Śląsk dotknęła klęska bezrobocia. Co trzecia osoba straciła pracę po raz pierwszy. Przed utratą zatrudnienia nie chroni już nic. Nie liczą się wykształcenie, długi staż, kwalifikacje ani rodzina na utrzymaniu.
Nigdy dotąd sytuacja nie była tak trudna, w dodatku bez sygnałów jej poprawy. Firmy prywatne upadają, a państwowe zakłady pracy zapowiadają kolejne zwolnienia grupowe. Pod koniec ubiegłego roku 178 śląskich zakładów ogłosiło, że w najbliższym czasie zwolni 7,3 tys. pracowników.
- Wyjścia z sytuacji szukamy po omacku – przyznaje Bożena Borys-Szopa, przewodnicząca Rady Ochrony Pracy przy Sejmie, członek Zarządu Regionu Śląsko-Dąbrowskiej ,Solidarności”. – Cyfry biją na alarm, ale nie jest to dla nas niespodzianka. Od dłuższego czasu ostrzegaliśmy, że jeśli nie nastąpią rozwiązania ekonomiczne w skali kraju, zwłaszcza sprzyjające rozwojowi małych firm, może nastąpić katastrofa.
W Polsce bez pracy pozostaje 2,8 mln, a na Śląsku 276 tys. osób. W ciągu jednego miesiąca w naszym regionie liczba bezrobotnych zwiększyła się o ponad 16 tys. Jest to największa w kraju dynamika wzrostu bezrobocia. Nowością jest to, że posady tracą głównie osoby, które mają za sobą spory staż. Największą grupę zwalnianych stanowią ludzie, którzy przepracowali z dobrą opinią od 10 do 20 lat. Dla nich nagła utrata środków utrzymania jest szokiem.
- W Polsce doszło do społecznej patologii – ocenia Krzysztof Dzierżawski, ekspert Centrum im. Adama Smitha w Warszawie. – Bardziej opłaca się ludzi zwalniać niż zatrudniać, a to z powodu niezwykle wysokich kosztów pracy, jednych z największych w Europie. Pensja pracownika jest taka sama jak jej obciążenia wobec państwa. Rosnąca łapczywość i chciwość fiskusa doprowadza do upadku małe, często rodzinne firmy. A przecież to one dawały dotychczas najwięcej nowych miejsc pracy. Od 1998 roku powstaje ich coraz mniej. Do tego dochodzi ogromna, zachłanna biurokracja.
Na Śląsku pod koniec ubiegłego roku na jedno wolne miejsce pracy przypadało 167 osób bezrobotnych. Okazuje się, że najczęściej pracę posiada u nas człowiek powyżej 50 lat, ale z wyższym wykształceniem. W fatalnej sytuacji jest natomiast młodzież.
Absolwenci szkół wszelkiego typu stoją przed bardzo trudnym zadaniem. Wkrótce w Polsce stanie do wyścigu o zatrudnienie ponad milion młodych Polaków.
W województwie śląskim już obecnie 39 proc. bezrobotnych stanowią osoby w wieku od 18 do 24 lat, z których tylko 11 proc. ma prawo do zasiłku. Rynek pracy, co jest niepokojące, nie wchłania już ludzi z wysokimi kwalifikacjami, po studiach. Pod koniec ubiegłego roku pracy szukało więcej absolwentów szkół wyższych niż średnich.
Dzisiaj nawet znalezienie posady nie gwarantuje pewności stałego zatrudnienia. Pracodawcy unikając wysokich kosztów, chętnie przyjmują ludzi na krótkie umowy. Aż 65 proc. bezrobotnych na Śląsku ma za sobą takie doświadczenia.
- Pracodawcy bezlitośnie wykorzystują w ten sposób swoją silną pozycję na rynku – dodaje Borys-Szopa. – Ostatnio na spotkaniu Rady Ochrony Pracy omawialiśmy problem zatrudnionych w supermarketach. Fakty świadczą o tym, że dochodzi tam do takiego wykorzystania ludzi, jak w XIX-wiecznym kapitalizmie. Dlatego nie popieramy żądań właścicieli firm, którzy chcą zmienić na swoją korzyść kodeks pracy. W obecnej sytuacji pracownik musi być tym bardziej chroniony.
Na najgorsze traktowanie narażeni są zwłaszcza ludzie młodzi. Mówią o tym liczby – populacja ubiegłorocznych absolwentów w naszym województwie liczyła 3,2 tys. osób, z czego połowa powróciła do bezrobocia po krótkotrwałym zatrudnieniu, odbyciu stażu lub po ukończeniu szkolenia.
W całym regionie jest trudno o pracę, ale tworzą się enklawy szczególnie zagrożone bezrobociem. Największy przyrost liczby bezrobotnych notuje się w takich powiatach grodzkich, jak Częstochowa, Sosnowiec, Katowice i Zabrze. A wkrótce nastąpią tam kolejne masowe zwolnienia pracowników. Sytuacja najgorzej przedstawia się w Sosnowcu – tylko w ubiegłym miesiącu zgłoszono tutaj zwolnienie 913 osób. Nie lepiej będzie w Częstochowie – zgłoszono tutaj zwolnienia ponad 540 osób, w większości z zakładów państwowych.
Natomiast w Katowicach, podobnie jak w Bielsku-Białej i Dąbrowie Górniczej, pracowników pozbywają się głównie firmy prywatne – w ubiegłym miesiącu zgłoszono, że straci w ten sposób pracę blisko 800 osób.
O wiele mniej osób niż w roku poprzednim skorzystało z aktywnych form przeciwdziałania bezrobociu. Wśród tej grupy większość zatrudniono przy pracach interwencyjnych, niestety – o połowę mniej skorzystało ze szkoleń przyuczających do zawodu lub zmieniających kwalifikacje.
Natomiast wydatki na świadczenia przedemerytalne wzrosły pod koniec ubiegłego roku w naszym regionie aż o 430 proc., na zasiłki przedemerytalne o 82,6 proc., na zasiłki dla bezrobotnych o 48,3 proc. Nie wystarczyło już na tworzenie dodatkowych miejsc pracy – ta pomoc zmniejszyła się o 75,7 proc. Wysiłek urzędów pracy nie jest już skierowany na szukanie lub tworzenie nowych miejsc zatrudnienia, ale na łagodzenie skutków biedy, związanej z utratą źródeł utrzymania.
Największy przyrost liczby bezrobotnych (styczeń 2001)
Częstochowa o 1137 osób,
Sosnowiec o 989 osób,
Katowice o 757 osób,
Zabrze o 727 osób
Stopa bezrobocia
(dane w procentach)
Bielsko-Biała 8,0
Bytom 16,9
Chorzów 16,4
Częstochowa 11,6
Dąbrowa Górnicza 12,9
Jaworzno 15,3
Katowice 15,3
Sosnowiec 16,5
Tychy 18,4
Żory 25,4
Dane: Wojewódzki Urząd Pracy w Katowicach
Autor artykułu: GRAŻYNA KUŹNIK