Archive for December, 2001

Trunkowy mundurowy

Saturday, December 29th, 2001

Szef katowickiej policji młodszy inspektor Mirosław Cygan polecił w piątek wszcząć postępowanie dyscyplinarne przeciwko funkcjonariuszowi, który po pijanemu spowodował wypadek drogowy.

- Czwartkowego wieczoru policjant po służbie siedząc za kierownicą swojego prywatnego samochodu na alei Roździeńskiego stracił panowanie nad pojazdem. Następnie potrącił dwie osoby – relacjonuje podkomisarz Magdalena Szymańska-Mizera z Komendy Miejskiej Policji w Katowicach.

Po udzieleniu pomocy medycznej rannych zwolniono do domu. Natomiast przybyli na miejsce stróże prawa zbadali stan trzeźwości 32-letniego podoficera. Miał we krwi ponad 2 promile alkoholu. Teraz czeka go sprawa karna.

Autor artykułu: (kra)

Puchar Polski dla GKS Tychy

Saturday, December 29th, 2001

Inicjatywa od pierwszych sekund należała do tyszan, którzy zepchnęli gości do obrony. Pierwsza tercja była pojedynkiem osamotnionego bramkarza GKS Katowice Jacka Zająca z napastnikami tyszan. W 15 minucie katowiczanin nie dał już rady. Krążek spod łyżew Piotra Gila wyłuskał Artur Ślusarczyk i natychmiast podał do Damiana Słabonia, który z 2 metrów umieścił go w siatce.

W drugiej odsłonie goście nieco śmielej zaatakowali, ale Mariusz Kieca w bramce gospodarzy pozazdrościł dobrej postawy Zającowi i również pokazał wielką klasę. Szczególnie w 38 minucie, kiedy w ciągu kilkunastu sekund obronił trzy kolejne potężne strzały w wykonaniu Sebastiana Łabuza, Pawła Mareczka i Tomasza Jóźwika. Kilkadziesiąt sekund wcześniej Kieca wyszedł obronną ręką z pojedynku z Tomaszem Wołkowiczem. Warto jednak nadmienić, że tyszanie prowadzili wtedy już 2:0. Słaboń zrewanżował się Ślusarczykowi za piękne podanie z poprzedniej odsłony. W 30 minucie po kolejnej akcji tego duetu Zając skapitulował po raz drugi.

- Kiedy zobaczyliśmy, ile ludzi przyszło na ten mecz, zrozumieliśmy, że musimy dać z siebie wszystko, by się za to zrewanżować. Stąd taka motywacja. Przyznam szczerze, że trudniej było mi przy drugim golu podać do Artura niż wykończyć jego akcję w pierwszej tercji. Mam nadzieję, że ta wygrana to początek triumfów tyskiego hokeja – powiedział Słaboń.

Trzecia tercja bardzo szybko przyniosła odpowiedź na pytanie, do kogo trafi stojący przez cały czas obok tafli puchar. Po doskonałym podaniu Karela Hornego, Mirosław Copija zdobył trzecią bramkę dla tyszan.

- Przy odrobinie szczęścia mogłem obronić ten strzał, jednak krążek wypadł mi ze śliskiej rękawicy i wtoczył się do siatki. Przy poprzednich bramkach dla tyszan nie mogłem nic zrobić – stwierdził bramkarz gości.

17 sekund później goście za sprawą Wojciecha Tkacza zdobyli honorowego gola. To było jednak wszystko na co było stać tego dnia ekipę z Katowic. Po zakończeniu spotkania na lodowisku zaczęła się olbrzymia feta z udziałem tyskich graczy i kibiców. Dodajmy, że za najlepszych zawodników uznano Damiana Słabonia i Duszana Adamczika.

* GKS Tychy – GKS Katowice 3:1 (1:0, 1:0, 1:1). Bramki: dla Tychów – Damian Słaboń (15), Artur Ślusarczyk (30), Mirosław Copija (42); dla Katowic – Wojciech Tkacz (43). Kary: Tychy – 8, Katowice – 8 minut. Widzów: 3000.

