Archive for October, 2001

Walczyły ofiarnie

Tuesday, October 30th, 2001

Wulkan AZS Politechnika Częstochowa przegrał z Bankiem Pocztowym Bydgoszcz 0:3. Nasze siatkarki pokazały jednak, że zespół ma także swe silne strony.

Słabo radziły sobie zawodniczki Wulkanu z odbiorem silnej zagrywki. Nie ustrzegły się również nieporozumień, wskutek których straciły kilka punktów. W ataku wyróżniała się przede wszystkim Magdalena Grzesiak dysponująca niewątpliwie najsilniejszym uderzeniem w zespole. Na plus zaliczyć trzeba także Wulkanowi ofiarną grę w obronie. Wydaje się, że Edyta Marchwicka z powodzeniem może zastąpić na pozycji libero Gabrielę Kumorek.

Po spotkaniu powiedzieli:
Magda Grzesiak (Wulkan):
– Przed meczem w zespole była dobra atmosfera. Trener nastawiał nas w ten sposób, że trzeba pograć. Wtedy może uda się urwać seta. O wygranej nawet nie wspominaliśmy. Niestety, skończyło się na 3:0.
Agnieszka Obremska (Bank Pocztowy): – W pierwszym secie byłyśmy bardziej skoncentrowane niż w dwóch pozostałych, ale na pewno (jak to w pierwszym meczu) jest więcej stresu i nerwów. Nie było to nasze najlepsze spotkanie, ale bardzo się cieszymy z wyniku.

Leszek Piasecki (trener Banku Pocztowego): – Beniaminek walczył ofiarnie i myślę, że grał poprawnie. My nie ustrzegliśmy się błędów. Dlatego spotkanie było w miarę wyrównane.

Janusz Majkusiak (trener Wulkanu): – Nasz zespół zagrał siatkówkę na przyzwoitym poziomie. Chciałbym aby w następnych spotkaniach nie było gorzej. Jeżeli zespół będzie dalej walczył z taką determinacją, jestem przekonany, że będziemy świadkami coraz lepszych występów. Ławka rezerwowych (taka jaka jest) daje nam bardzo małe pole manewru. Nie chcemy jednak poszerzać jej tylko po to, żeby tam posadzić osobę. Jeżeli mamy sprawić niespodziankę i pozostać w lidze, do tego zespołu potrzebna jest zawodniczka dziewiąta w kolejności, ale druga-trzecia pod względem jakości. Nasze poczynania będą szły w tym kierunku, aby wzmocnić zespół kadrowo, a nie ilościowo.

Autor artykułu: (su)

Okręgówka na spokojnie

Tuesday, October 30th, 2001

Oprócz incydentu w meczu Sokoła z Kuźnią pozostałe spotkania przebiegały już w spokojniejszej atmosferze.
Wyniki: Czaniec – Bestwina 3-0, Śrubiarnia Żywiec – Beskid II Skoczów 3-0, Cukrownik Chybie – Kończyce Małe 1-0, Czarni-Góral II Żywiec – Soła Kobiernice 1-1, Podhalanka Milówka – Spójnia Zebrzydowice 1-3, Zapora Porąbka – Orzeł Kozy 1-0, Jedność Wieprz – Kontakt Cz-Dz. 2-2.

1. Czaniec 35 35-8
2. Sokół 29 39-14
3. Kuźnia 24 26-15
4. Soła 22 21-17
5. Czarni-Góral II 22 26-27
6. Cukrownik 21 24-17
7. Bestwina 21 26-20
8. Zapora 21 26-20
9. Spójnia 21 29-32
10. Śrubiarnia 20 21-18
11. Beskid II 20 27-32
13. Podhalanka 11 21-23
14. Orzeł 11 19-28
15. Kontakt 10 17-42
16. Jedność 8 18-50

Autor artykułu: klm

Beskid przewodzi

Tuesday, October 30th, 2001

Dla piłkarzy Beskidu spotkanie z zespołem z Żywca było pierwszym w roli lidera tabeli. Po kwadransie gry okazało się, że goście wcale nie przyjechali do Skoczowa bronić się. W 17. min. Lucjan Niewiarowski zagrał górną piłkę w pole karne wprost na głowę Grzegorza Białka, który silnym strzałem umieścił ją w siatce. Radość żywczan trwała 10 min. Z rzutu rożnego dośrodkował Krzysztof Praszywka, a lot piłki przeciął Jacek Pieniążek, który doprowadził do wyrównania. Mimo tej bramki goście nie zamierzali się poddać.

