Archive for February, 2002

Grała III liga

Monday, February 25th, 2002

SOSNOWIEC

Drużyny trzecioligowej grupy II jako ostatnie w sosnowieckiej ,halówce” rozpoczęły nowy sezon rozgrywek. Pierwszym liderem został No Name, który rozgromił 9:2 reprezentantów ABB HK Service. Dla ,beznazwowców” trzy bramki zdobył Maciej Kordyś, po dwie Michał Bareta i Krzysztof Wąsik, a po jednej Marcin Parszewski i golkiper Artur Borkowski. ,Hutnicy” odpowiedzieli dwoma trafieniami Arkadiusza Judy, broniącego na dużych boiska barw dąbrowskiego Zagłębiaka.

Tuż za liderem zajmuje miejsce Alcatras, ulegając No Name jedynie mniejszą liczą strzelonych goli. ,Więźniowie” gładko 7:0 pokonali TOP. Po dwa razy na listę strzelców wpisywali się w tym spotkaniu Rafał Skowron, Rafał Banaś i Łukasz Przebindowski, a jeden raz piłkę w siatce umieścił Sebastian Ferrah.
l Grupa I: Rangers – Everton 3:7, MIKOM – SK Senior 6:1, Koksownia Przyjaźń – Orły II Jagmar 8:1, Chelsea – Champion 1:8, Jaroszowiec – Blues Brothers 6:2, Orient – Pogoń Sosnowiec 6:4. Mecz zaległy: Blues Brathers – Orient 1:6. W tabeli po 2 kolejkach prowadzą z kompletem punktów: Champion (bramki 17:3), MIKOM (12:2), Orient (12:5), Everton (10:4) i Jaroszowiec (12:7). l Grupa II: Plas – KSRG Wieczorek 0:5, Leeds – Zoltan Pisaki 5:1, Alcatras – TOP 7:0, ABB HK Service – No Name 2:9, Desperados – Kol-Tor Będzin 4:1, Szerszenie – Huta Bankowa 1:3.

Autor artykułu: (wow)

Traper i Dzikus

Monday, February 25th, 2002

Wszyscy czterej uczą się w Zespole Szkół Mechaniczno – Samochodowych w Bytomiu przy pl. Sobieskiego. Wszystkich czterech łączy też samochodowa pasja. W czwórkę są autorami dwóch najlepszych od lat prac dyplomowych w szkole. Mateusz Byrski i Łukasz Mendykowski oraz Rafał Gola i Łukasz Bekier samodzielnie zbudowali dwa samochody typu “sam”. To na podsumowanie nauki w ZSMS.

- Od dzieciństwa moją pasją są samochody. Zawsze interesowałem się motoryzacją – mówi Mateusz, konstruktor jednego z samochodów. – Od lat naprawiam auta znajomym, pomagam im, kiedy się coś zepsuje.

Mateusz wraz z Łukaszem Mendykowskim zbudowali, w oparciu o ramę samochodową zaprojektowaną i opatentowaną przez inż. Jana Kwiatkowskiego, auto, które nazwali ,Traper”. Para ich kolegów, Rafał Gola i Łukasz Bekier stworzyli własny model. Nazwali go “Dzikus”.

- Najpierw konsultowaliśmy się w czwórkę co do projektu – opowiada Łukasz Bekier. – Przedyskutowaliśmy to, obliczyliśmy koszty i przystąpiliśmy do pracy.

Pomysł podsunął im ich promotor, Janusz Nogel. Znalazł dane dotyczące specjalnej ramy samochodowej, którą można wykorzystać w samochodach tego typu. Szkoła kupiła za cztery tysiące złotych dwie takie ramy od Kwiatkowskiego.

- Jesteśmy bardzo wdzięczni pani dyrektor Marii Mordarskiej i pani wicedyrektor Grażynie Nahajewskiej, które przydzieliły na ten cel pieniądze – przyznaje Rafał Gola.
Chłopcy za własne pieniądze kupili dwa stare “maluchy”, na których oparli wszystkie podzespoły “Trapera” i “Dzikusa”. Wzięli z nich silniki, przednie koła i cały układ sterowniczy. Tylne koła pochodzą ze starego modelu BMW, zaś światła z “Ursusa”. W pracy pomagali im nauczyciele, Jacek Smentkowski i Nogel.