TYCHY: Kieca – Trzópek, Schubert, Horny, Copija, Smolik – Gretka, Śmiełowski, Ćwikła, Słaboń, Ślusarczyk -Zeman, Mejka, Gurazda, W. Majkowski, Demkowicz – Sosiński, K. Majkowski.

KATOWICE: Zając – Mareczek, Łabuz, Hajnos, Słodczyk, Podlipni – Gil, Niedźwiedź, Tkacz, Stebnicki, Adamczik – Szymański, Urban, Wołkowicz, Koszowski, Jóźwik oraz Karliczek.

Rudolf Rohaczek (GKS Tychy):
- Chcę podziękować zawodnikom za bardzo dobrą postawę. Dyscyplina w naszych szeregach zaczynała się od tyłu, czyli od defensywy i Mariusza Kiecy w bramce. Kiedy przyszedłem do Tychów mówiłem, że potrzeba trochę czasu, by się to wszystko ułożyło.
Jan Novotny (GKS Katowice):
- Przegraliśmy mecz po własnych błędach. Ponadto, nie potrafimy wykorzystywać sytuacji sam na sam. Przecież, gdyby Wołkowicz i Podlipni wykorzystali chociaż połowę takich okazji, to nie jest powiedziane, że wygraliby gospodarze. Oni jednak potrafili wykorzystać dogodne sytuacje. Stąd ich sukces.

Autor artykułu: JERZY GOŚCIŃSKI

Kibice Górnika czekają na konkrety

Saturday, December 29th, 2001

Stanisław Płoskoń od kilku lat odgrażał się, że sprzeda Górnika Zabrze. Teraz, gdy transakcja jest bardzo bliska sfinalizowania, były prezes zasłania się chorobą. Kolejny wybieg, czy nieszczęśliwy zbieg okoliczności?

- Jeszcze w czwartek wieczorem wszystko było w porządku. Jednak w piątek rano Stanisław Płoskoń zadzwonił do mnie z prośbą o przełożenie zebrania. Zmogła go grypa i nie może się ruszyć z łóżka – wyjaśnił Jacek Jasiewicz, obecny prezes Górnika.

1 października Płoskoń ogłosił, że sprzedaje należące do niego 86,7 proc. akcji spółki. Kontrahentem okazała się sopocka firma Consulting & Corporate LAW, będąca jednak tylko pośrednikiem, działającym w imieniu nieznanego dotąd nabywcy finalnego. Mimo podpisania umowy kupna-sprzedaży transakcja cały czas nie została zakończona. Płoskoń twierdził, że nie zapłacono w terminie rat za akcje, deklarował jednak gotowość do renegocjacji warunków umowy. Sopocka firma z kolei w pewnym momencie informowała o zamiarze odstąpienia od transakcji, a potem proponowała długofalową współpracę.

Wiele miało się wyjaśnić podczas piątkowego zebrania. Zapowiadano, że w przypadku podpisania umowy notarialnej pomiędzy Płoskoniem a Consulting & Corporate LAW, podczas zabrania może ujawnić się faktyczny nabywca klubu. W innym wypadku mówiono o ogłoszeniu upadłości Sportowej Spółki Akcyjnej.

Mimo tej czarnej wizji optymizm zachowuje Jacek Jasiewicz. – Jestem w stałym kontakcie z prezesem sopockiej firmy. Pan Krzysztof Grąglewski powinien pojawić się w Katowicach w najbliższych dniach. Kwestia zakończenia transakcji jest na finiszu – powiedział w piątek prezes Górnika.

Piłkarze Górnika spotkają się po świątecznych urlopach 3 stycznia. Wypada im oraz zabrzańskim kibicom życzyć szybkiego zakończenia tej całej szopki i równie szybkiego powrotu do piłkarskiej normalności.

Autor artykułu: (Gal)

Niech żyje bal!

Friday, December 28th, 2001

Część mieszkańców powiatu bielskiego spędzi ostatni dzień 2001 roku na balach, spotkaniach towarzyskich i w górskich schroniskach. Większość będzie witała Nowy Rok w domu.

