Archive for January, 2002

Ratuszowa gala

Monday, January 28th, 2002

W piątek w rybnickim starym Ratuszu odbyło się noworoczne spotkanie członków i przyjaciół Izby Przemysłowo-Handlowej Rybnickiego Okręgu Przemysłowego. W czasie uroczystości uhonorowano przedsiębiorstwa, które obchodzą 10- i 15-lecie swojej działalności. Pięknymi medalami wyróżniono m.in. wodzisławską Firmę Budowlaną ‘F-BUD” Eugeniusza Fibica oraz Zakład Remontowno-Budowlany Tadeusza Kurzeja z Rybnika. Oba przedsiębiorstwa działają na rynku już od 15 lat. Medal otrzymała również rybnicka Straż Miejska. Jej funkcjonariusze pomagali przy gaszeniu pamiętnych pożarów w lasach raciborskich oraz w czasie powodzi. Zabezpieczali również wizytę papieża w Skoczowie i Gliwicach. Na co dzień pilnują porządku w mieście.

Specjalne wyróżnienie, Piramidę Wiedzy, Fachowości i Przyjaźni, otrzymał Bogdan Ścibut, prezes “Prasy Śląskiej” (wydawcy “Dziennika Zachodniego”) i Górnośląskiego Towarzystwa Prasowego (wydawcy “Trybuny Śląskiej”). Izba doceniła w ten sposób promocję Rybnickiego Okręgu Przemysłowego na łamach obu gazet. Na uroczystość przybyło wielu znakomitych gości, samorządowców, ludzi biznesu i nauki. Przy okazji zwiedzili sale i wystawy rybnickiego Muzeum, które mieści się właśnie w Ratuszu. Jedna z firm zrzeszonych w Izbie przekazała dyrektorce placówki kopię zabytkowego lichtarza.

Autor artykułu: (adr)

Nabita w kredyt

Monday, January 28th, 2002

CHORZÓW. Uwaga na finansowe piramidy

Podpisując umowy należy być bardzo ostrożnym. Najlepiej czytać słowo po słowie, nie omijając tych napisanych drobnym maczkiem

Zofia Niestrój, mieszkanka Chorzowa nie dostosowała się do tej rady. Chciała jak najszybciej uzyskać pieniądze i w pośpiechu podpisała umowę. – Jestem schorowaną emerytką. Mój miesięczny dochód to 630 zł. Potrzebuję więcej pieniędzy zarówno na leki, jak też dla syna, który remontuje mieszkanie. Z moim dochodem żaden bank nie udzieli mi kredytu. Dlatego chciałem pozyskać fundusze inną drogą – tłumaczy pani Zofia.

Chorzowianka zaczęła dzwonić po ogłaszających się w mediach, na słupach ogłoszeń i przystankach komunikacji miejskiej przedsiębiorstwach, które podobno od ręki gwarantują kredyty gotówkowe. Wreszcie postanowiła starać się o pieniądze w ,Groszu”, firmie z główną siedzibą w Katowicach przy ul. Budowlanych. ,Grosz” swoje oddziały ma m.in. w Dąbrowie Górniczej, Cieszynie, Jaworznie oraz w Chorzowie przy ul. Sobieskiego (na przeciw Komisariatu II). – Pracownik chorzowskiego oddziału obiecywał mi, że w krótkim czasie otrzymam pieniądze. Chodziło o sporą sumę 10 tys. zł, rozłożoną na 8 lat. Forma spłaty mi odpowiadała gdyż wysokość rat wynosić miała 140 zł miesięcznie. Chciałam płacić po połowie z synem – mówi emerytka z Chorzowa. Podpisana umowa przez panią Zofię wymagała pierwszej, przed otrzymaniem gotówki, wpłaty – 400 zł. Chorzowianka wpłaciła pieniądze 30 listopada. Obiecano jej, że kredyt otrzyma z pewnością przed Świętami Bożego Narodzenia. Do tej pory nie zobaczyła ani złotówki. Pocztą przyszedł jednak nakaz wpłaty pierwszej raty. Pani Zofia odpisała, że nie ma teraz pieniędzy i przypomniała, że nie otrzymała jeszcze obiecanej gotówki. Odpowiedź była zaskakująca: na gotówkę proszę czekać dalej, a w przypadku nie wpłacenia raty, zaległość zostanie zsumowana z kolejną. Dopiero wtedy Zofia Niestrój zaczęła podejrzewać, że coś jest nie w porządku. Wzięła do ręki umowę i zaczęła ją dokładnie przeglądać.