Po przerwie w 63. min. drugą żółtą, a w efekcie czerwoną kartkę ujrzał Paweł Szczotka, zawodnik Czarnych-Górala i goście kończyli mecz w osłabieniu. W 67. min. arbiter podyktował rzut karny dla Beskidu po faulu na Arkadiuszu Ihasie. Piłkę ustawił Pieniążek, ale Marcin Piecuch pewnie obronił. W odpowiedzi dobrej sytuacji nie wykorzystał Piotr Trzop. Na 4 min. przed końcem sędzia po raz drugi wskazał na “jedenastkę”, tym razem po wątpliwym faulu na napastniku Beskidu. Do piłki podszedł Jeleń i pokonał golkipera z Żywca. Beskid – Czarni-Góral 2-1.

Wyniki: Unia Racibórz – Walcownia Czechowice 1-2, MKS Lędzin – BKS Stal 0-0, GKS Tychy – Koszarawa Żywiec 0-1, Pasjonat Dankowice – Wawel Wirek 2-1, Górnik Czerwionka – Peberow Krzanowice 1-2, Odra II Wodzisław – Unia Bieruń Stary 5-1, Przyszłość Rogów – Victoria Jaworzo 3-1.

1. Beskid 25 28-19
2. Odra II 23 30-10
3. Lędziny 22 27-12
4. BKS 22 26-11
5. Pasjonat 22 20-17
6. Unia R. 20 18-13
7. Peberow 19 15-18
8. Victoria 16 19-23
9. Przyszłość 16 20-27
10. Unia B. St. 16 16-23
11. Wawel 15 19-21
12. GKS Tychy 14 14-19
13. Koszarawa 13 10-18
14. Walcownia 12 13-24
15. Czarni-Góral 11 17-20
16. Górnik 6 12-28

Autor artykułu: klm

Odejdą z honorem

Monday, October 29th, 2001

Centrale związkowe działające w Fiat Auto Poland, po kilku tygodniach negocjacji, podpisały w czwartek w nocy porozumienie z dyrekcją firmy, dotyczące redukcji zatrudnienia.

Zgodnie z nim od 1 listopada do końca roku z zakładów w Bielsku-Białej i Tychach odejdzie 400 osób – 320 pracowników fizycznych i 80 umysłowych. Osoby, które odejdą z Fiata za porozumieniem stron, poza przysługującą odprawą, otrzymają dodatkowo pięć wypłat.

W porozumieniu znalazł się także zapis o 230 osobach, które nie zostały jeszcze zwolnione, ale decyzja o ich losie zapadnie 15 stycznia 2002 roku. Jeżeli sytuacja ekonomiczna firmy nie poprawi się, wówczas one także zostaną zwolnione z pracy.

Władysław Pindur, szef Związku Zawodowego “Metalowców” Organizacji Międzyzakładowej, przyznał, że trudno mówić o sukcesie związkowców.

- Udało nam się jednak złagodzić ten proces poprzez wywalczenie godnych odpraw dla odchodzących. W porozumieniu znalazł się także zapis, że z pracy nie mogą zostać zwolnione osoby samotnie wychowujące dzieci i młodzież uczącą się do 25. roku życia, a także pracowników, których małżonek jest bezrobotny i bez prawa do zasiłku – powiedział.

Przedstawiciele dyrekcji FAP w oficjalnym komunikacie stwierdzili, że decyzja o zwolnieniu podyktowana była złą sytuacją na polskim rynku motoryzacyjnym.

