Archive for March, 2001

Liderzy w Loży

Thursday, March 29th, 2001

Roman Polko dowódca legendarnego GROMU nie przypomina z wyglądu Schwarzeneggera i dlatego niektórzy goście wczorajszej Loży Liderów ze zdumieniem przecierali oczy, że ten niepozorny mężczyzna jest na co dzień superkomandosem. – Obyśmy się, nie musieli przekonywać o jego sprawności i sile – żartował senator Adam Graczyński. Najmłodszy w Polsce podpułkownik został jednym z laureatów Loży Liderów, w której honorowe miejsca od dziewięciu lat przyznaje kolegium redakcyjne “Trybuny Śląskiej”.

Nasze nagrody odbierało w reprezentacyjnych salach katowickiego hotelu “Silesia” już 80 osób. Wczoraj do zacnego grona dołączyło siedmiu kolejnych laureatów. Maciej Siembieda redaktor naczelny “Trybuny Śląskiej”, świeżo upieczony Ślązak – jak sam przyznaje – obwieścił publicznie, że z wielką radością uczestniczył w wyborze liderów. – Z powodzeniem moglibyśmy skompletować kilka Lóż – ocenił.

Wszystkich naszych wybrańców z wzajemnością darzymy wielką sympatią. Dawkę błyskotliwego humoru zaaplikował znany satyryk i dziennikarz Michał Ogórek. – Moją największą zasługą dla Śląska jest to, że nigdy nie zostałem hutnikiem, jak chciał mój ojciec – wyznał szczerze.

- Tak naprawdę nigdy nie odszedłem ze Śląska. Tu mieszka moja rodzina. Drzewo tylko wtedy może wyrosnąć wysokie i mocne, jeśli ma mocne korzenie – tę myśl podpułkownika Polko wielu naszych laureatów uznało za swoją.

Laureatów oklaskiwali licznie przybyli goście. Dwaj – marszałek śląski Jan Olbrycht i komendant wojewódzki policji Mieczysław Kluk górowali nad zebranymi wzrostem. Byli przedstawiciele świata polityki, gospodarki i mediów, laureaci naszych nagród z lat poprzednich m.in. państwo Krystyna i Andrzej Bochenkowie – dziennikarka i kardiochirurg. Jak zwykle, mimo napiętego kalendarza nie zawiedli. Przybyła też Elżbieta Adach, bohaterka licznych naszych artykułów – która jako pierwsza zaczęła upominać się o los mieszkańców mieszkań zakładowych. Rozmowy toczyły się przy suto zastawionym stole, na którym królowała dziczyzna.

Na zdjęciu od lewej stoją: ks. Marek Gancarczyk, redaktor naczelny “Małego Gościa Niedzielnego”; prof. Michał Kliś, prorektor Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie; Michał Ogórek, felietonista; podpułkownik Roman Polko, dowódca jednostki specjalnej GROM; Marek Szołtysek, niezależny pisarz i wydawca. Na zdjęciu brakuje: prof. Franciszka Kokota, światowej sławy nefrologa oraz Wiesława Ochmana, jednego z najbardziej znanych polskich śpiewaków operowych, którzy ze względu na obowiązki zawodowe nie mogli przybyć na wczorajszą uroczystość.

Autor artykułu: aga, jar

Puchar Polski we wspinaczce sportowej na stałe wpisał się do kalendarza gliwickich imprez

Thursday, March 29th, 2001

Już po raz drugi na Śląsku, w gliwickim Zespole Szkół Ogólnokształcących nr 5, rozegrano zawody we wspinaczce sportowej, pierwszy w tym roku turniej klasyfikacyjny Pucharu Polski.

Tym razem na ścianie zmierzyło się czterdziestu dziewięciu zawodników, w tym dwanaście kobiet, którzy przez dwa dni pokonywali specjalnie przygotowane trasy w konkurencjach na trudność i na czas.

Organizatorem tych niezwykle widowiskowych zawodów była prężnie działająca sekcja wspinaczki przy Akademickim Związku Sportowym Politechniki Śląskiej oraz Polski Związek Alpinizmu. Honorowy patronat nad imprezą objął zagorzały zwolennik sportu, prezydent Gliwic, Zygmunt Frankiewicz.
Gliwicki turniej był jednocześnie zawodami o Puchar JM Rektora Politechniki Śląskiej w Gliwicach, Bolesława Pochopienia, znanego promotora aktywnego wypoczynku, który roztacza pieczę praktycznie nad każdym wydarzeniem sportowym, w którym udział biorą jego studenci.

