Archive for February, 2002

Stop dla ciepła

Thursday, February 28th, 2002

Chodzi o ogromne liczby: 3 tys. 600 mieszkań w Bytomiu i około 15 tysięcy ludzi, którzy odcięci zostaną od ciepła.
Zimno ma być w centrum miasta (ulica Olimpijska), na osiedlach “Na Wzgórzu”, w Szombierkach, Karbiu, Łagiewnikach i Miechowicach, w budynkach administrowanych przez Bytomski Holding Produkcyjno-Usługowy, a należących do Bytomskiej Spółki Restrukturyzacji Kopalń.

Ciepło ma wyłączyć bytomskie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej sp. z o.o. Spółka piąty miesiąc czeka na zapłatę za dostarczoną do mieszkań energię. Sprawa ciągnie się od października zeszłego roku.

- Nie mieliśmy sumienia podejmować tej decyzji wcześniej, przy dużych mrozach, ale zobowiązania holdingu wobec PEC-u urosły już do trzech i pół miliona złotych. Zaległości sięgają nawet października ubiegłego roku. Dwunastego lutego powiadomiliśmy właściciela i zarządcę, że ciepło zostanie przykręcone. Jestem przekonany, że lokatorzy płacą, ale my tych pieniędzy nie dostajemy. A dłużej czekać już nie możemy. To przykra decyzja, zwłaszcza że dotyczy trzech tysięcy sześciuset mieszkań, ale inaczej po prostu się nie da. Nie można pozwolić, by cierpieli na tym inni nasi klienci – powiedział wczoraj “DZ” Henryk Dolewka, prezes PEC.

Prezes Dolewka chciał się spotkać na początku tygodnia z przedstawicielami BSRK. Ale jej prezes Mieczysław Gałęziowski nie przyszedł na spotkanie.

- Nie chciał nawet przesłać swego stanowiska na piśmie – mówi Dolewka.

Nie udało nam się dowiedzieć, czy i kiedy BSRK zamierza uregulować swój dług. Prezesa Gałęziowskiego, zdaniem jego sekretarki, nie będzie można zastać w spółce do poniedziałku. Nieuchwytni byli też dwaj członkowie zarządu BSRK – Paweł Bomba i Jacek Bigos. Prezesów holdingu, Władysława Matuszka i Józefa Wolskiego, także nie było wczoraj w firmie. Udało nam się jednak skontaktować z Agencją Mienia Nieprodukcyjnego, która działa w strukturach holdingu i administruje mieszkaniami BSRK.

- Sprawa jest daleko posunięta. Toczą się rozmowy i ciepło nie będzie odcięte – poinformował nas wczoraj po południu Józef Krawczuk, dyrektor AMeN-u.

Potwierdził to Edward Oziemkiewicz, pracownik agencji:
- W środę rano miałem informację, że żadnych wyłączeń nie będzie – powiedział “DZ”.

Tymczasem PEC czeka jeszcze tylko dzisiaj na pieniądze i stoi na nieugiętym stanowisku.
- Lokatorzy chyba nie są świadomi tego, co im grozi. Decyzja jest nieodwołalna, chyba że do 28 lutego należności zostaną uregulowane – mówi prezes Dolewka.

Można przypuszczać, że tak się nie stanie, więc ciągle aktualne są pytania, kto odpowiada za ten stan rzeczy, kto zapłaci PEC-owi i czy kilkanaście tysięcy ludzi będzie musiało marznąć w swoich mieszkaniach.

Autor artykułu: ANDRZEJ MADEJCZYK

Siedem medali

Thursday, February 28th, 2002

Sportowy Laur Bytomia za osiągnięcia w roku 2001 otrzymało trzech juniorów i jeden senior. Tym rodzynkiem jest 38-letni Leszek Zgrzebniak, który od 24 lat uprawia karate kyokushin i to ze znakomitym skutkiem. Na mistrzostwach świata i Europy zdobył siedem medali we wszystkich kolorach.