Drobnym maczkiem na drugiej stronie przeczytała to, co na początku umknęło jej uwadze. Jest tam wyjaśnione, że ,Grosz” nie udziela kredytów, a jedynie grupuje klientów, którzy finansują się sami. – Właśnie na tym polega nasza działalność. W zależności od przychodzących wpłat środki są rozdzielane pomiędzy klientów. Pierwsze wpłaty to zarobek firmy i to jest nasza sprawa co robimy z tymi pieniędzmi. Ja się nie pytam, co pańska firma robi z własnymi środkami – zastrzega Aleksander Obstój, prezes ,Grosza”, któremu postanowiliśmy nie iść na rękę i podajemy jego nazwisko do wiadomości Czytelników. Mimo zakazu pana prezesa.
Pani Zofia obecnie za wszelką cenę stara się odzyskać swoje 400 zł. Okazuje się jednak, że może to być zadanie nieco trudniejsze niż się początkowo spodziewała. – W styczniu wysłałam pismo z żądaniem zwrotu moich pieniędzy. Odpowiedź była negatywna. Już nie wiem, co mam zrobić – żali się emerytka.

Prezes ,Grosza” zasłania się warunkami umowy. Ze spokojem twierdzi, że klienci ,Grosza” na pieniądze mogą czekać nawet pięć lat i będzie to zupełnie normalne. Normalne tylko chyba dla twórców takich sprytnych systemów, w których przede wszystkim zarabiają oni sami.

Jak zabezpieczać się przed podobnymi przypadkami czytaj jutro ,Poradnik DZ”.

Autor artykułu: MICHAŁ TABAKA

Ferie w mieście

Monday, January 28th, 2002

CHORZÓW. Dzieci w lutym nie będą się nudzić

Wycieczki, imprezy sportowe, zabawy, bale, a nawet kulig – to wszystko czeka na dzieci, które na zimowe ferie nigdzie nie wyjadą

Karnawałowym balem przebierańców, 4 lutego, otwiera swoją ofertę na ferie Miejski Dom Kultury ,Batory”. – Dwa dni póżniej odbędzie się u nas impreza ,Wesoła zima” z zabawami, grami i konkursami, a także dyskoteką – informuje Mirosław Łysikowski z MDK ,Batory”. – Zorganizujemy również turniej tenisa stołowego, spotkanie z drużyną 134 ZHP, podczas której dzieci będą mogły dowiedzieć się wielu rzeczy o harcerstwie, m.in. co to jest terenoznawstwo, łączność czy zwykła zbiórka. 14 lutego planujemy wyjazd do Wisły i będzie to jedyna płatna impreza w naszej ofercie. 10 zł pokrywa ubezpieczenie, koszt dojazdu i obiad. W planach jest m.in. wizyta w muzeum, a jeśli pogoda pozwoli, to również narty i sanki – dodaje.

Ferie z Miejskim Domem Kultury ,Centru” trwać będą krócej, od 11 do 16 lutego. Planowanych jest kilka wyjazdów, m.in. do Katowic na lodowisko w ,Spodku”, do Teatru Ateneum na spektakl ,Pinokio”, a 15 lutego do Wisły Czarne na kulig. Impreza – przejazd szlakiem Czarnej Wisełki, ognisko z pieczeniem kiełbasy, dyskoteka i zabawa na świeżym powietrzu, czas wolny w Wiśle Centrum – kosztować będzie 50 zł.

30 zł za tydzień (w tym codziennie ,słodki” poczęstunek) trzeba będzie zapłacić za czas spędzony w Młodzieżowym Domu Kultury przy ul. Lompy. Oprócz turniejów tenisa stołowego, szachowych, oglądania bajek czy bali karnawałowych planowany jest też (14.02) wyjazd do Brennej. – Będzie kosztował nie więcej niż 10 zł od osoby – mówi Antoni Sobczyk, dyrektor MDK przy ul. Lompy. – Jeśli zima wróci w programie będzie kulig i inne zabawy na śniegu. Jeśli będzie ciepło wymyślimy coś innego.

