NASTROJU</b></font> Hej kolęda, kolęda…

Thursday, December 21st, 2000

Legenda głosi, że autorem pierwszej kolędy był sam św. Franciszek z Asyżu. Faktem jest, że komponowane w średniowiecznych Włoszech hymny łacińskie, od których wywodzą się również polskie kolędy, rozpowszechniali po całej Europie właśnie franciszkanie.

Św. Franciszek nazywany jest "świętym poetów i poetą świętych". Sam o sobie mówił, że jest "wesołkiem bożym". Jego naukę cechowała radość i miłość natury. Dla uczniów opracował regułę wędrownego zakonu żebraczego. Chodząc po świecie franciszkanie nieśli ze sobą także pieśni. W Europie popularne były już w XV wieku. Prawdziwy ich rozkwit nastąpił kilka stuleci później.

Przy polskim wigilijnym stole już w XV wieku nucono "Anioł pasterzom mówił". Tę właśnie kolędę uważa się za najstarszą na naszych ziemiach. Z kolei za najpopularniejszą na całym świecie uznano "Stille Nacht, heilige Nacht" ("Cicha noc, święta noc"). Jej autorem jest bawarski organista. Ułożył ją w wigilijny wieczór 1818 roku.

W tradycji polskiej kolęda oznaczała początkowo pieśni noworoczne, związane z obrzędami i z obyczajem składania życzeń pomyślności w gospodarstwie i w domu, za co należały się podarki. Dopiero później termin związano z pieśniami o narodzeniu Chrystusa, o Betlejem i betlejemskiej gwieździe, a także o pasterzach i trzech królach spieszących do stajenki.

Polska twórczość kolędnicza rozwinęła się w XVII i XVIII wieku. W tym okresie powstały m.in.: śpiewana do dziś kolęda "W żłobie leży" autorstwa księdza Piotra Skargi, kolędy Morsztyna i Kochanowskiego. Nieco późniejsza (XIX wiek) jest kolęda Franciszka Karpińskiego "Bóg się rodzi".
Forma śpiewanych w Polsce kolęd jest różna. Są wśród nich uroczyste polonezy i hymny, mazurki, krakowiaki, kołysanki.
Są pełne prostoty i ludowej mądrości.

Główną cechą polskich kolęd jest ich powszechność. Śpiewa się je w całej Polsce podczas uroczystości kościelnych, a także w domach przy wigilijnym stole. Chętnie sięgają po nie również artyści, dając co roku koncerty kolęd i nagrywając je w coraz to nowych aranżacjach.

Autor artykułu: (AMC)

Trudno poznać, która organizacja jest sektą, a która nie: Pranie mózgu

Wednesday, December 20th, 2000

- Sekty są poważnym zagrożeniem, nie ma z nimi żartów. Działają destrukcyjnie, zwłaszcza na młodych – twierdzi radny Artur Sternicki, jeden z organizatorów konferencji “Stop sektom – Ratujmy nasze dzieci”, która odbyła się w Bielskim Centrum Kultury.

Syn przez 10 lat był w sekcie. Dwa lata temu udało mi się go wyciągnąć. Wcześniej obiecywali mu różne rzeczy. Efekt jest taki, że teraz leczy się psychiatrycznie, nie ma kontaktu z ludźmi, cierpi na potworne lęki, boi się wsiąść do samochodu, bierze leki uspokajające. Gdy wyszedł z sekty, musiałam prowadzić go za rękę jak małe dziecko – opowiadała matka 31-letniego mężczyzny.

W konferencji wzięło udział około 500 osób, w tym wiele młodych. O sektach i podkulturach w Bielsku mówili kom. Mariusz Kuliński z Komendy Miejskiej Policji, Mariusz Gajewski z Centrum Badań nad Nowymi Religiami. Rafael opowiadał o werbowaniu do sekt, a Dariusz Pietrek z Centrum Informacji o Sektach w Katowicach o specyfice ich działania.

- Obecnie rodzina przeżywa kryzys. To znakomite pole do popisu dla sekt. Niejednokrotnie mogą zastąpić mamę czy tatę, których nie ma w domu, środowisko, zaproponować świetne rozwiązania, sposób spędzenia wolnego czasu, jakąś ideę. Ludzie młodzi szukają, więc łatwo mogą popaść w tarapaty – dodał Sternicki. – Trudno poznać, która organizacja jest sektą, a która nie. Dlatego właśnie zorganizowaliśmy konferencję, żeby ludzie mogli przyjść, zapoznać się z tematem, nabyć literaturę i pomyśleć w domu.
Konferencja nie rozwiąże problemu, ale ma pokazać, jak problem może się rozwijać, gdzie można zasięgnąć informacji i szukać pomocy.

Autor artykułu: (jak)