Największym zainteresowaniem wśród publiczności cieszyły się oczywiście rozegrane w niedzielę, drugi dzień zawodów, finały, które zgromadziły nadkomplet widzów. I nic dziwnego, bowiem na gliwickie zmagania ze ścianą stawiła się cała śmietanka polskich wspinaczy.

Ostatecznie, po zaciekłej walce o każdą sekundę, w finale konkurencji na trudność kobiet zwyciężyła, zdobywając Puchar Rektora Politechniki Śląskiej, Iwona Gronkiewicz-Marcisz z KS Korona Kraków, przed Renatą Piszczek z Reni-Sport Patagonia i Ulą Wróbel z KS Korona Kraków. Pośród mężczyzn natomiast, w finale konkurencji na trudność, zwyciężył, zaliczając jako jedyny w tej edycji Pucharu “top”, Marcin Wszołek z CW Reni-Sport, przed ubiegłorocznym liderem Tomaszem Oleksym z MKS Tarnovia i Łukaszem Dudkiem z UKWS Częstochowa. Najbardziej jednak widowiskowa była, rozegrana na samym końcu zawodów, konkurencja na czas. Jej zwycięzcami zostali Renata Piszczek i, jak zwykle najszybszy, Tomasz Oleksy. Zwycięzcy oprócz pucharów uhonorowani zostali nagrodami pieniężnymi.

Autor artykułu: (sze)

Po raz kolejny w kolejce po pracę ustawiły się setki ludzi

Thursday, March 29th, 2001

Już po raz ósmy Powiatowy Urząd Pracy w Rudzie Śląskiej z siedzibą w Świętochłowicach zorganizował Targi Pracy, imprezę mającą na celu stworzenie zintegrowanego systemu pomocy osobom bezrobotnym poprzez nawiązywanie współpracy z instytucjami i pracodawcami działającymi na lokalnym rynku pracy.

W Rudzie Śląskiej problem bezrobocia jest niezwykle palący, gdyż osób pozostających bez pracy mamy w naszych katalogach blisko osiem tysięcy – powiedziała Ilona Misiak, zastępca kierownika PUP Ruda Śląska. – Nasze targi przeznaczone są jednak nie tylko dla osób bezrobotnych, ale także tych, które chcą zmienić swą obecną pracę.

Do nowobytomskiego Miejskiego Ośrodka Kultury, gdzie po raz drugi udostępniono organizatorom Targów główny hol, zjechali się poszukujący pracy ludzie nie tylko z terenu Rudy Śląskiej, ale także z miast ościennych. Przez trzy godziny MOK był praktycznie oblężony. Szacuje się, że przez jego progi przewinęło się około tysiąca osób. To właśnie dla nich powiatowe urzędy pracy przygotowały, do społu z prywatnymi przedsiębiorcami, centralami związkowymi, biurami pośrednictwa pracy a nawet ośrodkami pomocy bezrobotnym, blisko osiemset ofert zatrudnienia.

- Wiadomym jest, że nie każdy chętny do pracy spełnia oczekiwania pracodawcy. Najmniejsze szanse mają oczywiście ludzie bez wykształcenia, bądź o niskich kwalifikacjach. Choć i dla nich pojawia się coraz więcej ofert – podkreśla Ilona Misiak. – Mamy na przykład kilka propozycji dla sprzątaczek i dozorców.

Na Targi Pracy przyjeżdżają ludzie w przeróżnym wieku – od osiemnastolatków po liczących już sześćdziesiąt wiosen weteranów. I co najbardziej zatrważające, największą grupę bezrobotnych stanowią właśnie ludzie młodzi, którzy nie ukończyli jeszcze dwudziestego czwartego roku życia.

- Skończyłam zawodówkę, jestem krawcową i chciałabym znaleźć jakieś porządne zajęcie – mówi osiemnastoletnia Kasia. – Niestety, w zakładach, gdzie pytałam o etat, nie potrzebowali nikogo lub dziewczynie bez doświadczenia oferowali psie pieniądze. Mam nadzieję, że tu znajdę coś dla siebie. Jestem przecież młoda i łatwo się uczę – nie muszę szukać pracy w moim zawodzie.

Drugą znaczącą grupą mającą jeszcze spore szanse znalezienia etatu, są ludzie do 44 roku życia. Zwykle posiadają oni już spory zasób doświadczenia zawodowego.