- Na mistrzostwa Śląska już nie jeżdżę, od kiedy przyznano mi dożywotni tytuł w tej imprezie – żartuje Zgrzebniak. – Mistrzostwa Polski też już nie dla mnie. Zbyt krótka jest zawsze przerwa między mistrzostwami Polski i mistrzostwami Europy, by startować w obu imprezach. Praca zawodowa nie pozwala mi teraz na częsty trening, ale czuję się doskonale i wcale nie mówię, że już kończę karierę. Jeśli, na przykład, będzie propozycja startu w Pucharze Świata w USA, na pewno nie odmówię, bo w Stanach nigdy nie byłem. Teraz właściwie już tylko bawię się w karate, ale nadal dostarcza to wiele zadowolenia, daje pewien prestiż. Pieniędzy nie daje, bo za medale na mistrzostwach świata czy Europy w dyscyplinie nieolimpijskiej minister sportu zawsze przyznawał skromne nagrody. Powiedzmy: około trzech tysięcy złotych – mówi dwukrotny wicemistrz świata.

Cenne trofea Zgrzebniaka można by wyliczać długo. Najcenniejsze to na pewno srebrne medale MŚ z 1997 i 2001 roku, przywiezione z Japonii.

- Pierwszy tytuł wicemistrza zdobyłem w Tokio. Po raz pierwszy rozgrywano wtedy mistrzostwa świata w kategoriach wagowych. Przedtem były tylko w open. Los sprawił, że w finałowej walce spotkałem się z Piotrem Sawickim z Białegostoku. To mój przyjaciel, ale w walce nie ma sentymentów i przyjaźni. Wiedział, która noga mnie boli i tam dokładnie zadawał ciosy. Piotrek nieraz stawał mi na drodze do złota. Dwukrotnie przegrałem z nim w finale mistrzostw Europy – przypomina karateka i trener Bytomskiego Klubu Karate.

Zgrzebniak ma oprócz dwóch medali MŚ pięć krążków ME. Jeden złoty, trzy srebrne i jeden brązowy. Pięciokrotnie był mistrzem Polski i wszystkie tytuły zdobył w kolejnych latach, poczynając od 1993 roku. Mistrzostwo Śląska zdobył już 11 razy i stąd “dożywotni” tytuł.

Żona Barbara, od kiedy tylko poznała przyszłego męża, wiedziała, że karate będzie stanowić część ich życia. Zawsze kibicuje mężowi. Córka Ania ma siedem lat i chce iść w ślady taty. 16-letni syn Paweł wybrał inną dyscyplinę. Trenuje piłkę nożną w Ruchu Chorzów.

- Nie będzie moim następcą, ale sam wybrał sportową drogę i dobrze. Pałeczkę w klubie przejął ode mnie Paweł Mańdok. Już niedługo będzie się mógł wykazać podczas Pucharu Europy w Paryżu. Start za trzy tygodnie. Paweł ma już w dorobku pierwsze i drugie miejsce na mistrzostwach Europy. I czas na kolejne medale – mówi Zgrzebniak.

Autor artykułu: ANDRZEJ MADEJCZYK

Na scenie i fotografiach

Thursday, February 28th, 2002

W tle – wojny domowe w Hiszpanii u progu XV wieku. A w tym wszystkim – dramat Cyganki Azuceny, jej przybranego syna Manrica (Trubadura), hrabiego di Luny i Leonory, kobiety, którą obaj kochają, a która w imię miłości decyduje się największą ofiarę – ze swojego życia.

Tak w skrócie wygląda libretto jednej z najbardziej zawiłych oper, w której są: zazdrość, zemsta, trucizna i topór. W niedzielę, 3 marca o godz. 18.00 w Bytomiu będzie można ponownie zobaczyć solistów, chór i orkiestrę Opery Śląskiej pod dyrekcją Andrzeja Brokmana w “Trubadurze” Giuseppe Verdiego. Tego samego dnia, przed spektaklem, w Operze Śląskiej nastąpi otwarcie wystawy fotografii Juliusza Multarzyńskiego zatytułowanej “Mój Verdi”. Na co dzień ten fotografik, współpracuje z Teatrem Wielkim – Operą Narodową i innymi teatrami operowymi w Polsce, oraz m.in. z Filharmonią Narodową. Każde z tych miejsc odwiedza obowiązkowo z aparatem fotograficznym. O swojej fascynacji operą mówi w ten sposób:

- Chciałbym, aby poprzez pokazane na fotografiach miejsca akcji i postacie kreowane przez artystów – ich sylwetki, ekspresja, wyraz twarzy, uśmiech, gest, kostium – mogły wyzwolić naszą wyobraźnię, nakłonić do refleksji.