- Auta spełniają wszystkie wymagania dotyczące bezpieczeństwa i wyposażenia – chwali się Byrski.

Aby samochód został dopuszczony do jazdy, musi posiadać katalizator oraz całkowicie obudowany silnik.

- Kupiliśmy specjalny tłumik z katalizatorem, sami obudowaliśmy też silnik – dodaje Gola.
Gdy auta były już gotowe, ich konstruktorzy pojechali je zarejestrować. Musieli jechać aż do Bielska-Białej, gdzie można to uczynić w specjalnym Ośrodku Badawczo-Rozwojowym. Auta były tam poddawane testom. Były ważone i mierzone. Sprawdzano stan hamulców, układu kierowniczego i zawieszenia. “Traper” przeszedł już wszystkie testy, ,Dzikus” jeszcze nie.

- Samochód jest zarejestrowany na szkołę. Jest jej świetną reklamą – wyjaśnia Mateusz Byrski. – Ale latem będziemy nimi jeździć.

Po maturze trzech z nich będzie zdawać na Wydział Transportu Politechniki Śląskiej. Tylko Bekier planuje rozpocząć pracę w warsztacie samochodowym.

- Na razie czeka nas jeszcze matura – śmieją się. – Ale potem chcemy zajmować się tym, co nas najbardziej fascynuje, czyli samochodami.

Autor artykułu: MARCIN ZASADA

Zostali w tyle

Friday, February 22nd, 2002

Maciej Kreczmer ze Złatnej wygrał 28. Międzynarodowy Bieg Narciarski ,O istebniański bruclik”, rozegrany w niedzielę na fisowskich trasach Kubalonki. 10-kilometrową trasę pokonał w czasie 28 minut 59 sekund. Typowany na faworyta imprezy obrońca tytułu sprzed dwóch lat (rok temu impreza nie odbyła się z braku śniegu), Henryk Gazurek był trzeci. Reprezentant Istebnej wygrał tylko w swojej kategorii wiekowej 30-39 lat.
W Istebnej dopisywała w niedzielę słoneczna pogoda. – Trasy, jedne z najlepszych w Europie, są idealnie przygotowane. Od środy zwoziliśmy śnieg – mówił Janusz Waszut, kierownik zawodów. Na starcie stanęło około 300 zawodników, którzy rywalizowali w różnych kategoriach wiekowych na różnych dystansach – od 500 m do 10 km. Oprócz miejscowych i kilku zawodników z głębi Polski na Kubalonce zjawili się też Czesi, Słowacy i Ukraińcy. Najstarszą uczestniczką imprezy była 57-letnia Maria Biernat z Klubu Baca Radziechowy. Oprócz niej spore brawa zebrał Stanisław Suszka z Istebnej. 50-latek pokonał 5-kilometrową trasę nie w kombinezonie, jak inni zawodnicy, a marynarce, zaś na nogach miał własnoręcznie zrobione biegówki. – To taki miejscowy zapaleniec. Startuje od kilku lat – tłumaczyli wtajemniczeni.

W klasyfikacji generalnej biegu najlepszy czas uzyskał 20-letni zawodnik BBTS Włókniarz Bielsko-Biała, Maciej Kreczmer. Pół dystansu biegł z zawodnikami, a po 5 km nagle przyspieszył, zostawiając rywali daleko w tyle. – Rywalizacja była bardzo dobra. Wszystko poszło zgodnie z planem. Trasa była dobrze przygotowana – powiedział na mecie uczeń Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Szczyrku. Zdobywca bruclika biega na nartach od siódmej klasy szkoły podstawowej. Jego największy sukces to 19. miejsce w Pucharze Świata do 23 lat w sprincie. W imprezie na Kubalonce wystartował po raz drugi. – Będzie pan chodził brucliku? – Nie, będę biegał! – uśmiechał się pan Maciej.

Drugie miejsce w klasyfikacji generalnej imprezy wywalczył Adam Kwak z Lipnicy Wielkiej (29 min. 6 sek.) a trzecie zdobywca bruclika sprzed dwóch lat Henryk Gazurek z Istebnej (29,52). W jego kategorii drugie miejsce zajął Rene Sikora z Czech (30,12), a trzecie Arkadiusz Gorzałek z Nowej Rudy (32,45).

