Naprawdę, nie rozumiem rodziców, którzy nie chcą zająć się moją babcią, chorującą i wymagającą stałej opieki – mówi Agnieszka S. z Gliwic, studentka pedagogiki. – Jest od dawna w szpitalu. Powinna z nami zamieszkać, ale rodzice nie chcą się na to zgodzić. Uważają, że jest na to zbyt chora. Babcia ciągle pyta, kiedy ją stamtąd zabierzemy.
Rodzice Agnieszki teraz już w ogóle nie chcą odwiedzać starszej pani. Kiedy okazało się, że może wrócić do domu, wpadli w panikę. Unikali decydującej rozmowy z lekarzami. Kobieta jest chora na mocznicę, ma kłopoty z sercem, z poruszaniem się; i cierpi na demencję. Skończyła 75 lat.
- Kiedy idę do babci, zaznaczają, żebym nie obiecywała gruszek na wierzbie. To znaczy, że nie wezmą jej do domu. Podobno szukają dla niej jakiegoś zakładu opieki, ale chyba się tego wstydzą. Najgorsze, że babcia nic o tym nie wie – opowiada Agnieszka ze łzami w oczach.
Nie ma miejsca
Rodzinie Agnieszki nieźle się powodzi, rodzice jednak niemal cały dzień spędzają poza domem. Matka pracuje w biurze turystycznym, ojciec jest prokuratorem. Wracają do domu późnym wieczorem i nie mają czasu nawet na to, żeby porozmawiać z trójką swoich dzieci.
- Babcia zachorowała nagle. Na początku nawet dość często ją odwiedzali, ale później coraz rzadziej – dodaje Agnieszka. – Teraz to już tylko ja się z nią widuję. To ode mnie lekarze żądają informacji, gdzie odwieźć babcię. Nie chcą jej dłużej zatrzymywać.
Agnieszka jest na trzecim roku studiów pedagogicznych, jej młodszy brat, Krzysztof, dostał się właśnie na prawo, Michał jest licealistą i zapalonym sportowcem. Jego hobby – sporty ekstremalne jest kosztowne. Chociaż wszyscy członkowie rodziny się kochają, widują się raczej rzadko i niewiele ze sobą rozmawiają.
- Jesteśmy argumentem rodziców na to, że w naszym domu nie ma miejsca dla babci – podkreśla z goryczą Agnieszka, która przez braci uważana jest za przewrażliwoną “mimozę”. – No bo gdzie? Mamy trzy pokoje. W jednym śpią rodzice, w drugim bracia, w trzecim ja. O zamianie mieszkanie nie ma mowy. Nikt z nas nie przesiaduje w domu i naprawdę trudno byłoby nam zająć się chorą babcią. Ale przecież można byłoby zorganizować jakąś dochodzącą opiekunkę.
Agnieszka rozmawiała na ten temat z matką i usłyszała, że ich na to nie stać. Ona i jej studiujący brat, plus sportowe zajęcia Michała, jego korepetycje i kursy językowe, raty, różne rachunki, samochód – pochłaniają wszystkie dochody.
- Dowiedziałam się, że nie mamy żadnych oszczędności, żyjemy od pensji do pensji – dodaje dziewczyna. – Renta babci jest niska i na pewno nie wystarczy na wszystkie wydatki związane z pielęgnacją. Mama mi to nawet dokładnie wyliczyła na papierze.
Chciałabym umrzeć
- Czy ty wiesz, co to znaczy schorowany, bezradny człowiek w domu? – przekonywała matka. – Babcia musi leżeć, nie wolno jej zostawiać samej. A my nie mamy miejsca, czasu ani warunków na to, żeby z domu robić szpital.
Agnieszka wie, że babcia wymaga specjalistycznej opieki. Jest nie tylko słabsza fizycznie, ale także psychicznie. Zapomina, co mówiła przed chwilą, całymi dniami milczy, do nikogo się nie odzywa, niczym się nie interesuje.
- Chciałabym już umrzeć – powiedziała kiedyś do Agnieszki. – Nikomu nie jestem potrzebna.
Dziewczyna pamięta inne czasy. Kiedy dzieci były małe, babcia mieszkała z nimi, a rodzice pracowali. Spała wtedy z wnuczką, zajmowała się dziećmi i gotowała posiłki. Trwało to wszystko do czasu, kiedy najmłodszy Michał mógł pójść do przedszkola. Babcia wtedy wróciła do swojego mieszkania. Ale i tak pomagała, jak mogła. Gotowała im na przykład gołąbki czy bigos na kilka dni, zapraszała na niedzielne obiady, zabierała wnuki na wakacje na wieś. Rodzice nie zawsze dobrze zarabiali.
- Babcia już dawno owdowiała, ale była zaradna, zawsze miała dla nas parę groszy w potrzebie – wspomina Agnieszka. – Nigdy niczego dla siebie nie żądała. Miała osobne, niewielkie mieszkanie. Czasem wyjeżdżała do drugiego syna, ale on mieszka daleko i niezbyt dobrze mu się wiedzie.
Czułaby się potrzebna
Starsza pani jest zdana właściwie tylko na nich. Drugi syn rozwiódł się, nadal jednak mieszka z byłą żoną. Zajmuje jeden pokój. Ciągle piętrzą się tam konflikty.
