Archive for February, 2001

Wybrały mistera

Thursday, February 22nd, 2001

W sobotę odbył się finał trzeciej edycji konkursu Mister Beskidów 2001. Wcześniej poznaliśmy Mistera “Dziennika Zachodniego”. Został nim 19-letni Dawid Sobkowski z Kobiernic.

Dla trzech pań Emilii Rozner z Mazańcowic, Lidii Gałysy z Bielska i Małgorzaty Satławy z Buczkowic, które prawidłowo wytypowały “Mistera “DZ” przygotowaliśmy firmowe upominki.

Można je odbierać od dzisiaj w bielskiej redakcji “DZ” przy ul. 3 Maja 7 między 10.00 a 15.00.

Autor artykułu: (jak)

Alarm – bezrobocie!

Thursday, February 22nd, 2001

Śląsk dotknęła klęska bezrobocia. Co trzecia osoba straciła pracę po raz pierwszy. Przed utratą zatrudnienia nie chroni już nic. Nie liczą się wykształcenie, długi staż, kwalifikacje ani rodzina na utrzymaniu.

Nigdy dotąd sytuacja nie była tak trudna, w dodatku bez sygnałów jej poprawy. Firmy prywatne upadają, a państwowe zakłady pracy zapowiadają kolejne zwolnienia grupowe. Pod koniec ubiegłego roku 178 śląskich zakładów ogłosiło, że w najbliższym czasie zwolni 7,3 tys. pracowników.

- Wyjścia z sytuacji szukamy po omacku – przyznaje Bożena Borys-Szopa, przewodnicząca Rady Ochrony Pracy przy Sejmie, członek Zarządu Regionu Śląsko-Dąbrowskiej ,Solidarności”. – Cyfry biją na alarm, ale nie jest to dla nas niespodzianka. Od dłuższego czasu ostrzegaliśmy, że jeśli nie nastąpią rozwiązania ekonomiczne w skali kraju, zwłaszcza sprzyjające rozwojowi małych firm, może nastąpić katastrofa.

W Polsce bez pracy pozostaje 2,8 mln, a na Śląsku 276 tys. osób. W ciągu jednego miesiąca w naszym regionie liczba bezrobotnych zwiększyła się o ponad 16 tys. Jest to największa w kraju dynamika wzrostu bezrobocia. Nowością jest to, że posady tracą głównie osoby, które mają za sobą spory staż. Największą grupę zwalnianych stanowią ludzie, którzy przepracowali z dobrą opinią od 10 do 20 lat. Dla nich nagła utrata środków utrzymania jest szokiem.

- W Polsce doszło do społecznej patologii – ocenia Krzysztof Dzierżawski, ekspert Centrum im. Adama Smitha w Warszawie. – Bardziej opłaca się ludzi zwalniać niż zatrudniać, a to z powodu niezwykle wysokich kosztów pracy, jednych z największych w Europie. Pensja pracownika jest taka sama jak jej obciążenia wobec państwa. Rosnąca łapczywość i chciwość fiskusa doprowadza do upadku małe, często rodzinne firmy. A przecież to one dawały dotychczas najwięcej nowych miejsc pracy. Od 1998 roku powstaje ich coraz mniej. Do tego dochodzi ogromna, zachłanna biurokracja.

Na Śląsku pod koniec ubiegłego roku na jedno wolne miejsce pracy przypadało 167 osób bezrobotnych. Okazuje się, że najczęściej pracę posiada u nas człowiek powyżej 50 lat, ale z wyższym wykształceniem. W fatalnej sytuacji jest natomiast młodzież.

Absolwenci szkół wszelkiego typu stoją przed bardzo trudnym zadaniem. Wkrótce w Polsce stanie do wyścigu o zatrudnienie ponad milion młodych Polaków.

W województwie śląskim już obecnie 39 proc. bezrobotnych stanowią osoby w wieku od 18 do 24 lat, z których tylko 11 proc. ma prawo do zasiłku. Rynek pracy, co jest niepokojące, nie wchłania już ludzi z wysokimi kwalifikacjami, po studiach. Pod koniec ubiegłego roku pracy szukało więcej absolwentów szkół wyższych niż średnich.

Dzisiaj nawet znalezienie posady nie gwarantuje pewności stałego zatrudnienia. Pracodawcy unikając wysokich kosztów, chętnie przyjmują ludzi na krótkie umowy. Aż 65 proc. bezrobotnych na Śląsku ma za sobą takie doświadczenia.