Jak wygląda Verdi według Juliusza Multarzyńskiego, możemy przekonać się, odwiedzając Operę Śląską nie później niż do końca kwietnia, bo tak długo będą tam gościć jego zdjęcia.

Autor artykułu: (DN)

Czy nagroda w festiwalu “OFPA” pomaga młodym ludziom w dalszej drodze artystycznej?

Wednesday, February 27th, 2002

VI Ogólnopolski Festiwal Piosenki Artystycznej “OFPA 2002″ przeszedł już do historii. W Klubie “Energetyka” oraz Teatrze Ziemi Rybnickiej wystąpiło 19 młodych artystek. Większość wokalistek zaproszonych do Rybnika ma już na swoim koncie spory dorobek artystyczny. Dziewczyny zdobyły w sumie 50 nagród w ogólnopolskich konkursach piosenkarskich. Nagrywają też płyty, współpracują z zespołami muzycznymi i występują w teatrach. Natalia Grosiak z Bielawy czy Ewelina Marciniak z Nowego Sącza mogłyby wystąpić z indywidualnymi koncertami. Piszą teksty i muzykę do swoich utworów. Wszystkie artystki prezentowały bardzo wysoki poziom. Czysty śpiew, piękny głos i ciekawa interpretacja utworów, to obowiązkowe elementy, bez których nie można pokazać się na deskach rybnickiej “OFPY”.

- Właśnie dlatego, że nasi uczestnicy prezentują naprawdę wysoki poziom, przyznajemy kilka równorzędnych nagród. Grand Prix otrzymała Iwona Loranc z Bielska Białej, która urzekła nas niezwykłą interpretacją prezentowanych utworów – mówi Wojciech Bronowski, dyrektor artystyczny festiwalu.
Czy wygranie z najlepszymi w rybnickim festiwalu otwiera im drogę do kariery? Organizatorzy twierdzą, że taka nagroda na pewno pomaga, choć wiele zależy od samych artystów ich determinacji i zaangażowania.

- Nie dajemy nikomu “glejtu”, który otwiera drzwi kariery. Jednak losy naszych laureatów dowodzą, że jeśli ktoś ma talent i jest interesującym człowiekiem może wiele osiągnąć – dodaje Wojciech Bronowski.

Pierwszym zwycięzcą rybnickiej “OFP-y” był Andrzej Brzeziński. Artysta ukończył wyższą uczelnię medialno-teatralną w Poznaniu. Obecnie jest aktorem teatru szczecińskiego. Kolejna laureatka Dzidka Muzolf występuje m.in. w Lubelskiej Federacji Bardów. Dorota Osińska nagrywała piosenki dla jednej z niemieckich stacji telewizyjnych.

Chyba najwięcej, jak dotąd, udało się osiągnąć ubiegłorocznej laureatce Joannie Liszowskiej z Krakowa. Artystka ukończyła niedawno szkołę teatralną. Po sukcesie w Rybniku w wielu wywiadach podkreślała, że to właśnie ten konkurs otworzył jej drogę do kariery. Niebawem zdobyła również trzecią nagrodę podczas Festiwalu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu. Obecnie aktorka występuje w Teatrze Starym w przedstawieniu Kazimierza Kutza. W Teatrze Wielkim w Warszawie przygotowano wielkie widowisko na podstawie tekstów Kurta Weilla i Bertolda Brechta. Joanna Liszowska gra w tym spektaklu jedną z głównych ról (obok Krystyny Jandy). Podczas niedzielnego koncertu galowego w Teatrze Ziemi Rybnickiej artystka wraz z zespołem wykonała minirecital. Pięknie zaśpiewała tanga argentyńskie autorstwa Astora Piazzoli.

Czy tegorocznej laureatce Iwonie Loranc również powiedzie się w artystycznym życiu? Bielszczanka, choć jest amatorką, od trzech lat występuje w Teatrze Polskim. Ma również na swoim koncie Grand Prix w festiwalu piosenki turystycznej w Andrychowie oraz pierwsze miejsce w Oleśnie na festiwalu piosenki poetyckiej.