Podczas pierwszego tygodnia ferii hala Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji przy ul. Dąbrowskiego została udostępniona w godzinach 11-14, ale już terminy zostały zarezerwowane przez zorganizowane grupy z chorzowskich szkół. Podczas drugiego tygodnia odbędzie się turniej piłkarski – organizatorzy czekają na zgłoszenia. Z kolei w hali przy ul. Bałtyckiej we wtorki i czwartki (g. 10.30-13) działać będzie szkółka tenisa stołowego.
Sporo atrakcji czeka również w Wojewódzkim Parku Kultury i Wypoczynku.

- Przede wszystkim zapraszamy do ZOO, bo w okresie ferii bilety będą tańsze: 5 zł za osobę dorosłą i 3 zł za dziecko – mówi Jarosław Kacprzak z biura prasowego WPKiW. -W weekendy, między godz. 11 a 17, po parku ,kursować” będzie kulig, i nie mechaniczny, ale koński. Za 20 minutową przejażdżkę trzeba będzie zapłacić 3 zł. Z kolei w zwykłe dni można zamówić kulig pod nr 3498-203. Jeśli będzie śnieg zapraszamy na tor saneczkowy i ogólnopolski konkurs lepienia rzeczy dziwnych właśnie ze śniegu – dodaje.

Autor artykułu: (lis)

Sanitarką i karawanem

Saturday, January 26th, 2002

Kierowcy karetek pogotowia siadają także za kierownicami karawanów. Jak udało się ustalić reporterom ,DZ”, nie są to wcale odosobnione przypadki. Co więcej, właściciele zakładów pogrzebowych bardzo chwalą sobie takich pracowników. Twierdzą, że są dyspozycyjni i wyjątkowo kompetentni.

- W zakładzie pogrzebowym w Katowicach zatrudnia się kierowców Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego z Katowic i stacji pogotowia w Mysłowicach – poinformował nas jeden z Czytelników.

O dziwo, znalezienie zakładu, w którym pracują kierowcy z pogotowia nie nastręcza trudności. Już pierwszy telefon potwierdza, że to nagminne. Nasi rozmówcy nie czuli się zaskoczeni, a tym bardziej zażenowani tą dwuznaczną sytuacją.

W katowickim zakładzie pogrzebowym, którego właścicielką jest Barbara Niedzielska, kierowców z pogotowia zatrudnia się na umowę-zlecenie. Na pytanie, czy podwójne zatrudnienie nie wydaje jej się niewłaściwe, odpowiada krótko:

- Ależ skąd. Ci ludzie jeżdżą u mnie po dyżurach w pogotowiu.

Barbara Niedzielska podkreśla, że jej pracownicy nie jeżdżą karetkami reanimacyjnymi, co – w jej rozumieniu – eliminuje możliwość pozyskiwania zleceń dla zakładu pogrzebowego. Jak ujawniła, jeden z kierowców pracuje np. w szpitalu pediatrycznym w Chorzowie.

Janusz Kamieński, dyrektor Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach nie wyklucza, że niektórzy pracownicy mogą być związani w jakiś sposób z zakładami pogrzebowymi.

- Firmy pogrzebowe wielokrotnie składały nam oferty współpracy proponując w zamian zakup telewizora czy mebli, ale na to nie przystaliśmy. Nie wykluczam, że mogą od nich brać pieniądze poszczególni pracownicy, których w WPR jest ponad 1.400 – mówi dyrektor Kamieński.

Dyrektor wydał wczoraj zarządzenie: każdy pracownik musi podpisać oświadczenie, że nie współdziała z żadnym zakładem pogrzebowym funkcjonującym na obszarze działania WPR w Katowicach. W przypadku stwierdzenia jakiejkolwiek współpracy, a szczególnie poinformowania o zgonie pacjenta, grozi wyrzucenie z pracy.
W firmach pogrzebowych się tym nie przejmują.

- Trudno. Znajdę innych kierowców. Chętnych nie brakuje – usłyszeliśmy.