- Pracodawcy bezlitośnie wykorzystują w ten sposób swoją silną pozycję na rynku – dodaje Borys-Szopa. – Ostatnio na spotkaniu Rady Ochrony Pracy omawialiśmy problem zatrudnionych w supermarketach. Fakty świadczą o tym, że dochodzi tam do takiego wykorzystania ludzi, jak w XIX-wiecznym kapitalizmie. Dlatego nie popieramy żądań właścicieli firm, którzy chcą zmienić na swoją korzyść kodeks pracy. W obecnej sytuacji pracownik musi być tym bardziej chroniony.

Na najgorsze traktowanie narażeni są zwłaszcza ludzie młodzi. Mówią o tym liczby – populacja ubiegłorocznych absolwentów w naszym województwie liczyła 3,2 tys. osób, z czego połowa powróciła do bezrobocia po krótkotrwałym zatrudnieniu, odbyciu stażu lub po ukończeniu szkolenia.

W całym regionie jest trudno o pracę, ale tworzą się enklawy szczególnie zagrożone bezrobociem. Największy przyrost liczby bezrobotnych notuje się w takich powiatach grodzkich, jak Częstochowa, Sosnowiec, Katowice i Zabrze. A wkrótce nastąpią tam kolejne masowe zwolnienia pracowników. Sytuacja najgorzej przedstawia się w Sosnowcu – tylko w ubiegłym miesiącu zgłoszono tutaj zwolnienie 913 osób. Nie lepiej będzie w Częstochowie – zgłoszono tutaj zwolnienia ponad 540 osób, w większości z zakładów państwowych.

Natomiast w Katowicach, podobnie jak w Bielsku-Białej i Dąbrowie Górniczej, pracowników pozbywają się głównie firmy prywatne – w ubiegłym miesiącu zgłoszono, że straci w ten sposób pracę blisko 800 osób.
O wiele mniej osób niż w roku poprzednim skorzystało z aktywnych form przeciwdziałania bezrobociu. Wśród tej grupy większość zatrudniono przy pracach interwencyjnych, niestety – o połowę mniej skorzystało ze szkoleń przyuczających do zawodu lub zmieniających kwalifikacje.

Natomiast wydatki na świadczenia przedemerytalne wzrosły pod koniec ubiegłego roku w naszym regionie aż o 430 proc., na zasiłki przedemerytalne o 82,6 proc., na zasiłki dla bezrobotnych o 48,3 proc. Nie wystarczyło już na tworzenie dodatkowych miejsc pracy – ta pomoc zmniejszyła się o 75,7 proc. Wysiłek urzędów pracy nie jest już skierowany na szukanie lub tworzenie nowych miejsc zatrudnienia, ale na łagodzenie skutków biedy, związanej z utratą źródeł utrzymania.

Największy przyrost liczby bezrobotnych (styczeń 2001)
Częstochowa o 1137 osób,
Sosnowiec o 989 osób,
Katowice o 757 osób,
Zabrze o 727 osób
Stopa bezrobocia
(dane w procentach)
Bielsko-Biała 8,0
Bytom 16,9
Chorzów 16,4
Częstochowa 11,6
Dąbrowa Górnicza 12,9
Jaworzno 15,3
Katowice 15,3
Sosnowiec 16,5
Tychy 18,4
Żory 25,4
Dane: Wojewódzki Urząd Pracy w Katowicach

Autor artykułu: GRAŻYNA KUŹNIK

Maluchy pod kluczem – Bezpieczeństwo przedszkolaków gwarantuje współpraca rodziców i opiekunów!

Tuesday, February 20th, 2001

Po bestialskim mordzie, jakiego dokonano niedawno w Warszawie na czteroletnim Michale, rozgorzała dyskusja nad bezpieczeństwem przedszkolaków. Postanowiliśmy przekonać się, jakie środki ostrożności stosują placówki na naszym terenie.

W większości placówek podstawą bezpieczeństwa maluchów jest pisemne oświadczenie, które rodzice wypełniają na początku roku. Wskazują w nim osoby upoważnione do odbierania dzieci. Większość przedszkoli stara się przyzwyczaić rodziców do nawyku osobistego zgłaszania ich pracownikom momentu dostarczania i zabierania dzieci. Zagadnienia te szczegółowo regulują statuty poszczególnych placówek.