- W ciągu ostatnich dwóch lat FAP zanotował spadek sprzedaży o 50 procent – poinformowali.

Początkowo Włosi zamierzali zwolnić do końca roku 700 osób. Zgodzili się jednak, aby od stycznia przyszłego roku wprowadzić 40?, zamiast 42?godzinny tygodzień pracy. Dzięki temu liczba osób przeznaczonych do zwolnienia zmniejszyła się do 630. Pracownicy FAP nie chcieli wczoraj komentować sytuacji w firmie. Większość z nich dawała do zrozumienia, że to oni albo ich koledzy są na listach do zwolnienia.

- Włosi pozbywają się starych pracowników, a jak uruchomią spółkę Powertrain S.A., gdzie produkowane będą silniki, to natychmiast przyjmą młodych – stwierdził pan Jan, który w FAP przepracował 35 lat. – Najłatwiej oszczędzać zwalniając ludzi. Niestety coraz więcej firm w naszym kraju korzysta z tej możliwości.

W FAP pracuje obecnie 3,8 tys. osób.

Autor artykułu: (ach)

Noc Villqista i… Helvera

Monday, October 29th, 2001

Pod pseudonimem Ingmar Villqist ukrywa się 40-letni chorzowianin, który od paru lat mieszka i pracuje w Warszawie. Wcześniej znany był jako krytyk sztuki i dyrektor prestiżowych galerii plastycznych.

Kiedy ledwie dwa lata temu pokazał się jako dramaturg, reżyser i twórca efemerycznego Teatru Kriket z Królewskiej Huty, powołanego zapewne tylko po to, by wypróbować na scenie dwuosobową “Noc Helvera”, nic jeszcze nie zapowiadało początków błyskotliwej kariery Villqista.
(Nawiasem mówiąc, prapremiera odbyła się w Katowicach, w Malarni Teatru Śląskiego). Potem ta sztuka wydrukowana została w “Dialogu”, następnie była publicznie czytana w paru dobrych teatrach, aż w końcu zrealizowana na kilku scenach, w tym także w telewizji. Jednocześnie reżyserzy zainteresowali się innymi jednoaktówkami Villqista.

Warszawska “Noc Helvera” jest jak dotąd bodaj największym sukcesem Villqista. Precyzyjnie wyreżyserowana, znalazła w osobach Sławomira Packa (Helver) i Krystyny Jandy (Karla) świetnych odtwórców bogatych psychologicznie ról. Zwłaszcza Janda dała popis gry aktorskiej. Niby nie powinno to zaskakiwać, wszak mówimy o wielkiej osobowości polskiego teatru i kina. A jednak jest to rola zadziwiająca, bo Janda gra ją, zdusiwszy w sobie ten ogromny temperament aktorski, z jakim ją kojarzymy. Jej Karla to kobieta, która wychowując psychicznego kalekę, jest śmiertelnie zmęczona, wsłuchana tylko w siebie, w ten skrywany przed światem niepokój, który jest jak ciężki krzyż noszony przez człowieka, nie mającego złudzeń wobec przyszłości. Bo ten świat przyszłości nie ma. Gdzieś za oknami przetacza się faszystowska rewolta, która wciągnęła także naiwnego jak dziecko Helvera. Co Karla może w tej sytuacji zrobić, skoro już wie, już przeczuwa, że za chwilę wtargnie bojówka i zabije ją oraz jej kalekiego wychowanka? Może go zabić tylko zabić. Tak, by nie cierpiał.

Ale czy Helver jest tylko “wychowankiem”? Może jednak synem? Może skażonym swoistym kazirodztwem kochankiem? To nie jest jasne, choć jedna ze scen przemocy w reżyserskiej interpretacji Zbigniewa Brzozy sugeruje, że w przeszłości do jakichś intymnych zbliżeń między tym dwojgiem nieszczęśliwych doszło. Czy to był gwałt, będący kompensacją tego, co rozgrywa się na zewnątrz?

