Archive for March, 2002

Geograficzne szranki

Tuesday, March 26th, 2002

Katarzyna Sufner z Zespołu Szkół Ekonomicznych w Wodzisławiu została laureatką I Powiatowego Konkursu Geograficznego “Ścieżkami Europy”. Impreza odbyła się w miniony czwartek w wodzisławskiej bibliotece publicznej. Zabwę zorganizowały dyrekcja placówki, Starostwo Powiatowe i hufiec ZHP. W konkursie wystartowało 25 uczniów z 10 szkół średnich z terenu powiatu. Zdobywczyni pierwszego miejsca pojedzie w nagrodę na dwutygodniowy obóz wędrowny do Chorwacji. Obóz organizuje latem harcerski klub “Róża Wiatrów”. Laureatka drugiego miejsca, Anna Kasznia z II LO w Wodzisławiu otrzymała w nagrodę Wielki Atlas Geograficzny. Trzecie miejsce zdobył Tomasz Kozik z ZST. W nagrodę chłopiec otrzymał Małą Encyklopedię PWN.

Autor artykułu: (mir)

Książki gratis

Tuesday, March 26th, 2002

Sporym zainteresowaniem mieszkańców cieszył się wczorajszy kiermasz używanych książek, zorganizowany przez Miejską Bibliotekę Publiczną. Już po raz drugi, na pierwszym piętrze, w holu Pałacu Kultury Zagłębia, wyłożone zostały setki książek, przyniesionych wcześniej przez mieszkańców. Można było za darmo wzbogacić się w różne wydawnictwa.

Największym powodzeniem cieszyły się książki dla dzieci, głównie lektury szkolne i bajki. Nie brakowało również romansów, kryminałów, poradników, literatury dla dzieci i młodzieży czy popularnonaukowej. O zadowoleniu czytelników świadczyły nie tylko uśmiechy na twarzach, ale i reklamówki, zawierające nawet pokaźną liczbę książek.

- Czytelnicy chętnie dzielą się książkami, często też przynoszą je do biblioteki. Wśród nich najczęściej są to np. pozycje jednorazowe (romanse czy kryminały), literatura dziecięca (dzieci wyrosły, a książki zostały, zajmują dużo miejsca) czy też podręczniki, lektury, a więc książki przeczytane, niepotrzebne. Otrzymaliśmy je za darmo, za darmo też je rozdajemy. Naszą satysfakcją jest to, że książka czytana będzie na nowo – mówi Edyta Gudek, specjalista ds. marketingu MBP.

Oprócz książek oferowanych za darmo, na kiermaszu można było kupić też książki nowe. Po cenach hurtowych sprzedawane były pięknie wydane bajki dla dzieci, literatura piękna i popularnonaukowa. Proponowano książki francuskojęzyczne i do nauki języka francuskiego, słowniki, powtórki dla maturzystów i sporo fantastyki. Nie mogło oczywiście zabraknąć Harrego Pottera, wielu różnorodnych wydań “Władcy Pierścieni” J.R.R. Tolkiena oraz Andrzeja Sapkowskiego.

- Jutro na kiermaszu gościć będą przedstawiciele Śląskiego Klubu Fantastyki z Katowic. Przyjadą ze swoimi wydawnictwami i gadżetami oraz wieloma pozycjami antykwarycznymi z fantastyki. Można będzie przyjść i porozmawiać na różne “fantastyczne” tematy, a nawet zapisać się do klubu. Na ten dzień też przygotowaliśmy większą ofertę książek o takiej właśnie tematyce – dodaje Edyta Gudek.

Stoiska z książkami czynne będą jeszcze dzisiaj i jutro. Każdy może przyjść i wybrać coś interesującego dla siebie, może też przynieść te pozycje, które zbywają mu w domu i “zajmują” tylko miejsce. Kiermasz czynny jest od godz. 11 do 18.

Autor artykułu: LUCYNA STĘPNIEWSKA

Kliencie, uważaj!

