Archive for February, 2001

Seminarium z mistrzem

Wednesday, February 28th, 2001

Około 100 osób, głównie dzieci, uczestniczyło w seminarium z mistrzem karate Okinawa Goju Riu Ryszardem Szczepańskim.

Posiadający 5 dan mistrz Szczepański, sam będący uczniem mistrza Morjo Higeone z Okinawy przeprowadził egzamin na stopnie uczniowskie. Zajęcia prowadził wspólnie z wiceprezesem Polskiej Federacji Karate Okinawa Goju Riu Romanem Jankiewiczem. Obaj szkolili m.in. żołnierzy z jednostek specjalnych i członków brygad antyterrorystycznych.

- W 1986 r. wyjechałem do Australii. Tam zetknąłem się ze stylem Okinawa Goju Riu. Byłem jedną z pierwszych osób propagujących ten styl w Polsce. Go znacz twardo, ju – miękko, riu – styl, co daje styl twardo-miękki uwzględniający aspekt zewnętrzny i wewnętrzny. Pod względem karate Chiny były kiedyś podzielone na północne style zewnętrzne i południowe, wewnętrzne nawiązujące przede wszystkim do samodoskonalenia się. Chodziło generalnie o rozwój wewnętrzny i pracę z energią, co się wiązało z odpowiednim oddychaniem, koncentracją, samoleczeniem. To cała wiedza i dlatego Goju Riu nie ćwiczy się rok, ale studiuje przez całe życie – powiedział nam mistrz.

Ryszard Szczepański przyjechał do Częstochowy na zaproszenie Zbigniewa Rychlewskiego z Częstochowskiej Akademii Sztuk Walk. Obaj starają się propagować karate wśród dzieci i młodzieży. – W naszym społeczeństwie panuje pewna próżnia spowodowana transformacją gospodarczą. Młodzież jest trochę zagubiona, pozostawiona sobie. Naszym celem jest zachęcenie młodych ludzi do ćwiczeń. Pokazanie im, że warto coś robić, inwestować w siebie; zarówno w rozwój intelektualny, jak i fizyczny. Jest pięknie kiedy człowiek jest rozwinięty intelektualnie. Powinien on jak najdłużej żyć, by móc przekazać coś nowym pokoleniom. Do tego potrzebne jest jednak i zdrowie fizyczne – wyjaśnia R. Szczepański.

Celem Zbigniewa Rychlewskiego jest spowodowanie, by dzieci znalazły swoją drogę w życiu i potrafiły wyrwać się ze zdemoralizowanego środowiska oraz kierować w życiu prawdziwymi wartościami.

Na spotkanie z mistrzem przyszło wiele dzieci. Najmłodszy chłopiec Dawid Łapian miał 4 lata, dziewczynka Magdalena Rospendek 5 lat. Oboje otrzymali pamiątkowe puchary ufundowane przez posła Jacka Kasprzyka. Magda zdała tego dnia egzamin na stopień uczniowski.

Do spotkania mogło dojść m.in. dzięki uprzejmości dyrektor SP nr 20 pani Burzy, która udostępniła salę na tę imprezę. W organizacji spotkania bardzo pomógł także sam poseł, który pochodzi z Rakowa i doskonale zna problemy tej dzielnicy. W seminarium uczestniczyły dzieci i młodzież z SP 7, 34 i 20, Domu Dziecka we Wrzosowej oraz Ośrodka Społeczno-Wychowawczego w Częstochowie.

Wywiad z Ryszardem Szczepańskim opublikujemy w jednym z najbliższych wydań ,Dziennika”.

Autor artykułu: (su)

Za tania wołowina

Wednesday, February 28th, 2001

Strach przed chorobą Creutzfeldta-Jakoba spowodował drastyczny spadek popytu na wołowinę. Hodowcy domagają się od państwa interwencyjnego skupu żywca wołowego, aby powstrzymać załamanie rynku.