Ostatnio na drzwiach gliwickiego Przedszkola Miejskiego nr 5 pojawiła się kartka informująca rodziców o podjętych dodatkowych środkach ostrożności.

- Przyznaję, że przeraziły mnie informacje podawane przez media. Uświadomiłam sobie bowiem, że podobna tragedia mogła się zdarzyć i u nas. Dlatego też postanowiłam zwrócić się do rodziców ze stosownym apelem – tłumaczy Krystyna Matusiak, dyrektor placówki. – Co roku szkolimy personel, sporo jednak zależy od samych rodziców. Zdarza się, że dorośli zabierają swoje pociechy tuż po obiedzie, kiedy w szatni nie ma jeszcze dyżurnego, i zostawiają otwarte drzwi. Budynek musi być zamknięty! Przy obecnej redukcji etatów nie mogę przecież zatrudnić osoby, która przez cały czas pilnowałaby wejścia! Dlatego też trzeba wyrobić w rodzicach poczucie współodpowiedzialności za bezpieczeństwo dzieci. Dorośli muszą być świadomi istniejących zagrożeń!
Również w Rudzie Śląskiej większość przedszkoli działa w oparciu o sprawdzony system oświadczeń.

- Najtrudniejsze miesiące to wrzesień i październik. Wówczas bowiem opiekunowie dopiero poznają i przyzwyczajają się do rodzin naszych dzieci. W tym też okresie jesteśmy niezwykle wręcz czujni! Po pewnym czasie znamy już wszystkich rodziców oraz dziadków. Z reguły staramy się nie oddawać maluchów pod opiekę starszego rodzeństwa. W miarę możliwości prosimy, by naszych podopiecznych odbierali dorośli członkowie rodzin. Nie zawsze jest to jednak możliwe. Rodzice muszą wówczas pisemnie upoważnić starsze dziecko do odbioru młodszego i wcześniej nas o tym uprzedzić – wyjaśnia Izabela Krzykawska, dyrektor Przedszkola nr 7.

Pracownicy zabrzańskich placówek od dawna już przywiązują szczególną wagę do zapewnienia bezpieczeństwa swoich podopiecznych.

- Zmobilizował nas do tego nieszczęśliwy wypadek, kiedy to dziecko wypadło z okna jednej z placówek. Od tego czasu mamy dokładnie zabezpieczone wszystkie okna. Drzwi cały czas zamknięte są na dwa zamki i dodatkowo łańcuszek, uniemożliwiający maluchom samodzielną wyprawę na podwórko.
Dzieci wiedzą też, że otwieranie zamków zarezerwowane jest wyłącznie dla dorosłych. Do przedszkola nie wejdzie żadna niepowołana do tego osoba. Każdą wizytę anonsuje dzwonek do drzwi – mówi Mariola Krimke, dyrektor Przedszkola nr 7.

W najlepszej sytuacji są małe, najczęściej wiejskie, przedszkola. Niektóre z nich nie mają typowej szatni, a dzieci odprowadzane są bezpośrednio na salę. Oświadczenia oczywiście obowiązują, jednak najlepszą gwarancją bezpieczeństwa dziecka jest… powszechna znajomość wszystkich mieszkańców.

Krystyna Matusiak, dyrektor gliwickiego Przedszkola nr 5:
- Zobowiązaliśmy rodziców do przyprowadzania i odbierania dzieci od godz. 6. do 8.30 i przekazywania ich osobie dyżurującej. Maluchy odbierane są od godz. 15. do 16.30, ponieważ w tych godzinach woźne oddziałowe pełnią dyżur w szatni. Wcześniejszy odbiór dzieci jest możliwy tylko po uzgodnieniu z nauczycielem grupy. Nie wydajemy naszych maluchów dzieciom poniżej dwunastego roku życia, osobom nietrzeźwym i nieupoważnionym. Rodzice, którzy odbierają dziecko przed godz. 15., powinni swoje wyjście zgłaszać naszym pracownikom. Umożliwia to zamknięcie drzwi i zabezpieczenie placówki przed osobami niepożądanymi.