Autor artykułu: MARIOLA MARKLOWSKA, MAREK TWARÓG

Pogotowie pod nadzorem

Friday, January 25th, 2002

Po ujawnieniu afery w łódzkim pogotowiu ratunkowym oficerowie dyżurni śląskich komend policji otrzymują zgłoszenia od mieszkańców podejrzewających – o handel ciałami zmarłych – załogi sanitarek współdziałające z firmami pogrzebowymi.

- Policja wnikliwie sprawdza te sygnały – informuje komisarz Magdalena Zielińska, rzecznik prasowy Śląskiej Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach.

Zdarzały się również doniesienia o nagłych przypadkach śmierci, gdy do cierpiących na różne schorzenia wzywano karetkę. Zazwyczaj zawiadomienia dotyczą wydarzeń sprzed paru lat.

- W wielu miastach Centralne Biuro Śledcze sprawdza obecnie, czy przekazywane policji informacje są wiarygodne – powiedziała nam Alicja Hytrek, rzecznik prasowy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji.

Wczoraj odbyła się także narada z udziałem wojewody śląskiego Lechosława Jarzębskiego, przedstawicieli służby zdrowia, prokuratury i policji, dotycząca metod przeciwdziałania procederowi handlowania zwłokami.

- Od półtora roku w Zabrzu lekarze pogotowia ratunkowego stwierdzający zgon, informują rodzinę zmarłego, żeby zadzwonili do oficera dyżurnego, który przekazuje zainteresowanym adresy wielu różnych przedsiębiorstw pogrzebowych – mówi młodszy inspektor Ryszard Wloka, zastępca komendanta miejskiego zabrzańskiej policji. – Natomiast pogrzebem osób samotnych zajmuje się zakład, który wygrał przetarg zorganizowany przez prokuraturę.

Autor artykułu: (kra)

Cynk strajkuje

Friday, January 25th, 2002

Wczoraj około godz. 10.30 pracownicy Wydziału Cynku Huty Metali Nieżelaznych “Szopienice” rozpoczęli strajk i zatrzymali produkcję. Jest to reakcja załogi na decyzje zarządu huty o zwolnieniu 540 pracowników. Strajkujący żądają przyspieszenia powołania przez rząd spółki Polski Cynk, odwołania zarządu huty i respektowania wcześniejszych porozumień.

- Wysłaliśmy pisma do premiera i Impexmetalu – właściciela huty, w których żądamy przestrzegania porozumienia i zwolnienia zarządu. Zapewniano nas, że przez 60 miesięcy nie będzie zwolnień grupowych, a tu blisko połowę załogi wyrzuca się na bruk. Pierwsi odejdą w maju, a reszta w czerwcu. Wydział jeszcze produkuje, a zarząd już zaczął sprowadzać cynk niezbędny na walcowni miedzi z Norwegii. Zdecydowaliśmy się na strajk, bowiem uważamy, że jest to jedyna droga uratowania huty – powiedział nam Marek Kramza, szef NSZZ “Solidarność” w HMN “Szopienice” w Katowicach.

Autor artykułu: (BL)

Jorg po raz pierwszy

Friday, January 25th, 2002

W niedzielę 27 stycznia o godz. 21 widzowie Telewizji Katowice będą mieli okazję zobaczyć film Grażyny Ogrodowskiej i Leszka Furmana poświęcony postaci Jerzego Ziętka. Film ,Jorg – szkic do portretu” jest pierwszą od lat próbą stworzenia pełnego obrazu tego niezwykłego, choć skomplikowanego, człowieka. Reżyserzy ogromny nacisk położyli na pokazanie Jerzego Ziętka jako osoby prywatnej, nieoficjalnej, zapamiętanej przez zwykłych mieszkańców miasta.

Jak autorzy sami podkreślają jest to dopiero przymiarka do obszernego dokumentu, który wymaga jeszcze wielkiego nakładu pracy.

Autor artykułu: (JoMa)

Będzie prąd, jest nagroda

Thursday, January 24th, 2002

Optymistyczne wieści napłynęły z Huty “Łaziska”. Wczoraj w nocy przedstawiciele zakładu podpisali w Warszawie porozumienie o dostawach energii elektrycznej z PSE “Elektra” S.A. Problem jednak w tym, że na razie nie ma umowy o przesył energii, którą huta musi zawrzeć z Górnośląskim Zakładem Elektroenergetycznym.