Mimo, że w Polsce nie zanotowano ani jednego przypadku choroby szalonych krów konsumpcja wołowiny zdecydowanie spadła. Masarnie skupują o wiele mniej bydła rzeźnego i krów. Rolnicy boją się o swoje dochody.

- Nigdy nie było najlepiej, a teraz to już jest katastrofa – twierdzi Jan Kaptacz z Zabrodzia. – Ja mam duże specjalistyczne gospodarstwo. Na 80-100 sztuk. To moje jedyne źródło utrzymania. Cykl hodowli wynosi dwa lata. Przy tych cenach jakie teraz są na rynku i tak niskiej sprzedaży nie mam szans na spłatę kredytów. Jeśli ceny nie wzrosną splajtuję. W rolnictwie nie można z miesiąca na miesiąc się przekwalifikować. To nie jest fabryka gwoździ, którą można zamknąć i zacząć w halach robić buty.

Rolnicy domagają się od rządu interwencyjnego skupu żywca wołowego. Liczą, że Agencja Rynku Rolnego podejmie działania do 10 marca.

- Interwencyjny skup powinien objąć około 50 tysięcy ton żywca wołowego za ok. 100 mln zł, do końca pierwszego półrocza – mówi Władysław Serafin, przewodniczący Krajowego Związku Rolników Kółek i Organizacji Rolniczych. – Cena jednego kilograma nie może być niższa niż 3,50 zł. To cena na granicy opłacalności. Dziś za bydło rzeźne płaci się w skupie poniżej 3 zł za kilogram, a za krowy 1,80 zł. Agencja Rynku Rolnego jest po to, aby reagować na sytuację rynkową. Nie tylko interweniować wówczas gdy trzeba skupić nadwyżki, ale także w sytuacji kiedy mamy taki kryzys jak z wołowiną.

Jeśli ARR przystąpi do skupu żywca wołowego i wołowiny to byłby to pierwszy w Polsce przypadek kiedy państwo interweniuje na rynku w sytuacji nie wynikającej z nadprodukcji mięsa. Ale bez interwencji państwa gospodarstwa nastawione na hodowlę bydła splajtują. W Wielkiej Brytanii, Francji, ostatnio w Niemczech tylko szybkie i zdecydowane działania państwa uratowały setki gospodarstw przed bankructwem.

Państwo skupując wołowinę i bydło może je eksportować np. na Ukrainę, Białoruś, do Rosji. Nasze krowy są zdrowe. Nie powinno więc być problemów z eksportem. A rolnicy mogą dzięki temu przetrwać kryzys.

Autor artykułu: (JS)

Drwale w lasku

Wednesday, February 28th, 2001

Naszą redakcję odwiedził bardzo zdenerwowany mieszkaniec dzielnicy Północ Kazimierz Pisański. – W lasku aniołowskim znów wycinają drzewa – mówił podekscytowany. – Zdrowe drzewa. Jakim prawem. Trzeba to przerwać.

Dlaczego prowadzona jest wycinka drzew w lasku aniołowskim zapytaliśmy w Wydziale Ochrony Środowiska Urzędu Miasta.

- Jest ona planowa – mówi Elżbieta Nafalska, zastępca naczelnika wydziału. – Już w ubiegłym roku prowadzliliśmy tam podobne prace. Wszystko odbywa się pod nadzorem leśników, którzy kwalifikują i oznaczają drzewa do wycięcia. Usuwane są topole, olchy, akacje samosiejki. Część z nich jest chora. Ale także te zdrowe nie nadają się do tego drzewostanu. Zagrażają wegetacji innych drzew. Na miejsce wyciętych będą nasadzane inne, odpowiednich gatunków. Drewno jest sprzedawane przez firmę prowadzącą wycinki, a pieniądze trafiają na konto Urzędu Miasta.

Autor artykułu: (JS)

300 do bezrobocia

Monday, February 26th, 2001

Dzisiaj o godzinie 11. rozpocznie się kolejna tura rozmów dyrekcji Fiata Auto Poland z reprezentacją związków zawodowych dotyczących planowanych zwolnień w fabryce.