Powstał spektakl mroczny, wieloznaczny, poruszający. Gorszy tylko w tych partiach, w których opowiada się o wydarzeniach z przeszłości, mających dookreślić tajemnicę związku, łączącego Helvera z Karlą. Z winy Villqista za dużo w tych scenach literatury, za mało – teatru.

Ingmar Villqist: Noc Helvera. Reżyseria: Zbigniew Brzoza. Scenografia: Barbara Hanicka. Muzyka i opracowanie muzyczne: Jacek Grudzień. Teatr Powszechny im. Zygmunta Hübnera w Warszawie.

Autor artykułu: KRZYSZTOF KARWAT

I Festiwal Dramaturgii Współczesnej Zabrze 2001 – Grand Prix dla Anglika

Monday, October 29th, 2001

Honorową Grand Prix dla najlepszego dramatopisarza I Festiwalu Dramaturgii Współczesnej “Rzeczywistość przedstawiona” publiczność przyznała Anglikowi Davidowi Hare’mu, którego sztukę “Zdaniem Amy” przedstawił Teatr Powszechny im. Zygmunta Hübnera w Warszawie. Za tę realizację Teatr Powszechny otrzymał nagrodę honorową miesięcznika “Śląsk” – Medal im. Stanisława Bieniasza.

Regulaminowe nagrody festiwalu rozdzieliło jury: Jacek Sieradzki (przewodniczący), Władysław Zawistowski i Rudolf Zioło. Przyznając indywidualne nagrody po 3,5 tys. zł oraz wyróżnienia po 1,5 zł, jurorzy uhonorowali zarówno najczystszy profesjonalizm, jak i poczynania ważne a ryzykowne.

W kategorii perfekcji nagrody otrzymali: Mikołaj Grabowski za reżyserię “Proroka Ilji” Tadeusza Słobodzianka w Teatrze Nowym w Łodzi, Dominika Ostałowska za rolę Amy i Joanna Szczepkowska za rolę Esme w ?Zdaniem Amy? Davida Hare?a na scenie warszawskiego Teatru Powszechnego i Bartek Straburzyński za muzykę do “Ballady o Zakaczawiu” Teatru im. H. Modrzejewskiej w Legnicy. Wyróżniono zaś: Mariusza Grzegorzka za reżyserię “Zdaniem Amy” w “Powszechnym”, Mariusza Saniternika za rolę Pijanicy i Jacka Ukleję za scenografię w “Proroku Ilji” Tadeusza Słobodzianka w łódzkim Teatrze Nowym oraz Bronisława Wrocławskiego z Teatru im. S. Jaracza w Łodzi za wykonanie monodramu “Czołem wbijając gwoździe w podłogę” Erica Bogosiana.

W kategorii ryzyka nagrodzono: Jacka Głomba z Teatru im. H. Modrzejewskiej w Legnicy za reżyserię “Ballady o Zakaczawiu” – próbę stworzenia “teatru miejsca” i za animację pracy zbiorowej, Przemysława Bluszcza z teatru legnickiego za rolę Benka Cygana w “Balladzie o Zakaczawiu”, Karolinę Adamczyk z gdyńskiego Teatru Miejskiego im. W. Gombrowicza za rolę Anki w “Zabić was to mało” Andrzeja Pieczyńskiego – decydującą, dzięki swej emocjonalności, o sile całego przedstawienia. Wyróżniono zaś za ryzyko – Andrzeja Grabowskiego i Feliksa Szajnerta z krakowskiego Teatru im. J. Słowackiego za role Valene’a i Colemana w “Na zachód od Shannon” Martina McDonagha – za odwagę przeciwstawienia się oczekiwaniom widzów i Andrzeja Sadowskiego z krakowskiego Teatru Mandala za pomysł spektalu “Pomiędzy”.

