Archive for the ‘Archiwa z Błąd w Druku’ Category

Mieszkańcy osiedla Grażyńskiego nie czekają na mannę z nieba

Friday, July 19th, 2002

Stowarzyszenie Mieszkańców Osiedla Grażyńskiego zarejestrowało się w kwietniu 1998 r. Od września ubiegłego roku widnieje też w Krajowym Rejestrze Sądowym. Ma osobowość prawną, co pozwala na samodzielność finansową i umożliwia działalność gospodarczą. SMOG jest jedyną taką organizacją w mieście. Zajmuje się nie tylko sprawami osiedla, ale wszystkim tym, co ważne dla życia bielszczan. Jego członkowie pomagają rodzinom spoza osiedla, prowadzą akcję “Lato w mieście” dla 110 rodzin. W organizowaniu zajęć pomagają pobliskie firmy, czyli Elektromontaż, Lenko, Therma, Transbud i mali przedsiębiorcy. Pomagają również miasto i Fundacja Batorego.

- Wszyscy pracujemy społecznie, nie zarabiamy złotówki. Tylko do programu realizowanego w OHP, gdzie zlecamy prowadzenie dla dzieci pracowni modelarskiej, plastycznej i rehabilitacji dla ludzi w każdym wieku, zatrudniamy fachowców na umowę-zlecenie – mówi przewodnicząca stowarzyszenia Władysława Pabijan.

Mieszkanie przewodniczącej, gdzie mieści się centrala SMOG, przypomina biuro firmy. Na segmentach piętrzą się segregatory wypełnione dokumentami. – To wynika z naszego prawa. Niezależnie od tego, czy stowarzyszenie prowadzi działalność gospodarczą, czy nie (my nie prowadzimy), rozlicza się tak samo – mówi sekretarz, Katarzyna Lekki. Szefowej to nie przeszkadza, uważa, że kontrola stowarzyszeń jest konieczna, by wyeliminować kombinacje i uchronić je od podejrzeń o nie.

- Do skrzyknięcia się i wspólnego działania zobligowało nas dokonane kilka lat temu odkrycie, że nasze osiedle jest w błyskawicznym tempie niszczone. Miasto o nie nie dba, bo nawet nie zauważa naszego istnienia, firmy rozjeżdżają nasze uliczki ciężkim sprzętem. Pękały krawężniki, szyby w oknach, więźby dachowe. Uznaliśmy, że jeśli nie zjednoczymy się, nikt nie będzie o nas walczył. Skończyło się w NSA, gdzie wygraliśmy – mówi Lekki.

Od tej pory udało się załatwić m.in. naprawę ulic i chodników, uregulować sprawy transportowe, by mogły funkcjonować firmy, ale i spokojnie żyć mieszkańcy osiedla, uregulować kanalizację i telefonizację.

- To sprawa uporu. Nie mamy w Ratuszu specjalnych przywilejów. Trzeba chodzić od drzwi do drzwi, przekonywać każdego z osobna, a potem pilnować, by wywiązał się z obietnic – Pabijan.

Jedną z niewielu porażek, jakie odnotowało stowarzyszenie, jest nieudana pomoc wielodzietnej rodzinie mieszkającej w suterenie budynku komunalnego na rogu ul. Korna i Piastowskiej. Mimo wielu prób nie udało się obniżyć wynoszącego około 1 tys. zł czynszu, na którego zapłacenie rodziny nie stać. Uparł się jeden z członków Zarządu Miasta i o obniżce nie chciano więcej rozmawiać. Nie udało się też przekonać architekta miejskiego, by mozaikę Ignacego Bieńka przenieść etapami na ścianę obok Domu Kultury w osiedlu Dolne Przedmieście. Teraz jest już za późno, po mozaice nie ma śladu i nie pomogą nawet najsurowsze wyroki sądowe wobec winnych jej zburzenia. Bez efektu pozostają ponadto sygnały o marnujących się ogromnych pieniądzach przeznaczonych na renowację głównego dworca PKP. Wyremontowane niedawno ściany już zamakają, co miejscy fachowcy tłumaczą faktem, że pada deszcz.

Teraz mieszkańcy walczą o własny park. W osiedlu jest zespół zieleni możliwy do zagospodarowania niewielkim kosztem. Mogłoby powstać kilka ławek, plac zabaw, miejsce do gry w piłkę.