Monday, March 25th, 2002

W czwartek od 10.00 do 13.00 na pytania naszych Czytelników odpowiadała Irena Krzanowska, rzecznik praw konsumentów Starostwa Powiatowego. Oto skrócony zapis jej redakcyjnych konsultacji.

- Kupiłam buty. Kosztowały bardzo dużo, bo 300 zł. Szybko rozkleiły się i reklamowałam je. Załatwianie trwało miesiąc, a w dodatku naprawa nie została wykonana solidnie. Czy mogę żądać zwrotu pieniędzy?

- Jeśli to druga reklamacja, a wada jest istotna, może pani żądać zwrotu gotówki. Nie wiem jednak, czy ją pani otrzyma. Jeśli sprzedawca odmówi, trzeba sprawę skierować do polubownego sądu konsumenckiego, w czym mogę pośredniczyć. Nie ma innego sposobu. Szkoda, że nie zażądała pani gotówki wcześniej. Termin załatwiania reklamacji nie może przekroczyć 14 dni. Jeśli sprzedawca nie wywiązuje się z tego, musi załatwić sprawę tak, jak żąda tego klient. Niestety, wielu klientów o tym nie wie i niewielu z tego przywileju korzysta.

- Kupiłam pół roku temu telefon komórkowy, podpisałam stosowne umowy, ale szybko okazało się, że jest zepsuty. Trzeszczał i przerywał połączenia. Trzykrotne naprawy nie pomogły. Dostałam kolejny aparat, który też się psuł, więc postanowiłam zażądać zwrotu gotówki. W salonie poinformowano mnie, że aparat trzeba odesłać do jakiegoś eksperta. Nie mam go już trzy tygodnie, a ponieważ nie chcę rezygnować z pakietu startowego, bo akurat wymieniłam tam kartę wartą 90 zł, postanowiłam kupić na razie inny aparat i zachować pakiet. Wtedy dowiedziałam się, że sprzedawca musi mi od niego odliczyć 60 zł. Co mam zrobić w takiej sytuacji?

- Telefon jest wciąż na gwarancji. Nie znam karty gwarancyjnej i nie wiem jakie są jej postanowienia. Wszystko zależy od tego, czy producent dopuścił możliwość zwrotu gotówki. Proponuję napisać do producenta i wyznaczyć dokładnie własny termin oczekiwania na gotówkę. Jeżeli to nie pomoże, pozostaje jedynie sąd. Na odliczanie jakiejkolwiek wartości od pakietu sprzedawca nie ma prawa. Niech poda pani na piśmie podstawę prawną.

- Kupiłam 8 marca trzy koce. Gdy rozłożyłam je w domu i dokładnie się im przyjrzałam, przestały mi się podobać. Następnego dnia wróciłam do sklepu i poprosiłam o wymianę. Nie było jednak innych wzorów i chciałam, żeby zwrócono mi pieniądze. Niestety, odmówiono.

- Sprzedawca może w tym przypadku zwrócić gotówkę, ale nie musi. To jedynie jego dobra wola. Nie musi również przyjąć zwrotu towaru. Nie ma takiego obowiązku od roku 1995. Chyba, że zastrzegła pani, że to umowa na próbę. Są handlowcy, którzy nadal honorują zwroty, ale to wyjątkowe przypadki.

- Jestem właścicielem biura podróży. Grupa ,moich” turystów przebywa obecnie w Austrii. W drodze powrotnej okazało się, że jest poważny nadbagaż i trzeba za niego zapłacić. Część uczestników wycieczki nie godzi się na przewożenie ich bagażu, by stwierdzić, kto powinien dokonać dodatkowych opłat. Twierdzą, że zrobić ma to biuro, podczas gdy w informacji internetowej wyraźnie zastrzegliśmy, że bagaż nie może przekroczyć 20 kg.

- Jeśli było takie zastrzeżenie, biuro nie ma obowiązku dokonywania dopłaty. Zgodnie z ustawą o usługach turystycznych, taka informacja to część umowy. Uczestnicy wycieczki nie wywiązali się z niej i teraz oni powinni ponieść tego konsekwencje. Przewożenie bagażu pozwoli ustalić, kto i ile powinien zapłacić. Jeśli takiej informacji nie byłoby, musiałoby płacić biuro.

