Za pośrednictwem internetu rozpętała się burza, a mieszkańcy osiedla “Na Wzgórzu” zyskali złą sławę. W piwnicy przy ul. Szymały 210 w Bytomiu-Stroszku starsza kobieta dokarmiała bezdomne koty. Niestety, w całej klatce rozchodził się nieprzyjemny fetor.
- Problem między innymi w tym, że ta pani nie jest zameldowana pod tym adresem i formalnie tu nie mieszka. Dla sąsiadów koty były uciążliwe. Kilka dni temu sprawą zajęła się nasza administracja. Każdy medal ma dwie strony – mówi Józef Niemiec, wiceprezes ds. eksploatacji w bytomskim Zakładzie Budynków Miejskich.
- Ja się nie wtrącam do tego, bo tylko tu doglądam mieszkania córki. Wiosną tamtego roku urodziły się małe koty, ale wszystkie wzięły dzieci. Ostatnio były cztery, z jesiennego miotu. Zostały w piwnicy, bo była ciężka zima. No i dokarmiałam je. Tydzień temu znalazłam jednego. Zdechłego i zakrwawionego. Wyniosłam go na śmietnik. Córka napisała pismo do administracji – mówi Aniela Torba.
W poniedziałek ADM, obsługująca osiedle “Na Wzgórzu”, otrzymała pismo podpisane przez Dorotę Torbę. Była w nim prośba o przeniesienie kotów z piwnicy do schroniska. “Koty są zabijane” – napisano.
- W tym samym dniu byłem w tej piwnicy razem z policją i rakarzem. Zastaliśmy jednego zdechłego kota. Innych nie było. Wcześniej w internecie znalazła się informacja na temat krzywdzonych kotów i dzwonią teraz do mnie ludzie z pretensjami z całej Polski. Z Poznania, Wrocławia, Gdyni – mówi Wojciech Kowalczyk, kierownik ADM.
- W środę była u nas w piwnicy dezynfekcja. To był problem z tymi kotami. Przywlokły pchły i codziennie trzeba się było szorować – narzeka Lucyna Wójcik, mieszkająca w tej samej klatce.
- Tej pani, która dokarmiała koty, przeszkadzały bardzo dzieci. Pozakładała wokół bloku ogródki i traktowała wszystko jak swoją własność. Zabraniała dzieciom wszystkiego. Sąsiedzi chyba mieli fruwać, żeby jej nie przeszkadzać, a psa to trzeba było na rękach nosić, żeby się nie czepiała. Ta pani sama ze sobą ma problemy – dodaje inna sąsiadka.
Koty i pchły to problem nie tylko pod numerem 210.
- Całe osiedle jest zapchlone. Kotów jest dużo. Mam małe dzieci, które są uczulone na koty. I na dodatek wciąż gryzą je pchły. Dla niektórych koty są ważniejsze niż dzieci. Nie powinno tak być – podkreśla mieszkanka bloku nr 138 przy ul. Szymały.
Ludzie nie zawsze potrafią utrzymać nerwy na wodzy i podobno podtruwają koty. Nie w bloku 210, ale w innych rejonach osiedla.
- Sama widziałam, jak dwa koty zdychały w żywopłocie. Ktoś je otruł. Musiał je potem usunąć dozorca. Te koty są wszędzie, a jeszcze większy problem to pchły. To nie do wytrzymania – mówi mieszkanka osiedla.
Na Szymały 210 ktoś wywiesił odezwę w obronie bezdomnych kotów. Cytuje się w niej ustawę z 1997 roku o ochronie zwierząt.
Autor artykułu: ANDRZEJ MADEJCZYK