Autor artykułu: WANDA THEN

Pojawią się rycerze

Friday, July 19th, 2002

Wprawdzie wakacje niedawno się zaczęły, ale już warto wiedzieć, że tuż po nich zaplanowano niezwykłą imprezę. Będzie nią festyn archeologiczny na terenie grodziska w Starym Bielsku. To najstarsze i najcenniejszy obiekt archeologiczny w mieście, mimo to niemal nieznany mieszkańcom. Najważniejszym celem spotkania jest więc promocja grodziska oraz propagowanie idei stworzenia w nim rezerwatu archeologicznego. Ważnym zamierzeniem jest przybliżenie dziejów tego obiektu, a tym samym początków istnienia miasta.

Organizatorami imprezy są bielskie Muzeum oraz bractwa rycerskie działające w Bielsku, czyli Wolna Drużyna Ziemi Beskidzkiej oraz Drużyna Grodu Bielskiego. Gościnnie udział w festynie zapowiedzieli członkowie Krakowskiego Bractwa Rycerskiego.

W programie sceny z dziejów grodziska od XII do XIV wieku, pokazy dawnego rękodzieła: garncarstwa, kowalstwa, skórnictwa, rogownictwa, mincerstwa. Dzieci i młodzież wziąć będą mogli udział w licznych grach i zabawach utrzymanych w duchu epoki. Będą więc zakuwanie w dyby, rzut podkową, walka na kozłach workami z sianem, przymierzanie strojów średniowiecznych.

Autor artykułu: (net)

Wandale przy słuchawkach

Thursday, July 18th, 2002

Budki talefoniczne w Bielsku-Białej coraz częściej przypominają porozbijane wraki, w których można się jedynie pokaleczyć, a nie porozmawiać. Powybijane szyby, zdewastowane aparaty i blokujące się karty magnetyczne to tylko niektóre niespodzianki jakie czekają na każdego, kto będzie chciał z nich skorzystać.

Za stan budek telefonicznych odpowiadzialny jest operator, który je obsługuje. Pytając o taki stan rzeczy, w bielskim dziale eksploatacji Telekomunikacji Polskiej dowiadujemy się, że aby dany aparat został naprawiony musi zostać zarejestrowane zgłoszenie awarii przez użytkownika (najlepiej na nr 980) a następnie w ciągu około miesiąca naprawa zostanie wykonana. W niektórych przypadkach procedura trwa znacznie dłużej.

Autor artykułu: (KM)

Angielski wojaż

Thursday, July 18th, 2002

Dwie drużyny dziecięco-młodzieżowe wyjadą 29 lipca na turniej piłkarski Yorkshire Cup 2002, który jest rozgrywany w angielskim Kirklees, partnerskim mieście Bielska-Białej. Na Wyspy Brytyjskie pojadą drużyny 14-osobowe z rocznika 1987 i młodsi oraz 1989 i młodsi. Tam zagrają z zespołami z USA, Szwecji, Danii, Irlandii, Włoch, Holandii, Niemiec i Hiszpanii. Choć współpraca Bielska-Białej z Kirklees trwa od kilku lat, będzie to pierwszy kontakt sportowy.

- Jedziemy w ciemno. To takie przetarcie szlaków, więc nie możemy nic powiedzieć o szansach sportowych – wyjaśnia Ryszard Kobyniewicz, trener starszej grupy.

Reprezentacje zostały wyselekcjonowane przez trenerów Beskidzkiego Okręgowego Związku Piłki Nożnej, Mariana Kozynackiego i Ryszarda Kobyniewicza. Na podstawie przeprowadzonych konsultacji wyłoniono dwie kadry.

- Selekcja trwała od kwietnia. Bazą dla obu grup były reprezentacje podokręgu bielskiego, które grały w makroregionie śląskim. Kadry oparte są na zawodnikach z Bielska-Białej i okolic – wyjaśnia Kobyniewicz.

Młodsza grupa jest wyrównana i silna. W rozgrywkach makroregionu śląskiego zajęła piąte miejsce. W turnieju halowym była trzecia. Grupa starsza, oparta o zawodników Szkoły Mistrzostwa Sportowego, nie miała wprawdzie podobnych osiągnięć, ale nie należy jej lekceważyć.