Najdroższy bal w powiecie bielskim organizuje czterogwiazdkowy hotel Klimczok w Szczyrku. Za 2 tysiące złotych od pary goście będą się bawić w atmosferze starożytnego Rzymu. Trudno się dziwić, że cena jest wysoka, skoro gospodarzem balu ma być sam cesarz Neron, a jedną z atrakcji wieczoru będą walki gladiatorów. Na bal, podczas którego do stołu podane zostaną m.in. rzymska fantazja z dzika polana sosem jałowcowym oraz szachownica z kawioru na czosnkowych grzaneczkach, a także kacze szyje faszerowane po rzymsku w maladze, zostały jeszcze wolne miejsca.

Znacznie tańszy jest sylwester w czterogwiazdkowym Parkhotelu Vienna w Bielsku-Białej. Za 999 zł od pary, gości czeka taneczna i kulinarna podróż po Europie. Można jeszcze skorzystać z pakietu sylwestrowego, w ramach którego są trzy noclegi i bal sylwestrowy. Wszystko kosztuje 1499 zł.

W hotelu Harnaś w Szczyrku, który należy do Centralnego Ośrodka Sportu bawić się będzie w tym roku 100 osób. Wszystkie miejsca są już zajęte. Cena od pary wynosi 500 zł.

- Dla gości przygotowaliśmy rozmaite przysmaki, także gorące potrawy. Oczywiście duży wybór alkoholi i szampana – powiedział Jerzy Kopeć, dyrektor COS w Szczyrku. On sam także będzie bawił się w Harnasiu, gdzie razem z gośćmi spędza sylwestra już od 10 lat.

W szczyrkowskim hotelu Orle Gniazdo spędzenie przy dobrej zabawie ostatniej nocy 2001 roku kosztuje od pary tylko o 50 zł więcej niż w Harnasiu. Tu także zostały jeszcze wolne miejsca.

Wszyscy, którzy wolą bawić się na świeżym powietrzu, mogą wybrać się jeszcze do beskidzkich schronisk. Na Skrzycznem Nowy Rok powitany zostanie toastem wzniesionym na polanie. Można będzie pojeździć na nartach, bo przez całą noc czynny będzie wyciąg. Nadal można także skorzystać z ofert w prywatnych pensjonatach.

Tańce, hulanki, swawole w ostatnią noc starego roku nie wszystkim odpowiadają. Wiele osób spędzi je w rodzinnym gronie i wśród najbliższych znajomych. Tak zrobi m.in. Jacek Bożek, lider Stowarzyszenia Ekologiczno-Kulturalnego Gaja w Bielsku-Białej. Ekolodzy będą bawić się w swojej siedzibie, zabytkowej willi w Cygańskim Lesie.

- Nasz sylwester jest wyjątkowy, bo nie palimy papierosów i nie jemy mięsa. Sami przygotowujemy potrawy. Robimy zabawę wegetriańską – powiedział Bożek. Dodał, że w tym roku wyjątkowo nie będzie balu przebierańców.

Czesław Wierzbicki, wójt Jaworza spędzi sylwestra w domu. – Po całym pracowitym roku chcę wreszcie w spokoju pobyć z rodziną. Od kilku lat przed północą idziemy na długi spacer i wtedy świętujemy przyjście Nowego Roku. Do domu wracamy zawsze po godzinie 1.00 – przyznał wójt.

Tegorocznego sylwestra z rodziną w domu spędzi także Janusz Pierzyna, wójt Jasienicy. W poprzednich latach razem z żoną bawił się m.in. na balu samorządowców w Cieszynie.

Autor artykułu: ANNA CHAŁUPSKA

Dalszy ciąg procesu 11 “żołnierzy” Ryszarda Niemczyka

Friday, December 28th, 2001

Sylwester O., który w procesie 11 żołnierzy Ryszarda Niemczyka jest oskarżycielem posiłkowym, potwierdził zeznania sprzed dwóch lat, kiedy to rozpoznał Ryszarda Niemczyka, jako mężczyznę, który kierował jego porwaniem.
W ubiegły piątek przyznał także, że jego problemy z gangiem zaczęły się od momentu kupienia działki w Mazańcowicach.

Sylwester O. zdecydował się odpowiadać na pytania sądu, prokuratora, obrońców, a także oskarżonych. Adam J., który pilnował Sylwestra O., gdy ten był przetrzymywany w paśniku w Makowie Podhalańskim, pytał oskarżyciela, czy groził mu pobiciem lub utratą życia. Sylwester O. odpowiedział, że nie było takiej sytuacji. Stwierdził także przed sądem, że Adam J. nie zmuszał go do pomocy finansowej.

