Z JANUSZEM DANKIEM, prezesem Polskiego Towarzystwa Speedrowerowego i Lwów/Chłodnia Częstochowa, rozmawia KRZYSZTOF SULIGA:
- Wydawałoby się, że speedrower to tylko jazda na rowerach. Jego rozwój w Polsce to jednak jakiś fenomen.
- Nikt na świecie nie potrafi wytłumaczyć fenomenu żużla w Polsce. We wszystkich innych krajach chodzi na mecze po kilkaset osób. Jeśli ich jest 5000, to już bardzo wiele.
W naszym kraju mecze ogląda nawet 15-20 tys. Coś jest w naszej mentalności. Podobne przełożenie dotyczy speedrowera czy minispeedwaya. Hiszpanie mają corridę, my mamy żużel, speedrower. Lubimy ścigać się, udawadniać innym, że jesteśmy lepsi. To jest w naszej naturze.
- W polskiej lidze startują także angielscy zawodnicy.
- To ewenement, bo nie biorą za to pieniędzy i przyjeżdżają na swój koszt. W Bydgoszczy jeździ Steve Harris, Dave Murphy w Rawiczu, a u nas Leigh Alley. Mamy czterech Anglików chętnych do jazdy w przyszłym sezonie w Częstochowie. Zgodnie z przepisami możemy skorzystać tylko z jednego. Na całych Wyspach Brytyjskich jest wspaniale rozwinięta infrastruktura speedrowerowa. W klubach są wspaniałe zaplecza z hotelami. Można tam jechać i za darmo mieszkać np. przez miesiąc. Dzięki tym kontaktom międzynarodowym Tomasz Szwajorek mógł przez osiem miesięcy startować w Southampton w ekstralidze. My jakby wyprzedziliśmy falę zauroczenia wejściem do Europy. W speedrowerze zbliżyliśmy się do niej znacznie wcześniej.
Polacy są aktualnymi mistrzami świata. Jak na tak młodą reprezentację to bardzo duże osiągnięcie.
- W Polsce speedrower funkcjonuje od sześciu lat, a w świecie od 52 lat. W sportach drużynowych jedynie reprezentacja piłkarska Francji i nasza speedrowerowa osiągnęły mistrzostwo świata, mistrzostwo Europy seniorów i mistrzostwo Europy juniorów. 9 lutego udajemy się do Australii, by bronić tytułu drużynowego mistrza świata. Po 50-letniej hegemonii Anglii zdetronizowaliśmy ją.
- Co przyciąga młodzież do speedrowera?
- Wynik robi swoje. Jeździmy do Anglii, Holandii, Szkocji, Nowej Zelandii, Australii. To już jest coś. Za mojej młodości speedrower był nie znany. Ścigaliśmy się tylko dookoła podwórka, udając wielkich żużlowców. To dyscyplina sportu, która jest naprawdę przeurocza.
- Wokół poprzedniego zarządu PTS-u była nie najlepsza atmosfera. O co konkretnie chodziło?
- Oprócz prawdziwych działaczy, są także tacy, którzy pogubili się w tym co robią. Niektórzy niechlubnie wpisali się w karty polskiego speedrowera, jak działacze z Rawicza. Oni zapomnieli o tym, że Polska to nie tylko Rawicz. Dlatego nadzwyczajny zjazd odwołał ich ze stanowisk. To też byli ludzie, którzy zaangażowali się w rozwój tego sportu. Nie można jednak tylko garnąć do swojego klubu. Ja, jako prezes, mógłbym sobie także przyznawać najlepsze imprezy.