Biegi narciarskie ,O istebniański bruclik” odbywają się od 1974 roku. Pierwszą góralską kamizelkę wygrał Józef Zogata z Istebnej. Status imprezy międzynarodowej biegi zyskały w 1996 roku, kiedy zaczęto je rozgrywać na trasach Centralnego Ośrodka Sportu w Istebnej-Kubalonce. Najwięcej, bo pięć bruclików, zdobył wielokrotny mistrz Polski w biegach narciarskich, Paweł Gorzołka z Jaworzynki. Obecnie nagroda główna imprezy jest wręczana nie, jak w latach poprzednich, zwycięzcy najstarszej grupy wiekowej, lecz zawodnikowi, który uzyskał najlepszy czas spośród wszystkich uczestników imprezy.

Autor artykułu: WOJCIECH TRZCIONKA

Trzy dni, trzy sztuki

Friday, February 22nd, 2002

Po raz szósty odbędą się w Cieszynie Dni Teatru, a po raz trzeci będą to Dni Teatru Ateneum. Miłośnicy aktorstwa z najwyższej półki zobaczą od 13 do 15 marca trzy spektakle. Pierwszym przedstawieniem, pokazywanym w Teatrze im. A. Mickiewicza, będzie ,Kolacja dla głupca” Francisa Webera z udziałem Piotra Fronczewskiego, Krzysztofa Tyńca, Marzeny Trybały, Sylwii Zmitrowicz, Tadeusza Borowskiego, Marka Lewandowskiego i Arkadiusza Nadera. Komedia opowiada o koleżeńskiej zabawnej grze, której skutki okazują się bardzo poważne. Sztuka, wyreżyserowana przez Wojciecha Adamczyka, w dowcipny sposób krytykuje współczesne międzyludzkie zachowania. Zobaczymy ją w pierwszym dniu imprezy, 13 marca, o godz. 17.00 i 20.00.

Dzień później (godz. 20.00) na deskach Mickiewicza będzie okazja poznać na żywo Katarzynę Groniec, Krystynę Tkacz i Katarzynę Łochowską-Mazurek, które pokażą się cieszyńskiej publiczności w spektaklu ,Trzy razy Piaf” Artura Barcisia. Aktorki zaprezentują nieprzemijające przeboje z repertuaru Edit Piaf, ukażą blaski i niedole z dramatycznego życia słynnej szansonistki.

Trzecim i ostatnim spektaklem pokazanym w Cieszynie (15 marca, godz. 20.00) przez warszawski Teatr Ateneum im. S. Jaracza będzie ,Dwoje na huśtawce” Williama Gibsona w reżyserii Wojciecha Adamczyka. Magalena Wójcik i Bartosz Opania wystąpią w historii znajomości dwojga młodych ludzi gwałtownie poszukujących miłości. Sztuka wnikliwie przedstawia konfliktowe problemy emocjonalne współczesnych: tęsknotę za miłością i strach przed kochaniem; potrzebę sukcesu i rywalizacji. Karnet na wszystkie spektakle kosztuje 120 zł.

Autor artykułu: (two)

Gaśnie nadzieja

Friday, February 22nd, 2002

Skoczów, Hażlach, Zebrzydowice wyłączają na kilka godzin w nocy oświetlenie na drogach wojewódzkich. Dlaczego? Bo wojewoda śląski zalega z wypłatą pieniędzy, a tegoroczne wydatki na oświetlanie swoich ulic obciął o połowę. Cieszyn jeszcze dopłaca do latarni wojewody, licząc, że odzyska pieniądze, ale nadzieje urzędników szybko gasną.

Tak jak inne gminy, Cieszyn podpisał z wojewodą śląskim umowę, która zobowiązuje władze do utrzymywania dróg wojewódzkich i powiatowych, w tym ich oświetlania. Wojewoda ma za to miastu refundować poniesione koszty (mówi o tym ustawa). Problem w tym, że z powodu kłopotów finansowych państwa od dłuższego czasu tego nie robi. – Z przykrością muszę poinformować, że aktualnie nie ma żadnych możliwości przyznania dodatkowych środków – pismo tej treści przyszło ostatnio do cieszyńskiego magistratu ze Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego. Wcześniej Zarząd Miasta ostrzegał, że jeżeli wojewoda nie zacznie płacić za światło, to władze Cieszyna w ogóle wyłączą oświetlenie na drogach wojewódzkich. – Zaczniemy od trzech dróg dojazdowych do przejść granicznych, które są pod zarządem wojewody – ostrzegał w styczniu Włodzimierz Cybulski, zastępca burmistrza Cieszyna. Teraz Zarząd Miasta zastanawia się nad ostatecznym rozstrzygnięciem problemu.