- Już kilka razy zdarzyło mi się, że panie w kasie odmawiały rezygnacji z któregoś z wprowadzonych już do kasy fiskalnej towarów, twierdząc, że nie da się ich wycofać. Czy to prawda i co w przypadku, gdy okaże się, że zabraknie mi w tej sytuacji pieniędzy?

- To absolutna bzdura, że wbitej do kasy fiskalnej ceny nie da się wycofać. Sposób na to jest bardzo prosty i tłumaczenie, że się nie da wynika tylko ze złej woli i lenistwa personelu. Zanim nie odejdziemy od kasy, mamy prawo do wszelkich zmian i rezygnacji i nikt nie może nam tego odmówić czy zabronić.

Wiele pytań, które Czytelnicy kierowali do naszego gościa świadczyło o tym, że większość konsumentów nie zna swoich praw, nie czyta dokładnie umów zawieranych z producentem czy sprzedawcą, nie zna warunków gwarancji. To najczęstszy powód bezradności, problemów i konfliktów. Nie znając swoich uprawnień, pozwalamy, na przykład, wmówić sobie w niektórych sklepach, że na obuwie obowiązuje gwarancja mniejsza niż 12 miesięcy. Tymczasem to zwykłe oszustwo. Nie tyle w ramach gwarancji, która wymaga pisanej umowy, ile w ramach rękojmi, w każdym sklepie i u każdego producenta mamy prawo przez rok reklamować nasze buty i to z błahego powodu.

Autor artykułu: WANDA THEN, TOMASZ WOLFF

Sfałszował podpisy

Monday, March 25th, 2002

Andrzej P. stanie wkrótce przed bielskim Sądem Rejonowym pod zarzutem fałszowania dokumentów. 3 października 2000 roku do Zarządu Beskidzkiej Spółdzielni Mieszkaniowej wpłynął wniosek o zwołanie posiedzenia Rady Przedstawicieli i odwołanie ze składu rady nadzorczej Jerzego G., Grażyny T. i Andrzeja K. Pod pismem podpisały się 43 osoby.

- Zebranie odbyło się 20 października. W jego trakcie okazało się, iż kilka osób nie widziało na oczy wniosku. Ostatecznie, z uwagi na panujący chaos, wniosku nie przegłosowano, zajęto się nim natomiast 23 czerwca 2001 roku. Wtedy pisemne oświadczenia, że nie podpisywali takiego dokumentu złożyli Ludwik K., Józef G., Władysław G., Józef R., a także Bogumiła R.-W. – poinformował Marek Mleczek, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Bielsku-Białej. Adam P. nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. Prokuratura uważa, że jego wyjaśnienia nie zasługują na wiarygodność, gdyż są w sprzeczności z zeznaniami innych świadków. Andrzejowi P. grozi kara do dwóch lat pozbawienia wolności.

Autor artykułu: (ach)

Siła Krosnego

Monday, March 25th, 2002

Cóż potrafi lepiej wyrwać człowieka z zimowego snu, jeśli nie zdrowa porcja kabaretu? Aby pobudka nie była zbyt gwałtowna, wieczór rozpoczęto koncertem orkiestry rozrywkowej Kurcbend, która delikatnie rozkołysała publiczność w rytm swingu, jazzu i muzyki pop.

Prawdziwe przebudzenie nastąpiło jednak, gdy na scenie pojawił się Ireneusz Krosny i jego Teatr Jednego Mima. Bez jednego słowa, w sposób niesłychanie prosty, autorskie, pantomimiczne, spektakle komediowe Krosnego wywołały śmiech na sali. Śmiech rubaszny, ironiczny, wybuchowy, rozbrajający do łez.