Autor artykułu: MARCIN KASPRZYK

Rabusie kradną telefony

Wednesday, February 27th, 2002

Wczoraj policja ujawniła informacje o kolejnych kradzieżach telefonów komórkowych. 25 lutego przy ulicy 3 Maja w Czerwionce-Leszczynach doszło do rozboju. 17-latek został napadnięty przez nieznanych sprawców, którzy skradli mu telefon. Podobny rozbój miał miejsce również w poniedziałek w Wodzisławiu. Na terenie dworca PKS-u bandyci napadli na 15-latka. Grożąc pobiciem skradli mu aparat telefoniczny wart 300 złotych.

- Kradzieże telefonów komórkowych to już prawdziwa plaga – mówi kom. Aleksandra Nowara, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Rybniku.

W styczniu na terenie powiatu rybnickiego doszło do 7 takich rozbojów. W lutym było ich już 5. Scenariusz zazwyczaj jest bardzo podobny. Rabusiami są ludzie młodzi w wieku około 18 lat. Napadają w kilkuosobowych grupach, przeważnie na swoich rówieśników lub osoby młodsze. Bandyci żądają oddania telefonu. Grożą użyciem siły. Najczęściej osiągają cel. Jeśli nie, biją swe ofiary.

Jak twierdzi policja, takie rozboje zdarzają się o każdej porze dnia, przeważnie w centrach miast. Rabusie nie przejmują się tym, że w okolicy jest sporo ludzi. Co zrobić, żeby uniknąć spotkania z nimi? Aleksandra Nowara radzi, by telefon komórkowy nosić raczej w torbie, a nie na pasku.

- Młodzi ludzie często paradują po ulicach z telefonem w ręku i wysyłają kolejne SMS-y. To zwraca uwagę przestępców. Radzę korzystać z telefonów wyłącznie w razie konieczności – dodaje pani rzecznik.

Autor artykułu: MARCIN KASPRZYK

Tango wraca do łask

Wednesday, February 27th, 2002

Wczoraj w Rybnickim Centrum Kultury wystąpił szwajcarski zespół “Silencio Orquestra”. Uznana w Europie grupa po raz pierwszy koncertowała w Polsce. W jej skład wchodzą młodzi muzycy zafascynowani argentyńskim tangiem. Ich występy zawsze są niezwykle widowiskowe. Na wczorajszym koncercie można było również obejrzeć popisy pary tanecznej z Buenos Aires.

Prezentowane utwory nie przypominały znanych wszystkim żywiołowych tang. Przeciwnie, były wyjątkowo nastrojowe i spokojne.

Roger Helou, jeden z członków “Silencio Orquestra”, urodził się w Buenos Aires (Argentyna). Artysta kilka lat temu przeniósł się do Szwajcarii, gdzie studiował muzykę w Ancient Music School. Tam spotkał Ingmar Gross, skrzypaczkę i tancerkę. Wspólnie z akordeonistą Jose Luisem Bentacorem założyli zespół. Grupa szybko stała się bardzo popularna w Szwajcarii. Niebawem zespół zaczął również koncertować w innych krajach Europy.

Swego czasu “Silencio Orquestra” koncertowała także z akordeonistą Alfredo Mruccim, który w latach 50-tych występował wspólnie ze sławną orkiestrą Carlosa Do Sarli.

Autor artykułu: MARCIN KASPRZYK

Flagi na autobusach

Tuesday, February 26th, 2002

Od kilku tygodni autobusy miejskie i tramwaje jeżdżą oflagowane małymi biało-czerwonymi proporczykami. Jak już informowaliśmy związkowcy postanowili zorganizować akcję protestacyjną ponieważ za styczeń kierowcy otrzymali o 10 procent mniejsze premie.

- Dowiedzieliśmy się o tym dopiero jak zobaczyliśmy wyciągi wynagrodzeń z rachuby – mówi Wiesław Chrzanowski, przewodniczący Związku Zawodowego Kierowców i Motorniczych Tramwajów. – Obniżenie premii było nieuzasadnione.

Kierowcy mają 30 procent premii. Za styczeń dostali mniej, ponieważ mniej jeździli. Przez kilka dni na drogach były fatalne warunki. Panowała sroga zima.

Związkowcy uważają, że nie mogli jeździć zgodnie z rozkładem ponieważ m.in. spóźnione było odśnieżanie pętli końcowych na liniach. A za odśnieżanie odpowiada ich zdaniem zarząd MPK jako właściciel tych punktów na trasie. Domagają się więc wypłacenia zabranej części premii.