- Postanowiłem mu pomóc sam, gdy usłyszałem, że ma problemy finansowe i dlatego zdecydował się na udział w porwaniu – powiedział.

Obaj mężczyźni przeszli bowiem przez las i zamówili taksówkę do Bielska-Białej. Podjechali nią pod firmę Sylwestra O. Porwany wszedł do środka i wyniósł 2 tys.
złotych, które wręczył siedzącemu w taksówce Adamowi J. Ten ostatni złożył w piątek oświadczenie, że gdyby wiedział, iż chodzi o porwanie Sylwestra O., to by odmówił. – Tak samo jak odmówiłem wtedy, gdy zaproponowano mi udział w porwaniu Macieja S. i jego ciężarnej żony – powiedział.

Jako świadek zeznawał także Roman G., który konwojował w listopadzie 1999 roku pieniądze z Prosper Banku. Na konwój, przy pomocy siedzącego na ławie oskarżonych ochroniarza Dariusza F., napadł gang Niemczyka. Skradli wówczas 600 tys. złotych. Roman G. przyznał, że pamięta, iż podczas napadu zza kontenera wypadło dwóch mężczyzn.

- Położyłem się na tylnym siedzeniu, ale w pewnym momencie wyciągnięto mnie z samochodu. Usłyszałem “Kasjer oddawaj klucz”. Czułem, że mam przy głowie broń, dałem im więc klucz od sejfu – stwierdził.

Sąd rozpatrywał także w piątek wnioski o uchylenie oskarżonym tymczasowych aresztów. Obrońcy argumentowali, że członkowie gangu złożyli już wyjaśnienia. Sąd nie zgodził się jednak. Stwierdził, że zarzuty są zbyt poważne i przedłużył areszt do końca maja 2002 roku.

Autor artykułu: ANNA CHAŁUPSKA

W świątecznym nastroju

Friday, December 28th, 2001

Bielskie wydawnictwo Buffi wypuściło na rynek kolejną pozycję, jak zwykle dopracowaną w najdrobniejszych szczegółach. “Noc wigilijna w Beskidach” to efektowne połączenie bardzo kolorowych obrazów malowanych na szkle przez Marię Gatnar-Guzy i poezji Hanny Szczudłowskiej.

Gatnar-Guzy jest laureatką wielu konkursów malarstwa na szkle. Prace prezentowała na wystawach autorskich i zbiorowych. Jej obrazy znajdują się w kilku muzeach i galeriach w Polsce oraz prywatnych kolekcjach w kraju i zagranicą. Ich tematem są tradycje góralskie.

W Wiśle, gdzie mieszka, ma stałą ekspozycję obrazów. Hanna Szczudłowska również mieszka w Wiśle. Swoje utwory recytuje na spotkaniach poetyckich, zamieszcza je prasa lokalna, znajdują się w publikacjach zbiorowych.

Autor artykułu: (net)

Trzy tomiki Władysława Śliwonia

Thursday, December 27th, 2001

Ponad 30 lat Władysław Śliwoń z Będzina dyrektorował w katowickiej drukarni. W ostatnich kilku miesiącach wydał trzy tomy wierszy, w tym bajki dla dzieci.

- Emerytura jest czasem spełniania marzeń – wyjaśnia – a ja nigdy nie przestawałem myśleć o poezji.

Maluchy otrzymały w prezencie od Mikołaja, czyli od Towarzystwa Przyjaciół Będzina, ,Zamkowe bajanie” Władysława Śliwonia. Autor zabiera je na wędrówkę w czasie po Górze Zamkowej, przywołując tajemnice sprzed wieków. Strony ilustrował licealista Rafał Buliński. Jego postaci mają twarze jak w modnej, japońskiej mandze.

,Zamkowe bajanie i inne wiersze dla dzieci” ukazały się w grudniu, a miesiąc wcześniej Władysław Śliwoń wydał ,Pierwociny” z dopiskiem: ,Wiersze młodzieńcze dla moich starych i nowych przyjaciół”. Pisał je w latach 1959-1961, gdy miał 18-20 lat. – Chcę znajomym zostawić cząstkę mojej romantycznej duszy – wyjaśnia autor.