Wynikają one z drastycznego spadku sprzedaży. Mają dotknąć głównie pracowników nie związanych bezpośrednio z produkcją. Obecnie w firmie pracuje 4671 osób. Jak mówi przewodniczący Rady Miejskiej Marian Stępień, do zwolnienia przewidziano 580, z czego 300 to mieszkańcy Tychów. Szacuje się, że w konsekwencji pracę straci również 200 – 300 osób z firm kooperujących z FAP.

W związku z dramatycznie rosnącym bezrobociem w najbliższych dniach odbędzie się poświęcona problemowi specjalna sesja Rady Miejskiej.

Autor artykułu: (bop)

Mistrzowie uderzeń

Monday, February 26th, 2001

“Wszyscy dążymy do profesjonalizmu” – pod takim hasłem w sobotę w Zespole Szkół Ekonomicznych i Medycznych odbył się Wojewódzki Konkurs Pisania na Maszynie. By wziąć w nim udział, trzeba robić przynajmniej 180 uderzeń na minutę. Zgłosiło się dwadzieścia szkół z całego Śląska, zakwalifikowało dziesięć.

Zawodnicy pisali po dwa teksty. Na każdy mieli dziesięć minut. Prace oceniali specjaliści ze Stowarzyszenia Stenografów, Maszynistek i Sekretarek w Katowicach pod przewodnictwem Urszuli Kowaczek (w przeszłości mistrzyni i wicemistrzyni Polski w pisaniu na maszynie oraz jedna z laureatów konkursu Intersteno; dziś maszynistka w “Dzienniku Zachodnim”). Jej osobisty rekord wynosi 600 uderzeń na minutę.

W Tychach poprzeczkę najwyżej ustawiła reprezentantka gospodarzy, Monika Palenta, robiąc 460 uderzeń na minutę. W zeszłym roku, przy 360 uderzeniach, w tym samym konkursie zajęła miejsce drugie. Zaraz potem w konkursie dla maszynistek w Niemczech zajęła miejsce trzecie, a jesienią 2000 w innym mieście niemieckim, w międzynarodowym gronie, znalazła się już na miejscu drugim. W tegorocznym Wojewódzkim Konkursie nie miała sobie równych.

Reprezentantka tarnogórskiego ekonomika, która zdobyła drugą nagrodę, miała wynik gorszy aż o 150 uderzeń. Na trzecim miejscu znalazł się Jacek Kruszakin, uczeń ZSEiM w Tychach (300 uderzeń).

Tyska szkoła zawsze brylowała w dawnych konkursach na szczeblu centralnym. Kiedy więc Warszawa wycofała się z organizacji tych zawodów, Stowarzyszenie Stenografów, Maszynistek i Sekretarek w Katowicach właśnie do tyskiego ekonomika zwróciła się z propozycją podjęcia się roli współorganizatora konkursu wojewódzkiego (wraz z SSMiS oraz Stowarzyszeniem Aktywnych Szkół Zawodowych). Tak więc zawodnicy z całego województwa zjeżdżają do Tychów.

Autor artykułu: (jol)

Wokół kasy

Monday, February 26th, 2001

Sześć godzin, mimo zaledwie dziesięciu merytorycznych punktów, trwała czwartkowa sesja Rady Miejskiej, a i tak wszyscy byli zachwyceni, że tak krótko, bo normą stało się kończenie obrad w okolicach północy. Już pierwsza uchwała wzbudziła emocje, gdyż dotyczyła zwiększenia dochodów gminy o prawie 5 mln zł w związku z obowiązkiem płacenia przez firmy w Specjalnej Strefie Ekonomicznej podatku od nieruchomości.

