Stowarzyszenie Mieszkańców Osiedla Grażyńskiego zarejestrowało się w kwietniu 1998 r. Od września ubiegłego roku widnieje też w Krajowym Rejestrze Sądowym. Ma osobowość prawną, co pozwala na samodzielność finansową i umożliwia działalność gospodarczą. SMOG jest jedyną taką organizacją w mieście. Zajmuje się nie tylko sprawami osiedla, ale wszystkim tym, co ważne dla życia bielszczan. Jego członkowie pomagają rodzinom spoza osiedla, prowadzą akcję “Lato w mieście” dla 110 rodzin. W organizowaniu zajęć pomagają pobliskie firmy, czyli Elektromontaż, Lenko, Therma, Transbud i mali przedsiębiorcy. Pomagają również miasto i Fundacja Batorego.
- Wszyscy pracujemy społecznie, nie zarabiamy złotówki. Tylko do programu realizowanego w OHP, gdzie zlecamy prowadzenie dla dzieci pracowni modelarskiej, plastycznej i rehabilitacji dla ludzi w każdym wieku, zatrudniamy fachowców na umowę-zlecenie – mówi przewodnicząca stowarzyszenia Władysława Pabijan.
Mieszkanie przewodniczącej, gdzie mieści się centrala SMOG, przypomina biuro firmy. Na segmentach piętrzą się segregatory wypełnione dokumentami. – To wynika z naszego prawa. Niezależnie od tego, czy stowarzyszenie prowadzi działalność gospodarczą, czy nie (my nie prowadzimy), rozlicza się tak samo – mówi sekretarz, Katarzyna Lekki. Szefowej to nie przeszkadza, uważa, że kontrola stowarzyszeń jest konieczna, by wyeliminować kombinacje i uchronić je od podejrzeń o nie.
- Do skrzyknięcia się i wspólnego działania zobligowało nas dokonane kilka lat temu odkrycie, że nasze osiedle jest w błyskawicznym tempie niszczone. Miasto o nie nie dba, bo nawet nie zauważa naszego istnienia, firmy rozjeżdżają nasze uliczki ciężkim sprzętem. Pękały krawężniki, szyby w oknach, więźby dachowe. Uznaliśmy, że jeśli nie zjednoczymy się, nikt nie będzie o nas walczył. Skończyło się w NSA, gdzie wygraliśmy – mówi Lekki.
Od tej pory udało się załatwić m.in. naprawę ulic i chodników, uregulować sprawy transportowe, by mogły funkcjonować firmy, ale i spokojnie żyć mieszkańcy osiedla, uregulować kanalizację i telefonizację.
- To sprawa uporu. Nie mamy w Ratuszu specjalnych przywilejów. Trzeba chodzić od drzwi do drzwi, przekonywać każdego z osobna, a potem pilnować, by wywiązał się z obietnic – Pabijan.
Jedną z niewielu porażek, jakie odnotowało stowarzyszenie, jest nieudana pomoc wielodzietnej rodzinie mieszkającej w suterenie budynku komunalnego na rogu ul. Korna i Piastowskiej. Mimo wielu prób nie udało się obniżyć wynoszącego około 1 tys. zł czynszu, na którego zapłacenie rodziny nie stać. Uparł się jeden z członków Zarządu Miasta i o obniżce nie chciano więcej rozmawiać. Nie udało się też przekonać architekta miejskiego, by mozaikę Ignacego Bieńka przenieść etapami na ścianę obok Domu Kultury w osiedlu Dolne Przedmieście. Teraz jest już za późno, po mozaice nie ma śladu i nie pomogą nawet najsurowsze wyroki sądowe wobec winnych jej zburzenia. Bez efektu pozostają ponadto sygnały o marnujących się ogromnych pieniądzach przeznaczonych na renowację głównego dworca PKP. Wyremontowane niedawno ściany już zamakają, co miejscy fachowcy tłumaczą faktem, że pada deszcz.
Teraz mieszkańcy walczą o własny park. W osiedlu jest zespół zieleni możliwy do zagospodarowania niewielkim kosztem. Mogłoby powstać kilka ławek, plac zabaw, miejsce do gry w piłkę.
Autor artykułu: WANDA THEN