- Wysłaliśmy już pisma do GZE informujące o podpisaniu umowy z propozycją wznowienia rozmów dotyczących przesyłu energii – powiedział wiceprezes Huty “Łaziska” Krzysztof Mendecki. – Zdajemy sobie sprawę, że podpisanie umowy to połowa sukcesu, ale obecnie do wznowienia dostaw jest już znacznie bliżej. Naszą sprawą zajmuje się także Urząd Regulacji Energetyki. Jak wiadomo, GZE uwarunkował dostawy energii od zapłacenia w całości spornej kwoty. Mamy nadzieję, że URE jak najszybciej zajmie stanowisko i określi warunki, na jakich odbywać się będzie dostawa.

Trudno dziś mówić o konkretnym terminie włączenia energii dla Huty “Łaziska”, a także o okresie obowiązywania umowy z “Elektrą”, gdyż wymaga to jeszcze negocjacji i podpisania dodatkowych porozumień z kilkoma innymi firmami.

Równocześnie przedstawicie łaziskiego zakładu odebrali w Warszawie prestiżowe wyróżnienie w dziedzinie ekologii. Co roku jury konkursu ekologicznego “Przyjaźni środowisku” przyznaje lub przedłuża prawo do stosowania znaku “Firma przyjazna środowisku”. I właśnie huta po raz kolejny otrzymała taki znak za kontynuowanie działań proekologicznych. Konkursowi patronuje prezydent RP oraz minister ochrony środowiska.

Autor artykułu: (les)

Wszystko możliwe

Thursday, January 24th, 2002

Niedzielnym spotkaniem z KTH Krynica hokeiści GKS Tychy rozpoczną ostatnią, szóstą, rundę sezonu zasadniczego Polskiej Ligi Hokejowej. W przeciwieństwie do lat ubiegłych walka o poszczególne pozycje przed rozgrywkami play-off toczyć się będzie do ostatniej kolejki spotkań.

- Tym razem do pierwszego miejsca kandydują trzy, a nawet cztery drużyny, ponieważ przy szczęśliwym zbiegu okoliczności na czele tabeli rozgrywki może zakończyć Stoczniowiec Gdańsk. Moim zdaniem najgorszy harmonogram spotkań mają mistrzowie Polski z Oświęcimia, którzy ze wszystkimi najgroźniejszymi rywalami zmierzą się na wyjeździe. My gościmy ich u siebie, wyjeżdżamy natomiast do Gdańska i Katowic. Nie załamujemy jednak rąk, ponieważ i stamtąd przywoziliśmy już punkty. Ponadto poziom najlepszych zespołów tak się wyrównał w tym roku, że każde rozstrzygnięcie jest w tych meczach możliwe. Dlatego liczę na korzystne rezultaty. Zadanie ciężkie, ale do wykonania.

Oczywiście, będziemy się bardzo cieszyć, jeśli skończymy sezon na pierwszym miejscu. Warto również pamiętać jednak o tym, że można do decydujących spotkań przystąpić z czwartego miejsca.W jakiś sposób już jesteśmy zadowoleni z naszych dokonań. Chcieliśmy znaleźć się w pierwszej czwórce i to się udało. Nie można teraz jednak zwalniać tempa, ponieważ im wyżej skończymy sezon, tym lepsze będzie nasze położenie w serii play-off – twierdzi Jacek Białożyt, prezes GKS Tychy.

Jak zapewnia sternik tyskiego klubu, wszyscy zawodnicy są zdrowi i palą się do gry. Jedynie Mirosław Copija leczy jeszcze uraz odniesiony podczas meczu z Dworami Unia Oświęcim. W związku z tym opiekunowie klubu postanowili, że w tym tygodniu nie zobaczymy go na lodzie. Zanim w niedzielę rozpoczną się spotkania decydującej rundy, to w piątek tyszanie na swoim lodowisku zmierzą się z Zagłębiem Sosnowiec. Początek meczu o godzinie 18.00.

Autor artykułu: (Gśc)

Maciej Maik w rekordowej sztafecie

Thursday, January 24th, 2002

Spektakularny sukces odniósł tyski pływak niepełnosprawny Maciej Maik. Mistrz Paraolimpiady w Sydney i pięciu innych zawodników pokonali na basenie stołecznej Warszawianki 133 km 470 metrów, płynąc na przemian przez 36 godzin (zmieniali się co godzinę). Próba rozpoczęła się w poniedziałek o godz. 10, a zakończyła we wtorek o godz. 22.