- Mam czterdzieści dwa lata, z tego dwadzieścia cztery przepracowałem jako murarz. Niestety, mój poprzedni pracodawca zamknął interes i muszę znowu szukać pracy. Z tego jednak, co słyszałem, sporo jest tu ofert dla budowlańców – cieszył się pan Franciszek.

O Targach Pracy wiele się mówi jeszcze przed ich rozpoczęciem.

- Już tydzień wcześniej urywały się telefony. Ludzie pytali, czy na pewno się odbędą, czy o planowanej godzinie. Zainteresowanie tą imprezą jest ogromne – powiedziała Anna Roszczyk z rudzkiego MOK.

- Wiem, że problem braku pracy w naszym mieście jest duży. Jednak rozmowy o bezrobociu w mediach nie oddają rzeczywistości. To coś innego niż zobaczyć tych ludzi na własne oczy. Ot, wystarczy przecież dzisiaj spojrzeć za moje okno – jesteśmy dosłownie okrążeni przez setki ludzi – mówił Jerzy Szczerbiński, dyrektor rudzkiego MOK. – Moim zdaniem, rudzki PUP wykonuje tu kawał dobrej roboty. W ogóle w naszym mieście dzieje się wiele dobrych i ciekawych rzeczy, jednak my ciągle nie potrafimy się dobrze sprzedać i, co tu ukrywać, jesteśmy postrzegani jako, delikatnie mówiąc, zaścianek…

Autor artykułu: (sze)

Czekanie na mieszkanie

Wednesday, March 28th, 2001

Trzy tysiące osób jest uprawnionych do otrzymania przydziału na mieszkanie komunalne. Jeśli tempo budownictwa nadal będzie tak wolne wielu z oczekujących nie doczeka się na swoje M.

W ubiegłym roku oddano do użytku, pierwszy od pięciu lat, blok komunalny przy ulicy Kontkiewicza. Wprowadziło się do niego 36 lokatorów. W przyszłym roku ma być gotowy następny, tuż obok. Dobrze, że w ogóle się je buduje, ale kolejka oczekujących prawie się nie zmniejsza. Trzy tysiące osób ma prawo do otrzymania przydziału na mieszkanie komunalne.

- Około 100 rodzin ma nawet przydział od Społecznej Komisji Mieszkaniowej – mówi Jacek Mróz, rzecznik prasowy Urzędu Miasta.
Miasto liczy, że uda się nieco skrócić kolejkę po przejęciu przez gminę dwóch byłych hoteli robotniczych Huty Częstochowa w rejonie Kucelina. W tych budynkach zostanie urządzonych około 50 mieszkań rotacyjnych. Mają to być lokale dla rodzin eksmitowanych za niepłacenie czynszu. Tyleż mieszkań powinno się więc zwolnić w blokach komunalnych.

Pewne nadzieje na odzyskanie lokali w domach należących do gminy wiązane są z Towarzystwem Budownictwa Społecznego. TBS w tym roku rozpoczyna pierwsze inwestycje. Do 2003 roku planuje wybudować cztery bloki, w których będzie kilkadziesiąt mieszkań. Część osób liczących na wprowadzenie się do domów towarzystwa (jest 400 chętnych) a zajmujących lokale komunalne może opuści gminne mieszkania.

Problemu głodu mieszkaniowego nie da się rozwiązać bez ożywienia budownictwa. Za drogie są przede wszystkim kredyty. Koszty inwestycji są ogromne. Na postawienie niewielkiego przecież bloku komunalnego przy ulicy Kontkiewicza potrzeba ponad 5 mln złotych. W szczupłym i okrawanym z subwencji państwa budżecie gminy to spory wydatek.

Autor artykułu: (JS)

Praca pod kontrolą

Tuesday, March 27th, 2001

Z inicjatywy Krystyny Pietroń-Wróżyny, okręgowego inspektora pracy odbyło się w czwartek w cieszyńskim Starostwie Powiatowym spotkanie, podczas którego zaprezentowano wyniki kontroli warunków pracy prowadzonych w przedsiębiorstwach powiatów bielskiego, cieszyńskiego i żywieckiego.

Okręgowy Inspektorat Pracy w Katowicach nadzoruje cały Śląsk, na którym zarejestrowanych jest 400 tys. podmiotów gospodarczych, a zatrudnionych jest na podstawie umów o pracę ponad 2 mln osób.