Pieniądze przeznaczono na inwestycje w mieście, choć zdaniem niektórych winny być wykorzystane szczególnie na przedsięwzięcia w samej strefie, czyli na budowę i remonty dróg. Przy okazji prezydent Andrzej Dziuba przyznał, że ponieważ Tychy zaliczono do gmin górniczych, otrzymają one dodatkowe 8 mln zł. Według radnego Andrzeja Drogonia należy je przeznaczyć na stworzenie programu przeciwdziałania bezrobociu. Wiceprezydent Zdzisław Dzikołowski stonował zadowolenie z dodatkowych pieniędzy przypominając, że Tychy nie otrzymały obiecanych kwot na podwyżki dla nauczycieli.

Radni zgodzili się także na finansowanie nauki religii 26 tyskich dzieci wyznania zielonoświątkowego, które uczą się w Katowicach. Z kolei radny Jan Szczyrba poinformował, że 19 lutego kolej zawiesiła połączenie kolejowe Tychów z Lędzinami.

Autor artykułu: (bop)

Zawód dla kobiety

Friday, February 23rd, 2001

Czy zatrudnianie kobiet w profesjach zdominowanych przez mężczyzn może wpływać na jakość pracy? Okazuje się, że tak. Jedna z firm realizuje projekt zwiększenia liczby pań na stanowiskach programistów. Ich obecność w zespołach roboczych ma zwiększyć wydajność pracy i podnosić kreatywność działań. Jest to pionierska inicjatywa, bo jak dotąd niewiele firm, nawet tych uważanych za prestiżowe, jest zainteresowanych podobnymi rozwiązaniami.

Zdecydowana większość pracodawców traktuje bowiem płeć jako kwestię drugorzędną.
- Dla nas ważne są merytoryczne umiejętności, a nie fakt, że ktoś jest mężczyzną lub kobietą – mówi Ireneusz Wolski z katowickiego oddziału Ernst and Young.
- Bierzemy pod uwagę profesjonalność. Nie zwracamy uwagi na płeć, ale na to, jak przyszły pracownik będzie wykorzystywał swoje zdolności – dodaje Jacek Kalinowski, rzecznik PTK Centertel

O właściwe proporcje płci w firmie dba Arthur Andersen, gdzie w czasie spotkań ze studentami zwraca się uwagę, by pracą zainteresować w równym stopniu mężczyzn jak i kobiety.
- Dbamy, żeby w zespołach aranżowanych dla potrzeb klienta znajdowały się kobiety. One mają często inne spojrzenie na problem. Podpowiadają inne sposoby jego rozwiązania. Często mają istotny wpływ na dobrą atmosferę współpracy zespołu z klientem – twierdzi Małgorzata Tomasik, dyrektor personalny polskiego oddziału firmy.

W Andersenie podkreśla się znaczenie współpracy z uczelniami.

- Około 95 procent zatrudnianych przez nas osób to ludzie bez doświadczenia w pracy, zaraz po studiach. Staramy się zachęcać kobiety, by uczestniczyły w naszych prezentacjach – mówi Tomasik.

Przy poszukiwaniu kandydatów liczy się więc to, co bezpośrednio wpływa na efektywność pracy. Emilia Spytkowska z katowickiego Międzynarodowego Stowarzyszenia Studentów Nauk Ekonomicznych i Handlowych AIESEC zwraca jednak uwagę, że sprawa fachowości i kompetencji to nie wszystko:

- Jeśli weźmiemy pod uwagę pewne cechy charakteru, jakie reprezentują kobiety, kwestia ich obecności w zespole może być bardzo istotna.

- Nasze badania wykazały, że proporcje zatrudnienia kobiet i mężczyzn mają wpływ na podniesienie jakości tworzonych produktów – twierdzi Margaret Nadworny, dyrektor zarządzający Centrum Oprogramowania Motorola Polska w Krakowie, główny inicjator projektu.
Spośród wszystkich pracowników krakowskiego centrum 13 procent stanowią kobiety. Wśród kadry inżynieryjnej ten odsetek jest mniejszy i wynosi 7 proc.
- Nasi inżynierowie są dla nas ważni, lecz chcielibyśmy zachować równowagę płci, która lepiej reprezentowałaby całą populację. Zespoły mieszane pracują lepiej – dodaje Nadworny.
Nie chodzi tu o ustalenie dokładnych proporcji. Nie jest ważne, czy w 4-osobowym zespole będzie 3 mężczyzn i jedna kobieta czy też odwrotnie.