Widząc, że miasto niełatwo odzyska pieniądze od wojewody, zarząd rozważa, czy spełnić groźbę, czy może lepiej oddać sprawę do sądu. Drugie wyjście wydaje się być tańsze. – Wyłączenie oświetlenia to dodatkowe koszty – wyjaśnia Cybulski. Zakład Gospodarki Komunalnej szacuje, że wyłączenie latarni pochłonie 35 tys. zł. Tyle samo może kosztować ich ponowne uruchomienie. ZGK proponuje więc: wprowadzić przerwę w oświetlaniu ulic w godz. 23.00-5.00, od marca do końca roku (107 tys. zł oszczędności) albo wyłączyć w całości oświetlenie na drogach niegminnych – da to 218 tys. zł oszczędności, czyli prawie tyle, ile wojewoda obciął dotacji. – Nie jestem za wyłączaniem oświetlenia, musimy się zastanowić, co zrobić – zapewnia Włodzimierz Cybulski. – Prawdopodobnie, gdy zabraknie nam pieniędzy, złożymy do sądu pozew przeciwko wojewodzie. Ciągle musimy do czegoś dokładać. To jakieś nieporozumienie.

Autor artykułu: (two)

Pomogli sponsorzy

Thursday, February 21st, 2002

Oddział Intensywnej Terapii w bytomskim Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym nr 4 ma od wczoraj nowy, drogi, ale i niezbędny sprzęt. Wzbogacono się, m.in. o urządzenia monitorujące podstawowe funkcje pacjentów, respiratory i pompy infuzyjne.

- To praktycznie jedyny tego typu ośrodek w okolicy – mówi dyrektor szpitala, Janusz Binkiewicz. – Aby jednak sprawnie funkcjonował, trzeba w niego inwestować. To właśnie tutaj nawet najbardziej chory ma szansę, można go uratować.

Na oddział trafiają głównie pacjenci z wypadków i ci z ostrym zapaleniem trzustki. Trzytygodniowy pobyt może kosztować nawet 50 tys. zł. Bardzo drogie jest chociażby żywienie dożylne.

Tymczasem pieniądze z kasy chorych przeznaczane są jedynie na leczenie. Pieniądze na nowy sprzęt pochodzą głównie od sponsorów, bo działa tu przyszpitalna fundacja.

- Teraz mamy dwa monitory bardzo wysokiej klasy, o dużych możliwościach – opisuje Włodzimierz Majewski, ordynator oddziału intensywnej terapii. – Są też nowe respiratory i strzykawkowe pompy infuzyjne, ale dopiero mamy nadzieję, że w przyszłym roku będzie ich wystarczająca ilość.

Oddział podzielony jest na trzy części. Dla osób najciężej chorych są specjalne stanowiska, z największą możliwością monitorowania. Jest też separatka dla zakażonych pacjentów.

Sprzęt kosztował ponad 600 tys. zł, ale to jeszcze nie wszystko.

- Komora do sterylizacji łóżek ma… 14 lat – mówi Majewski. – Na razie nam służy, oby jak najdłużej.

Na oddziale pracuje trzynaście pielęgniarek i dwóch lekarzy na stałe. Jeśli jest jednak sporo pacjentów, pracuje lekarz dodatkowy. Oprócz tego są lekarze szkolący się, bo szpital ma akredytację i jest jednym z siedmiu na Śląsku uprawnionych do prowadzenia specjalizacji.

- Do nas trafiają nie tylko pacjenci z naszego szpitala, ale i z innych – wyjaśnia Binkiewicz. – Ten ośrodek jest jedyny w mieście. – To przede wszystkim pacjenci z urazem wielomiejscowym i to z całego Śląska.

W styczniu dodatkowo powstanie tu oddział ratownictwa medycznego, który jest już częściowo przygotowany. – Największa radość jest wtedy, gdy pacjent wraca do zdrowia – mówią zgodnie dyrektor szpitala, ordynator oddziału i Róża Błach, pielęgniarka oddziałowa.