Autor artykułu: KATARZYNA PALICZKA

Miliardowe straty

Tuesday, February 20th, 2001

Po siedmiu latach przed bielskim Sądem Okręgowym zakończył się proces w sprawie Piotra B., oskarżonego o wyłudzenie ponad 18 mln złotych. Mężczyzna półtora roku spędził w areszcie. Później z uwagi na zły stan zdrowia wypuszczono go na wolność.Sąd Okręgowy w Bielsku-Białej skazał Piotra B. na siedem lat pozbawienia wolności i 5 tys. złotych grzywny. Na poczet kary zaliczył mu tylko półtora roku aresztu. Wyrok nie jest prawomocny.

- Sąd zasądził także od Piotra B. zwrot do Banku Gospodarki Żywnościowej w Bielsku-Białej 18 milionów 293 tysięcy złotych, plus odsetki od 1 marca 1992 roku – poinformował Jarosław Sablik, rzecznik bielskiego sądu. – Dodatkowo Piotr B. musi także ponieść koszty procesu, które wyniosły 100 tysięcy złotych.

Podczas postępowania ustalono, że od 1991 do 1992 roku oskarżony, na podstawie sfałszowanych dokumentów uzyskał w ówczesnym Oddziale Wojewódzkim BGŻ w Bielsku-Białej gwarancje bankowe.

- Dzięki temu wyłudził od banku ponad 18 milionów złotych – powiedział Sablik. Dodał, że mężczyzna nie działał sam, a w fałszerstwie pomagało mu siedem innych osób. – Pozostali podejrzani pracowali także w BGŻ – dodał Sablik.

Wobec nich toczy się odrębne postępowanie.

Autor artykułu: ANNA CHAŁUPSKA

Seniorzy mogą dorobić

Tuesday, February 20th, 2001

Od marca wzrastają dopuszczalne kwoty przychodów emerytów i rencistów. Oznacza to, że mogą oni dorobić więcej.

Związane to jest ze wzrostem przeciętnego wynagrodzenia w czwartym kwartale 2000 roku. Bez zmian natomiast pozostają tzw. zmniejszenia. Do ich korekty dojdzie po czerwcowej waloryzacji. Od marca rosną także kwoty zasiłku porodowego i pogrzebowego.

Zmiana dopuszczalnych kwot przychodów dotyczy emerytów, którzy nie osiągnęli podstawowego wieku emerytalnego oraz rencistów, gdy obok pobieranego świadczenia wykonują oni pracę zarobkową. W Polsce podstawowy wiek emerytalny wynosi 60 lat dla kobiety i 65 lat dla mężczyzny.

Zakład Ubezpieczeń Społecznych informuje, że ulegają zmianie dopuszczalne kwoty ich przychodów. W związku ze wzrostem przeciętnego wynagrodzenia w IV kwartale 2000 r. do kwoty 2051,74 zł, od 1 marca wynoszą one:
* 70 proc. przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia ogłoszonego za IV kwartał 2000 r. to 1436,30 zł.

Przychody osiągane w wysokości nie przekraczającej tej kwoty nie powodują zmniejszenia emerytury lub renty.
* 130 proc. przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia ogłoszonego za IV kwartał 2000 r. to 2667,30 zł.
Osiąganie przychodu w wysokości przekraczającej kwotę 1436,30 zł nie wyższej jednak niż 2667,30 zł powoduje zmniejszenie emerytury lub renty.
* Osiąganie przychodu w kwocie przekraczającej 2667,30 zł (czyli 130 proc.) powoduje zawieszenie prawa do świadczeń.

Kwoty maksymalnego zmniejszenia emerytury i renty (jeśli osiąga się przychód powyżej 70 proc., nie więcej jednak niż 130 proc. przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia) pozostają bez zmian. Ulegają one bowiem zmianie przy kolejnych waloryzacjach. W tym roku ma ona nastąpić w czerwcu. Tak więc obecnie maksymalne kwoty tych zmniejszeń nadal wynoszą:
* dla emerytury lub renty z tytułu całkowitej niezdolności do pracy – 325,55 zł,
* dla renty z tytułu częściowej niezdolności do pracy – 244,17 zł
* dla renty rodzinnej, do której uprawniona jest jedna osoba – 276,72 zł.

Jednocześnie ZUS przypomina, że od 1 lipca 2000 r. obowiązuje zasada, iż te osoby, które po przejściu na emeryturę kontynuują – bez rozwiązania stosunku pracy – zatrudnienie u tego samego pracodawcy, nie mogą pobierać emerytury, i to bez względu na wiek, jak i wysokość osiąganego przychodu.