Tak było w przypadku Rawicza przez pięć lat. Przez dwa lata pełniłem funkcję wiceprezesa PTS-u. Oprócz mnie, wszyscy w zarządzie byli z Rawicza. To zakrawało na groteskę. W końcu zawrzało, inne miasta się oburzyły i doszło do zmian w zarządzie. Przedtem robiono imprezy pod szyldem PTS-u, a pieniądze szły na konto rawickiego klubu. Kiedy browary przez trzy dni mistrzostw świata czy Europy leją piwo, to płacą organizatorowi duże pieniądze, a te szły dotychczas do jednego klubu. To jest przykre. PTS po pięciu latach sukcesów nie ma funduszy na szkolenie młodzieży, bo nikt o to nie dbał. Obecnie siedziba została przeniesiona do Częstochowy, a sekretariat jest we Wrocławiu. Najbliższe posiedzenie PTS-u będzie natomiast w Ostrowie Wielkopolskim, żeby koledzy z północy Polski mieli także blisko. Od strony prawnej pomaga nam były szermierz, a obecnie mecenas Dariusz Kowalski, który został społecznym radcą prawnym PTS-u.
- Pieniądze z UKFiS-u nie mogą być bezpośrednio przekazywane wam. Jakie jest rozwiązanie tego problemu?
- Rozmawiałem ostatnio z Jarosławem Potockim sekretarzem generalnym Polskiego Związku Kolarskiego, który bardzo chętnie by nas widział z tymi wynikami u siebie. Minister Mieczysław Nowicki, chcąc dać pieniądze na speedrowerową reprezentację Polski, musi je puścić przez jakiś związek.
My jesteśmy Polskim Towarzystwem Speedrowerowym, ale możemy działać pod auspicjami PZKol.-u. Aby można było łatwiej ustalać reprezentację Polski, chcieliśmy zaproponować rozgrywanie sześciu turniejów cyklu Grand Prix na wzór żużlowego GP.
- Czy uprawianie tego sportu jest kosztowne?
- W fazie początkowej na pewno nie. Chłopcy przerabiali składaki i to nie kosztowało wiele. Teraz speedrower wchodzący bardzo ekspansywnie na arenę sportową staje się coraz bardziej kosztowny. Za profesjonalny rower trzeba zapłacić około 2,5 tys. zł. Jako klub mamy sponsorów, którzy fundują nam ubiory. Dysponujemy klubowymi rowerami, ale jeżdżą na nich doświadczeni zawodnicy. Tomasz Szwajorek praktycznie wszystkie części powymieniał na angielskie. Jeśli ktoś chce popróbować i ma rower, zapraszam na tor przy Starzyńskiego. W tej chwili w Częstochowie trenuje około 17 chłopców.
- Wiele klubów narzeka na brak pieniędzy. U was jakby tych problemów nie widać.
- Trzeba chodzić, deptać, trzeba chcieć. A chcieć to znaczy móc. Tak się składa, że prowadzę jedną z największych firm w Częstochowie jeżeli chodzi o handel napojami chłodzącymi. Z tej racji mam też kontakty z producentami. Niewielki browar Krajan w rejonie Bydgoszczy zafundował koszulki naszej reprezentacji. Napoje nie kosztują nas nic.
Potrzebna jest siła przebicia w Urzędzie Miejskim, Marszałkowskim, u prezydenta, w British Airways, ambasadzie. Zwolnili nas z opłat wizowych. Wszystko się da. Od lat mamy grupę swoich sponsorów. Oprócz wielu firm, jest także wśród nich Spółdzielnia Mieszkaniowa Północ. Wspaniały prezes Mrągoszewski kocha sport. Także pani Ewa Piech – kierowniczka osiedla, bardzo wiele zrobiła dla częstochowskiego speedrowera. Ułożenie i odnowienie nawierzchni toru to olbrzymie pieniądze, o które nie musimy już w mieście prosić. Dotacje miejskie możemy przeznaczyć natomiast na coś innego. Wszystko się ładnie zazębia: sponsorzy, działacze spółdzielczy i społeczni – udało się to połączyć. W tym roku tak się złożyło, że najlepsi zawodnicy wywodzą się z najbogatszych klubów. Każdy klub pomaga im w wyjeździe na mistrzostwa świata do Australii. Sam przelot jednej osoby to 5,5 tys. zł, a dochodzą jeszcze koszty utrzymania przez prawie miesiąc pobytu.
- Dziękuję za rozmowę.
Autor artykułu: KRZYSZTOF SULIGA