Tak jak w całym województwie, w Beskidach najwięcej wypadków zdarza się w budownictwie. Wykorzystywane są technologie umożliwiające bardzo szybkie wznoszenie obiektów, dzieje się to wszystko w warunkach dużego natężenia ruchu na placu budowy, zmiennego frontu robót, wiele firm pracuje jednocześnie, często przy braku koordynacji. W tym roku PIP chce się jeszcze dokładniej przyjrzeć tej branży.

- Nadzorujemy powiaty bielski, żywiecki i cieszyński. Co trzecia kontrola przynosi decyzję o wstrzymaniu robót przez inspektora, co oznacza, że prace wykonywane były w warunkach realnego zagrożenia wypadkiem. Co trzecia kontrola to ujawnienie, że pracownik zatrudniany był wbrew zakazom i przeciwwskazaniom. Wskaźnik ten z roku na rok rośnie – mówi Ewa Wagner, kierowniczka bielskiego oddziału PIP.

Zgodnie z nowymi przepisami, inspektor może ukarać pracodawcę mandatem do 500 zł. Wyższe kary orzekać muszą kolegia lub sądy. Najpopularniejsze w orzecznictwie bielskim są grzywny od 500 do 1500 zł. Stanowią w trzech powiatach 70 proc. Średnia grzywien to zaledwie 772 zł. Ponad 2-tysięczne prawie nie są orzekane. Trudno się więc dziwić, że pracodawcy nie przejmują się specjalnie zaleceniami kontrolerów.

Autor artykułu: (net)

Czas na polski film

Tuesday, March 27th, 2001

(BRZESZCZE) Na piąte już z kolei Dni Filmu Polskiego zaprasza w najbliższy weekend, działające przy Ośrodku Kultury, kino “Wisła”. Ta ciesząca się wielką popularnością impreza zapowiada się w tym roku niezwykle interesująco, nie tylko dlatego, że polska kinematografia przeżywa ostatnio prawdziwy rozkwit, ale również ze względu na zaproszonych na imprezę gości.

Wszystko zacznie się w piątek, 30 marca o godz. 17.30 “Sezonem na leszcza”, zaskakująco udanym filmem Bogusława Lindy. Po projekcji, o godz. 19.00 będzie okazja spotkać się z odtwórcą głównej roli, Gabrielem Fleszarem. Niestety, samemu reżyserowi nie udało się znaleźć czasu, choć była szansa, że przyjedzie do Brzeszcz. “Pieniądze to nie wszystko” to kolejna projekcja tego dnia, której nie można opuścić. Doskonała obsada, rewelacyjnie dobrana muzyka braci Golców oraz nazwisko reżysera, Janusza Machulskiego gwarantują świetną zabawę.

Kolejnego dnia przeglądu, w sobotę, o godz. 16.15 zaplanowano wystawę fotogramów z planu zdjęciowego filmu “Przedwiośnie”, autorstwa Wiesława Adamika. Sam film zobaczymy piętnaście minut później, a o 19.00 będzie można spotkać się z ekranowym Cezarym Baryką, czyli rokującym wielkie nadzieje Mateuszem Damięckim. Jeśli ktoś jeszcze nie miał okazji zobaczyć tego wzbudzającego wielkie kontrowersje filmu, warto skorzystać z okazji, by samemu wyrobić sobie zdanie. Sobota zakończy się projekcją “Życia jako śmiertelnej choroby przenoszonej drogą płciową” autorstwa Krzysztofa Zanussiego.

Niedziela zapowiada się bardzo egzotycznie. O 17.30 nie można opuścić filmu Jerzego Stuhra “Duże zwierzę”. Po spotkaniu na ekranie z wielbłądem, o 19.00 w atmosferę czarnego lądu wprowadzą nas Afrykańczycy. Pół godziny później wreszcie konfrontacja z nowym “W pustyni i w puszczy”.

- Kino kojarzy nam się z komercją – mówi Aneta Wądrzyk, kierowniczka kina “Wisła”. – My jednak chcemy, by nasza mała społeczność miała taki sam kontakt z wartościową sztuką filmową, jak ta mieszkająca w większych miastach. Dlatego, przy ogromnym nakładzie pracy, organizujemy tego typu imprezy.

Autor artykułu: (kan)

Harcerskie rodziny

Monday, March 26th, 2001

- Harcerze polscy w Czechach działają w poprawnych warunkach. Otrzymują pomoc z Konsulatu Generalnego RP w Ostrawie, współpracują z Polskim Związkiem Kulturalno-Oświatowym. Oczywiście, mają także swoje problemy – stwierdził harcmistrz Mariusz Jachta, komendant Śląskiej Chorągwi ZHP, który w sobotę uczestniczył w piątym zjeździe Harcerstwa Polskiego w Czechach, który odbył się w Dolnej Lutyni.