Również od 1 marca 2001 r. rośnie kwota zasiłku porodowego i wyniesie 410,35 zł, a kwota zasiłku pogrzebowego – 4103,48 zł.

Wskaźnik waloryzacji podstawy wymiaru zasiłku chorobowego, którego wypłata po upływie 6-miesięcznego okresu zasiłkowego będzie przedłużana w drugim kwartale 2001 r., wynosi 109,7 proc.

Autor artykułu: (BS)

Nie dostały…

Saturday, February 17th, 2001

Pomimo uzgodnień z pracodawcą, pielęgniarki i położne z Okręgowego Szpitala Kolejowego w Katowicach nie dostały obiecanej podwyżki. Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych ogłosił pogotowie strajkowe, które zacznie obowiązywać od 21 lutego.

- Nie wykluczamy strajku – podkreśliła w rozmowie z ,DZ” Krystyna Buczko, przewodnicząca działającej w szpitalu zakładowej organizacji OZZPiP.

Do podpisania protokołu uzgodnień z dyrekcją doszło 17 grudnia 2000 r., w obecności Grzegorza Szpyrki – wicemarszałka woj. śląskiego (samorząd wojewódzki jest organem założycielskim szpitala). Choć na początku strajkujące domagały się 500 zł podwyżki od 1 grudnia 2000 r., ostatecznie przystały na propozycję 250 zł począwszy od 1 stycznia 2001 r.

- Cierpliwie czekałyśmy do dnia wypłaty, ale na pasku nie ma ani śladu podwyżki. Zostałyśmy kolejny raz oszukane – denerwują się pielęgniarki.

- Nie mamy pieniędzy na podwyżki. Zaraz po pielęgniarkach upomnieli się o nie również inni pracownicy. Lekarze z drugim stopniem specjalizacji zażądali 2,5 średniej krajowej, a z pierwszym – 1,5. Gdyby wszystkim dać podwyżkę, trzeba by na to przeznaczyć cały budżet szpitala – broni się Kazimierz Łozowski, wicedyrektor szpitala.

Autor artykułu: (mam)

Podziemny wstrząs

Saturday, February 17th, 2001

W sosnowieckim szpitalu przebywają dwaj górnicy ranni podczas czwartkowego tąpnięcia w kopalni ,Katowice-Kleofas”. O potężnym wstrząsie, który odczuwalny był w całym śródmieściu Katowic, pisaliśmy już na łamach ,DZ”. Przypomnijmy, że 15 lutego, cztery minuty po godz. 16, zatrzęsły się budynki w centrum miasta. Natomiast pod ziemią tąpnięcie spowodowało uszkodzenie korytarzy na poziomie 700 metrów, gdzie przebywało 12 górników. Sześciu z nich zostało częściowo przysypanych.

- Wszyscy jednak opuścili chodniki o własnych siłach. Rannych przewieziono do szpitala. Natychmiast w całym zagrożonym rejonie przerwano wydobycie. Doszło do wstrząsu górotworu na uskoku i krawędzi pokładu. Energia wstrząsu wynosiła dziesięć do siódmej dżua. Był więc bardzo silny. Niestety nie sposób wcześniej przewidzieć wystąpienia takich wstrząsów – stwierdziła Danuta Olejniczak-Milian z Wyższego Urzędu Górniczego w Katowicach.

Jeszcze czwartkowego popołudnia zamknięto dostęp do częściowo zasypanych chodników pokładu nr 510. Jeśli sejsmografy nie zanotują kolejnych tąpnięć, dopiero dziś (17 lutego) ma zjechać tam specjalnie powołana komisja, która oceni rozmiar zniszczeń.

Z sześciu rannych górników przywiezionych do szpitala, czterech po udzieleniu pomocy medycznej zostało zwolnionych do domów. Pod opieką lekarzy zostało tylko dwóch poszkodowanych pracowników KWK ,Katowice-Kleofas”, którzy doznali urazów głowy, kończyn, a także ogólnych potłuczeń. Hospitalizowano mieszkańca Czeladzi oraz katowiczanina. Pacjenci mają 43 i 45 lat.

- Stan ich zdrowia można określić jako dobry. Nie istnieje zagrożenie życia, lecz wymagana będzie dalsza obserwacja – powiedział nam w piątek dr Jerzy Jaworski z Kliniki Ortopedii Śląskiej Akademii Medycznej.