Obserwacje zawodników trwały kilka miesięcy. Szkoleniowcy przyglądali się utalentowanej młodzieży na meczach mistrzowskich. Dopiero później zaprosili poszczególnych piłkarzy do udziału w konsultacjach. W tym czasie młodsza grupa pokonała m.in. Walcownię Czechowice 3-0 i Pasjonata Dankowice 4-2. Podobnie była przygotowywana starsza grupa. W meczach kontrolnych pokonała BTS Rekord Bielsko-Biała 5-1 i Walcownię Czechowice 3-0. We wtorek zostanie rozegrany ostatni sparing w Chybiu.

Wyjazd przewidziano 29 lipca o 5.00. Zespoły pojadą przez Niemcy, Holandię i kanał La Manche. W Anglii będą rywalizować od 31 lipca do 3 sierpnia. Zawody potrwają codziennie od 9.30 do 19.00.

Autor artykułu: ŁUKASZ KLIMANIEC

Zamieszanie na Pawiej

Thursday, July 18th, 2002

Nadal niespokojnie jest w osiedlu domków jednorodzinnych przy ul. Pawiej w dzielnicy Leszczyny. Kilka tygodni temu wyjazd na ul. Żywiecką został zagrodzony metalową bramą. Okazało się wówczas, że teren od kilkudziesięciu lat użytkowany jako droga jest obecnie własnością prywatną. Zgodnie z gminnymi dokumentami, wcześniej należał do miasta, później do dysponującej tu swoimi urządzeniami Aquy. Niedawno spółka wodna sprzedała obiekt wraz z terenem swojemu pracownikowi, który zbył ją niemal od ręki, a nowy właściciel postanowił ogrodzić posesję w całości, również z drogą. Wojciech Dębowski, przewodniczący Rady Osiedla i jednocześnie radny Rady Miejskiej obiecywał wówczas, że do dwóch miesięcy tuż obok powstanie nowa droga, gdyż przeznaczony na nią teren miejski znajduje się właśnie tam, a nie w miejscu, gdzie trakt przebiegał dotychczas.

Wczoraj mieszkańcy Pawiej zaalarmowali nas ponownie. – Znalazłem dokumenty i świadków, którzy potwierdzą, że teren pod zagrodzoną obecnie drogę wykupili z własnych pieniędzy mieszkańcy dzielnicy. Stało się to jednak w roku 1938 i widać nie zdążono zarejestrować tego faktu w księgach wieczystych – twierdzi zdecydowanie Mieczysław Łysoń.

Mieszkańców zaniepokoiły również pogłoski, że właściciel ogrodu, w którym leży fragment gruntu miejskiego, nie godzi się na przeprowadzenie tam nowej drogi. Zaprzeczył temu wczoraj Wojciech Dębowski: – Nie ma żadnych komplikacji. Rozmawiałem z właścicielem, który nie ma zamiaru robić żadnych problemów – powiedział.

Komplikacje jednak są. Jak się dowiedzieliśmy, obok zagrodzonej Pawiej powstać ma jedynie przejście dla pieszych. Zmotoryzowani mieszkańcy dzielnicy zmuszeni będą do korzystania z niewygodnych i oddalonych dojazdów do głównej drogi. Nie zamierzają się na to zgodzić.

Autor artykułu: (net)

100 tys. na szkołę

Wednesday, July 17th, 2002

W czerwcu trąba powietrzna, która przeszła nad gminą Mykanów zniszczyła m.in. szkołę w Kocinie Starym. Żywioł zerwał połowę dachu z budynku.

Straty w całej gminie oszacowano na ponad 5 milionów złotych. Wójt Mykanowa Krzysztof Smela zwrócił się o pomoc do m.in. samorządów. Częstochowa przeznaczy 100 tys. zł na remont dachu szkoły w Kocinie Starym.

Procedury wydawania pieniędzy samorządowych wymagają aby określony był cel na co są przeznaczone. Wymagana też jest uchwała radnych w tej sprawie.

W ubiegłym roku nasze miasto przekazało 200 tys. gminie Sienna na Podkarpaciu, która ucierpiała w czasie powodzi. Wówczas fundusze były przeznaczone na odbudowę mostu na Dunajcu.