Sam przypominał sobie te wiersze ze zdumieniem, ale pozostawił je bez poprawek, czasem takie kulawe, niedopowiedziane. Odnajdujemy w nich Wł. Śliwonia humorystę z ogromnym apetytem na życie (,Pieniądze”, ,Mania pchania”, ,Nauka fruwania”), Śliwonia zbuntowanego i wrażliwego (,Źródło nędzy”). Kończy ten wybór wiersz dedykowany żonie – ,Mgła” (2001 rok), z odwiecznym pytaniem: co po nas zostanie?

Najważniejszy w dorobku autora pozostaje ,Tryptyk przemijania”. 60 wierszy na 60. urodziny, świadomy wybór przeżyć i dzielenie się nimi z czytelnikiem. Część pierwsza zbioru nawiązuje do ostatniego milenium i jest rodzajem osobistej modlitwy, wyznaniem wiary, odwołującym się do dwóchsetlecia chrześcijaństwa. Część drugą, zatytułowaną ,Naród wybrany”, rozpoczyna realistyczny wiersz ,Człowiek-człowiekowi” mówiący o tragicznych losach społeczności żydowskiej Będzina w czasie II wojny. Wł. Śliwoń wychowywał się w cieniu spalonej synagogi, getta, ale zaczął dokumentować historię tych mrocznych lat po wizytach w Będzinie arcybiskupa Paryża Jeana Marie Lustigera, którego ojciec był żydowskim emigrantem z Będzina. Bardzo osobista jest także część trzecia, ,Czas jubilata” z wędrówkami w przeszłość i przyszłość, z zapiskami wspomnień (,Hyczki”), z satyrą (,Nisko-niżej”).

Lada dzień ukaże się tomik ,Rok morza” z wierszami baciarsko-marynarskimi. Przez dwa lata Władysław Śliwoń służył w marynarce wojennej, a potem przez 20 lat drukował miesięcznik ,Morze”. Prawdziwy z niego lądowy… wilk morski.

Autor artykułu: TERESA SEMIK

Woda i ogień

Thursday, December 27th, 2001

Trzy świąteczne dni minęły funkcjonariuszom policji i straży pożarnej w miarę spokojnie. Sporo pracy mieli natomiast drogowcy, próbujący “udrożnić” ruch na nieprzejezdnej lokalnej drodze między Wielowsią, a Toszkiem. Opady śniegu i silny wiatr nie ułatwiał także poruszania się we wtorek ulicą Pszczyńską w Gliwicach. Ci, którzy usiłowali się nią przedostać raz po raz, zwłaszcza w osłoniętych miejscach, napotykali na półtorametrowe zaspy, z których wiatr zdmuchiwał śnieg prosto na jezdnię. Nad takim żywiołem nie było łatwo zapanować.

- We wtorek późnym wieczorem wracałem ulicą Pszczyńską z Katowic do Gliwic. Ten pas ruchu był nieomal tak zasypany, że z dwóch pasów ruchu zrobił się jeden. Jadący przede mną kierowca seata usiłował kontynuować jazdę, ale zjechał nieco na przeciwległy pas ruchu, którym pędził tir. Kierowca “osobówki” próbował hamować, ale efekt był taki, że samochód ustawił się w poprzek drogi. Na szczęście manewr hamowania udał się kierowcy ciężarówki. Całe szczęście, bo inaczej mogłoby dojść do wypadku – relacjonował nam pan Janusz Kozłowski z Gliwic.

Wczoraj w sukurs drogowcom i policjantom przyszła aura, chwilowo rozpuszczając lód. Nadal można było jednak napotkać, głównie w gminach powiatu gliwickiego odcinki trudno przejezdne. Do Wielowsi, przykładowo, można było dojechać tylko od strony Tworoga.

Sporo pracy mieli natomiast w pierwszy dzień świąt zabrzańscy strażacy. Najpierw o godz. 4.40 zostali wezwani na ulicę Hagera, gdzie palił się zakład przetwórstwa plastiku. W akcji brało udział piętnastu funkcjonariuszy. Kilkanaście minut po godzinie 15. zadymienie wystąpiło w zakładzie usługowo-produkcyjnym przy ulicy Rymera. Do ugaszenia pożaru wysłanych zostało czterdziestu strażaków.