Motorola chce zwiększyć ich liczbę tak, by w zespołach roboczych było co najmniej 20 procent pań. Problem w tym, że młode dziewczęta, które dopiero wybierają studia, rzadko decydują się na kierunki informatyczne. Dzieje się tak m.in. z braku perspektyw znalezienia ciekawej pracy w tym zawodzie. Sprawa odpowiedniego przygotowania rekrutacji ma więc kapitalne znaczenie.

Krakowskie Centrum Oprogramowania zdecydowało się na specjalną współpracę ze szkołami średnimi, by zainteresować uczniów informatyką i w ten sposób zachęcić dziewczęta do przyszłych studiów.

Pilotażowy projekt potrwa do czerwca 2001 roku. Wybrano szkoły, w których matematyka, informatyka i fizyka są dominującymi przedmiotami. We wrześniu ubiegłego roku grupa inżynierów odwiedziła cztery krakowskie licea. W październiku każda ze szkół została zaproszona do spędzenia kilku godzin w Motoroli, w czasie których inżynierowie prezentowali własną pracę. W grudniu nauczyciele wybrali grupę uczniów, którzy zostali zaangażowani do przedsięwzięcia.

Na czym ono polega? Otóż uczniowie uczestniczą w trzech warsztatach, w czasie których poznają zasady pracy zespołowej, jej wpływ na wykonanie projektu, elementy metodologii i tworzenia oprogramowania oraz zasady tworzenia stron WWW i testowania oprogramowania. Później realizują własne zadanie. Będzie ono ocenione w maju. Uczniowie będą pracowali nad aplikacją WWW do nauki wybranego przez siebie przedmiotu.

- Nie zależy nam na wyłonieniu najlepszych informatyków, których moglibyśmy zatrudnić po ukończeniu studiów. Chodzi nam przede wszystkim o pokazanie nowej drogi tym uczniom, którzy do tej pory jeszcze nie zainteresowali się informatyką – tłumaczy Katarzyna Reinfuss, kierownik działu kadr w krakowskim centrum Motoroli.

Dzięki współpracy z liceami jest okazja do nawiązania kontaktów z młodymi ludźmi zanim jeszcze podejmą oni decyzję o wyborze kierunku studiów. Także dziewczęta mają szansę przekonać się, że zawód inżyniera oprogramowania może być dla nich atrakcyjny.
Chodzi też o to, by pracownicy reprezentowali różne środowiska i ośrodki akademickie. To ,zróżnicowanie geograficzne” sprawia, że każda z nowo zatrudnianych osób wnosi do firmy nieco inne doświadczenia prywatne i zawodowe, metody pracy i odmienne spojrzenie na sposoby rozwiązywania problemów.

Autor artykułu: ADAM WOŹNIAK

W Beskidy wróciła zima

Friday, February 23rd, 2001

W czwartek przed południem w Beskidach sypał gęsty śnieg. Tak jest od kilku dni i w górach poprawiły się warunki narciarskie. W wyższych partiach gór leży od 60 do 80 cm śniegu. W czwartek temperatury były ujemne. Na Babiej Górze i Pilsku termometry wskazywały minus 6 st. C. Na Klimczoku było minus 4 st. C, w rejonie Wisły minus 3 st. C. W dolinach było 0 st. C. Bardzo trudne warunki są na szlakach turystycznych. Dlatego ratownicy Grupy Beskidzkiej GOPR odradzają piesze wycieczki w wyższe partie gór.

W rejonie Szczyrku czynne są wszystkie wyciągi. Na trasach należących do Centralnego Ośrodka Sportu na Skrzycznem leży od 50 do 80 cm śniegu.