- Problem tkwi w przestarzałym regulaminie wynagradzania – twierdzi Arkadiusz Szerszeń, wiceprezes spółki. – Gdyby się go twardo trzymać to w ogóle nie powinno być premii. Chcemy zmienić ten regulamin, ale musi być z drugiej strony zgoda związków zawodowych.
W MPK działają cztery organizacje związkowe i wszystkie muszą podpisać się pod protokołami z negocjacji.

A rozmowy idą niemrawo. – Dotychczasowe negocjacje nic nie dały – mówi Wiesław Chrzanowski. – Jeśli nic się nie zmieni załoga jest gotowa do referendum w sprawie odwołania prezesa.

Sytuacja w przedsiębiorstwie przypomina tę sprzed roku. Wtedy w styczniu związkowcy wywiesili flagi na autobusach i tramwajach. W ten sposób protestowali przeciwko zaległościom w wypłatach wynagrodzeń m.in. za pracę w godzinach nocnych. Związkowcy zaproponowali kompromis. Gotowi byli zrezygnować z tych roszczeń, ale pod warunkiem że otrzymają podwyżki stawek. O 11 groszy.
Po kilku turach negocjacji i krótkim, trwającym ponad godzinę strajku, zawarto wreszcie kompromis. Podwyżka stawki miała wejść w życie od 1 stycznia 2002 r. Jednak tak się nie stało. Kierowcy za styczeń mieli obniżone premie. Związkowcy zaczęli działać.

Zarząd zwraca uwagę na trudną sytuację finansową firmy, która uniemożliwia podwyżki płac. Potrzebne są pieniądze na nowe autobusy, modernizację tramwajowej linii trakcyjnej. MPK rośnie konkurencja. Coraz więcej prywatnych firm świadczy usługi przewozu osób. O pasażera trzeba walczyć. MPK wprowadza od 1 marca nowy rodzaj biletu. W cenie pięciu przejazdów będzie można odbyć sześć kursów. To powinno przyciągnąć pasażerów.

Obie strony, związkowcy i zarząd zastrzegają, że dążą do kompromisu. Na razie jednak bez efektu. Wszyscy obiecują, że konflikt nie spowoduje uciążliwości dla pasażerów.

Autor artykułu: JANUSZ STRZELCZYK

Rosną długi

Tuesday, February 26th, 2002

Firma Projektmanagement Schlesien jest już winna miastu prawie 1 mln złotych. Z tytułu niezapłaconego czynszu dzierżawnego za tereny na Lisińcu, gdzie miała wybudować kompleks wypoczynkowo-rekreacyjny. Niemieckie przedsiębiorstwo nie dotrzymało żadnego z terminów rozpoczęcia inwestycji. Gdyby budowa ruszyła spółka korzystałaby do końca 2004 roku ze zwolnienia z czynszu dzierżawnego za obszar 40 hektarów. Wobec niewywiązania się z umowy Projektmanagementu miasto zerwało umowę. Ale wystosowało do niesolidnego partnera tylko tzw. przedsądowe wezwanie do uregulowania płatności. W urzędzie jeszcze liczą, że znajdzie się kontrahent, który wejdzie w układy z niemiecką spółką i wybuduje park wodny. Podobno zainteresowane jest Częstochowskie Konsorcjum Autostradowe.

Autor artykułu: (JS)

Czynsze w górę

Tuesday, February 26th, 2002

Od lutego w spółdzielni, od kwietnia w mieście.

Nowa stawka bazowa w lokalach komunalnych będzie od pierwszego kwietnia wynosić 3,82 zł za metr kw. Dotąd stawka wynosiła 3,5 zł. Podane kwoty są tzw. stawką bazową, czyli najwyższą, obowiązującą w mieszkaniach komfortowych. Tam, gdzie standard lokalu jest niższy, stosowane są odliczenia. Dotyczy to przykładowo mieszkań bez bieżącej wody, WC, umiejscowionych w budynach zakwalifikowanych do rozbiórki, mieszkań, których okna są skierowane na północ, usytuowanych powyżej czwartego piętra w domach bez windy, lokali jednopokojowych bez kuchni, instalacji gazowej, czy też mieszkań, w których z jednej łazienki i kuchni korzysta dwóch najemców. Suma odliczeń nie może być wyższa niż połowa stawki bazowej. Jak się okazuje zaledwie niecały 1 proc. mieszkań komunalnych to lokale pełnostandardowe.