Siła jego sztuki pochodzi z dwóch źródeł. Po pierwsze: niezwykła kreatywność. W swoich etiudach opowiada zarówno o historii jak i aktualnych przejawach życia społecznego i towarzyskiego, nie stroniąc od abstrakcji czy absurdu. Dba o dramaturgię, fabułę, coś chce nam powiedzieć o świecie i opowiada to w sposób niezwykle atrakcyjny. Z ogromnym wyczuciem czasu scenicznego prowadzi narrację zwartą, szybką, pointując wtedy, gdy trzeba i tak, aby zadowolić odbiorcę. Po drugie: własny styl. Jego technika jest przeźroczysta jak dykcja u aktora, czyni każdy ruch zrozumiałym, ale nie zwraca uwagi na siebie, dając widzowi poczucie łatwości pracy mima na scenie. Nie stosuje makijażu, występuje zawsze w czarnym, neutralnym kostiumie. Gestem, mimiką potrafi wyrazić wszystko. Jego sztuka nie wymaga komentarza, nie potrzebuje tłumacza. Jest zrozumiała dla wszystkich.

Widziałam Krosnego po raz któryś z rzędu. Za każdym razem wydawało mi się, że to, co pokazuje, to kres możliwości fizycznych i artystycznych. A jednak za każdym razem jest lepiej, ciekawiej, perfekcyjniej. Świadczy to o nieograniczonych możliwościach tego artysty, o jego nieustannym rozwoju. Stanisław Tym tak pisał: “Krosny jest estradowcem świadomym, dojrzałym, szalenie utalentowanym i gigantycznie pracowitym”.

Gdziekolwiek Krosny się pojawia, z takim samym wdziękiem, jak tego czwartkowego wieczoru w Bytomskim Centrum Kultury, porywa publiczność, wywołując salwy śmiechu od pierwszego gestu.

- Najbardziej zadziwiają mnie jego oryginalne pomysły, koordynacja ruchowa i wyimaginowani “przyjaciele z fabuły”, którzy niesłychanie pobudzają wyobraźnię – powiedziała “DZ” Mariola Gutsfeld, jedna z uczestniczek “Szalonego (dobrego) wieczoru humoru”, zapytana, na czym, jej zdaniem, polega fenomen komizmu Krosnego.

Bytomska publiczność nie pozwoliła artyście zejść ze sceny. Dopiero po kilku bisach, zupełnie rozbudzona i rozbawiona rozeszła się do domów, by powitać kolejne wiosenne dni.

Autor artykułu: ANETA KLIMEK

“Profesor” przed prokuratorem

Friday, March 22nd, 2002

W zabrzańskiej Prokuraturze Rejonowej przesłuchiwano wczoraj 59-letniego Wiktora P., podejrzanego o bezprawne wykonywanie praktyki lekarskiej (jest technikiem budowy maszyn). Jak już wczoraj informowaliśmy mężczyzna prowadził Centrum Medycyny Naturalnej, Alternatywnej i Psychosomatyki przy ulicy Ofiar Katynia w Zabrzu.
Występując jako “profesor nauk medycznych” albo “docent doktor” od 10 lat przyjmował chorych. Kartoteka znaleziona przez policjantów zawierała nazwiska przeszło 500 pacjentów.

Zabrzanin podczas wczorajszego przesłuchania deklarował, że za granicą uzyskał tytuł inżyniera oraz lekarza. Nie był tylko wpisany do krajowego rejestru. Wyjaśnienia te będą weryfikowane.

Reporterzy “DZ” dotarli do kolejnych pacjentów “profesora”. Ludzie ci twierdzili, że stawiał im właściwe diagnozy.
- Cierpiałam na schorzenia nerek. Odwiedziłam wielu specjalistów. Nikt nie potrafił pomóc. Dopiero Wiktor P. stwierdził co mi dolega i zapisał odpowiednie lekarstwo – mówi mieszkanka Bytomia.

- Wizytę u prof. Wiktora P. polecił mi… mój lekarz. Gdy wszedłem do gabinetu, widziałem jak robił jakiemuś dziecku zastrzyk w czaszkę – dodaje gliwiczanin. – Szybko wyleczył mnie z wrzodów żołądka.

- Za poradę brał od 70 do 100 zł. Wiem jednak, że ludzi ubogich leczył za darmo – stwierdza pacjentka z Gliwic.