Trasy przygotowały ratraki, ale z powodu silnego wiatru trzeba było zatrzymać górny odcinek wyciągu krzesełkowego. Kłopoty były również z jazdą na orczyku Doliny III. Wyciągi są czynne od 8 do 15.45. Ruszyły wreszcie wszystkie orczyki w Ośrodku Narciarskim Czyrna-Solisko. Tam w niektórych miejscach leży nawet do metra śniegu.

Warunki na trasach są dobre. Na Stożku jest od 50 do 90 cm śniegu, na Czantorii od 30 do 40 cm, na Klimczoku do 60 cm, w Brennej 30 cm. Poprawiły się warunki w Korbielowie na Pilsku. W Kamiennej leży od 25 do 40 cm śniegu (25 cm puchu). Na Hali Miziowej od 40 do 60 cm. Czynnych jest siedem orczyków z Kamiennej na Kopiec. Na nartach można jeździć od 8 do 16.

Autor artykułu: (imk)

Znamy zwycięzców pierwszej edycji konkursu prywatyzacyjnego

Friday, February 23rd, 2001

- Ten konkurs i publikacje w mediach mają pokazać, do czego może się przyczynić prywatyzacja zakładu – powiedział Andrzej Zimończyk, dyrektor katowickiej Delegatury Ministerstwa Skarbu Państwa gratulując zwycięzcom konkursu ,Warto wiedzieć więcej”. – Chcemy, by prywatyzacja przestała kojarzyć się z sensacją, a można to osiągnąć rozpowszechniając rzetelną wiedzę na jej temat.

Od kilku miesięcy w magazynowym wydaniu ,Dziennika Zachodniego” publikujemy artykuły poświęcone prywatyzacji. Na tej samej stronie można znaleźć kupon konkursowy, który zawiera związane z tym tematem pytanie. Odpowiedzi należy nadsyłać na adres redakcji. Jury najwyżej oceniło pracę Anny Pluty i jej przyznano pierwszą nagrodę.

- Jestem studentką Górnośląskiej Wyższej Szkoły Handlowej i akurat mam zajęcia z prawa i ekonomii – mówi Anna. – Chciałam sprawdzić swoją wiedzę, choć przyznaję, że musiałam jeszcze trochę poszperać w książkach i skorzystałam z pomocy taty, który jest ekonomistą. Mojego udziału w konkursie nie zdradziłam nikomu w szkole. O wszystkim opowiem dopiero teraz.
Druga nagroda przypadła inżynierowi górnikowi Ewie Kucharskiej.

- Jestem na rencie i jak dotąd wzięłam udział w dwóch teleturniejach i waszym konkursie – opowiada laureatka. – Za każdym razem udało mi się dostać jakąś nagrodę. Nigdy wcześniej nie interesowałam się prywatyzacją, ale trochę poczytałam, poszukałam w Internecie, no i udało się.

Jerzy Ruta, laureat trzeciej nagrody, ze zdobywania nowych umiejętności i wiedzy uczynił swoje hobby.

- Mój dziadek mówił, że człowiek rodzi się głupi i głupi umiera, a ja się zaparłem i postanowiłem jak najwięcej się nauczyć – mówi. – Teraz chciałbym wydać książkę o historii domów i rodów w Piekarach Śląskich. Prowadzę firmę remontowo-usługową i dużo pracuję właśnie w starych domach, słucham różnych interesujących opowieści i to sprawiło, że od pięciu lat pochłonęła mnie historia tego miasta.

- Prywatyzacja to trudna dziedzina – mówi dyrektor Zimończyk. – Trzeba tu łączyć wiedzę ekonomiczną, prawniczą, a także być trochę filozofem.

Z zapowiedzi laureatów jest też zadowolony Bogdan Ścibut, prezes Prasy Śląskiej, wydawcy ,Dziennika Zachodniego”.