Laurami obdarzono siedem z dziewięciu konkursowych przedstawień. Pięć zdobyło “Zdaniem Amy” Teatru Powszechnego im. Z. Hübnera w Warszawie, cztery – “Ballada o Zakaczawiu” Teatru im. H. Modrzejewskiej w Legnicy. Organizatorzy – z dyrektorem festiwalu i Teatru Nowego w Zabrzu, Andrzejem Lipskim i artystycznym dyrektorem festiwalu, Bogdanem Cioskiem na czele – mają prawo do satysfakcji. Mamy nowy – interesujący i ważny festiwal.

Autor artykułu: (mars)

Jeden taki teatr

Friday, October 26th, 2001

Premierą “Dziadów” Adama Mickiewicza w reżyserii Karola Suszki uczczono w sobotę 50. rocznicę jedynej zawodowej polskiej placówki teatralnej zagranicą – Sceny Polskiej Teatru w Czeskim Cieszynie.

Teatr w Czeskim Cieszynie został założony w 1945 roku w budynku Domu Dzieci i Młodzieży Strzelnica. Scena Polska zainaugurowała działalność 14 października 1951 roku premierą sztuki Aleksandra Maliszewskiego “Wczoraj i przedwczoraj” w reżyserii Władysława Deląga. W pierwszym okresie teatr wykorzystywał aktorów wywodzących się z licznych miejscowych zespołów amatorskich, którzy bardzo często porzucali dla aktorskiej kariery wcześniejsze zawody.

- Sporo mówi się dzisiaj o integracji europejskiej, a my możemy pochwalić się, że łączymy narody już od pół wieku – mówi Karol Suszka, dyrektor teatru, w którym Scena Polska działa obok Sceny Czeskiej. Obie mają jedną dyrekcję, administrację, po 17 aktorów i wspólne warsztaty. Rocznie dają 12 premier. – Konkurencja jest, ale tylko pod względem artystycznym – przekonuje kierownik Sceny Polskiej Rudolf Moliński.

Scena Polska jest jedynym teatrem zawodowym poza granicami RP dotowanym przez ministerstwo kultury innego kraju. W ciągu 50 sezonów wystawiła 359 premier, które obejrzało ok. 3 mln widzów. Rocznie scena daje ponad 200 przedstawień. Spektakle prezentowane były na scenie macierzystej, ale także w różnych miastach Czech, Polski, Słowacji, Litwy, Ukrainy i Austrii.

Najbardziej popularnym spektaklem było grane w latach 1976-1985 “Na szkle malowane” Ernesta Brylla. W sumie zaprezentowano ten utwór 197 razy. Jak mówi dyrektor, Karol Suszka nie udały się próby realizacji polsko-czeskich spektakli teatralnych. – Na naszym terenie ciągle istnieje, chociaż już w o wiele mniejszym stopniu niż kiedyś, niechęć wynikająca z bolesnych faktów historycznych – mówi Suszka.
Zdaniem Rudolfa Molińskiego, zarówno czeska jak i polska scena mają jeden wspólny cel: jest nim utrzymanie czystości języków ? i czeskiego, i polskiego, na terenie Śląska Cieszyńskiego, gdzie bardzo często mówi się “po naszymu”. – Dość powiedzieć, że z tak małego miasta, jakim jest Czeski Cieszyn, wyższe szkoły teatralne w Polsce ukończyły aż 23 osoby. Dwóch aktorów Sceny Polskiej gra w teatrach narodowych Polski i Czech. W Pradze Bronisław Poloczek, a w Warszawie Jan Monczka – mówi Moliński.

Autor artykułu: WOJCIECH TRZCIONKA

Koniec kolegiów

Friday, October 26th, 2001

Od ubiegłego tygodnia nie ma już kolegiów ds. wykroczeń. Ich kompetencje przejęły sądy grodzkie. W Cieszynie w Sądzie Rejonowym powstał wydział grodzki, którego przewodniczącym został sędzia Piotr Stanclik. W wydziale grodzkim sądzone będą sprawy np. za picie alkoholu w parku, drobne włamania, czy wynikłe z nieporozumień w sprawie nałożonych mandatów. Każdego roku śląskie kolegia rozpatrywały średnio 100 tys. takich spraw.

