Ponad 16 lat czekali kibice w Chorzowie na zwycięstwo swoich ulubieńców nad Pogonią. Sobotnia wygrana, nie dość że była efektowna, to jeszcze przybliżyła “niebieskich” do awansu do grupy mistrzowskiej
To był nasz najlepszy mecz w tym sezonie. Wreszcie wyszliśmy z dołka i wszyscy czujemy się coraz silniejsi patrząc w przyszłość z dużym optymizmem – powiedział lider drużyny Ruchu Łukasz Surma i trudno nie zgodzić się z jego słowami. Wprawdzie sobotnie spotkanie nie było może zbyt widowiskowe, ale chorzowianie tak dobrze zabezpieczyli dostęp do własnej bramki, że goście nie przeprowadzili praktycznie żadnej składnej akcji, a sami wyprowadzali zabójcze kontry.
“Niebiescy” już w 5 min. mogli objąć prowadzenie. Po dośrodkowaniu Damiana Gorawskiego Jerzy Podbrożny zagrał piłkę wślizgiem wprost pod nogi stojącego przed bramkarzem Mariusza Śrutwy. Najlepszy snajper gospodarzy chyba nie spodziewał się takiego prezentu, gdyż strzelił wprost w nogi Sławomira Olszewskiego. “SuperMario” kwadrans później w pełni zrehabilitował się jednak za niewykorzystanie tej okazji, wykazując się znakomitym instynktem strzeleckim. Po centrze z rogu Mamii Jikii w polu karnym Pogoni powstało spore zamieszanie. Do zbyt krótko wybitej przez obrońców piłki doskoczył Bartłomiej Jamróz i uderzył ją z pół obrotu na bramkę. Olszewski zdołał sparować ten strzał, lecz nadbiegający Śrutwa znalazł się dokładnie tam gdzie powinien i z najbliższej odległości skierował piłkę do siatki.
Szczecinianie starali się odrobić straty. Podopieczni Mariusza Kurasa przejęli inicjatywę, ale niewiele z tego wynikało. Gościom na mokrym boisku brakowało dokładności, a dośrodkowania kierowane do niezbyt wysokich napastników bez trudu padały łupem obrońców i bramkarza “niebieskich”. Dość powiedzieć, że Pogoń w I połowie nie oddała na bramkę Marka Matuszka ani jednego celnego strzału. – Ruch się cofnął, a my nie potrafiliśmy stworzyć sobie żadnej sytuacji strzeleckiej. Chorzowianie czyhali na okazje do kontry, bardzo często osiągając w tych atakach przewagę liczebną pod naszą bramką – stwierdził zdegustowany postawą kolegów stoper gości Kazimierz Węgrzyn.
Właśnie po takim szybkim kontrataku padła w 37 min. druga bramka dla chorzowian. Wywalczona przez Jamroza piłka wędrowała jak po sznurku między nogami Surmy i Marka Szyndrowskiego, by w końcu trafić do Śrutwy, który strzelając precyzyjnie w długi róg (futbolówka odbiła się jeszcze od słupka) nie dał żadnych szans Olszewskiemu. Jeszcze przed przerwą gospodarze mogli podwyższyć wynik, ale Gorawski przegrał pojedynek sam na sam z bramkarzem “portowców”. – Najważniejsze, że drużyna się przełamała. Przez ostatnie dwa tygodnie trenowaliśmy bardzo solidnie i to było widać na boisku. Mnie brakowało dzisiaj skuteczności, ale może uda mi się strzelić gola za tydzień w Warszawie – powiedział Damian Gorawski.
Po zmianie stron Pogoń osiągnęła optyczną przewagę. W 48 min. goście oddali na bramkę Ruchu pierwszy celny strzał autorstwa Bartosza Ławy, ale najbliższy zdobycia gola dla szczecinian był wychowanek “niebieskich” Dariusz Gęsior. Najpierw po błędzie Szyndrowskiego wicemistrz olimpijski z Barcelony strzelił z 8 m wprost w ręce Matuszka, a na kwadrans przed końcem meczu popisał się kapitalnym uderzeniem z dystansu, po którym piłka trafiła w poprzeczkę. – Przespaliśmy I połowę. II odsłona była już w naszym wykonaniu trochę lepsza, ale brakowało skuteczności. Może gdyby udało mi się zdobyć kontaktową bramkę, to byłaby szansa na remis. Niestety tym razem wyjeżdżamy z Chorzowa bez punktów – stwierdził Dariusz Gęsior.
Gospodarze w tej odsłonie grali bardzo uważnie w obronie, a pod koniec wyprowadzili kilka groźnych kontr. Strzał Surmy z dystansu obronił jednak Olszewski, który chwilę później wygrał kolejny pojedynek sam na sam z Gorawskim. Patent na bramkarza Pogoni miał w sobotę tylko Śrutwa, który już w doliczonym czasie gry uderzeniem zza linii pola karnego po raz trzeci tego dnia zmusił go do kapitulacji. Był to 93. gol tego piłkarza w ekstraklasie. – Mogliśmy wygrać dziś zdecydowanie wyżej, ale już nie narzekajmy, bo przecież jeszcze niedawno trudno nam było w lidze nawet remisować – podsumował sobotnie spotkanie Bartłomiej Jamróz.
Mariusz Kuras (trener Pogoni):
- Gratuluję Ruchowi zwycięstwa, choć moim zdaniem było ono zbyt wysokie. W II połowie praktycznie cały czas byliśmy przy piłce, ale – poza sytuacjami Gęsiora – nic z tego nie wynikało. W futbolu jednak punktów nie przyznaje się za posiadanie piłki czy wrażenia artystyczne, ale za bramki.
Bogusław Pietrzak (trener Ruchu):
- Brawo zespół. Dwie wygrane z rzędu to już coś. Powoli opuszczamy dołek, w jakim się znaleźliśmy. Zgadzam się z przedmówcą, że w futbolu liczą się tylko gole. Konsekwentnie realizowaliśmy założoną taktykę i cieszę się, że doprowadziło to do takiego zwycięstwa.
Autor artykułu: JACEK SROKA