Autor artykułu: (kra)

Autostradowi wandale

Saturday, February 17th, 2001

Na autostradzie A-4 z Katowic do Krakowa niszczone są kolumny SOS z telefonami alarmowymi. Rozstawione co 2 kilometry urządzenia mają umożliwić błyskawiczne wezwanie pomocy w razie wypadku lub awarii. Tymczasem już 10 z nich kompletnie rozbito.

Kolumny ogołacane są z elektroniki lub całkowicie wyrywane z podstawy. Naprawa jednego urządzenia kosztuje około 22 tys. złotych.

- Nie da się zrobić tego szybko. Poskładanie wszystkich elementów, a następnie przetestowanie całości, to sprawa kilku tygodni. W tym czasie odcinek trasy pozbawiony jest łączności alarmowej – mówi Alicja Rajtar, rzecznik Autostrady Małopolskiej.
Pierwsze kolumny zdewastowano pod Katowicami jeszcze w ubiegłym roku. Teraz sytuacja się powtarza: na początku tego roku zniszczono 6 kolumn w okolicach Rudna, jedną pod Morawicą i 2 w rejonie Chrzanowa, te ostatnie w nocy 14 lutego.

Autor artykułu: (ADW)

Kolejne zwolnienia! – Tragiczna sytuacja w andrychowskiej Andorii

Wednesday, February 14th, 2001

Na wieść o zwolnieniach głucha cisza zapanowała w największym zakładzie pracy w Andrychowie, czyli Wytwórni Silników Wysokoprężnych Andoria S.A. Związkowcy twierdzą, że do końca maja pracę straci 90 osób. Szefostwo firmy zaprzecza tym informacjom.

Od dwóch tygodni Andoria stoi. Edward Karelus, przewodniczący Solidarności w andrychowskiej firmie twierdzi, że stoi cały zakład oprócz odlewni. Prezes Andorii, Antoni Wojniak mówi, że tylko część firmy nie pracuje.

- W poniedziałek otrzymaliśmy informacje, że do końca maja zostanie zwolnionych 90 osób. Jest już przygotowana lista z nazwiskami, ale zarząd nie chce nam dać pełnego wykazu. Nie są to zwolnienia grupowe, lecz indywidualne, więc nas tylko poinformował o tym. Zwolnieniami zagrożeni są mechanicy i pracownicy montażu. Z tego, co wiemy ludzie mają dostać wypowiedzenia pod koniec miesiąca, a zwolnienia mają trwać do końca maja – stwierdził Edward Karelus.

Postój i groźba zwolnień związane są z tragiczną sytuacją w Daweoo Motor Polska w Lublinie, dla którego andrychowska firma robi silniki do samochodów dostawczych. Prezes Wojniak uspokaja, że sprawa zwolnień nie jest jeszcze przesądzona.

- Jesteśmy fabryką motoryzacyjną. Wszyscy wiemy, co się dzieje w przemyśle motoryzacyjnym i nas również to dotyka. To nieprawda, że będą zwolnienia. Na razie obserwujemy wydarzenia w Lublinie. Rozważamy wszystkie możliwości. Decyzję podejmiemy w stosownym czasie – stwierdził prezes Wojniak.

W Andorii pracuje około 1700 osób. W andrychowskiej firmie Daewoo ma 80,6 procent akcji. Firma produkuje silniki do samochodów dostawczych, ciężarowych, maszyn budowlanych, koparek, ładowarek, kombajnów, autobusów. Udział w sprzedaży do fabryki w Lublinie jest znaczący, przekracza 40 procent.

- W związku z tragiczną sytuacją ekonomiczną spółki domagamy się zwołania w trybie pilnym posiedzenia Rady Nadzorczej – napisali związkowcy do Zbigniewa Staszaka, przewodniczącego RN Andorii. – Dalsze trwanie w przekonaniu, że problemy poszczególnych spółek Daewoo w Polsce same się rozwiążą, skazuje te spółki na bankructwo w ciągu kilku tygodni. Brak jakichkolwiek, widocznych decyzji naprawczych ze strony właściciela odbieramy jako nie tylko złamanie umów prywatyzacyjnych, ale i działanie na szkodę państwa. Domagamy się przedstawienia przez Radę Nadzorczą, reprezentującą właściciela, rozsądnego i realnego planu naprawy spółki.