Autor artykułu: (kra)

Bilans zysków i strat

Friday, March 22nd, 2002

W niedzielę w pilickim magistracie odbyło się spotkanie rolników z terenu gminy z Jackiem Soską, prezesem Wiejskiego Centrum Integracji Europejskiej. Mówiono o sytuacji polskiego rolnictwa po wejściu Polski do Unii Europejskiej.

- W Unii są kraje bogate, jak Luksemburg czy Szwajcaria, ale są też biedne, np. Portugalia, gdzie roczny dochód na mieszkańca to 15 tys. euro. Polska pod względem produktu krajowego brutto jest 3 razy biedniejsza od najbiedniejszych krajów unijnych – rozpoczął Jacek Soska. – Obecnie 13 krajów czeka na wejście do Unii, przy czym Turcja przedłuża ten moment znacznie – czeka od 1964 r., Malta od 1971 r., a Cypr od 1973 r.

Filarami stabilnej polityki rolnej Unii są prowadzona od 1957 r. Wspólna Polityka Rolna (WPR) i Fundusze Strukturalne, na które przeznacza się co roku 80 proc. środków budżetowych.

- Fenomenem WPR jest przede wszystkim zapewnienie w krajach członkowskich rolnikom i ich rodzinom stabilności dochodów, porównywalnych do dochodów ludności pozarolniczej – mówił Jacek Soska. – U nas ta sytuacja od początku wyglądała inaczej. Do 1970 r. rolnicy obciążeni byli obowiązkowymi dostawami, przy czym Polska nie korzystała z planu Marshalla. Złote lata dla polskiego rolnictwa przypadły na okres 1975 – 1989. Wtedy parytet dochodów ludności wiejskiej wynosił 110 do 100 proc. na korzyść rodzin rolniczych. W latach 90., po reformach rynkowych, parytet dochodów ludności i rodzin rolniczych spadł do proporcji 40 do 100 proc. To obraz tragedii wolnego rynku w polskim rolnictwie.

- W Unii co 7 lat ustala się zręby polityki i plan budżetu. Podczas szczytu w Berlinie ustalono plan budżetu na lata 2000 – 2006, zapewniając w nim 79931 mln euro na pomoc przedakcesyjną dla nowych członków (ISPA, SAPARD, PHARE) i na rozszerzenie Unii o nowych członków. Pieniądze zostały więc zagwarantowane, ale kraje wstępujące (w tym Polska) wciąż nie potrafią ich ściągnąć, dzięki czemu Unia zaoszczędziła ponad 50 mld euro – twierdził prezes Soska.

- Czy uda nam się wywalczyć pozostałe środki, zależy od polskich negocjatorów. Z obliczeń wynika, że w latach 2003 – 2006 Polska może uzyskać 30 mld euro, a dodatkowo 5 mld ze środków przedakcesyjnych (ISPA, SAPARD, PHARE). Na lata 2004, 2005, 2006 polscy negocjatorzy powinni wywalczyć ok. 25 mld euro po akcesji RP – kontynuował Jacek Soska.
W latach 2000 – 2006 WPR przewiduje dopłaty bezpośrednie do 8 produktów roślinnych (zboża, rzepaku, roślin wysokobiałkowych, lnu oleistego, chmielu, tytoniu, skrobi, suszu paszowego) oraz do grup zwierząt (bydła i owiec), przy czym kraje unijne mają dodatkowo 50 proc. dopłaty eksportowej.

Autor artykułu: IWONA KUŹNIAK

Powstała nowa organizacja młodzieżowa

Friday, March 22nd, 2002

Krystian Dryniak jest uczniem Liceum Ekonomicznego w Tychach. Przed dwoma laty zainteresował się funkcjonowaniem giełdy papierów wartościowych. Stworzył sobie wirtualny portfel akcji i na podstawie informacji z prasy inwestował “kapitał”. Na akcjach “Optimusa” wygrał 6 tys. (niestety, również wirtualnych) złotych. Wspólnie z kolegami postanowił założyć szkolną giełdę papierów wartościowych, później Koło Młodych Inwestorów Giełdowych.