Pierwszy SMS, jaki Maciek przysłał między swymi etapami trenerowi Mirosławowi Jakubczykowi był krótki i rzeczowy: “Na pierwszej zmianie przepłynąłem 4,2 km. Było całkiem nieźle. Idę spać, bo jestem skonany”. Natomiast trzeci SMS nie napawał optymizmem: “Koniec 4 zmiany, mamy ponad 80 km. Jest coraz gorzej”. Jak się jednak okazało, nie było tak źle.

Maciek przepłynął w sumie 25 km 20 metrów (średnio na jednej godzinnej zmianie 4 km 150 m). Niemal cały dystans pokonał kraulem, zmieniając styl na grzbietowy tylko na kilkuset metrach dla zaczerpnięcia oddechu. Można zatem powiedzieć, że płynął szybkim, równym tempem. Nie wszystkim, ze względu na rodzaj i stopień kalectwa, to się udawało.

Wraz z Maćkiem w sztafecie wzięli udział: Robert Musiorski (Kraków, student AWF Katowice), Karol Paszkiewicz, Grzegorz Polkowski, Szymon Przybylski (wszyscy z Lasek) i Zbigniew Fajkiewicz (Warszawa). Próba, która być może trafi do Księgi Rekordów Guinnessa, przygotowana była znakomicie. Każdy z pływaków po godzinie spędzonej w wodzie miał pięć godzin czasu na odpoczynek. Uczestnicy sztafety mieli do dyspozycji pokój, gdzie mogli się przespać i dokąd przynoszono gorące posiłki. Specjalnej diety nie stosowali, bo pięć godzin to wystarczający czas, by żołądek uporał się z np. z lekkim obiadem. Nad bezpieczeństwem pływających czuwał lekarz, do dyspozycji mieli także masażystę.

Uczestnicy sztafety potraktowali ją jako sprawdzian przed planowaną na lato próbą dwukrotnego przepłynięcia Kanału La Manche. Nic zatem dziwnego, że zmaganiom śmiałków towarzyszyło bardzo duże zainteresowanie mediów, a pływacka impreza kilka razy znalazła się na antenie telewizyjnej.

Mirosław Jakubczyk (trener reprezentacji Polski pływaków niepełnosprawnych):
- Wierzyłem, że Maciek dotrwa do końca próby, choć przyznam, że mniej podoba mi się pomysł, by płynął przez Kanał La Manche. Pływanie w basenie i w otwartym morzu to dwie różne sprawy i trudno w ogóle to porównywać. Woda w basenie ma ponad 20 stopni C, podczas gdy w morzu – od kilku do 12,14 st. C. Kiedy ja płynąłem pierwszy maraton, wyszedłem z wody po 6 km, a miałem do pokonania jeszcze 4 km. Po prostu było zbyt zimno. Dla pływaków morskie maratony to próba raczej wytrzymałości psychicznej niż fizycznej. Jeśli udałoby się zorganizować to przedsięwzięcie na Kanale La Manche, nieodzowne byłoby dłuższe zgrupowanie i pływanie treningowe na Bałtyku.

Maciej Maik:
- Początkowo miałem wątpliwości czy podołam wyzwaniu, bowiem na tak długim dystansie jeszcze nie pływałem. Do tej pory przepłynąłem 1500 m, a więc mniej niż połowa dystansu na jednej zmianie. Postanowiłem jednak spróbować, bo marzę o przepłynięciu Kanału La Manche, jeśli nie w tym roku, to może w przyszłym. W Warszawie, na każdej zmianie sztafety, zdarzały się trudne chwile, momenty kryzysu i trzeba było sobie z tym jakoś radzić. Dla mnie najważniejsze było sprawdzenie swoich możliwości, to czy w ogóle mogę przepłynąć taki dystans oraz w jakiej będę formie. I muszę powiedzieć, że czuję się nieźle, choć po zakończeniu ostatniej zmiany byłem bardzo zmęczony.

Autor artykułu: LESZEK SOBIERAJ