- Brat ojca powiedział, że może łożyć pewną sumę, ale nie może wziąć matki do siebie – mówi Agnieszka.
Cała rodzina jakby pogodziła się z sytuacją, że starsza pani trafi do jakiegoś domu opieki.
- Będziemy ją często odwiedzać, a pewność, że ma staranną, profesjonalną opiekę, jest bardzo ważna w jej sytuacji – wyjaśnił ojciec, nie patrząc Agnieszce w oczy.
- Ledwo sobie ze wszystkim radzę, codziennie padam z nóg. Na pewno to ja w końcu musiałabym zająć się babcią, a już nie mam na to siły – przyznała matka.
- Co to za trudność, skoczyć do babuli – bagatelizował brat Krzysztof. – Będzie miała towarzystwo, a tutaj siedziałaby sama jak palec.
Tylko Agnieszka uważa, że wszyscy są nie w porządku. Także ona, ale jest przecież finansowo zależna od rodziców.
Zaproponowała inne wyjście z sytuacji. Będzie dzielić pokój z babcią, jej mieszkanko się wynajmie, a pieniądze przeznaczy na opłacenie pielęgniarki. Po południu każdy poświęci babci część swojego czasu.
- Jestem pewna, że kiedy czułaby się potrzebna, nie leżałaby ciągle w łóżku. Wszystko mogłoby się dobrze ułożyć. Rodzice nie chcą o tym słyszeć. Babcia ciągle nie wie, co z nią będzie. Czy moja mama nie boi się, że ją także spotka kiedyś taki los? – pyta retorycznie dziewczyna.
* * *
Studentka pedagogiki nie może pogodzić się z decyzją rodziców, którzy nie chcą przyjąć do swojego domu niedołężnej i ciężko chorej babci. Obawiają się nie tylko kosztów, ale także zmiany całego trybu swojego życia, nadmiaru obowiązków, kłopotów, a może i patrzenia na jej cierpienie, któremu trudno zaradzić. Agnieszka jednak uważa, że przy dobrej woli znajdzie się miejsce dla babci, która kiedyś pomagała im w potrzebie. Jakie jest twoje zdanie? Czy uważasz, że młodzi powinni podjąć się trudu opieki nad bezradnymi rodzicami? A może należy rozwijać sieć domów opieki społecznej? Czy spotkałeś się z podobną sytuację? Co zrobiłbyś na miejscu rodziców Agnieszki?
DODAJ SWOJĄ OPINIĘ
Zdaniem specjalistów
dr RENATA ROSMUS, psycholog społeczny:
- W naszym społeczeństwie panuje kult młodych i sprawnych, nawet jeśli nie chcemy się do tego przyznać. Na ćwiczeniach psychologicznych studenci mieli wskazać, kogo wzięliby ze sobą do schronów przeciwatomowych. Okazało się, że chętniej uchroniliby przed katastrofą przestępców niż starców, pod warunkiem że dewianci będą młodzi. Wynika z tego, że nawet w krytycznej sytuacji starzy ludzie nie mogą liczyć na wsparcie młodych. Uważa się, że starcy już swoje przeżyli, nie warto w nich inwestować. Pieniądze należą się młodym.
Granica młodości stale się obniża. Można się o tym przekonać, przeglądając oferty pracy. Starzy są akceptowani tak długo, dopóki mogą dawać. Jeśli sami czegoś oczekują, zaczynają się problemy. Psycholog Eric Erikson zauważył kiedyś, że starość wtedy jest mądrością, gdy może nadal z ciekawością obserwować świat. W Polsce starym ludziom na to się nie pozwala, skazuje na samotność i odosobnienie. Wtedy tracą chęć do życia, wegetują i umierają. Z drugiej jednak strony młodsi często nie mają dobrych warunków mieszkaniowych, brakuje im pieniędzy i czasu dla własnych dzieci. Trzeba naprawdę wielkiego oddania i miłości, żeby w takiej sytuacji zająć się bezradnym rodzicem. Państwo na pewno nie ułatwia im takiej decyzji.
dr JAROSŁAW DEREJCZYK, lekarz gerontolog:
- W Stanach Zjednoczonych starszy człowiek ma osiem źródeł finansowania, więc jego starość może być wygodna. W Polsce często bywa udręką, także dla bliskich. Ten problem dotyka coraz większej grupy ludzi, bo w naszym kraju co roku przybywa 2 proc. ludzi po 60. roku życia. W tej chwili mamy około 750 tys. osób w tym wieku.
Nie wszyscy starsi ludzie znajdą opiekę w domach swoich bliskich – ze względów finansowych czy też z powodu braku więzi emocjonalnych z rodziną. Ostatnio pojawiło się dużo dobrych domów opieki, można więc znaleźć taki ośrodek w pobliżu miejsca zamieszkania. Niestety, rodziny pacjentów są często niedoinformowane, krążą opinie, że to miejsca trudno dostępne i drogie. Zwykle za pobyt płaci się 70 procent dochodów pensjonariusza, niezależnie od ich wysokości. Kasa Chorych finansuje także opiekę nad starszym pacjentem w domu. Coraz częściej zatem można znaleźć dobre wyjście z sytuacji. Najgorszą rzeczą jest pozostawienie starszej, bezradnej osoby w szpitalu, w poczuciu odrzucenia i niepewności.
Autor artykułu: GRAŻYNA KUŹNIK