Autor artykułu: (two)

Mieszkania dla ubogich

Friday, October 26th, 2001

19 nowych mieszkań socjalnych oddało do użytku miasto przy ul. Błogockiej. Mieszkania są niewielkie, mają 16-25 m kw. Dostaną je najbardziej potrzebujące rodziny 3-4-osobowe z długiej listy 70 oczekujących. W niedługim czasie w ośrodku przy Błogockiej powstaną też noclegownia i warsztaty dla bezrobotnych. W sumie miasto oddało już w ciągu dwóch lat 30 mieszkań socjalnych.

Autor artykułu: (two)

Patroni do wymiany

Friday, October 26th, 2001

W Zabrzu i Rudzie Śląskiej “niechlubni” patroni ulic zniknęli z oficjalnego nazewnictwa zaraz na początku lat dziewięćdziesiątych. W Gliwicach natomiast można znaleźć całą plejadę nazwisk kojarzącą się jeszcze z poprzednią epoką. Jest więc ulica Marksa, Władysława Gomułki, Józefa Wieczorka, Róży Luksemburg i osiedle Waryńskiego. Dzisiaj rozstrzygną się losy ulicy Wieczorka. Inicjatorzy chcą jej nadać imię kardynała Stefana Wyszyńskiego.

W Rudzie Śląskiej nie ma tendencji, by wracać do nazewnictwa z działaczami w roli głównej. Chociaż… Jedna z głównych ulic miasta nadal nosi nazwę 1 Maja. W pierwszej kadencji samorządu została tu powołana doraźna komisja, która zajęła się porządkowaniem nazw. Powrócono do nazw historycznych (np. Krupnicza zastąpiła Ormowców) lub zmieniono na nazwy mocno osadzone w lokalności.

W Gliwicach zniknęła ulica PKWN-u (obecnie Korfantego) czy Nowotki (teraz Daszyńskiego). Awantura towarzyszyła natomiast zmianie nazwy ulicy 1 Maja. Ostatecznie “podzielono” ją, dając prawo do satysfakcji przeciwstawnym obozom w Radzie Miejskiej. I tak na mapie miasta pojawiły się dwie ulice: Jana Pawła II i nawiązująca do dawnej tradycji – ulica Dworcowa.

- W Gliwicach mamy wiele absurdalnych nazw, jak chociażby osiedle Waryńskiego. I choć nie ma przeciwskazań, by przemianować niechlubne ulice, nigdy nie było wielkich zapędów do wymiany patronów ulic. Przy jakichkolwiek próbach zmian nazw jako pierwsze podnoszą krzyk spółdzielnie mieszkaniowe. Pojawiają się głosy: przecież dopiero co wymalowaliśmy elewacje, ociepliliśmy budynek i zawiesiliśmy nowe tabliczki – mówi Marek Jarzębowski, radny z komisji promocji, zajmującej się m.in. nazewnictwem.

Na dzisiejszej sesji Rady Miasta ma zostać rozpatrzony projekt przemianowania ulicy Wieczorka (współorganizującego Komunistyczną Partię Górnego Śląska) na ulicę ks. kardynała Stefana Wyszyńskiego.

- Okazją ku temu jest ogłoszenie bieżącego roku rokiem kardynała Wyszyńskiego. Ulica nazwana imieniem wielkiego Polaka musi być jednak reprezentatywna, a w centrum miasta nie znalazłbym lepszej – mówi pomysłodawca, radny Paweł Marzec. – Wysłałem do mieszkańców ulicy pismo z prośbą o przyłączenie się do tej inicjatywy. Były różne opinie, ale nie skrystalizowały się one w odpowiednią formę. Przeważały głosy na “tak”. Co natomiast z pozostałymi niechlubnymi nazwami? W Radzie Miejskiej mamy pięćdziesięciu radnych. Niech także wykażą się inicjatywą.

Dokumentnie “posprzątano” stare nazwy także w Zabrzu, gdzie wyjątkiem jest obecnie krótka ulica 1 Maja.

Autor artykułu: (jh)