,Dzielmy się chlebem anielskim, byśmy się mogli spotkać w królestwie niebieskim”.
Syn jak przyjeżdża na Wigilię, to już nie może doczekać się makówek. Zawsze jeszcze zabiera miskę do siebie, bo tam gdzie on mieszka, w Przeczycach, makówek nie znają – opowiada 51-letnia Magdalena Warecka z Brynicy. Aby udoskonalić smak makówek, do pokrojonych bułek dodaje pokruszone słodkie sucharki z piekarni.
- Trzeba zmielić mak, cała Brynica jeździ mleć mak do piekarza do Żyglina. Potem ma trzeba sparzyć mlekiem, dodać bakalii, a najwięcej rodzynek. Potem wsypać cukier, cukier waniliowy, trochę dać olejku migdałowego. Warstwy bułek przekłada się makiem z mlekiem i bakaliami, tak, aby mleko przez nie przesiąkło. Na wierzch można posypać wiórkami kokosowymi, aby było ładnie – wyjaśnia pani Magdalena.
Na stole wigilijnym w jej domu musi być solony śledź. Ten zwyczaj w domu wprowadził jeszcze jej dziadek.
- Podczas kolacji najstarszy członek rodziny dzieli się z każdym kawałkiem śledzia składając sobie życzenia. Teraz dzielenie to mój obowiązek, bo jestem w rodzinie najstarsza. Wcześniej jeszcze dzielimy się opłatkiem, mówiąc: ,Dzielmy się chlebem anielskim, byśmy się mogli spotkać w królestwie niebieskim”.
Wszystkie potrawy muszą być wcześniej przygotowane w pokoju, w którym rodzina je kolację. Nikt nie może odejść od stołu i każdy musi spróbować wszystkich potraw, nawet jeżeli w nich nie gustuje.
- Dawniej, gdy mama przygotowywała kolację, nie smakowała nam siemieniotka. Dlatego teraz jej nie gotuję, tylko zupę rybną.
Siemieniotkę z kaszy jaglanej i konopi przygotowuje natomiast Marta Wajda ze Świerklańca. Oprócz tradycyjnej zupy przygotowuje moczkę: wywar z suszonych owoców i bakalii zagęszczony piernikiem rozmoczonym w ciemnym piwie.
- To droga potrawa, ale na Wigilię można sobie na nią pozwolić – mówi.
Na stół oprócz opłatka i krzyża zawsze kładzie sól i piętkę chleba.
- Ale tą odkrojoną z początku bochenka. Po to, aby nigdy nie zabrakło chleba – wyjaśnia.
W wielu domach w świąteczne dni je się pierniki. W radzionkowskiej piekarni Tadeusza Bączkowicza codziennie piecze się ich około 50 kilogramów.
- Zauważyłem, że coraz więcej rodzin rezygnuje z pieczenia ciast i ciastek w domu. Jeszcze dziesięć lat temu gospodynie przynosiły przed Świętami do piekarni całe blachy kołocza do pieczenia. Teraz takich klientek prawie nie mamy – mówi Bączkowicz.
Dla osób, które jeszcze nie zrobiły w domu pierniczków pan Tadeusz podaje przepis.
30 dkg mąki pszennej i 15 dkg żytniej, 10 dkg zbrązowionego cukru, tak zwanego paleniaka, 100 ml wody, 15 dkg miodu, 5 dkg białego cukru, 5 dkg syropu ziemniaczanego, który trzeba kupić w piekarni, 7,5 dkg roślinnego oleju, 2,5 dkg kakao, 3 jaja, 3 g sody oczyszczonej, 3 g amoniaku (też od piekarza), 3 g proszku do pieczenia i po 5 g przyprawy do pierników, cynamonu i okruszków, jakie nam zostały po innych ciastkach.
Wszystko to mieszamy tak, by ciasto miało jednolitą konsystencję. Na stolnicy rozwałkowujemy na grubość pół centymetra. I z tego placka wycinamy foremkami ciasteczka. Dekorujemy białą lub brązową polewą. Te pierniczki mają to do siebie, że od razu są miękkie.
Coraz mniej gospodyń przygotowuje siemieniotkę na wigilijną kolację.
Autor artykułu: (mo)