- Pierwszy dzień świąt był natomiast tragiczny dla 59.letniego mieszkańca Rudy Śląskiej, który prawdopodobnie zapalił się od niedopałka papierosa i z 80 proc. oparzeniami ciała został odwieziony do Centrum Oparzeniowego w Siemianowicach Śląskich – powiedział nam podkomisarz Piotr Palion z Rudy Śląskiej.

Do zdarzenia doszło przy ulicy 1 Maja. Policjanci z Rudy Śląskiej mieli także w czasie świąt m.in. do czynienia z mieszkańcem tego miasta, którego zatrzymano gdy w jednym z budynków przy ulicy Nałkowskiej usiłował skraść aluminiowe drzwi…

Z typowo świąteczno-zimowymi dolegliwościami zmagało się natomiast gliwickie Pogotowie Ratunkowe. Jak dowiedzieliśmy się od dyspozytorki pogotowia były to przede wszystkim kolki i wynikające z przejedzenia bóle brzucha, ale także zawały mięśnia sercowego. “Erka” wyjeżdżała także do osób, które połamały sobie kończyny.

Ciekawe pytanie zadawano natomiast w Ośrodku Dyspozycyjnym prezydenta w Gliwicach. Właściciele sklepów chcieli bowiem wiedzieć, gdzie mogą oddać żywność, która “na dniach” straci ważność, a nie udało jej się sprzedać przed świętami. Dyspozytor odebrał wczoraj cztery takie telefony, odsyłając zainteresowanych m.in. do noclegowni prowadzonej przez Towarzystwo im. św. brata Alberta.

Autor artykułu: (jh)

Piłeczka w grze

Thursday, December 27th, 2001

Zawodnicy ligi śląskiej rozegrali kolejną rundę spotkań. Najmłodsi gracze uczestniczyli w mistrzostwach powiatu

W trzeciej lidze tenisa stołowego mężczyzn w poprzedniej rundzie gliwicki Kolejarz minimalnie przegrał z bardzo dobrym rywalem AKS Mikołów 4:6. Strata punktów boli, ale gliwiczanie mogą po tym spotkaniu mieć poczucie dość dobrze spełnionego obowiązku, bowiem tanio skóry nie sprzedali. W tym samym stosunku zakończył się mecz pomiędzy Tajfunem I Ligota Łabędzka, a trzecią drużyną Akademickiego Związku Sportowego i przegrani mogą mówić o pechu, gdyż sukces był tak blisko.

Z kolei zabrzańska Sparta, grająca u siebie, również poległa w starciu z przeciwnikiem 4:6, a jej pogromcą okazał się knurowski TKKF. By oddać sprawiedliwość pozostałym drużynom w trzeciej lidze przypomnijmy wynik spotkania Młodość Rudno ULKS Pławniowice (znów) 6:4 i dwa ostatnie rezultaty. Naprzód Żernica wysoko odprawił rezerwy Tajfuna z Ligoty Łabędzkiej 8:2, a tenisiści gliwickiego Spartakusa w identycznym rozmiarze pokonali rywali Ruchu Pniów.

W hali sportowej Szkoły Podstawowej w Żernicy odbyły się Indywidualne Mistrzostwa Powiatu Gliwickiego w tenisie stołowym. Startowało 18 zawodniczek i 51 zawodników z ośmiu klubów z terenu pięciu gmin. Wśród młodziczek zwyciężyła Katarzyna Migas przed Moniką Jaworek – obie tenisistki występują w barwach Ruchu Pniów. Najlepsi młodzicy to Krzysztof Fręczek, Michał Nowak i Andrzej Wiśniewski – wszyscy reprezentują SP w Pilchowicach. W kategorii kadetek miejsca na podium pomiędzy siebie podzieliły Mariola Jonda, Katarzyna Wojtasik i Sandra Wybierek.

W tenisowych ,remamentach” gliwiczanie najczęściej prezentowali dobrą formę

Autor artykułu: (wag)

Same pyszności

Saturday, December 22nd, 2001

,Dzielmy się chlebem anielskim, byśmy się mogli spotkać w królestwie niebieskim”.