- Wyjątkowo cenimy sobie konkursy, takie jak ten poświęcony prywatyzacji czy ,Fiskus podpowiada”, ponieważ od uczestniczących w nich osób wymagają dużej wiedzy i co ciekawe biorą w nich często udział ludzie zupełnie zawodowo nie związani z ekonomią – powiedział prezes Ścibut.

Autor artykułu: (JSZ)

Prezydent bez gwiazdek?

Thursday, February 22nd, 2001

Warszawska spółka Expol zrezygnowała z przebudowy hotelu Prezydent. Ponieważ nie zrobiła tego do końca ubiegłego roku, powinna zapłacić gminie 1 mln zł kary. Expol zwrócił się do władz miasta z prośbą o możliwość zapłaty kary dopiero na koniec roku. – Prawdopodobnie zgodzimy się na to – powiedział Józef Heczko, członek Zarządu Miasta.

Heczko stwierdził, że miasto woli przyjąć propozycję Expolu, przy uwzględnieniu pewnych zabezpieczeń, niż procesować się o pieniądze. – Sprawa w sądzie może potrwać lata, a i tak nie wiadomo, czy uda nam się je odzyskać. Dlatego zgodzimy się prawdopodobnie na zabezpieczenie w postaci części udziałów, jakie ,Expol” ma w nieruchomościach. Postaramy się także o zabezpieczenie komornicze – powiedział Heczko. – Mamy również ,asa w rękawie”. ,Expol” chce kupić działkę przy ul. Warszawskiej, gdzie zamierza prowadzić inwestycję. Jeżeli jednak nie wypłacą nam pieniędzy, nie sprzedamy im działki – stwierdził.

Do piątku firma ma przedstawić propozycje, w jaki sposób i kiedy zamierza zapłacić zaległe pieniądze. Expol przedstawił Zarządowi Miasta plan, z którego wynika, że nie opłaca mu się już inwestować w przebudowę Prezydenta i zrobienie z niego 4-gwiazdkowego hotelu. Potwierdził to Robert Poczman, prezes Expolu: – Zapłaciliśmy za ,Prezydenta” 2,5 mln dolarów, bo byliśmy zafascynowani miastem i miejscem, w którym jest hotel. Niestety, Bielsko przestało być miastem wojewódzkim, a na dodatek powstał hotel ,Vienna”. W ,Prezydencie” obłożenie spadło z 65 procent do 40. Jeszcze niedawno Fiat Auto Poland dostarczał wielu hotelowych gości. To się skończyło, gdy firma zaczęła mieć problemy. W Bielsku nie ma żadnych nowych inwestycji, które mogłyby przyciągać klientów do hotelu tak wysokiej klasy – przyznał. Expol zamierza zrobić z Prezydenta obiekt niższej kategorii, by mogli z niego korzystać przeciętni turyści.

Firma zainwestowała już m.in. 6 mln dolarów w rozbudowę i remont hotelu Orle Gniazdo w Szczyrku. W tej sprawie przed bielskim Sądem Okręgowym toczy się proces. Megabud wykonujący prace na zlecenie warszawiaków utrzymuje, że nie zapłacili mu za pracę. Domaga się od Expolu 7 mln zł. Poczman powiedział, że wypłacili bielszczanom ponad 3 mln zł zaliczki, a kosztorysy przedstawione przez Megabud zostały zawyżone.

- Zainwestowaliśmy w hotel. Kontynuujemy rozbudowę aquaparku w Szczyrku, w którą włożyliśmy już 9 mln dolarów – podkreślił prezes. Zapowiedział, że najpoważniejszą inwestycję, która pochłonie około 12 mln dolarów, jego firma zacznie realizować pod koniec roku przy ul. Monte Cassino w Bielsku. – Powstaną tam 80-pokojowy hotel, stacja benzynowa z serwisem samochodowym i myjnią, parking dla 80 tirów – poinformował. Wybrali to miejsce, bo tamtędy przebiega tranzyt między Ukrainą i Bałkanami.

Autor artykułu: ANNA CHAŁUPSKA