Spektakularny sukces odniósł tyski pływak niepełnosprawny Maciej Maik. Mistrz Paraolimpiady w Sydney i pięciu innych zawodników pokonali na basenie stołecznej Warszawianki 133 km 470 metrów, płynąc na przemian przez 36 godzin (zmieniali się co godzinę). Próba rozpoczęła się w poniedziałek o godz. 10, a zakończyła we wtorek o godz. 22.
Pierwszy SMS, jaki Maciek przysłał między swymi etapami trenerowi Mirosławowi Jakubczykowi był krótki i rzeczowy: “Na pierwszej zmianie przepłynąłem 4,2 km. Było całkiem nieźle. Idę spać, bo jestem skonany”. Natomiast trzeci SMS nie napawał optymizmem: “Koniec 4 zmiany, mamy ponad 80 km. Jest coraz gorzej”. Jak się jednak okazało, nie było tak źle.
Maciek przepłynął w sumie 25 km 20 metrów (średnio na jednej godzinnej zmianie 4 km 150 m). Niemal cały dystans pokonał kraulem, zmieniając styl na grzbietowy tylko na kilkuset metrach dla zaczerpnięcia oddechu. Można zatem powiedzieć, że płynął szybkim, równym tempem. Nie wszystkim, ze względu na rodzaj i stopień kalectwa, to się udawało.
Wraz z Maćkiem w sztafecie wzięli udział: Robert Musiorski (Kraków, student AWF Katowice), Karol Paszkiewicz, Grzegorz Polkowski, Szymon Przybylski (wszyscy z Lasek) i Zbigniew Fajkiewicz (Warszawa). Próba, która być może trafi do Księgi Rekordów Guinnessa, przygotowana była znakomicie. Każdy z pływaków po godzinie spędzonej w wodzie miał pięć godzin czasu na odpoczynek. Uczestnicy sztafety mieli do dyspozycji pokój, gdzie mogli się przespać i dokąd przynoszono gorące posiłki. Specjalnej diety nie stosowali, bo pięć godzin to wystarczający czas, by żołądek uporał się z np. z lekkim obiadem. Nad bezpieczeństwem pływających czuwał lekarz, do dyspozycji mieli także masażystę.
Uczestnicy sztafety potraktowali ją jako sprawdzian przed planowaną na lato próbą dwukrotnego przepłynięcia Kanału La Manche. Nic zatem dziwnego, że zmaganiom śmiałków towarzyszyło bardzo duże zainteresowanie mediów, a pływacka impreza kilka razy znalazła się na antenie telewizyjnej.
Mirosław Jakubczyk (trener reprezentacji Polski pływaków niepełnosprawnych):
- Wierzyłem, że Maciek dotrwa do końca próby, choć przyznam, że mniej podoba mi się pomysł, by płynął przez Kanał La Manche. Pływanie w basenie i w otwartym morzu to dwie różne sprawy i trudno w ogóle to porównywać. Woda w basenie ma ponad 20 stopni C, podczas gdy w morzu – od kilku do 12,14 st. C. Kiedy ja płynąłem pierwszy maraton, wyszedłem z wody po 6 km, a miałem do pokonania jeszcze 4 km. Po prostu było zbyt zimno. Dla pływaków morskie maratony to próba raczej wytrzymałości psychicznej niż fizycznej. Jeśli udałoby się zorganizować to przedsięwzięcie na Kanale La Manche, nieodzowne byłoby dłuższe zgrupowanie i pływanie treningowe na Bałtyku.
Maciej Maik:
- Początkowo miałem wątpliwości czy podołam wyzwaniu, bowiem na tak długim dystansie jeszcze nie pływałem. Do tej pory przepłynąłem 1500 m, a więc mniej niż połowa dystansu na jednej zmianie. Postanowiłem jednak spróbować, bo marzę o przepłynięciu Kanału La Manche, jeśli nie w tym roku, to może w przyszłym. W Warszawie, na każdej zmianie sztafety, zdarzały się trudne chwile, momenty kryzysu i trzeba było sobie z tym jakoś radzić. Dla mnie najważniejsze było sprawdzenie swoich możliwości, to czy w ogóle mogę przepłynąć taki dystans oraz w jakiej będę formie. I muszę powiedzieć, że czuję się nieźle, choć po zakończeniu ostatniej zmiany byłem bardzo zmęczony.
Autor artykułu: LESZEK SOBIERAJ