Syn jak przyjeżdża na Wigilię, to już nie może doczekać się makówek. Zawsze jeszcze zabiera miskę do siebie, bo tam gdzie on mieszka, w Przeczycach, makówek nie znają – opowiada 51-letnia Magdalena Warecka z Brynicy. Aby udoskonalić smak makówek, do pokrojonych bułek dodaje pokruszone słodkie sucharki z piekarni.

- Trzeba zmielić mak, cała Brynica jeździ mleć mak do piekarza do Żyglina. Potem ma trzeba sparzyć mlekiem, dodać bakalii, a najwięcej rodzynek. Potem wsypać cukier, cukier waniliowy, trochę dać olejku migdałowego. Warstwy bułek przekłada się makiem z mlekiem i bakaliami, tak, aby mleko przez nie przesiąkło. Na wierzch można posypać wiórkami kokosowymi, aby było ładnie – wyjaśnia pani Magdalena.

Na stole wigilijnym w jej domu musi być solony śledź. Ten zwyczaj w domu wprowadził jeszcze jej dziadek.

- Podczas kolacji najstarszy członek rodziny dzieli się z każdym kawałkiem śledzia składając sobie życzenia. Teraz dzielenie to mój obowiązek, bo jestem w rodzinie najstarsza. Wcześniej jeszcze dzielimy się opłatkiem, mówiąc: ,Dzielmy się chlebem anielskim, byśmy się mogli spotkać w królestwie niebieskim”.

Wszystkie potrawy muszą być wcześniej przygotowane w pokoju, w którym rodzina je kolację. Nikt nie może odejść od stołu i każdy musi spróbować wszystkich potraw, nawet jeżeli w nich nie gustuje.

- Dawniej, gdy mama przygotowywała kolację, nie smakowała nam siemieniotka. Dlatego teraz jej nie gotuję, tylko zupę rybną.

Siemieniotkę z kaszy jaglanej i konopi przygotowuje natomiast Marta Wajda ze Świerklańca. Oprócz tradycyjnej zupy przygotowuje moczkę: wywar z suszonych owoców i bakalii zagęszczony piernikiem rozmoczonym w ciemnym piwie.

- To droga potrawa, ale na Wigilię można sobie na nią pozwolić – mówi.

Na stół oprócz opłatka i krzyża zawsze kładzie sól i piętkę chleba.

- Ale tą odkrojoną z początku bochenka. Po to, aby nigdy nie zabrakło chleba – wyjaśnia.

W wielu domach w świąteczne dni je się pierniki. W radzionkowskiej piekarni Tadeusza Bączkowicza codziennie piecze się ich około 50 kilogramów.

- Zauważyłem, że coraz więcej rodzin rezygnuje z pieczenia ciast i ciastek w domu. Jeszcze dziesięć lat temu gospodynie przynosiły przed Świętami do piekarni całe blachy kołocza do pieczenia. Teraz takich klientek prawie nie mamy – mówi Bączkowicz.

Dla osób, które jeszcze nie zrobiły w domu pierniczków pan Tadeusz podaje przepis.

30 dkg mąki pszennej i 15 dkg żytniej, 10 dkg zbrązowionego cukru, tak zwanego paleniaka, 100 ml wody, 15 dkg miodu, 5 dkg białego cukru, 5 dkg syropu ziemniaczanego, który trzeba kupić w piekarni, 7,5 dkg roślinnego oleju, 2,5 dkg kakao, 3 jaja, 3 g sody oczyszczonej, 3 g amoniaku (też od piekarza), 3 g proszku do pieczenia i po 5 g przyprawy do pierników, cynamonu i okruszków, jakie nam zostały po innych ciastkach.

Wszystko to mieszamy tak, by ciasto miało jednolitą konsystencję. Na stolnicy rozwałkowujemy na grubość pół centymetra. I z tego placka wycinamy foremkami ciasteczka. Dekorujemy białą lub brązową polewą. Te pierniczki mają to do siebie, że od razu są miękkie.

Coraz mniej gospodyń przygotowuje siemieniotkę na wigilijną kolację.

Autor artykułu: (mo)