- Uznałem, że młodym ludziom potrzebne jest forum wymiany poglądów o sprawach ekonomicznych, inwestycjach czy np. o sytuacji w Argentynie i o tym, jak polepszać dobrobyt. Dodanie do nazwy koła przymiotnika “giełdowych” zawężałoby krąg zainteresowań, dlatego z niego zrezygnowaliśmy – powiedział Krystian.

Pierwsze organizacyjne spotkanie odbyło się w końcu listopada. Pomysł – w nieco innym kształcie – udało się urzeczywistnić z początkiem bieżącego roku. Wspólnie z kolegami Dawidem Sobolakiem i Marcinem Kasprzykiem oraz Danutą Szucką – nauczycielką przedmiotów ekonomicznych, powołali 8 stycznia Koło Młodych Inwestorów. Pomogli im Alojzy Berger – dyrektor Zespołu Szkół Ekonomiczno-Medycznych, Elżbieta Kruczek – kierownik Powiatowego Urzędu Pracy i Bartłomiej Poniatowski – dyrektor Okręgowej Izby Przemysłowo-Handlowej w Tychach. Do obu tych instytucji weszli wprost z ulicy. Przedstawili się, powiedzieli co chcą robić, że liczą na pomoc.

Koło liczy 10 osób. Spotykają się co środę o godz. 17 w jednej z sal ekonomika. Raz w miesiącu zapraszają gości. Dotychczas byli nimi wspomniany Bartłomiej Poniatowski oraz Jan Cofała z Urzędu Miasta, specjalista od funkcjonowania spółek gminnych.

Jedną z form działania są tzw. Warsztaty Umiejętności. Pierwsze z nich zorganizowano przy współpracy Powiatowego Urzędu Pracy. Składają się z czterech dwugodzinnych wykładów. Pierwszy pomaga określić kim się jest, co się umie. Drugi wykład traktuje o rynku pracy, metodach i technikach poszukiwania pracy, kolejne uczą pisania życiorysu i listu motywacyjnego oraz rozmowy z potencjalnym pracodawcą. Zajęcia prowadzi Monika Jermak, pracownica PUP. W pierwszych, kończących się właśnie warsztatach uczestniczyło 18 uczniów tyskich szkół średnich. Kolejna edycja rozpocznie się 4 kwietnia br.

Inne pomysły na kolejne spotkania i warsztaty to m.in. jak prowadzić własną firmę, skutecznie negocjować itp. – Chcemy dostarczać innym młodym ludziom wiedzę, której nie gwarantuje system edukacyjny w naszym kraju – podkreśla Krystian.

Koło nawiązało współpracę z warszawską giełdą. Otrzymuje stamtąd materiały informacyjne i promocyjne. Będzie organizować wycieczki na giełdę oraz do różnych przedsiębiorstw prywatnych. Próbuje nawiązać kontakty z innymi organizacjami pozarządowymi działającymi na rzecz młodzieży, m.in. z AIESEC (pracującą wśród młodzieży uczelni ekonomicznych). – Nie chcemy robić czegoś tylko w naszej szkole, lecz poszerzać horyzonty, robić coś na szerszą skalę. Wiem, że w naszej organizacji nie będzie tłumów, ale niech ci, którzy myślą podobnie, mają możliwość działania – mówi Krystian.

W dzieciństwie Krystian bawił się samochodzikami. Przewoził ładunki wyobrażając sobie, że ma własną firmę transportową. Rodzice prowadzili działalność gospodarczą, obracali się w kręgu podobnych osób. Naukę w “ekonomiku” doradziła mu mama. Obecnie Krystian uczęszcza do przedmaturalnej klasy IVa o profilu ubezpieczenia gospodarcze, w której uczy się 6 chłopaków i 26 dziewczyn. Nie wszyscy podzielają jego zainteresowania.

Marzy o studiach w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie, by w przyszłości móc pracować w zawodzie związanym z rynkiem kapitałowym oraz o zgromadzeniu kapitału na własne inwestycje na prawdziwej giełdzie.