Karelus wyjaśnił że zarząd firmy uzasadnia zwolnienia przyczynami ekonomicznymi oraz spadającą sprzedażą silników do Lublina, który nie produkuje samochodów, bo ma zablokowane kredyty i nie spłacone długi u kooperantów zagranicznych.

- Problem nie dotyczy tylko Daewoo, ale także między innymi Fiata Auto Poland. Ludzi nie stać na kupowanie samochodów osobowych, nie mówiąc już o dostawczych – dodał Karelus. – Zwolnienie 90 osób (głównie z produkcji) naraża zakład na niebezpieczeństwo, bo w ostatnich 2-3 latach z Andorii zostało już zwolnionych około 1000 osób. Jeśli nie odstąpią od zwolnień przystąpimy do sporu zbiorowego. Jednak po raz pierwszy wydaje się nam, że jako związkowcy jesteśmy bezradni, bo Korea jest daleko, a decyzje zapadają tam. Musi pojawić się właściciel, który przejmie przewodnictwo od Koreańczyków.

Dzisiaj związkowcy z Andorii jadą do Warszawy, żeby się spotkać ze wszystkimi komisjami zakładowymi w spółkach, w których większość udziałów ma Daewoo. Będą rozmawiali o sytuacji w firmie i dalszych krokach.

Autor artykułu: JACEK DROST

Kolejna podwyżka – Miasto zamierza przejąć parkingi położone w centrum

Wednesday, February 14th, 2001

- To skandal! Zarząd Miasta podniósł nam czynsze za dzierżawę parkingów nawet o 500 procent. Nie stać mnie na płacenie takich pieniędzy, więc mam do wyboru albo podnieść opłaty za postój, albo ogłosić bankructwo – powiedział Arkadiusz Kocot, prezes Spółki Urbis, zarządzającej w Bielsku kilkoma parkingami.

Wczoraj prezes Urbisu przesłał do Urzędu Antymonopolowego w Warszawie wniosek o wszczęcie postępowania. – W listopadzie ubiegłego roku Zarząd Miasta ustalił stawki czynszów za grunty w centrum Bielska. Dla wszystkich firm były takie same. W grudniu tylko nam podniósł opłaty. Za parkingi przy placu Wojska Polskiego musimy zpłacić o 405 procent więcej, przy ul. Dmowskiego o 540 procent, a za parkingi przy ul. Wyzwolenia i Mostowej o 322 procent – stwierdził Kocot. Zgodnie z nowymi stawkami Urbis będzie musiał odprowadzać miesięcznie do miejskiego budżetu 45 tys. złotych.

Arkadiusz Kocot przekonuje, że tyle właśnie pieniędzy wpływa co miesiąc do kasy firmy. – Dlatego rozdaję na parkingach ulotki, żeby ludzie wiedzieli jak niesprawiedliwie nas potraktowano. Nie wiem, czy nie będę zmuszony podnieść do 4,5 złotego opłaty za godzinę postoju. W przeciwnym razie będę musiał zwolnić 17 pracowników i rozwiązać firmę – podkreślił Kocot. Obecnie opłata za godzinę wynosi 2,5 złotego.

Tymczasem Józef Heczko, członek bielskich władz poinformował, że Urbis “żerował” do tej pory na mieście i dlatego zapadła decyzja o podniesieniu czynszów. – Wiemy, że spółka ma duże wpływy z parkingów, niech się więc nimi podzieli z miastem, od którego dzierżawi tereny. Przyznam, że nieporozumieniem były dotychczasowe, bardzo niskie stawki jakie płacili – stwierdził. Jego zdaniem Urbis, chociaż od kilku już lat dzierżawi parkingi, nie zainwestował w ich infrastrukturę ani grosza. – Poza tym to skandal, żeby człowiek płacił 2,5 złotego bez względu na to czy stoi na parkingu godzinę czy 10 minut. Dlatego zapraszam mieszkańców Bielska na parkingi usytuowane w strefie, gdzie płacą dokładnie za tyle ile stoją – podkreślił Heczko. Dodał, że jeżeli Urbis nie jest w stanie płacić tak wysokich czynszów, to może w każdej chwili oddać miastu parkingi. – My już będziemy wiedzieli jak nimi dobrze zarządzać – przyznał Heczko.

Autor artykułu: ANNA CHAŁUPSKA