Autor artykułu: (JS)

Wypadł przez okno

Wednesday, July 17th, 2002

Do tragicznego wypadku doszło w poniedziałek po południu na terenie szpitala przy ul. Bialskiej na Parkitce. Około godziny 17.00 81-letni pacjent wypadł z piątego piętra budynku. Mężczyzna poniósł śmierć na miejscu.

- Wstępne założenia wykluczają udział osób trzecich w zdarzeniu – informuje kom. Katarzyna Staciwa, rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Częstochowie.

Prokuratura zarządziła sekcję zwłok.

Autor artykułu: (vig)

Nawet prawomocne wyroki nie gwarantują odzyskania pieniędzy

Wednesday, July 17th, 2002

Byli pracownicy firmy Amplus od miesięcy domagają się od dawnego pracodawcy wypłaty zaległych pensji, odpraw i ekwiwalentów za urlop. Bezskutecznie. Część z nich ma prawomocne wyroki sądowe uznające słuszność roszczeń finansowych.

- Co z tego, skoro mimo wyroków sądu pracy nie możemy doczekać się zaległych wypłat – mówią rozgoryczeni pracownicy. – Zarząd firmy gra nam na nosie. Udowadnia, że można kierować się swoimi prawami i lekceważyć orzeczenia sądu.

Amplus ma kłopoty finansowe od kilkunastu miesięcy. W ramach zwolnień grupowych pracę straciła cała załoga. O wypłatę zaległych pensji i odpraw walczyli już pracownicy zwolnieni w sierpniu ubiegłego roku. Po kilku miesiącach starań otrzymali wreszcie należne im pieniądze. Na początku roku o zaległe wynagrodzenia zaczęły ubiegać się osoby zwolnione w grudniu 2001 roku.

- Amplus jest mi winien 14 tys. zł: pensję za grudzień, trzymiesięczną odprawę i ekwiwalent za niewykorzystany urlop – mówi Jacek S., były pracownik firmy. – Nie znalazłem pracy i nie mam z czego żyć. Od miesięcy chodzę do biura zakładu i żebrzę o swoje pieniądze. Tam nie ma z kim rozmawiać. Prezes tylko dużo obiecuje. Jego zapewnienia kończą się na słowach. Nic z nich nie wynika.
Krzysztofowi B. Amplus jest winien 5,9 tys. zł pensji za sierpień ubiegłego roku, trzymiesięczną odprawę i ekwiwalent za urlop.

- Plus odsetki od tej sumy – tłumaczy Krzysztof B. – Wygrałem dwie sprawy przeciwko Amplusowi w sądzie pracy i złożyłem wniosek o postępowanie egzekucyjne. Na pieniądze nie mogę się jednak doczekać. Komornik nie jest w stanie ich ściągnąć, bo – jak zapewnia – nie ma z czego.

Zarząd spółki Amplus złożył do sądu gospodarczego w Częstochowie wniosek o upadłość firmy. Sąd jednak oddalił tę sprawę. Uznał, że spółka nie ma majątku na pokrycie kosztów postępowania upadłościowego.

- Firma Amplus posiada zobowiązania finansowe w stosunku do 113 pracowników. Łączna kwota roszczeń wynosi 280 tys. zł – informuje Marek Tusiński, wiceprezes Sądu Okręgowego w Częstochowie.
Grupa byłych pracowników firmy postanowiła ubiegać się o wypłatę zaległych wynagrodzeń za pośrednictwem Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. W częstochowskim biurze Funduszu wnioski o wypłatę świadczeń złożyło 11 osób.

- Sprawy te są na razie w toku – informuje Aneta Świercz, zastępca kierownika biura terenowego Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych w Katowicach z siedzibą w Sosnowcu, któremu podlega częstochowskie biuro FGŚP. – Ustawa mówi, że jednym z warunków wypłaty środków z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych jest niewypłacalność pracodawcy nie w sensie ekonomicznym, ale prawnym. W tym wypadku pracodawca spełnia przesłankę niewypłacalności tzn. sąd gospodarczy oddalił jego sprawę o upadłość.