Autor artykułu: DOROTA NIEĆKO

Koci problem

Thursday, February 21st, 2002

Za pośrednictwem internetu rozpętała się burza, a mieszkańcy osiedla “Na Wzgórzu” zyskali złą sławę. W piwnicy przy ul. Szymały 210 w Bytomiu-Stroszku starsza kobieta dokarmiała bezdomne koty. Niestety, w całej klatce rozchodził się nieprzyjemny fetor.

- Problem między innymi w tym, że ta pani nie jest zameldowana pod tym adresem i formalnie tu nie mieszka. Dla sąsiadów koty były uciążliwe. Kilka dni temu sprawą zajęła się nasza administracja. Każdy medal ma dwie strony – mówi Józef Niemiec, wiceprezes ds. eksploatacji w bytomskim Zakładzie Budynków Miejskich.

- Ja się nie wtrącam do tego, bo tylko tu doglądam mieszkania córki. Wiosną tamtego roku urodziły się małe koty, ale wszystkie wzięły dzieci. Ostatnio były cztery, z jesiennego miotu. Zostały w piwnicy, bo była ciężka zima. No i dokarmiałam je. Tydzień temu znalazłam jednego. Zdechłego i zakrwawionego. Wyniosłam go na śmietnik. Córka napisała pismo do administracji – mówi Aniela Torba.

W poniedziałek ADM, obsługująca osiedle “Na Wzgórzu”, otrzymała pismo podpisane przez Dorotę Torbę. Była w nim prośba o przeniesienie kotów z piwnicy do schroniska. “Koty są zabijane” – napisano.

- W tym samym dniu byłem w tej piwnicy razem z policją i rakarzem. Zastaliśmy jednego zdechłego kota. Innych nie było. Wcześniej w internecie znalazła się informacja na temat krzywdzonych kotów i dzwonią teraz do mnie ludzie z pretensjami z całej Polski. Z Poznania, Wrocławia, Gdyni – mówi Wojciech Kowalczyk, kierownik ADM.

- W środę była u nas w piwnicy dezynfekcja. To był problem z tymi kotami. Przywlokły pchły i codziennie trzeba się było szorować – narzeka Lucyna Wójcik, mieszkająca w tej samej klatce.

- Tej pani, która dokarmiała koty, przeszkadzały bardzo dzieci. Pozakładała wokół bloku ogródki i traktowała wszystko jak swoją własność. Zabraniała dzieciom wszystkiego. Sąsiedzi chyba mieli fruwać, żeby jej nie przeszkadzać, a psa to trzeba było na rękach nosić, żeby się nie czepiała. Ta pani sama ze sobą ma problemy – dodaje inna sąsiadka.

Koty i pchły to problem nie tylko pod numerem 210.

- Całe osiedle jest zapchlone. Kotów jest dużo. Mam małe dzieci, które są uczulone na koty. I na dodatek wciąż gryzą je pchły. Dla niektórych koty są ważniejsze niż dzieci. Nie powinno tak być – podkreśla mieszkanka bloku nr 138 przy ul. Szymały.

Ludzie nie zawsze potrafią utrzymać nerwy na wodzy i podobno podtruwają koty. Nie w bloku 210, ale w innych rejonach osiedla.

- Sama widziałam, jak dwa koty zdychały w żywopłocie. Ktoś je otruł. Musiał je potem usunąć dozorca. Te koty są wszędzie, a jeszcze większy problem to pchły. To nie do wytrzymania – mówi mieszkanka osiedla.

Na Szymały 210 ktoś wywiesił odezwę w obronie bezdomnych kotów. Cytuje się w niej ustawę z 1997 roku o ochronie zwierząt.

Autor artykułu: ANDRZEJ MADEJCZYK

Po 11 latach

Thursday, February 21st, 2002

W zeszłym roku gmina przeznaczyła 49 tys. zł na jego remont. W tym roku może być trochę więcej. Remont tego pięknego zabytku trwa już prawie 11 lat. Rozpoczął się w 1991 roku, gdy szkody górnicze spowodowały rozliczne uszkodzenia ścian, posadzki i dachu. Przez pierwsze lata prace posuwały się bardzo wolno. Tak naprawdę, na dobre ruszyły w 1998 r.