Harcerstwo Polskie w Czechach jest samodzielną organizacją skupiającą dzieci i młodzież, głównie z Zaolzia. Do organizacji należy około 600 osób. Powstała ona w wyniku demokratycznych przemian w Czechosłowacji w 1990 r. Główna Kwatera HPCz mieści się w Ostrawie. Podczas sobotniego zjazdu druhna Alicja Berka została ponownie wybrana naczelniczką HPCz. Uczestnicy podsumowali także minioną kadencję i rozmawiali o przyszłości.

W Czechach działa organizacja skautowa ,Junak”, ale należą do niej głównie Czesi. Natomiast HPCz skupia Zaolziaków. Komendant Jachta stwierdził, że organizacje nie konkurują ze sobą. Problemy polskich harcerzy wynikają głównie z tego, że młodzi ludzie pochodzenia polskiego, coraz rzadziej chcą kultywować polskie tradycje. Nie ciągnie ich do polskich szkół i organizacji. Przyznał jednak, że tamtejsze harcerstwo działa w lepszym klimacie niż w Polsce, bo tam do organizacji należą całe rodziny.

Harcerstwo Polskie w Czechach ściśle współpracuje ze Śląską Chorągwią ZHP. Razem organizują spotkania, wyjeżdżają na wspólne obozy i imprezy harcerskie. – Wspieramy ich literaturą metodyczną, zaopatrują się u nas w mundury, przyjeżdżają na kursy, a my wyjeżdżamy na imprezy organizowane przez nich – podkreślił komendant Mariusz Jachta.

Autor artykułu: (jak)

Sztuka polityki: Poważnie czy z dowcipem?

Monday, March 26th, 2001

W minioną sobotę, z udziałem blisko 200 młodych ludzi odbyła się 12. z kolei Debata Śląska. Tym razem przedmiotem sporu była teza: czy polityka jest sztuką żartu?

Po dwóch stronach ław rządowych sali Sejmu Śląskiego, wraz z zespołami stanęli adwersarze – poseł Michał Kamiński ze Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego i Jan Wróbel publicysta konserwatywny. Pierwszy z nich bronił dowcipu, żartu jako nieodłącznego elementu uprawiania polityki, drugi tę tezę atakował.

- Co przeciętny Polak zapamiętał z ostatniej wizyty w Polsce Romano Prodiego, szefa Komisji Europejskiej? Oczywiście jego słynne słowa, że skok Małysza trwa kilka sekund, a przygotowania do niego kilka lat. Miało to odnosić się do naszych przygotowań związanych z przystąpieniem do Unii Europejskiej. To typowy przykład żartu, który dobrze służy plastycznemu przedstawianiu polityki – mówili stronnicy posła Kamińskiego.

Jan Wróbel z kolei twierdził, że polityka jest zbyt poważną dziedziną, aby znajdowały się w niej miejsca na żarty.

- Ale przecież poczucie humoru jest odzwierciedleniem inteligencji, dlatego polityk od czasu do czasu powinien popisać się jakimś błyskotliwym dowcipem – ripostował poseł Kamiński.

Autor artykułu: (wit)

Powstało nowe stowarzyszenie pokrzywdzonych lokatorów

Monday, March 26th, 2001

Ponad pięciuset lokatorów dawnych mieszkań zakładowych z województw: śląskiego, świętokrzyskiego i małopolskiego spotkało się w sobotę w katowickiej Hali Baildonu i przyjęło statut nowej organizacji społecznej – Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów Mieszkań Zakładowych.

Ustawa z kwietnia ub. roku o przekazywaniu mieszkań zakładowych najemcom, zdaniem zainteresowanych, jest martwym zapisem. Dotychczas bowiem na palcach jednej ręki można policzyć przykłady osób, którym udało się odkupić takie mieszkania od prywatnych podmiotów prawnych. Mieszkańcy Bytomia-Łagiewnik, Będzina-Łagiszy czy osiedla PRG w Mysłowicach w dalszym ciągu twierdzą, że w każdej chwili mogą być wyrzuceni na bruk.