Spełniony został także inny warunek, który wymaga, aby między datą zwolnienia a datą niewypłacenia nie upłynęło więcej niż 6 miesięcy.
- W tej sprawie są jednak komplikacje pod względem formalnym – tłumaczy Aneta Świercz. – O wypłatę środków z funduszu mogą ubiegać się ci, którzy wyczerpali drogę sądową i komorniczą. Podstawą do złożenia wniosku do Funduszu jest legitymowanie się wyrokiem sądowym czy postanowieniem komorniczym umarzającym bezskuteczność egzekucyjną przeciwko pracodawcy. Pozostałe osoby muszą mieć oświadczenie pracodawcy potwierdzające, jakich świadczeń im nie wypłacił, jaki był ich charakter prawny i kwota do zaspokojenia. Byli pracownicy Amplusa nie mają takich zaświadczeń. Jest to przeszkodą do zaspokojenia ich roszczeń.

Konrad Rylski, prezes zarządu Amplusa zapewnia, że listy płac zostały złożone w częstochowskim biurze Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych.

- Nie zostały przeze mnie podpisane – przyznaje – ale ja nie jestem już prezesem zarządu firmy Amplus – kwituje rozmowę. Z nowym prezesem poleca byłym pracownikom kontakt… korespondencyjny.
Dawna załoga Amplusa czuje się bezsilna.

- Dlaczego zarząd firmy nie chce umożliwić nam wypłaty świadczeń z Funduszu? Przecież byłoby to z korzyścią dla samej spółki i jej byłych pracowników. Rozwiązałoby konflikt. Postępowanie zarządu firmy jest czystą złośliwością – uważa Alina A., była pracownica spółki, której Amplus jest winien około 8 tys. zł.

Do Prokuratury Rejonowej wpłynęło doniesienie przeciwko zarządowi spółki Amplus dotyczące złośliwego i uporczywego naruszania praw pracowniczych.

- Są prowadzone czynności sprawdzające w tej sprawie – potwierdza Cezary Flis, zastępca prokuratora rejonowego w Częstochowie.

Autor artykułu: VIOLETTA GRADEK

Ważny tylko zysk

Tuesday, July 16th, 2002

Dwanaście zarzutów postawiła dyrekcja dąbrowskiego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej Januszowi Filipkowi, który ujawnił, że firma zamawia mniej ciepła, niż sprzedaje, osiągając w ten sposób rocznie 3 mln zł nienależnych zysków (pisaliśmy o tym we wczorajszym ,DZ”). PEC najchętniej zwolniłby niewygodnego pracownika. Zastępcę kierownika Działu Eksploatacji i Ruchu Sieciowego, który jednocześnie jest szefem 70-osobowej organizacji ZZ ,Kontra” chronią jednak zapisy ustawy o związkach zawodowych.

- Pan Filipek działa na szkodę firmy i dlatego postanowiliśmy rozwiązać z nim umowę o pracę – mówi Krzysztof Kiszka, dyrektor dąbrowskiego PEC. – O swoim zamiarze poinformowaliśmy związek.

Termin zajęcia przez związkowców stanowiska upływa jutro. Niemal na pewno ,Kontra” będzie bronić swojego przewodniczącego. Firma jest zdecydowana wystąpić na drogę sądową.

Strony konfliktu spotkają się zapewne nie tylko przed sądem pracy. Wczoraj Janusz Filipek złożył w dąbrowskiej prokuraturze zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa, m.in. poświadczenia nieprawdy przez trzy osoby oraz zmuszania do fałszowania dokumentacji technicznej.

- Żądano, aby w sposób niezgodny z prawem energetycznym wprowadzić do dokumentacji technicznej tzw. współczynniki korygujące, które zmniejszają zamówioną moc cieplną. Tymczasem przez cały sezon nasza firma pobierała więcej ciepła niż wcześniej zakontraktowała – wyjaśnia Janusz Filipek. – Krzysztof Kiszka uważa, że przedsiębiorstwo nie może zrezygnować z osiąganych w ten sposób zysków. Tylko od kiedy zysk jest ważniejszy od prawa?

,Kontra” rozpoczęła także spór zbiorowy z zarządem dąbrowskiego PEC, któremu zarzuca łamanie praw związkowych.

Autor artykułu: WOJCIECH W. WACŁAWEK

Koniec “Kosmosu”?