To jeden z najważniejszych zabytków Bytomia. Jest jedynym kościołem w mieście z oryginalnie zachowanym kształtem i wyposażeniem. Ma barwną i ciekawą historię. Jego początki sięgają końca XIII wieku, kiedy książę bytomski, Kazimierz, założył za murami miasta szpital, prowadzony przez zakon Bożogrobców. Wraz ze szpitalem powstała kaplica św. Ducha. W 1721 r. proboszcz chorzowski, ks. Stanisław Stępkowski, wzniósł, utrzymaną w stylu barokowym, nową, murowaną kaplicę.

- Przez ostatnie lata prace remontowe objęły wymianę posadzki, klejenie ścian, naprawę okien, dachu i zewnętrznej elewacji – wyjaśnia Barbara Klajmon, miejski konserwator zabytków. – W tym roku organizujemy przetarg na konserwację polichromii kopuły. Poza tym wykonujemy prace związane z konserwacją ścian wewnętrznych i ich osuszaniem. Do środka wstawimy też oryginalne wyposażenie barokowe z warsztatu Solskiego.

Prace finansuje gmina, w zeszłym roku było to 49 tys. zł. Część pieniędzy pochodzi z odszkodowań za szkody górnicze, wypłacanych przez Bytomską Spółkę Restrukturyzacji Kopalń. Są także pieniądze, pochodzące z datków parafii pw. Najświętszej Maryi Panny.

- Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to być może uda nam się otworzyć kościół w lecie tego roku – mówi ks. proboszcz Piotr Kopiec. – Dwa razy w tygodniu będą tam odprawiane msze, przede wszystkim dla młodzieży. Oprócz tego kościół będzie również otwarty dla zwiedzających.

Gdy tylko się ociepli, wstawimy nową dębową bramę z oryginalnymi okuciami. Wokół powstanie też stylowe ogrodzenie, prawie dwumetrowe.

Autor artykułu: MARCIN ZASADA

Miejskie bliźnięta

Wednesday, February 20th, 2002

Podobieństw można doszukać się nie tylko wśród ludzi, czy budowli, ale nawet całych miast i okręgów.

Miasta naszego regionu mają sporo zaprzyjaźnionych miast, tzw. partnerskich lub bliźniaczych. Chorzów utrzymuje stałe kontakty z czeskim Zlinem, węgierskim Ozd i włoskim Termoli. Dlaczego na partnerskie miasta używamy określenie ,bliźniacze”?

- Umowy bliźniaczego partnerstwa są podpisywane w ramach Rady Gmin i Regionów Europy pomiędzy miastami na jakichś płaszczyznach do siebie podobnymi, borykającymi się z podobnymi problemami, mającymi podobną strukturę współpracujących ze sobą stowarzyszeń. To ostatnie podobieństwo występuje przykładowo w kontaktach Chorzowa i Ozd. Z kolei Zlin jest miastem podobnym do Chorzowa pod względem wielkości. Z Termoli podobieństwa należałoby się doszukiwać biorąc pod uwagę dwie parafie, od których kontakty polsko-włoskie się rozpoczęły, tzn. tamtejszą parafię św. Piotra i Pawła i naszą parafię św. Józefa. Współpraca z Termoli rozpoczęła się od piłki nożnej – tłumaczy Marcin Stolarz, odpowiedzialny z ramienia Chorzowa za kontakty zagraniczne.

Termoli zlokalizowane jest w regionie Molise nad Adriatykiem. Z widokowych placów turyści mogą podziwiać nadmorską panoramę. Urokliwa jest też tamtejsza Starówka i charakterystyczny, osiemnastowieczny zamek, osadzony na pniu piramidy z narożnymi wieżyczkami. Niewątpliwą atrakcją pozostaje port turystyczny, z którego wypływają statki i wodoloty na wyspy Trimiti, słynące z koralowych grot.