- Ustawa nie jest jednoznaczna, dlatego poprosiliśmy o pomoc parlamentarzystów, którzy mogą przyczynić się do jej zmiany – mówi Urszula Woroniecka z osiedla Będzin-Łagisza. – Ktoś przecież powinien zmusić obecnych właścicieli naszych bloków do odsprzedania nam tych mieszkań po cenach, za jakie je kupili.

Na sali obecnych było jednak tylko trzech przedstawicieli parlamentu – senator Zbigniew Romaszewski oraz posłowie Leszek Piotrowski i Piotr Ikonowicz.

- Zaprosiliśmy ich kilkunastu, a mimo soboty czas dla nas znalazło tylko trzech polityków – narzekano w kuluarach.

Kilkugodzinne spotkanie zakończyło się podpisaniem porozumienia z senatorem i posłami, w którym zobowiązują się oni do rozpoczęcia działań, mających na celu zmiany w przyjętej przed rokiem ustawie. W najbliższym czasie ma powstać podkomisja sejmowa, która zajmie się redakcją poprawek i wprowadzi je do laski marszałkowskiej.

Na spotkaniu obecni byli także lokatorzy mieszkań spółdzielczych i prywatnych kamienic. Także oni, w najbliższym czasie, zapowiadają ofensywę legislacyjną, która ma pomóc w wyjaśnieniu ich sytuacji. Jak twierdzą bowiem, także oni w szybkim czasie mogą znaleźć się bruku.

Autor artykułu: (wit)

Uczniowie skorzystali z rozrywek przygotowanych przez dorosłych

Thursday, March 22nd, 2001

Pierwszy dzień wiosny młodzież zwykle świętowała wagarując – uczniowie urywali się z lekcji, by w ten jedyny dzień w roku, bezkarnie powałęsać się po mieście. Ten rok był jednak inny.

W Rudzie Śląskiej większość uczniów uczciła pierwszy dzień wiosny we własnych szkołach, bawiąc się przy konkursach i przedstawieniach. Najbardziej widowiskowo bawiła się młodzież z SP17 i Gimnazjum nr 14, która w hali sportowej Zgody Bielszowice przygotowała dla blisko sześciuset uczniów oraz ich rodziców imprezę pod nazwą “Wydarzyło się w XX wieku”. W jej trakcie nauczyciele i młodzież zaprezentowali najpopularniejsze piosenki, scenki rodzajowe i skecze dotyczące wydarzeń związanych z minionym stuleciem.

W ogrodzie Miejskiego Ośrodka Kultury w Nowym Bytomiu odbyła się natomiast impreza młodzieżowa pod nazwą “Z pierwszym dniem wiosny dajmy im uśmiech”, którą przygotowało Polskie Stowarzyszenie Dobroczynności. Również tutaj można było zabawić się w rozmaitych konkursach ze znajomości miasta oraz skosztować pysznych kiełbasek z grilla.

Pięknie witano wiosnę w wireckiej Szkole Życia im. św. Łukasza, gdzie obchody połączono z Dniem Przyjaciela Szkoły. Na imprezę przybyli wszyscy, którzy przez lata pomagali tej placówce. Wychowankowie szkoły zaprezentowali gościom piosenki o tematyce śląskiej i wiosenne prace.

- W tym roku do pomocy z miasta przyłączyli się przedstawiciele Plaza Centers, którzy zachęcili możnych tego regionu do wsparcia Towarzystwa Przyjaciół Szkoły – powiedział prezydent miasta, Andrzej Stania.

Zabrzańska “Wyspa w Mieście” wraz z Drużyną Starszoharcerską, już po raz drugi przygotowała dla dzieci z Wyspy, świetlic środowiskowych i MOPR-u, obchody pożegnania zimy. Około setki poprzebieranych i wymalowanych we wszystkie kolory tęczy dzieciaków najpierw przemaszerowało ulicami miasta, by ostatecznie w parku Dubiela zakończyć imprezę paleniem i topieniem Marzanny, wspólnymi tańcami.

Również dzieci z łabędzkiej SP nr 29. W ramach zajęć lekcyjnych wykonały kolorowe Marzanny, które pod okiem swoich opiekunów zapaliły na pobliskich polach. Tradycja palenia kukły, przedstawiającej odchodzącą porę roku, jest w Łabędach swego rodzaju nowością.

- Aby nie zatykały się śluzy na Kanale Gliwickim przez wrzucane do wody śmieci, od 6 lat żegnamy zimę właśnie w ten sposób – mówi Zofia Drewniok, nauczycielka w SP nr29.

Autor artykułu: (jas, mik)