Autor artykułu: MARIAN RYGLEWICZ

Rozpoczęła się kalendarzowa wiosna. To szczególny dzień przede wszystkim dla uczniów

Thursday, March 21st, 2002

Od lat 21 marca kojarzony jest z wagarami. Wtedy i tylko wtedy niektórzy nauczyciele przymykają oczy na opuszczanie zajęć lekcyjnych. Wtedy też przed południem na ulicach miast, skwerach i parkach można spotkać więcej młodzieży niż zwykle. Coraz częściej jednak szkoły chcą mieć wpływ na to, jak uczniowie spędzają w tym dniu czas. Organizują różne zajęcia, spotkania, wyjazdy. Tak właśnie jest w I Liceum Ogólnokształcącym im. J. Słowackiego w Chorzowie. Chociaż zdanie tamtejszych pedagogów o zwyczaju pierwszego dnia wiosny jest jednoznaczne.

- Mamy negatywny stosunek do dnia wagarowicza. Kiedyś zwyczaj ten miał coś młodzieży proponować. Teraz to jedynie przebrzmiała tradycja. Staramy się, by wszyscy byli zadowoleni. Chociaż dla zdrowo myślącej młodzieży każda opuszczona godzina nauki jest stratą – twierdzi Marek Piętka, zastępca dyrektora “Słowaka”. Dla drugich i trzecich klas po godz. 11 przygotowano wyjście do kina na film “Chopin – pragnienie miłości”. Z kolei czwartych klas wagarowanie nie dotyczy. Zdaniem nauczycieli, ci uczniowie przede wszystkim powinni skupić się na przygotowaniu do egzaminu maturalnego. Zdanie samej młodzieży różni się od stanowiska pedagogów.

- Wagary powinny być całodniowe i organizowane przez nas samych. Niestety, to raczej niemożliwe i co gorsza karane. Same byłyśmy na wagarach i dostało nam się po uszach – mówią Ola, Gosia i Marzena z klasy IIa. Dla innych 21 marca nie różni się zbytnio od innych dni. Niektóre zajęcia opuszczają stale.

- Na informatykę w ogóle się nie chodzi. A tak to zrywamy się z lekcji, szczególnie jak jest dużo sprawdzianów – przekonują Marcin i Gienek z IIIe.

Każda szkoła na swój sposób próbuje poradzić sobie z wagarami. W siemianowickim liceum im. J. Śniadeckiego jak co roku nie zabraknie atrakcji. Tym razem w szkolnych murach uczniów ma zatrzymać koncert licealnego zespołu.

- Nigdy nie mieliśmy jakiś gremialnych ucieczek. Uczniowie wiedzą, że w tym dniu jesteśmy im szczególnie przyjaźni – przekonuje Joanna Wróblowska-Płonka, zastępca dyrektora liceum.

Ciekawą propozycję przygotowano w Gimnazjum nr 1 i Szkole Podstawowej nr 12. Już po raz szósty organizowany jest tu Rajd Wagarowicza. Szesnaście autobusów zawiezie uczniów do Brennej. W szkole na lekcjach zostaną tylko dwie klasy (tak zadecydowali sami uczniowie). Wcześniej doszło do spotkania z rodzicami, na którym ustalono pewne zasady.

- Zwolnienie od rodziców na dzisiaj musieliśmy mieć dzień wcześniej. Po Rajdzie będziemy uwzględniać jedynie zwolnienia lekarskie – mówi Mirosław Wyszyński, dyrektor szkoły.

W niektórych placówkach oświatowych nauczyciele zdają sobie sprawę, że ze zwyczajem wagarowania pierwszego dnia wiosny nie wygrają. Tak właśnie jest w świętochłowickim Zespole Szkół Zawodowych. By zatrzymać młodzież w murach o godz. 10 rozpocznie się tu przegląd dorobku uczniowskiego nazwany “Świderki”. Przygotowano specjalne nagrody. Nie wiadomo jednak, ilu uczniów stanie w szranki.

- Przecież nie ma chyba szkoły, w której przynajmniej część młodzieży nie wagaruje – twierdzi Wanda Surowiec, dyrektor ZSZ.