Z kolei przedstawiciele władz Siemianowic Śl., podpisali 29 maja 1993 r. trójstronny Układ Partnerski z francuskim Wattrelos i niemieckim Koethen. Pierwsze kontakty z niemieckim bliźniakiem Siemianowice Śl. rozpoczęły już w 1991 r. Miasta wyrażały chęć współpracy w dziedzinie oświaty, kultury, gospodarki i turystyki. Umowa miała również ułatwić kontakty między społecznościami partnerskich miast. Koethen, miasto rodzinne Bacha, jest centrum okręgu powiatowego, na którego terenie mieszka ok. 73 tys. mieszkańców (podobnie jak w Siemianowicach Śl.). Również struktura władzy samorządowej zbliżona jest do polskiej. Kolejnym podobieństwem bliźniaczych miast jest popularność hokeja na trawie. W Siemianowicach Śl. już od lat planuje się budowę dla większej popularyzacji tej dyscypliny, profesjonalnego boiska ze sztuczną nawierzchnią. Takie właśnie jest w Koethen, gdzie hokej na trawie uprawiany już jest przez najmłodszych. W Niemczech obchodzone są corocznie Dni Krowy (odpowiednik Dni Siemianowic). Tam też partnerskie władze spotykają się i dyskutują o plonach wzajemnej współpracy.

Heiloo z kolei, to gmina położona w północnej prowincji Królestwa Holandii, oddalona o 7 km od Morza Północnego. Liczy 20 tys. mieszkańców. Nazywana jest zieloną gminą, otoczona wspaniałym, starym lasem, terenami rekreacyjnymi, od południa i wschodu parkami i pastwiskami. Ma tradycyjną holenderską zabudowę jednopiętrowych domków, z pięknie ukwieconymi ogrodami. Heiloo żyje z handlu, usług, działalności drobnych przedsiębiorstw. Mówi się, że jest sypialnią Alkmaru, gdzie znaczna część mieszkańców dojeżdża do pracy lub uczy się.

Zaczynem współpracy Świętochłowic z holenderskim miasteczkiem Heiloo był wyjazd dzieci z SP nr 4 na wakacje, zorganizowane przez holenderskie stowarzyszenie ,Serce dla Polski” w 1987 r. W 1993 r. Świętochłowice powołały Towarzystwo Przyjaciół Heiloo i podpisały z Heiloo umowę o współpracy. Obejmuje ona regularną wymianę w zakresie kultury i sportu, indywidualną wymianę wakacyjną dzieci i młodzieży oraz pomoc materialną Holendrów.

Autor artykułu: bf, mit, jus

Bruclik dla Kreczmera

Tuesday, February 19th, 2002

Maciej Kreczmer ze Złatnej wygrał 28. Międzynarodowy Bieg Narciarski “O istebniański bruclik”, rozegrany w niedzielę na fisowskich trasach Kubalonki. 10-kilometrową trasę pokonał w czasie 28 minut 59 sekund.

- Rywalizacja była bardzo dobra. Przed startem zakładałem, że pół dystansu pobiegnę z wszystkimi, a potem przycisnę. I udało się. Wszystko poszło zgodnie z planem. Trasa była dobrze przygotowana jak na problemy ze śniegiem – powiedział na mecie 20-latek, zawodnik BBTS Włókniarz Bielsko-Biała, który trenuje w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Szczyrku. Zdobywca bruclika (czerwona góralska kamizelka) biega na nartach od siódmej klasy szkoły podstawowej. Jego największy sukces to 19. miejsce w Pucharze Świata do 23 lat w sprincie. W imprezie na Kubalonce wystartował po raz drugi. – Będzie pan chodził brucliku? – Nie, będę biegał! Pierwszy raz zdobyłem takie trofeum – uśmiechał się Maciej Kreczmer.

Drugie miejsce w klasyfikacji generalnej imprezy wywalczył Adam Kwak z Lipnicy Wielkiej (29 min. 6 sek.), a trzecie zdobywca bruclika sprzed dwóch lat Henryk Gazurek z Istebnej (29,52).

Biegi narciarskie “O istebniański bruclik” odbywają się od 1974 roku. Pierwszą góralską kamizelkę wygrał Józef Zogata z Istebnej. Status imprezy międzynarodowej biegi zyskały w 1996 roku, kiedy to zaczęto je rozgrywać na trasach Centralnego Ośrodka Sportu w Istebnej-Kubalonce. Najwięcej, bo pięć bruclików, zdobył wielokrotny mistrz Polski w biegach narciarskich, Paweł Gorzołka z Jaworzynki.

Autor artykułu: (two)