Tuesday, July 16th, 2002

Pusta widownia i pusta kasa. Zamiast premier stare, zgrane już filmy. Czy taki los czeka katowickie kino “Kosmos”, czy niegdyś jedno z najnowocześniejszych kin w Polsce, z salą na 600 widzów, wytrzyma konkurencje z klimatyzowanym multikinem.

- Kino nadal będzie działało. Postaramy się grać bardziej ambitne filmy. Sądzę, że wybronimy się przed konkurencją multikina – mówi Henrietta Waligóra prowadząca wspólnie z mężem “Kosmos”. Jej walka być może jednak z miesiąca na miesiąc będzie przypominała bitwę z wiatrakami. Tymczasem decyzja o tym, że katowickie kino pójdzie pod młotek, zapadła już 5 lat temu.

Kiedy w 1965 roku w Katowicach z wielkim hukiem otwierano “Kosmos”, było to kino z wszelkimi wygodami. Już od pierwszego dnia jego działania pod kasami ustawiały się kolejki. Nic dziwnego, że Henrietta Waligóra obiecuje zażartą walkę o utrzymanie przy życiu tego kina, jej mąż pracuje w nim od pierwszego dnia, czyli od 37 lat.

- Jestem odpowiedzialna za los 20-osobowej załogi. Jeśli się poddam, ci ludzie pójdą na zasiłek – dodaje.

Waligórowie są zaledwie dzierżawcami “Kosmosu”, bo kino jest własnością katowickiej Instytucji Filmowej “Silesia”, podobnie jak 21 innych tego typu obiektów na terenie województw małopolskiego, śląskiego i opolskiego. “Kosmos”, ze swoimi 599 miejscami dla widzów, jest największy. – I najbardziej był zagrożony od pierwszych dni, kiedy dowiedzieliśmy się, że w województwie śląskim zamierzają zainwestować sieci multikinowe – mówi Zygmunt Brzeziński, dyrektor “Silesii”.

Jeszcze 5 lat temu była nadzieja. Powstał wtedy projekt modernizacji “Kosmosu”. Miało to być nowoczesne pięciosalowe kino z klimatyzacją i wszelkimi nowościami, technicznymi. Nigdy tego remontu nie zrobiono. I chyba wtedy przesądził się jego los.

- Wybór taki: albo inwestuję pieniądze w remont kina w Katowicach, w których powstaną przynajmniej dwa multikina i będzie zażarta walka o każdego widza, albo remontuję i unowocześniam kina w małych miejscowościach, do których wielcy inwestorzy nigdy nie zajrzą, bo nie będzie im się to opłacało – mówi Brzeziński. Wybrał to drugie i zainwestował w kina m.in. w Kędzierzynie-Koźlu, Rybniku i Szczyrku. Mówi, że z biznesowego punktu widzenia nie popełnił błędu. – Lada dzień w Katowicach otwarty zostanie drugi multipleks w budynku Unicentrum. Takiej konkurencji nie wytrzymają inne tradycyjne kina, z wyjątkiem kina “Światowid”, które, jako studyjny mały obiekt, ma swoją stałą, wierną widownię – wyjaśnia.

Między “Silesią” a państwem Waligóra jest długoletnia umowa dzierżawy kina. – Ja jej zrywać nie zamierzam. Dopóki chcą, niech walczą o “Kosmos”, chociaż przyznam, że jego żywot będzie krótki – zarzeka się Brzeziński.

Brzeziński ma wypracowaną wizję tego, co będzie w zamkniętym kinie. – Od dwóch lat działa tam archiwum filmowe pod nazwą Filmoteka Śląska. Zebraliśmy filmy archiwalne, produkujemy kolejne, które dokumentują życie regionu. Na razie filmoteka utrzymuje się z dochodów “Silesii”. Kiedyś, jak nie będzie dziury budżetowej, postaramy się o dotację i przystosujemy obiekt do takiej działalności edukacyjno – oświatowej. Kina z prawdziwego zdarzenia w tym budynku już nie będzie – mówi.

Póki co, projekt dotyczący finansowania filmoteki jest rozpatrywany przez Zarząd Województwa Śląskiego. – Na razie nie podam żadnych kwot, bo w sytuacji, kiedy brakuje na domy dziecka, nie mogę starać się o konkretne dotację na archiwum – dodaje.

Autor artykułu: JOANNA KARWETA