Nowe uregulowania czynszowe skutkują tym, że przykładowo za pełnostandardowe mieszkanie o pow. 45 m. kw. trzeba będzie zapłacić więcej o 14,4 zł. Co uda się zrobić dzięki podwyżce?

- Fundusze te pokryją koszty zarządzania i w niewielkim stopniu koszty remontu budynków. Generalnie jednak remonty są finansowane z wpływów za lokale użytkowe – mówi Arnold Dendra, zastępca prezydenta Chorzowa ds. gospodarczych . Na razie czynsze w lokalach użytkowych są ,zamrożone”. Czy zmieni się system opłat za ich użytkowanie, może okazać się już za kilka tygodni.

Kwietniowa podwyżka w zasobach miejskich będzie pierwszą w tym roku. Jest zgodna z ustawą o ochronie praw lokatorów i uchwałą tutejszych radnych, określającą zasady polityki czynszowej miasta.

Od 1 lutego wzrosły też czynsze w Chorzowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Spółdzielcy płacą 2,92 zł za m. kw. Czynsze są więc niższe od miejskich, ale też stan i wiek domów jest nieporównywalny. Gmina dysponuje budynkami w znakomitej większości bardzo starymi, a tzw. nowe pochodzą z lat 50. i 60. Takowe w zasobach ChSM są zaliczane do starych.

Co ciekawe: ChSM od lutego wprowadziła udogodnienie – w miejsce trzech książeczek pojawiła się jedna.

Autor artykułu: BOŻENA FERDYN

Stawiają na młodzież

Monday, February 25th, 2002

SOSNOWIEC

Mówi Robert BaŚcik, dyrektor sportowy
kolarskiej grupy zawodowej Weltour Sosnowiec

- Weltour postanowił na młodych kolarzy. Dlaczego?

- Młodzież ma szansę rozwoju kariery. Liczymy, że w najbliższych latach młodzi będą godnie reprezentować nasz klub. Mamy też doświadczonych zawodników, Grzegorza Gronkiewicza czy Marcina Gębkę, od których będzie się uczyć młodzież.

- Dlaczego w tym roku skoncentrowaliście się na wyścigach krajowych?

- Klasa polskich wyścigów znacznie wzrosła. Już nie potrzeba wyjeżdżać za granicę, aby szukać punktów do klasyfikacji międzynarodowych. Wielu zagranicznych kolarzy przyjeżdża na nasze imprezy.

- Jakie są cele Weltouru w tym sezonie?

- Chcemy wywalczyć przynajmniej jeden medal podczas mistrzostw Polski. Marzy nam się wygrana sosnowieckiego kolarza w kategorii Orlików. Chcemy dobrze się zaprezentować na wieloetapowych wyścigach, głównie podczas finiszów, bo mamy kilku dobrych sprinterów.
- Co zrobić, by Weltour zaistniał nie tylko na krajowych szosach?
- Sama kaucja do założenia kolarskiej grupy wynosi 400 tys. zł, a na sezon potrzeba przynajmniej 5 mln zł. Jeżeli znajdą się odpowiednie sumy, można będzie pomyśleć o zakontraktowaniu zawodników o wysokiej pozycji w rankingu międzynarodowym.

- Jest pan młodym trenerem. Czy ma pan możliwość podejmowania samodzielnie decyzji?

- Mam odpowiednie doświadczenie. Nie znaczy to, że nie będę liczyć się ze zdaniem starszych i doświadczonych zawodników. Moją prawą ręką będzie Grzegorz Gronkiewicz, który nadal jest jednym z najlepszych kolarzy w kraju.

- Dzięki pomocy władz Sosnowca macie siedzibę w ośrodku Leśna (Kazimierz Górniczy). Czy to dobre miejsce?

- Budynek wymaga adaptacji. Będzie znajdował się tu nasz punkt zbiórkowy i baza hotelowa. Niestety, drogi biegnące w pobliżu, nie nadają się do treningów.

Autor artykułu: Jacek Rasiewicz