Najmniej powodów do uciekania dzisiaj ze szkoły będą mieć uczniowie SP nr 1 w Świętochłowicach. Placówka realizując program Socrates współpracuje z różnymi szkołami, m.in. z irlandzką. Dlatego też od wtorku trwają Dni Irlandii. Dzisiaj zaplanowano najwięcej atrakcji.

Autor artykułu: MICHAŁ TABAKA

Inżynier, gola!

Thursday, March 21st, 2002

W zamaganiach w hali Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji wystąpiły zespoły pięcioosobowe reprezentujące piętnaście uczelni z całej Polski. Były ekipy m.in. z Gliwic, Krakowa, Wrocławia, Opola, ale też ze Szczecina, Białegostoku i Rzeszowa. Trzydniowe zmagania zakończył wielki finał, w którym nie brakowało emocji, jak i bramek.

Zanim jednak doszło do bezpośredniej walki o turniejowe laury trwała zacięta walka w eliminacjach. Politechnika Gliwicka, współorganizator zawodów, już po pierwszym pojedynku wyrosła na cichego faworyta zwyciężając pewnie z Gdańskiem 5:0. Kolejni rywale znad morza, konkretnie ze Szczecina, też nie okazali się zbyt wymagający, gdyż padł znów rezultat “do zera” – 4:0. Gliwiczanie w tej fazie rozgrywek męczyli się trochę jedynie z ekipą Krakowa, ale gości z Grodu Kraka potrafili też wypunktować – 3:1. W kolejnych meczach Gliwice spotkały się z Lublinem (również dość łatwe zwycięstwo 3:0) oraz z Łodzią. Po emocjonującej grze gracze spod znaku ,Śląskiej” zaliczyli następny sukces (wygrali 4:2) i ten rezultat dał im prawo gry w finale.

W pozostałych meczach eliminacyjnych wyłoniono drugiego kandydata do pierwszego miejsca w imprezie. Okazało się, że najwięcej punktów zebrała Politechnika Wrocławska. Wrocławianie nie grali w tej fazie turnieju może zbyt błyskotliwie, ale zdołali dostać się do finału, co było przecież najważniejsze. Osiągnięte przez nich wyniki to wygrana z Częstochową 2:1, z Radomiem 10:6 oraz po dogrywkach: z Opolem i Białymstokiem. W jednym meczu, z Poznaniem, wrocławianie musieli uznać wyższość rywala. Przegrali 0:4.

Mecz o pierwsze miejsce był bardzo zacięty i obfitował w słupki i poprzeczki. Gliwiczanie kilkakrotnie byli bliscy strzelenia bramki, ale właśnie na przeszkodzie stawały przedmioty podtrzymujące zazwyczaj siatkę. Mimo, że Politechnika Gliwicka miała w składzie najlepszego bramkarza całego turnieju, reprezentanta kraju w piątkach piłkarskich, Łukasza Skorupskiego, spotkanie to przegrała. Niewiele też pomógł inny kadrowiec, Błażej Korczyński. Goście z Wrocławia rozegrali mecz lepiej taktycznie. Grali z kontry i to przyniosło im powodzenie. Zdobyli trzy gole i wobec tylko dwóch trafień gliwiczan, im przypadł okazały puchar. Zawodnikom Politechniki Gliwice nie pomogło nawet kibicowanie absolwenta tej uczelni, obecnego prezesa NIK, Mirosława Sekuły i rektora Bolesława Pochopienia.

Brązowy medal mistrzostw przypadł dla Opola, które pokonało Łódź. W czołowej ósemce zawodów znalazły się jeszcze zespoły z Poznania, Krakowa, Lublina i Białegostoku. Najgorzej w boiskowych grach w hali MOSiR-u wypadła Politechnika Szczecińska – piętnaste miejsce.

Królem strzelców turnieju w Zabrzu został Robert Sobkowiak (Poznań). Najbardziej wszechstronnym piłkarzem wybrano Artura Kozubka (Wrocław). Zawody sędziował Zbigniew Szatkowski.

Autor artykułu: (wag)